|
|
"A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga, widzšc, że córki człowiecze sš piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotš cielesnš; niechaj więc żyje tylko sto dwadziecia lat. A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także póniej, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, majšcy sławę w owych dawnych czasach. (Ks.Rodzaju 6:1-4)"
I.
Zanim nasza cywilizacja wkroczyła w wiek atomowy – wiele odkryć, przekazów mitologicznych, opisów w więtych księgach, wykopalisk i zagadkowych zjawisk obserwowanych na ziemi pozostawało niezrozumiałymi.
Sędziwe teksty sanskryckie „Mahabharata” opisujš szczegółowo wybuchy wielkich kul ognistych oraz wywołane przez nie burze i sztormy. Następstwa tych wybuchów przybierały u ludzi forme klasycznych objawów choroby popromiennej, wywołujšc utratę włosów, wymioty i w końcu mierć. Co ciekawe, teksty te podajš, że osoby znajdujšce się w zasięgu działania tych wybuchów mogš się ocalić usuwajšc wszystkie metale z powierzchni swych ciał i zanurzajšc się w wodzie rzecznej. Cel tego mógł być tylko jeden – dekontaminacja przez zmycie z powierzchni ciała i odzieży czšstek radioaktywnych, czyli proces, który w takich przypadkach zalecany jest i dzisiaj.
Erich von Däniken wspomina zawarte w rozmaitych starożytnych tekstach opisy broni jšdrowej, sugerujšc, że była ona użyta przez Przybyszów z Kosmosu, wyposażonych w wytwory swej wysoko zaawansowanej wiedzy i technologii przeciwko prymitywnym mieszkańcom naszej planety. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, aby Przybysze stosowali tak drastyczne rodki przeciwko pierwotnym, nie-ucywilizowanym, wyposażonym jedynie w łuki i strzały mieszkańcom Ziemi.
Richard B. Mooney podaje, że bramińska księga „Siddnanta-Ciromani” posługuje się jednostkami czasu , z których ostatnia, najmniejsza trutti stanowi tylko 0,33750 sekundy. Uczeni studiujšcy teksty sanskryckie sš zakłopotani, nie mogšc wyjanić, do czego służyć mogła w Starożytnoci tak mała jednostka czasu i jak jš można było mierzyć bez odpowiednich instrumentów. Współczesne prymitywne szczepy posiadajš doć niejasne pojęcie czasu i nawet godziny majš dla nich stosunkowo niewielkie znaczenie. Trudno więc sobie wyobrazić, żeby starożytne ludy zachowywały się w tym względzie inaczej.
Thomas Andrews w swej ksišżce „Nie jestemy pierwsi” pisze: Według jogi Pundid Kaniach z Ambatturu w Madras, którego spotkałem w roku 1966 poczštkowo pomiar czasu według braminów był szećdziesištkowy, na dowód czego joga cytował wyjštki z „Brihath Sakatha” i innych tekstów sanskryckich. W dawnych czasach doba dzieliła się na 60 >>kala<<, z których każda wynosiła 24 minuty. >>Kala<< dzieliła się na 60 >>vikala<<, z których każda wynosiła 24 sekundy. Następnymi 60 razy mniejszymi jednostkami były: >>para<<, >>tatpara<<, >>vitatpara<<, >>ima<< i w końcu >>kashta<< - 1/300.000.000 częć sekundy. Do czego starożytnym Hindusom służyć mogły ułamki mikrosekund? Pundid Kaniach wyjanił, że uczeni bramini od zarania dziejów zobowišzani byli do zachowania tej tradycji w pamięci, choć sami jej nie rozumieli.
0,000.000.003 częć sekundy – kashta – nie może naturalnie mieć żadnego sensu praktycznego, jeli nie dysponuje się urzšdzeniami, które mogłyby mierzyć czas z takš dokładnociš. Z drugiej strony wiadomo, że czas życia niektórych czšstek elementarnych: hiperonów i mezonów jest bliski jednej trzystumiliardowej częci sekundy![1]
Tablica „Varahamira” z roku 550 n.e. zawiera wielkoci matematyczne porównywalne z rozmiarami atomu wodoru. Czyżby te liczby też przekazano nam z odległej przeszłoci? Joga Vashishta twierdzi: Istniejš rozległe wiaty w pustych przestrzeniach każdego atomu, tak różnorodne, jak pyłki w promieniach słońca. Wydaje się to wskazywać na starożytnš wiedzę o tym, że nie tylko materia jest zbudowana z niezliczonej liczby atomów, lecz że w samych atomach – jak dzi wiemy – większoć przestrzeni jest nie wypełniona materiš.
Teksty te, pochodzšce z dalekiej przeszłoci, wskazujš na to, że już wtedy istniała głęboka znajomoć fizyki jšdrowej. Fakt, że bramini zobowišzani byli zapamiętać szereg symboli matematycznych, nie rozumiejšc ich nawet, wiadczy o celowo podjętym wysiłku zmierzajšcym do przekazania wiedzy z zaginionej ery technologicznej. Można sobie wyobrazić pradawnych uczonych, którzy obserwujšc upadek swej cywilizacji, zapisywali swojš wiedzę i powierzyli pewnej grupie ludzi odpowiedzialnoć za przekazywanie jej poprzez wieki, aż do czasu, kiedy znowu się stanie zrozumiała.[2]
Wydaje się także, że co z tej starożytnej nauki przenikało przez wieki w doć ogólnikowej formie. Dwa i pół tysišca lat temu Demokryt mówił: W rzeczywistoci nie istnieje nic, tylko atomy i pusta przestrzeń. Grecy uważali, że atom jest najmniejszš i niepodzielnš czšstkš materii, podczas gdy Fenicjanin Moschus zapewniał, że atom można podzielić i zapewniał o tym Greków. Żyjšcy w I w. p.n.e. uczony rzymski Lukrecjusz pisał, że atomy pędzš nieustannie w przestrzeni i podlegajš niezliczonej liczbie zmian pod zakłócajšcym wpływem zderzeń. Sš one zbyt małe, aby je widzieć.
Dopiero w XIX i XX stuleciu podjęto poważne prace w zakresie fizyki jšdrowej, więc uczeni starożytni, których fragmentaryczna wiedza pochodzić musiała z zamierzchłej epoki zapomnianej technologii, nie mogli potwierdzić swych wiadomoci w praktyce, nie istniała bowiem technologia, która to by umożliwiała.
Zamierzchła epoka, kiedy wiedza ta była stosowana w praktyce, stosowała energię atomowš do wielu celów. Idea transmutacji metali, która pochłaniała uwagę alchemików przez całe wieki, każšc im szukać sposobu zamiany ołowiu w złoto, wynikła najprawdopodobniej z jeszcze starszej wiedzy o tym, że manipulacja strukturami subatomowymi pierwiastków pozwala na przekształcenie jednego z nich w drugi.[3]
Jednakże nas interesuje nie samo zastosowanie energii jšdrowej, ale jej niewłaciwe zastosowanie. Wydaje się, że rozmaite starożytne teksty stwierdzajš ponad wszelkš wštpliwoć fakt wystšpienia na Ziemi straszliwej masakry Ludzkoci. W sferze domysłów znajduje się jedynie to, czy konflikt ów był wyłšcznie ziemskiego pochodzenia, czy też wzięli w nim udział pochodzšcy z Kosmosu przybysze, wyposażeni w zaawansowanš wiedzę i technologię.
Charles Berlitz pisze, że zaskakujšce wzmianki i aluzje do stosunkowo niedawnych zdobyczy naszej cywilizacji, jak bomba atomowa, rakiety, gazy bojowe i inne, występujš szczególnie obficie w starożytnych tekstach indyjskich. Wyjštkowo dużo tego można spotkać w staroindyjskim eposie „Mahabharata”, stanowišcych kompendium wiedzy dotyczšcej religii, wiata, modłów, obyczajów, historii oraz legend o bogach i bohaterach starożytnych Indii. Często nazywa się ten epos „hinduskš Iliadš”, chociaż jest 7 razy obszerniejszy od „Iliady” i „Odysei” razem wziętych – zawiera on 200.000 wierszy. Przypuszcza się, że został on napisany 1.500 lat p.n.e., ale dotyczy on zdarzeń znacznie wczeniejszych. Po raz pierwszy wydrukowano go w sanskrycie w 1834 roku, a następnie przełożono: najpierw na język włoski, a następnie w 1884 roku na angielski.
„Mahabharata” w dużej częci zajmuje się działaniami wojennymi, w których biorš udział bogowie, półbogowie i ludzie. Przypuszcza się, że opisy te stanowiš quasi-historyczny przekaz dotyczšcy inwazji Ariów z północy, którzy wyparli pierwotnych mieszkańców tych ziem – Drawidów, na południe półwyspu indyjskiego. Jednakże wród normalnych w takich razach obrazów starożytnych działań bojowych rozrzucone sš zagadkowe i bardzo szczegółowe wzmianki dotyczšce łatwych do zidentyfikowania obecnie broni takich, jak: działa artyleryjskie – agneyastra, rakiety i samoloty bojowe – vimana, radar, zasłony dymne, gazy trujšce – tashtra, gazy obezwładniajšce – mohanastra, pojazdy rakietowe i głowice atomowe. W drugiej połowie XIX wieku fragmenty te brzmiały tajemniczo lub zabawnie; dzisiaj wymowa ich jest dla wszystkich mieszkańców kuli ziemskiej oczywista, pomimo tego, że od czasu, którego te opisy dotyczš upłynęły tysišce lat.
Przedstawiajšc bitwę pomiędzy starożytnymi armiami „Drona Parva” – jedna z ksišg „Mahabharaty” – opowiada o walce, w czasie której: wybuchy pocisków dziesištkujš całe armie powodujšc, że tłumy żołnierzy wraz z broniš, słoniami i rumakami zostały uniesione i porwane przez wielki wicher jak suche licie z drzew... Starożytny kronikarz dodatkowo zaopatrzył ten opis w komentarz: Wyglšdali tak wspaniale, jak szybujšce ptactwo – jak ptaki odlatujšce z drzew. Tekst zawiera nawet przedstawienie charakterystycznego, grzybiastego obłoku wybuchu nuklearnego, który porównywany jest do otwarcia gigantycznego parasola, za opis skażenia rodków żywnociowych, wypadania włosów u ludzi oraz koniecznoć dokładnego zmycia ciała ludzi i zwierzšt dla zapobieżenia choroby lub mierci stanowiš dziwnie nowoczesny akcent tej starożytnej legendy.
A oto pochodzšce z „Mahabharaty”, „Ramayany” i „Mahavira Charita” fragmenty opisujšce walkę: Pojedynczy pocisk wybuchł z całš mocš wiata. Rozżarzony słup dymu i ognia tak olepiajšcy, jak 10.000 słońc uniósł się w całej swej wspaniałoci [...] Była to nieznana broń, żelazny piorun, gigantyczny posłaniec mierci, który zamienił w popioły całš rasę Vrishni i Andhaka. Ciała ich były tak spalone, że nie można było ich rozpoznać. Ich włosy i paznokcie powypadały, wyroby garncarskie popękały bez żadnego widocznego powodu, a wszystkie ptaki zbielały. Po kilku godzinach wszystkie produkty spożywcze były zatrute [...] Aby uciec od tego ognia, żołnierze rzucali się do strumieni, aby obmyć siebie i swój ekwipunek.
Następstwa działania tej superbroni opisane sš następujšco: Zaczšł wiać wicher [...] wydawało się, że słońce się obróciło, wiat spieczony ogniem wydawał się być w goršczce. Słonie i inne zwierzęta lšdowe, palone energiš tej broni, mknęły w ucieczce [...] nawet wody były tak goršce, że przebywajšce w nich stworzenia zaczęły palić się [...] Nieprzyjacielscy żołnierze padali jak drzewa powalone w szalejšcym ogniu – wielkie słonie palone tš broniš padały na ziemię wydajšc dzikie ryki bólu. Inne palone ogniem biegały we wszystkie strony, jak wród płonšcego lasu, także rumaki i pojazdy spalone energiš tej broni wyglšdały, jak szczyty drzew, które spłonęły w pożarze lasu...
Księga „Karna Parva” podaje nawet wymiary tej broni: Strzała miertelna jak laska mierci. Mierzy ona 3 łokcie i szeć stóp[4]. Obdarzona mocš pioruna tysišcokiego Indry była ona niszczycielska dla wszystkich żyjšcych stworzeń.
Starożytni Hindusi wykazali w swoich przekazach pimienniczych zaskakujšcš wiedzę naukowš o wiecie i materii. W powstałym przed około 5.000 laty dziele zatytułowanym „Jyotish” znajdujemy rozważania na takie tematy, jak heliocentryczny ruch planet, prawa grawitacji, gwiazdy stałe na Mlecznej Drodze, dobowy obrót osiowy Ziemi, kinetyczna teoria energii i teoria budowy atomu. Wiadomo także, że niektóre szkoły filozoficzne podejmowały jako przedmiot swych rozważań skomplikowane obliczenia z zakresu fizyki atomowej. Wyznaczenie czasu potrzebnego do przejcia atomu przez jednostkę objętoci równš tej, jakš on sam zajmuje jest przykładem jednego z prostszych „tematów badawczych”.
Istniejš także liczne przykłady cisłych i realnych opisów budowy rakiet i samolotów. Sama tylko „Mahabharata” zawiera ponad 230 strof powięconych opisowi zasad konstrukcji latajšcych maszyn – vimana – oraz innych urzšdzeń i aparatów.[5] W „Samarangana Suthadhara” omawiane sš zalety i wady poszczególnych typów samolotów zarówno z punktu widzenia ich względnych zdolnoci i szybkoci wznoszenia, jak również sposobów lšdowania. Dyskutuje się tam także rodzaje materiałów napędowych – m.in. także rtęć?[6] – oraz materiałów konstrukcyjnych, a mianowicie – różnych odmian drewna, metali lekkich i ich stopów.
Zwróćmy uwagę na fragment opisu lotu vimana: W wyniku działania sił utajonych w rtęci, które uruchamiajš napędowy wir powietrza, człowiek znajdujšcy się wewnštrz może podróżować w podniebnš dal [...] Viamana za pomocš rtęci może rozwijać moc pioruna [...] Jeli ten żelazny silnik o odpowiednio połšczonych częciach zostanie napełniony rtęciš, a do jego górnej częci zostanie doprowadzony żar, to zaczyna on z rykiem lwa rozwijać moc [...] i natychmiast staje się niczym perła na niebie...
Inny starohinduski epos „Ramayana” opisuje widok, jaki roztaczał się z góry podczas lotu boga Ramy i jego małżonki Sity ze ri Lanki do Indii. Widok ten jest opisany tak szczegółowo, że wydaje się niemożliwe, aby sam autor nie mógł tego obserwować samemu z góry. Ponadto starożytny samolot pokazano w zadziwiajšco nowoczesny sposób: ...niepowstrzymany w swym ruchu [...] o godnej podziwu szybkoci, [...] w pełni kontrolowany [...] o pomieszczeniach wyposażonych w okna i znakomite miejsca siedzšce...
Jednoczenie znajdujemy w tych dziełach stałš troskę i zaabsorbowanie niebezpieczeństwami wynikajšcymi z użycia broni nuklearnej. „Mahabharata” zawiera wersety, które – jeli pominiemy ich archaiczny styl – mogliby wypisać na swych sztandarach dzisiejsi bojownicy o pokój: Wy okrutni i niegodziwi, upojeni i zalepieni pychš, przez wasz Żelazny Piorun staniecie się niszczycielami własnego narodu.
„Ramayana” przestrzega, iż Strzała mierci jest: tak potężna, że może w jednej chwili zniszczyć całš Ziemię, a jej straszliwy wznoszšcy się dwięk wród płomieni, dymu i pary [...] jest posłańcem mierci.
Wreszcie „Badha Parva” opisuje efekty ekologiczne użycia takich bomb: ... nagle pojawiła się substancja podobna do ognia[7] i nawet teraz pokrywajšce się bšblami wzgórza, rzeki i drzewa oraz wszelkiego rodzaju zioła, trawy i roliny, w ruchomym i nieruchomym wiecie, obracajš się w popiół.[8]
W końcu w „Musala Parva” znajdujemy notatkę wskazujšcš na to, że zdano sobie wreszcie sprawę z tego, iż broń ta jest zbyt niebezpieczna dla wiata. Notatka ta zdaje się napomykać o zniszczeniu i pozbywaniu się głowic atomowych: w wielkim strapieniu umysłu król nakazał zniszczyć Żelazny Piorun na drobny proch. Wezwano ludzi [...], aby wrzucili ten proch do morza...[9]
II.
Indie nie sš jedynym krajem, gdzie istniejš legendy i zapisy dotyczšce pradawnej katastrofy atomowej na Ziemi. Występujš one także w Chinach. Raymond W. Drake twierdzi, że w „Fengshen-yen-i” znajdujš się opisy zdarzeń podobne do tych, jakie sš w sanskryckiej „Mahabharacie”. Przeciwstawne sobie elementy walczyły o panowanie nad Chinami. Wspomagane one były przez pozaziemskich Przybyszów, używajšcych broni przypominajšcych najstraszniejsze wród znanych nam obecnie. Wojna była prowadzona przy pomocy olepiajšcych promieni, ognistych smoków, płomiennych kul, lnišcych żšdeł i błyskawic. Jak wynika z opisów, walczšce strony wydawały się posiadać urzšdzenia podobne dzisiejszemu radarowi, który pozwalał im na słyszenie i obserwowanie wizualne obiektów oddalonych na odległoć kilkuset kilometrów.[10]
Amerykański etnograf G. Baker odnalazł wród kanadyjskich Indian legendy mówišce, że kiedy tam na południu istniały wielkie lasy i łški, a wród nich wielkie owietlone miasta, zamieszkiwane przez ludzi, którzy latali do nieba na spotkanie piorunom. Póniej jednak pojawiły się demony i wszystkie miasta zostały zniszczone. Pozostały tylko po nich istniejšce do dzi dnia ruiny. Legendy te wywodzš się z objętych wiecznš zmarzlinš regionów kanadyjskiej tundry, położonych na Dalekiej Północy. Odnoszš się one do dawnych epok, kiedy to klimat dzisiejszych obszarów podbiegunowych odbiegał znacznie od dzisiejszego. Tradycja Indian kanadyjskich przypomina istniejšce wród Majów i Azteków legendy mówišce o miastach, w których ani w nocy ani w dzień nie gasły wiatła. Majowie mówili:
Ta ziemia stanowi obecnie Królestwo mierci.[11] Przebywajš tam dusze tych, którzy nigdy nie będš poddane reinkarnacji. [...], ale dawno temu było ono zamieszkałe przez starożytne rasy ludzkie.
Istnieje wielkie podobieństwo, pochodzšcych z różnych częci globu ziemskiego, legend mówišcych o masakrach i zniszczeniach. Przypomnijmy sobie z mitologii greckiej postać Zeusa władajšcego gromami i błyskawicami, czy też postać Thora z mitologii nordyckiej władajšcego młotem i błyskawicami.
Jeżeli w zamierzchłej przeszłoci zaistniał konflikt na skalę wiatowš, o zakresie większym nawet niż Druga Wojna wiatowa i znacznie bardziej niszczycielski, to włanie można by oczekiwać takich włanie ech w pamięci narodów wiata.
Podobnie i równie szeroko sš rozpowszechnione legendy o Złotym Wieku Ludzkoci. Ci wszyscy, którzy szukajš cudownej i zdumiewajšcej Atlantydy w jakim jednym i okrelonym miejscu na Ziemi, skazani sš – jak się wydaje – na rozczarowanie. Jeli bowiem cały obszar kuli ziemskiej w dalekiej przeszłoci osišgnšł wysoki stopień cywilizacji, to legendy o jej istnieniu będš mieć charakter globalny. Sam fakt, że różne przekazy, pochodzšce z rozmaitych częci ziemskiego globu, umiejscawiały położenie Atlantydy na Morzu ródziemnym, Atlantyku, Hiszpanii, Grenlandii, Islandii, Ameryce lub Tybecie, a nawet istniało podobne do Atlantydy królestwo Lemuria[12] na Pacyfiku wskazuje jedynie na to, że ówczesna cywilizacja miała charakter wiatowy, iż cywilizacja ta nie ograniczała się do jednej tajemniczej wyspy lub kontynentu, który następnie zatonšł w morzu. Tylko istnienie cywilizacji o zasięgu globalnym może wyjanić podobieństwa występujšce pomiędzy poszczególnymi cywilizacjami i kulturami zamierzchłej przeszłoci, a także ich różnice.[13]
Istnieje bardzo wiele punktów zbieżnych pomiędzy cywilizacjami Egiptu i Sumeru; również pomiędzy cywilizacjami rozwiniętymi w Dolinie Indusu i cywilizacjami Mezoameryki i Ameryki Południowej, szczególnie w ich legendach. Istniejš także duże różnice, choć dotyczš one głównie szczegółów, jak to, że na obszarze Europy, Azji i Afryki północnej koło było w powszechnym użytku, podczas kiedy na obszarze Ameryki urzšdzenie to nie było znane.[14]
Ci, którzy całkowicie odrzucajš idee, że kiedy musiał istnieć kontakt pomiędzy wszystkimi cywilizacjami zarówno europejskimi, azjatyckimi, afrykańskimi jak i amerykańskimi wydajš się nie brać pod uwagę istotnych czynników. Tym bardziej, że jak dotšd na próżno poszukujemy jednego wyróżnionego obszaru, na którym powstałaby pierwotna kultura-matka – ródło wszystkich innych cywilizacji. Wiele wskazuje na to, że ródłem tym jest cały glob ziemski, iż istniał nie jeden, lecz wiele orodków rozwiniętej kultury i cywilizacji.
Warto także zwrócić uwagę na inna osobliwoć. Sporo legend mówišcych o istnieniu wielkiego i katastrofalnego konfliktu w zamierzchłej przeszłoci, wskazuje obszary, gdzie zdarzenia te miały miejsce. Okazuje się, że w większoci chodzi o dzisiejsze pustynie!
Szereg takich przekazów pochodzi z terytorium dzisiejszych Chin. Tam też znajduje się częć niezbadanej dotychczas Pustyni Gobi, która ukrywa pod swymi piaskami wiele tajemnic. Podobnie w Indiach, w Dolinie Indusu, gdzie niegdy kwitła wspaniała cywilizacja – dzi jest pustynia.[15] Pustyniš jest znaczny obszar południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych, który Majowie nazwali włanie Królestwem mierci.[16] w Egipcie Horus przeklšł ziemie Seta na tysišce lat – ogromne obszary Afryki północnej wraz z Saharš sš pustynne. To samo dotyczy również terenów na rodkowym Wschodzie – wielkie miasta Babilonii i Sumeru zrujnowane, spoczywajš teraz pod ruchomymi piaskami.
Większa częć Australii to także pustynia – rdzenni jej mieszkańcy[17] wydajš się być potomkami ludzi niegdy cywilizowanych. Na niektórych obszarach tej pustyni, gdy w górach zdarzy się ulewny deszcz, woda i szlam przewalajš się i dochodzš aż do płytkiego jeziora Eyre. Przypomina to okres, kiedy okolice te były zasobniejsze w wilgoć, gdy żyły tam olbrzymie kangury i diprodonty wielkoci nosorożca, jak o tym wspominajš legendy tubylców – pisze prof. Alfons Gabriel, znany badacz obszarów pustynnych. Jednak nawet tubylcy zdajš się obawiać tych terenów, a ich przejcie jest połšczone z wielkimi trudnociami, jest tam bowiem strefa, która w języku krajowców nazywa się >>Narikalinnani<< - co oznacza - >>miejsce mierci i zniszczenia<<.
Legendy i mity mówiš o antycznych rodkach rażenia, które jako żywo przypominajš współczesne pociski nuklearne; inne przekazy przypominajš obliczenia matematyczne dotyczšce zagadnień fizyki jšdrowej. Ale nie tylko przekazy ustne, zapisy w więtych księgach czy inskrypcje w wištyniach i miejscach starożytnego kultu sš intrygujšce i zmuszajš do porównań; odkrywa się coraz więcej faktów i lady materialne.
Podczas prób nuklearnych, przeprowadzonych współczenie na pustyni Gobi, w pobliżu Lop-Noor[18] oraz na pustynnych obszarach Nowego Meksyku, w wyniku powstawania bardzo wysokich temperatur wywołanych wybuchem jšdrowym – piasek pustyni ulegał zeszkleniu. Do wywołaniu procesu witryfikacji piasku potrzebne sš tak wysokie temperatury, że ich uzyskanie niemożliwe jest zarówno w procesach eksplozji konwencjonalnych materiałów wybuchowych czy palnych, ani też w procesach wulkanicznych. Takie temperatury można uzyskać tylko w procesach termonuklearnych. Tymczasem na pustyni Gobi znaleziono obszary zeszklonego piasku, znajdujšce się tam od tysięcy lat. Obszary takie istniejš także na pustyni kalifornijskiej, za tajemnicze szkliste tektyty, z pustyń Afryki i rodkowego Wschodu uważa się za powstałe w procesach radioaktywnych.[19] Skały w Peru i Boliwii także noszš wyrane lady witryfikacji, za obszary, na których występujš noszš wyrane cechy pustynne.
Powstaje pytanie: jak te pustynie utworzyły się? Jak mogły wytworzyć się i trwać, otoczone że wszech stron ogromnymi obszarami bujnej wegetacji? A może one powstały wskutek eksplozji pocisków nuklearnych o wielkiej mocy, które zniszczyły nie tylko ludnoć ten teren zamieszkujšcš, lecz także wszelkie przejawy życia rolinnego i zwierzęcego, za substancje radioaktywne powstałe w tym procesie, swym promieniowaniem wysterylizowały ten teren tak, że nie nadawał się on do życia przez tysišce lat? Niewiele bowiem przejawów życia obserwuje się na tych pustyniach, a to, co tam ronie i żyje przeżywa z wielkim trudem mimo wytworzenia się wielu cech adaptacyjnych. Być może istnieje ziarno prawdy w legendzie o Horusie, za przekleństwo zesłane na ziemie Seta było przekleństwem radioaktywnego skażenia.
Można by mniemać, że przedstawione tutaj przypuszczenia sš bezpodstawne lub zgoła fantastyczne, gdyby na tych jałowych teraz obszarach nie było ladów cywilizowanego życia ludzkiego. Można by twierdzić, że od niepamiętnych czasów ziemie te były wrogie człowiekowi i ludzkiemu osadnictwu. Ale tak nie jest. Na pustyni Gobi odkryto bowiem ruiny bardzo starych miast, prawie już bezkształtne, ale wszystkie one noszš na sobie lady działania niezwykle wysokich temperatur, pokryte bšblami i pęcherzami tego samego rodzaju, co zaobserwowane w Hiroszimie po wybuchu amerykańskiej bomby atomowej.
Wielu geologów utrzymuje, że szereg obecnie występujšcych na terenie południowo-zachodniej częci Stanów Zjednoczonych obszarów pustynnych[20] nie powstało w wyniku działania naturalnych sił przyrody. Tym bardziej, że jak podaje prasa amerykańska: ...suche stany, a zwłaszcza Arizona, budujš na rzece Kolorado jednš zaporę po drugiej, aby zagospodarować te tereny. Urzšdzenia nawadniajšce opierajš się głównie na dawnych urzšdzeniach Indian (?!), o czym wiadczš starożytne resztki potężnych budowli na rzece Gila.[21]
A oto, co na temat Sahary pisze znawca problemu prof. Alfons Gabriel: Na pustyni można znaleć studnie istniejšce od niepamiętnych czasów. Często ich szyby sš zdumiewajšco głębokie, w niektórych przypadkach przewyższajš 100 metrów – i trudno zrozumieć, jak ludzie swymi prymitywnymi narzędziami zdołali je zbudować. [...] Od czasu, gdy w Górnym Egipcie odkryto wiele miejsc, na których porzucone były resztki narzędzi, wszczęto również poszukiwania na różnych pustyniach Ziemi. Poszukiwania te zostały uwieńczone powodzeniem. Sahara okazała się specjalnie bogata skarbnicš znalezisk; podobnie jak pewne częci pustyni Gobi. Jest jednak zdumiewajšce, że te lady starej ludzkiej kultury występujš w takiej obfitoci włanie na pustyniach, a więc na obszarach, gdzie na przestrzeni setek kilometrów nie ma ani kropli wody, żadnego pastwiska, żadnych warunków do życia. Jak mogło dojć do tego? Jak dostali się ludzie do tego wiata będšcego zaprzeczeniem życia? Dzi już wiemy, że na tych obszarach pracowali nie przygodni wędrowcy, lecz przedstawiciele osiadłej ludnoci. Ale w jaki sposób można było żyć na pustyni? W ostatnich dziesięcioleciach poczynione zostały poważne postępy w badaniach nad przeszłociš suchych obszarów. Poznalimy nieco nieznanych dotšd szczegółów, wišżšcych się z pojawieniem się człowieka na pustyni. Stosunkowo najlepiej udało się odtworzyć obraz prehistorii Sahary. W okresie przedlodowcowym i lodowcowym[22]ten wypalony słońcem szmat Ziemi był poronięty lasami i stepem typu sawanny. Powišzany system rzeczny sprawiał, ze mogło tu rozwijać się życie. Tam, gdzie teraz hulajš burze piaskowe nad goršcš pustyniš żwirowš, miotajšc ziarna kwarcu i sprawiajšc, ze wielbłšdy już na trzeci dzień wędrówki sš głodne i spragnione, istniały przez 50.000-100.000 lat jeziora, wokół których szumiały trzciny i harcowały zwierzęta. Żyła tu ludnoć [...] Rozwijała się też sztuka. Artyci ryli w skałach piękne obrazy, a kamienie pokrywali farbami. Na obszarach Afryki Północnej[23] roi się od obrazów. Wiele cian wšwozów i zboczy górskich to prawdziwe >>księgi z obrazkami<<. Niektóre malowidła pociemniały tracšc wyrazistoć, inne sš cišgle jeszcze wieże. Wiele z nich, to dzieła sztuki, sš też inne robišce wrażenie dziecięcych igraszek. Nieraz jednak jest trudno uwierzyć, że ludzie którzy znali tylko narzędzia kamienne umieli tworzyć tak żywe postacie.
Ignatius Donelly podaje, że podczas kopania studni w miejscowoci Lawn, (hrabstwo Marshall, stan Illinois, USA), na głębokoci ponad 40 metrów wykopano monetę wykonanš z bršzu. Duży nacisk warstw ziemi i warunki, w jakich przez długi czas ta moneta przebywała, spowodowały, że większoć napisów i rysunków na obu jej powierzchniach uległa prawie całkowitemu zatarciu. Stwierdzono jedynie, że zarówno na awersie i rewersie znajdowały się niewyrane zarysy jakiej postaci, za wzdłuż krawędzi po obu stronach biegły jakie napisy, cilej mówišc, cišgi hieroglifów nie do odcyfrowania. Jak wykazały badania, moneta ta w trakcie procesu produkcji była walcowana, jej krawędzie obcięte maszynowo, za napisy wytrawiane kwasem.
W roku 1851, w tej samej okolicy stanu Illinois, na głębokoci ponad 35 metrów wykopano dwa piercienie miedziane. W czerwcu tego samego roku, w miejscowoci Dorchester w stanie Massachusetts odkopano naczynie pokryte skamieniałš zaprawš murarskš. Był to dzban w kształcie dzwonu, wykonany z nieznanego metalu, którego powierzchnia była inkrustowana srebrnym wzorem o charakterze rolinnym.
Pewien lekarz w Kalifornii znalazł wewnštrz bryły złotononego kwarcu niewielki złoty przedmiot kształtem podobny do uchwytu od wiadra. Podobny uchwyt odkryto w jaskini w Kingoodie w północnej Anglii, w bloku skalnym. Jego wiek oceniono na co najmniej 8.500 lat. Można więc przyjšć, że przedmiot znaleziony w Kalifornii pochodzi mniej więcej z tego samego okresu.
W roku 1969, wewnštrz bryły skalnej znalezionej w pobliżu miejscowoci Treasure City w stanie Newada, odkryto lady ruby o długoci 5 cm. Sama ruba już dawno uległa korozji, ale przestrzeń, którš kiedy zajmowała pozostawiła w skale lad w kształcie spirali. Wiek tego znaleziska ocenia się na około 10.000 lat.
Tom Kenny, farmer amerykański zamieszkujšcy w Plateau Valley, odkrył na swoim polu, na głębokoci 3 m odcinek miejskiego chodnika, wykonanego z gładkich, symetrycznych płyt kamiennych. Analiza materiału i zaprawy murarskiej wykazała, że kamień nie pochodzi z surowców lokalnych, zwišzanych z okolicš, w której został wykonany chodnik.
Wszystkie te znaleziska wskazujš na możliwoć, której w zasadzie dotychczas nie brano poważnie pod uwagę, że odnajdywane lady, czasem ukryte głęboko pod ziemiš, wiadczš o tym, iż na terenie współczesnej Ameryki Północnej przed wieloma tysišcami lat istniała wysoka cywilizacja. Wydaje się, ze cywilizacja ta uległa gwałtownej zagładzie w wyniku kolosalnej katastrofy, zwišzanej z wystšpieniami tak wysokich temperatur, jakie pojawiajš się wyłšcznie w procesach nuklearnych i termonuklearnych.
III.
Jak już tu wspominano, zarówno w Chinach, jak i na terenie obu Ameryk, a przede wszystkim w Indiach istniejš legendy o kolosalnym konflikcie, który zdarzył się w dalekiej głębi wieków. Na tych obszarach powinny znajdować się dowody materialne tego kataklizmu.
Jeszcze na poczštku XIX wieku znaleziono pierwsze lady protoindyjskiej kultury, kiedy podczas budowy kolei w pobliżu osady Harappa napotkano na zwęglone ruiny jakiego starożytnego miasta. O miecie tym wspomina znany badacz L. R. Sprague de Camp piszšc, że musiało ono być poddane działaniu bardzo wysokich temperatur. Ruiny te obejmujš olbrzymie stopione razem, jakby wydršżone w rodku bryły – niczym sterta blaszanych puszek rażona strumieniem stopionej stali.
Na południe od tego miejsca, urzędnik brytyjski J. Campbell odkrył podobne ruiny. Szereg innych podróżników opisywał pozostałoci budynków wzniesionych z niezwykłych materiałów, przypominajšcych grube płyty kryształów. I one również podziurawione i potrzaskane, nosiły na sobie lady działania wysokich energii termicznych.
Jednak dopiero po upływie stu lat, w roku 1921, podjęto systematyczne badania tajemniczych ruin. Prace wykopaliskowe odkryły duże miasto, dobrze rozplanowane, z szerokimi ulicami i doskonałš sieciš kanalizacyjnš. Póniejsze badania pozwoliły na stwierdzenie, że wedle podobnego planu zbudowano i inne odkryte przez archeologów starożytne miasta na obszarze Doliny Indusu: Mohendżo-Daro[24], Czahu-Daro, Amri Lothal i szereg innych. W wykopaliska archeologicznych znajdowano szkielety ludzkie noszšce znamiona gwałtownej mierci. szkielety te sš najbardziej radioaktywnymi szczštkami ludzkimi, jakie kiedykolwiek znaleziono i przebadano p r z e d tragediš Hiroszimy. A. Gorbowskij w „Zagadkach historii starożytnej” (Moskwa, 1968) podaje, że radioaktywnoć znalezionych szkieletów przekraczała 50-krotnie poziom normalny.
Z pewnociš pod ruchomymi piaskami pustyń ukrywać się musi wiele rzeczy, których istnienia do niedawna nawet nie podejrzewalimy. Użyteczne być może okazałoby się przebadanie tych obszarów, chociażby tylko z punktu widzenia natężenia promieniowania radioaktywnego. Nie ulega wštpliwoci, że natężenie to mogło obniżyć się po upływie wielu tysięcy lat do poziomu promieniowania tła, istniejš jednak szanse znalezienia pewnych ladów pochodzšcych od izotopów o najdłuższym okresie życia.[25] Podobnie dżungle Indii oraz Centralnej i Południowej Ameryki cišgle stanowiš obszar niezbadany, istnieje tam szereg regionów, gdzie nie stanęła jeszcze stopa białego człowieka. A przecież te tajemnicze rejony zawierać mogš klucz do rozwišzania zagadki naszej przeszłoci.
A może piramidy egipskie ukrywajš w sobie rozwišzanie jšdrowego konfliktu zamierzchłej przeszłoci? Ekipa uczonych z kairskiego Ein Shams University, pracujšca pod kierownictwem noblisty w dziedzinie fizyki - prof. dr Luisa Alvareza – umieciła detektor promieniowania kosmicznego we wnętrzu Piramidy Chefrena u jej podstawy, by sprawdzić, czy w piramidzie nie znajdujš się jeszcze jakie nieznane komory. Całoc przedsięwzięcia odbywała się pod auspicjami uniwersytetu Ein Shams w Kairze, amerykańskiej Komisji ds. Energii Atomowej oraz Smithsonian Institute. Pomiary prowadzono przy założeniu, że jednorodny strumień promieniowania kosmicznego, przenikajšc przez piramidę i natrafiajšc w jej wnętrzu na puste przestrzenie, przechodzić będzie przez nie z większš łatwociš, co zostanie zarejestrowane przez detektor.
Badania trwały cały rok, przy czym aparatura pracowała bez przerwy, rejestrujšc promieniowanie przez 24 godziny na dobę, wyniki za przekazywane były do uniwersyteckiego komputera IBM-1120. kiedy komputer podał dane końcowe, zdumienie ogarnęło uczonych. Okazało się, że zapisy natężenia promieniowania kosmicznego, pochodzšce z kolejnych dni pomiaru, wykazywały zupełnie odmienny charakter i były kompletnie ze sobš nieporównywalne. Dr Amr Gohed, odpowiedzialny za funkcjonowanie całej elektroniki owiadczył: Z naukowego punktu widzenia jest to niemożliwe. Musi tu istnieć jaka tajemnica, której nie jestemy w stanie wyjanić [...] istnieje jaka tajemnicza siła w piramidach, która przeciwstawia się znanym prawom nauki.
Dla starożytnych Egipcjan piramidy t a k ż e stanowiły zagadkę, dlatego opierajšc się na legendach, przypuszczać można, że n i e sš one grobami, lecz miejscem schronienia przygotowanym na wypadek wielkiej katastrofy. I to niekoniecznie dla ludzi, chociaż niektórzy ludzie mogliby się tam schronić, ale służšcym najprawdopodobniej przede wszystkim zachowaniu i zabezpieczeniu w i e d z y i i n f o r m a c j i . Jeli katastrofa przybrała formę kataklizmu wywołanego przez człowieka, z użyciem broni jšdrowej włšcznie, to hipoteza ta zyskuje na znaczeniu, ponieważ wyjaniałaby ona przedziwne wyniki uzyskane podczas badań promieniowania kosmicznego wewnštrz i w pobliżu piramidy.[26]
Istnieje możliwoć, że piramidy będšc schronami i dysponujšc wszystkimi cechami, których wymaga się od tego typu budowli, sš zabezpieczone także przed promieniowaniem.[27] Wydaje się, że niezależnie od tego, jakich rodków użyto dla zapewnienia piramidom tej właciwoci, rodki te czy mechanizmy funkcjonujš w dalszym cišgu w chwili obecnej. Czyżby więc istniał i działał cišgle jeszcze, sugerowany przez Andrew Thomasa w jego ksišżce „Nie jestemy pierwsi” jaki generator umieszczony pod piramidami? Takie urzšdzenie zapewne musiałoby znajdować się bardzo głęboko pod piramidš, znacznie głębiej, niż prowadzone dotychczas prace wykopaliskowe. Trudno powiedzieć, jaki ono mogłoby mieć kształt, czy też jak można by je wykryć, ponieważ urzšdzenie takie przekracza jeszcze możliwoci współczesnej technologii.[28]
Piramidy cišgle kryjš w sobie niewyjanione tajemnice i przejawiajš zagadkowe cechy, a pomimo tego istniejš ludzie, którzy twierdzš, że sš one jedynie grobowcami faraonów. Nie oznacza to, że zgodzić się należy z wymylnymi historyjkami, które opowiada się na temat ich budowy. Na przykład, że wysokoć Wielkiej Piramidy[29] pomnożona przez milion daje nam w wyniku odległoć Ziemi od Słońca.[30] Podaje się cały szereg innych liczb, które majš wskazywać rozmaite wielkoci charakterystyczne, takie jak: długoć roku, wielkoć miesišca księżycowego, czy masę kuli ziemskiej. Wysuwa się również przypuszczenia, że piramidy były wybudowane przez Noego po Potopie, że zbudowali je Kosmici, lub że zbudowane zostały według instrukcji Kosmitów, albo też że stanowiš one punkty orientacyjne lub drogowskazy dla astronautów przybywajšcych na Ziemię z innych planet.
Poglšd, że cała ludzka wiedza ukryta jest gdzie w piramidach, nie musi być zupełnie dziwaczny, chyba będzie jednak słuszniej powiedzieć, że choć cała wiedza starożytnego wiata została tam umieszczona, to jednak już jej tam n i e m a . Wiele hipotez i interpretacji narosło wokół piramid egipskich w cišgu ostatnich 100 lat, za prawda leży prawdopodobnie gdzie porodku, pomiędzy przypuszczeniami zupełnie fantastycznymi, a całkowicie prozaicznymi.
Zdecydowanie odrzucić trzeba teorie i sugestie pozbawione podstaw, nie można się jednak zgodzić z absurdalnym poglšdem, że te kolosalne konstrukcje postawione zostały przez grupę ludzi zaopatrzonych jedynie w prymitywne narzędzia, bez transportu kołowego, dwigów, wycišgów, kołowrotów i innych urzšdzeń. Że zbudowano je w kraju, w którym w okresie budowy piramid był prawie niezamieszkały![31] – nie posiadał miast i z rzadka był tylko pokryty małymi wioskami.
Znacznie bardziej uzasadniony wydaje się poglšd, że piramidy, a szczególnie rozległa ich grupa postawiona na płaskowyżu w Gizie, pochodzš z okresu przed-egipskiego. Zbudowane zostały nie jako budowle o znaczeniu sakralnym lub po to, by przechowywać czcigodne zwłoki wielkich przywódców, lecz stanowiły urzšdzenia ochronne przeznaczone włanie do zabezpieczenia zdobyczy wiedzy. Wiele sporód tych urzšdzeń mogło zostać zużytych przez... nosicieli kultury, którzy pojawili się, aby z powrotem do cywilizacji doprowadzić prymitywnych potomków tych, którzy pozostali przy życiu po katastrofie.
Wród wszystkich piramid egipskich – a znamy ich około 70[32] - nie istnieje ani jedna, w której stwierdzono, by odbył się kiedykolwiek w niej pochówek. Wszyscy faraonowie, a szczególnie najwięksi i najpotężniejsi z nich władcy, jak Ramzes II[33] i Tutmozis III pochowani byli w sławnej Dolinie Królów. Zadziwiajšce, jak wielu ludzi jest przekonanych, że zmumifikowane szczštki faraonów zostały odkryte w obrębie piramid. Przekonanie to opiera się prawdopodobnie na pewnoci, z jakš niektórzy archeolodzy wypowiadajš opinię, iż piramidy sš grobowcami władców Egiptu.
Jeli najwięksi i najsławniejsi władcy Egiptu zostali pochowani w skalnych grobowcach w Dolinie Królów, to dlaczego przyjmuje się, że mniej znani i nie zawsze realnie istniejšcy[34] pochowani zostali w tych ogromnych budowlach, rzekomo wzniesionych tak ogromnym wysiłkiem i znojem ludzkim?
Egiptolodzy wydajš się znajdować pod przemożnym wpływem przekazów dostarczonych przez wielkiego podróżnika Starożytnoci – Herodota. Ale Herodot opisuje to, co powiedzieli mu uczeni i kapłani, jakich napotykał na trasach swych wędrówek. Piramidy j u ż w ó w c z a s liczyły sobie kilka tysięcy lat i stanowiły dla Egipcjan zagadkę w nie mniejszym stopniu, niż sš one niš dla nas dzisiaj...
IV.
Wspomniane w poprzednich rozdziałach wykopaliska i zapisy w starożytnych księgach dowodzš, że globalna wojna nuklearna w zamierzchłej przeszłoci, to co więcej, niż prawdopodobieństwo. I że wród jej realiów znajdujemy nie tylko bomby jšdrowe, ale także pociski rakietowe i urzšdzenia przypominajšce radar, nie mówišc już o samolotach. Żadne jednak z tych urzšdzeń nie mogłoby zostać wyprodukowane bez istnienia zasobów i rodków wysoko rozwiniętej techniki, a więc istnienia wysoko rozwiniętego uprzemysłowionego społeczeństwa. A jeli tak, to utracony Wiek Złoty zamierzchłej przeszłoci mógł być „złoty” tylko w retrospekcji – dla tych, którym dane było przeżyć kataklizm wojny i którzy zachowali w pamięci jedynie najpiękniejsze jego cechy.
W gruncie rzeczy owa era rozwiniętej technologii mogła cierpieć na wszystkie schorzenia, które i nas trapiš, a jeli rzeczywicie cywilizacja ta była znacznie bardziej zaawansowana niż nasza, to i jej problemy mogły być znacznie trudniejsze. Bajeczne Miasto wiateł z pewnociš miało swoje ubogie dzielnice, kłopoty z ruchem drogowym, zatłoczeniem, hałasem i stresami; mogły istnieć także problemy siły roboczej, rozwoju przemysłu, produkcji rodków żywnociowych, transportu, zanieczyszczenia rodowiska i przeludnienia. Nawet jeli ludzie ci byli niczym mitologiczni bogowie o wspaniałych intelektach i imponujšco długim okresie życia, to jednoczenie mogli być obcišżeni jakš wadš psychicznš, która stwarzała podobnie niebezpieczne sytuacje, na jakie społeczeństwo ludzkie natrafia i dzi. Jeli za byli oni przedstawicielami wysoko rozwiniętej cywilizacji naukowo-technicznej w innym układzie słonecznym, to już samo promieniowanie naszego Słońca mogło stwarzać dla nich zagrożenie i pocišgać za sobš ofiary. Być może na przestrzeni dziejów ulegali oni stopniowej degeneracji, pomimo tego, że ich cywilizacja znacznie przewyższała naszš. Wyjaniałoby to przekaz zawarty w biblijnej „Księdze Rodzaju”, że wielka jest niegodziwoć ludzi, a ich usposobienie jest wcišż złe.
Z drugiej strony mogli oni zbudować społeczeństwo bardziej rozwinięte i bardziej ludzkie, niż nasze. Być może trudnoć leżała w ich stosunkach z innymi cywilizacjami kosmicznymi, a katastrofalny konflikt, który zniszczył ich wiat i niemal zgładził rasę ludzkš, wywołany był działaniem wrogiej cywilizacji przybyłej z obcej planety lub innego systemu słonecznego.
Mogła to być kombinacja tych wszystkich wyżej wymienionych czynników. Niewykluczone, że nigdy się nie dowiemy, co było przyczynš upadku ludzkoci i będziemy musieli pozostać przy tych danych, jakich dostarczajš nam mity i dostępne jeszcze wiadectwa materialne.
Można przeprowadzić szereg interesujšcych rozważań na temat kierunków, w jakich ów wielki konflikt się rozwijał i znaleć sporo przekonywujšcych argumentów na ich poparcie. Jeżeli bowiem miniona era wysokiej technologii dysponowała broniami nuklearnymi i wektorami do jej przenoszenia, itp., i jeli jej społeczeństwa podlegały rozwojowi równoległemu do tego, jaki charakteryzuje społeczeństwa dzisiejsze, to z pewnociš dysponowała ona także podobnymi metodami prowadzenia wojen. Istniejš pewne wskazówki w mitach jak i ródłach materialnych, każšce przypuszczać, że ten wniosek jest słuszny.
Antyczny tekst hinduski „Samara Sutradhara” wyranie mówi o stosowaniu w odległej przeszłoci broni biologicznych – B. Specyfik o nazwie Samhara był używany jako rodek wywołujšcy choroby wród żołnierzy przeciwnika, za inny – Moha – powodował odrętwienia i paraliż. W „Fengshen-yen-i” wspomina się działania wojenne z użyciem broni B prowadzone w Chinach; i znowu w tekstach tych znajdujemy opisy zadziwiajšco podobne do hinduskich.
Przy tej niejako okazji powstaje pytanie: czy nie jest możliwe, że niektóre współczesne, trapišce Ludzkoć schorzenia zostały kiedy w przeszłoci wywołane w sposób sztuczny? Istnieje wiele chorób, którym ulegajš wyłšcznie ludzie, nie trapiš one natomiast zwierzšt.[35] Czy nie mogły one powstać jako rezultat pradawnej, niszczycielskiej wojny bakteriologicznej, której zasięg wymknšł się walczšcym stronom spod kontroli?
Znany biolog A. Firsow zwraca uwagę na fakt, że wirusy, traktowane obecnie jako reprezentujšce etap poredni pomiędzy wiatem żyjšcym a nieżyjšcym, wiatem organicznym a nieorganicznym, zachowujšce się w stanie nieaktywnym jak substancje krystaliczne, za w stanie aktywnym reprodukujšce się i wykazujšce działania celowe, wcale nie musiały powstać u zarania życia na Ziemi. Tym bardziej, że wykazujš one wysoki stopień specyficznoci w stosunku do żywiciela, co mogłoby wskazywać na ich stosunkowo niedawne pochodzenie.[36]
Inny rodzaj broni, powszechnie obecnie znanej, to broń balistyczna[37], a więc pistolety, karabiny, działa, itp. – a także materiały wybuchowe. W jednej z jaskiń w północnej Rodezji[38] znaleziono ludzkš czaszkę. Czaszka ta, znajdujšca się obecnie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie posiada okršgły utwór w lewej stronie, podczas gdy strona prawa jest roztrzaskana. Otwór ten jest doskonale okršgły, za koć wokół niego nie ma ladów promienistych pęknięć. Taki efekt – okršgły otwór z roztrzaskanš przeciwległš cianš – jest typowym efektem działania na tkankę kostnš pocisku karabinowego o dużej prędkoci poczštkowej, znanym powszechnie zarówno z dowiadczeń ubiegłych wojen, jak i praktyki kryminalistycznej. Dzida, strzała czy kamień takiego synergicznego efektu wywołać nie może. Może go spowodować tylko goršcy pocisk wystrzelony z ogromnš prędkociš.[39] Tymczasem wiek tej czaszki wynosi około 40.000 lat, a więc przypada to na okres pojawienia się człowieka z Cro-Magnon, który jeszcze nie zdšżył wynaleć łuku i strzał!
Ta czaszka nie jest jedynym znaleziskiem noszšcym na sobie lady takiego uszkodzenia. Muzeum Paleontologiczne w Leningradzie[40] znajduje się czaszka żubra, pochodzšca sprzed 30.000 lat. Posiada ona okršgły otwór w rodkowej częci czoła. Badania wykazały, ze zwierzę, chociaż ranne nie padło, a rana uległa zablinieniu. Podobnie jak w przypadku czaszki ludzkiej znalezionej w Rodezji, i tutaj otwór jest doskonale okršgły, za wokół niego nie występujš promieniste pęknięcia. A więc znowu efekt działania kuli karabinowej. Ale skšd karabiny w zamierzchłej przeszłoci?
Sięgnijmy znów do mitów i więtych tekstów. Mity Drawidów wspominajš o laskach plujšcych ogniem i majšcych własnoć zabijania. Mojżesz miał także laskę, za pomocš której spowodował, że ze skały trysła woda. Naturalnie mogła to być także różdżka, ponieważ wynajdywanie wody pod ziemiš za pomocš różdżki i w ogóle różdżkarstwo[41] w ogóle należš do sztuk starych. Niemniej jednak mogła to być broń balistyczna. Wiemy przecież, że Mojżesz był wychowany od dzieciństwa jako członek egipskiej rodziny panujšcej i mógł mieć dostęp do wiedzy niedostępnej dla ogółu.
Podobnego rodzaju tajemnicš stanowi staroegipska sztuka dršżenia tuneli w skałach, której rezultaty można obserwować np. w Dolinie Królów, czy też stosowano jš w czasie budowy Domów Wiecznoci w Abu Simbel, które faraon Ramzes II kazał wbudować w skalne urwisko. Przypuszcza się, że we wczesnym okresie historii Egiptu znana była i praktykowana sztuka sporzšdzania materiałów wybuchowych, która w póniejszych tysišcleciach uległa zapomnieniu.[42] Nie jest to dziwne, ani bezpodstawne przypuszczenie, jeli wemie się pod uwagę, że Chińczycy znali metodę przyrzšdzania prochu kilka tysięcy lat temu.[43] Dlatego istnienie broni palnych w odległej przeszłoci nie jest niczym nadzwyczajnym, szczególnie dla cywilizacji, która dysponowała energiš jšdrowš.
Niezwykle ciekawa sugestia wypłynęła ostatnio z kręgu radzieckich uczonych. Okazało się bowiem, że niektóre odkrycia szkieletów dinozaurów na Syberii, położenie koci oraz rodzaj ich uszkodzeń wydajš się wskazywać na to, że zwierzęta te [w chwili mierci] zostały pogruchotane za pomocš silnych rodków wybuchowych. To naturalnie przesunęłoby fakt stosowania materiałów wybuchowych o kilka milionów lat wstecz.[44] Nie ulega jednak wštpliwoci, że znajomoć jak i zastosowanie substancji wybuchowych oraz broni działajšcych w oparciu o te rodki jest znacznie bardziej starożytna, niż to się na ogół przypuszcza.
Innš tajemniczš sprawš, cile zwišzanš z tragediš atomowš w czasach prehistorycznych, sš malowidła na cianach jaskiń i na skałach, rozrzucone na całej kuli ziemskiej. Malowidła te, przedstawiajšce postacie tzw. Kosmitów zyskały sobie w ostatnich latach rozgłos wiatowy, a ich szczególna popularnoć datuje się od momentu publikacji ksišżki Ericha von Dänikena zatytułowanej „Rydwany bogów”.
Jednym z najbardziej znanych jest kontur olbrzymiej postaci wyryty w skale. Został on odkryty przez Henri Labote’a na płaskowyżu Tassili na Saharze i nazwanej przez niego Wielkim Bogiem Marsjańskim (patrz rycina). Szkic ten zadziwiajšco przypomina postać odziana w skafander kosmonauty.
Na obszarze płaskowyżu znajduje się więcej podobnych rysunków: jeden z nich przedstawia idšcš grupę czterech postaci ubranych w stroje przypominajšce kombinezony kosmonautów, których głowy sš pokryte baniastymi hełmami. Rysunki tego rodzaju odkryto na różnych kontynentach. Istnieje np. rysunek naskalny na południe od miejscowoci Fergana w Uzbekistanie, przedstawiajšcy postać, której głowa jest otoczona piercieniem z wychodzšcymi z niego promieniami. Piercień ten najprawdopodobniej reprezentuje hełm, jaki noszš nurkowie zaopatrzony w anteny. Niemal identyczne postacie przedstawiajš rysunki odkryte w Val Camonica we Włoszech. Sylwetki Kosmitów znaleziono także wyrysowane na płaskich cianach skał w Australii.
Znaczne podobieństwo do postaci na rysunkach wykazujš japońskie statuetki Dogu pochodzšce z okresu Jomon (Dżomon). Wzbudziły one duże zainteresowanie, ponieważ przedstawiajš one ludzi w pewnego rodzaju ubiorach ochronnych i hełmach zaopatrzonych w dziwne okulary. Japoński ekspert Isao Washio tak opisuje strój Dogu:
... rękawice przymocowane sš do przedramienia za pomocš wišzania, za okulary mogš być zamykane i otwierane. Po bokach postaci umocowane sš dwignie prawdopodobnie przeznaczone do regulacji ich ustawienia, podczas kiedy >>korona<< umieszczona na hełmie spełnia rolę anteny [...]. urzšdzenia na zewnštrz ubrania nie stanowiš elementów zdobniczych, ale sš przyrzšdami pozwalajšcymi kontrolować cinienie w skafandrach w sposób automatyczny...
Wszystkie te rysunki i postacie kojarzy się obecnie z Przybyszami z Kosmosu oraz poglšdem, że planetę naszš w dalekiej przeszłoci odwiedzali gocie – astronauci z innych układów gwiezdnych. W gruncie rzeczy przedstawiać one mogš niebiańskich bogów – tym bardziej, że rysunkom Kosmitów towarzyszš często latajšce dyski, kuliste pojazdy i inne urzšdzenia latajšce. Wydaje się, że istnieje inne, nie mniej prawdopodobne wyjanienie, oparte na odmiennej interpretacji znajdywanych rysunków. Być może przedstawiajš one po prostu ludzi w ubiorach chronišcych ich przed skażeniem radioaktywnym. Przecież w większoci rysunki Kosmitów odkryte zostały na terenach dzisiejszych pustyń. Wczeniej już jednak sugerowano, że pierwszš przyczynš powstania tych pustyń mogło być zastosowanie na tych obszarach broni nuklearnych, dlatego nawet tysišce lat póniej regiony te wskazywały wysoki stopień skażenia radioaktywnego.
Rysunki mogły być więc wykonane póniej przez potomków mieszkańców tych okolic, którym udało się przeżyć kataklizm. Widzieli oni przybywajšcych (albo ze schronów podziemnych, albo z obszarów nieskażonych radioaktywnym fall-out’em) ludzi w latajšcych maszynach, którzy zabezpieczeni strojami ochronnymi pojawili się, aby skontrolować tereny, zbadać stopień ich skażenia i ocenić rozmiary zniszczeń.
Niewštpliwie niektóre z tych rysunków mogš przedstawiać Przybyszów z Kosmosu. Nie wydaje się jednak słuszne pomijanie możliwoci, że ubrania ochronne noszone były przez mieszkańców Ziemi, jako osłona przed skażeniem radioaktywnym. Gdyby bowiem Kosmici musieli być tak dokładnie chronieni przed naszym ziemskim rodowiskiem przy pomocy tak dokładnie izolujšcych skafandrów kosmicznych, oznaczałoby to, że nie mogli Oni oddychać ziemskš atmosferš czy też znosić panujšcej na powierzchni Ziemi temperatury.[45] A taki obraz kosmicznych bogów – jak pisze Richard E. Mooney – stałby w całkowitej sprzecznoci z tym, jaki wyrobilimy sobie na podstawie mitów i legend.
O mitycznych bogach Egiptu, Grecji, Indii a także Majów, Inków i Azteków n i g d y nie pisano, jako o noszšcych stroje ochronne. Dlatego albo byli oni Ziemianami, albo Przybyszami z Kosmosu, których fizjologia podobna była do ziemskiej w takim stopniu, że nie potrzebowali skafandrów ochronnych. Oczywicie ci, którzy przybywaliby tylko na krótki pobyt na Ziemi, mogliby nosić ubiory chronišce ich przed odmiennym promieniowaniem słonecznym, czy też nieznanymi, a być może gronymi dla nich ziemskimi mikroorganizmami. Jednakże bioršc pod uwagę argumenty „za” i „przeciw” oraz uwzględniajšc rozmieszczenie głównych malowideł oraz materialnych dowodów katastrofy nuklearnej, wydaje się, że najbardziej racjonalnym wyjanieniem funkcji owych „kosmicznych” skafandrów jest ochrona przed skażeniem promienistym.
V.
Kiedy Program Apollo został pomylnie zrealizowany i ogłoszono większoć wyników badań, okazało się, że istniejš fakty, które mogš wskazywać, iż nie tylko Ziemia, lecz i częć naszego Układu Słonecznego była przed wielu tysišcami lat zniszczona w wyniku wojny atomowej.
Jednakże, jeżeli chodzi o interpretację odkrytych faktów, opinie uczonych sš podzielone. Staranny przeglšd literatury dotyczšcej badań przestrzeni kosmicznej wydaje się wiadczyć, że uczeni sš zakłopotani wynikami uzyskanymi zarówno w radzieckich/rosyjskich, jak i amerykańskich programach badawczych.
Z drugiej strony obserwuje się istnienie także tendencji do ignorowania lub wręcz pomijania tych danych naukowych, które wskazać by mogły, że olbrzymie kratery na Księżycu, Marsie, Merkurym i Wenus nie powstały w wyniku działania naturalnych zjawisk, takich jak upadki meteorytów, asteroidów i komet lub działalnoci wulkanicznej, lecz w wyniku eksplozji nuklearnych, miliony razy potężniejszych niż te, jakich można oczekiwać po najpotężniejszych bombach wodorowych dnia dzisiejszego. Pomimo lšdowania ludzi na Księżycu, nie wiemy dotychczas, co było przyczynš zniszczenia jego powierzchni oraz powstania na niej tak olbrzymiej iloci kraterów. Uczeni amerykańscy przyznali[46], że jaki nieznany kataklizm musiał spowodować zniszczenie powierzchni Księżyca i planet.[47]
Brytyjski astronom o wiatowej sławie Gilbert Fielder z zespołem współpracowników poddał analizie statystycznej położenia i częstotliwoci kraterów na powierzchni Księżyca. Uzyskane wyniki wskazujš wyranie, że kratery nie pokrywajš Księżyca w sposób bezładny i przypadkowy, czego można by oczekiwać przy założeniu, że powstały one w sposób naturalny. Okazuje się, że kratery te tworzš okrelone i logiczne wzory. Występujš mianowicie w parach, lub tworzš łańcuchy, szeregi lub równoległoboki.
Pary kraterów lub kratery bliniacze składajš się z dwóch niecek o tej samej wielkoci. Uczeni zauważyli, że w miarę, jak redni promień tych kraterów zwiększa się, ronie także odległoć pomiędzy nimi. Zjawisko to jest trudno wytłumaczyć w oparciu o teorie o naturalnym ich pochodzeniu.[48] Z drugiej strony, jeli na Księżycu miała miejsce wojna nuklearna, wówczas padajšce bomby mogłyby tworzyć na jego powierzchni okrelone wzory lejów. W takim przypadku oczywicie, im większe byłyby zrzucane bomby, tym większa odległoć miedzy nimi byłaby potrzebna dla uzyskania maksymalnego efektu destrukcyjnego.
Liczne kratery tej samej wielkoci tworzš także cišgi i łańcuchy, ułożone wzdłuż jednej linii i skierowane w okrelonym kierunku. Istnieje wyrane podobieństwo między tymi łańcuchami kraterów na Księżycu, a łańcuchami lejów po bombach zrzuconych w Wietnamie przez amerykańskie bombowce B-52.[49]
Kratery księżycowe występujš również w grupach po cztery jednakowej wielkoci – tworzšc równoległoboki. Wyranie widać, że im większe sš ich rednice, tym większy tworzš one równoległobok. Niektóre równoległoboki pokrywajš obszar tysięcy kilometrów [kwadratowych] księżycowej powierzchni. W przypadku wojny jšdrowej, celem tworzenia takich figur geometrycznych byłoby całkowite zniszczenie życia w ich obrębie. Współczesne ICBM[50], zarówno radzieckie/rosyjskie, jak i amerykańskie[51] wyposażone sš przynajmniej w 4 głowice nuklearna każda[52] i zaprogramowane prawdopodobnie w taki sposób, aby ich eksplozje tworzyły włanie równoległobok.[53]
Powszechnie niemal wiadomo, że około 90% wszystkich kraterów na widocznej stronie Księżyca oraz na niektórych obszarach Marsa[54] koncentruje się na wyżynach lub [lšdach] kontynentach, niewiele natomiast znajdujemy ich na morzach. Fakt ten trudny do wyjanienia w inny sposób, z punktu widzenia teorii o starożytnej wojnie jšdrowej staje się zupełnie zrozumiały. Jeli bowiem w księżycowych i marsjańskich morzach znajdowała się kiedy woda, to życie inteligentne musiało skupiać się na lšdach. Stšd obecnoć lejów i kraterów na tych obszarach jest w pełni uzasadniona, jako rezultat tej morderczej wojny, w której niszczono przede wszystkim duże skupiska mieszkańców w głębi lšdu oraz miasta portowe i nadbrzeżne.
Twierdzenie niektórych geologów, że kratery, które niegdy pokrywały powierzchnie księżycowych i marsjańskich mórz, uległy zniszczeniu przed milionami lat w wyniku stopienia w skrajnie wysokich temperaturach, wydaje się mało prawdopodobne, tym bardziej, że przyczyna powstania tego piekła o temperaturze milionów stopni cišgle stanowi tajemnicę.[55] Nie można ponadto pominšć faktu, że około 10% księżycowych kraterów jest zlokalizowana włanie na terenie mórz i nie uległy one stopieniu.[56] Być może powstały one wówczas, gdy zniszczono podwodne miasta. W każdym razie teoria stapiania w dalszym cišgu nie wyjania występowania kraterów w parach, szeregach, równoległobokach, itd.
Jednym z najdziwniejszych rodzajów kraterów obserwowanych na Księżycu sš te, które posiadajš „promienie” o długoci setek kilometrów. Niektórzy uczeni utrzymujš, że takie otwory jak: Tycho, Kopernik i Arystarch powstały w wyniku eksplozji, które miały miejsce nad powierzchniš Księżyca. Ponieważ ich „promienie” przebiegajš po powierzchni innych kraterów, jest możliwe, że stanowi to rezultat wybuchu specjalnego rodzaju bomb, które zrzucono pod koniec wojny nuklearnej w celu ostatecznego zniszczenia ocalałych do tego czasu resztek życia. Po tysišcach lat, te jasne „promieniste” niecki wcišż jeszcze emitujš znaczne iloci promieniowania. Badania powierzchni Księżyca w czasie zaćmienia za pomocš przyrzšdów optycznych czułych na podczerwień, przeprowadzone przez naukowców z NASA wykazały, ze te włanie obszary wydzielajš więcej ciepła i promieniowania, niż tereny sšsiednie.[57]
Astronomowie tacy, jak Fielder, Shoemaker i Barosh od lat twierdzili, że nieregularne linie obserwowane wokół księżycowych kraterów przypominajš bardzo linie rozchodzšce się promienicie od kraterów pozostałych po próbnych wybuchach jšdrowych w Yucca Flats. Oczywicie naukowcy ci utrzymujš, że podobieństwo to jest przypadkowe, za same linie postały na Księżycu w wyniku działania naturalnych sił nieznanego pochodzenia.[58]
Już jednak w latach 40. XX wieku astronomowie brytyjscy zaatakowali poglšd, iż przyczynš powstania księżycowych kraterów, niecek i wgłębień było działanie wulkanów. Wykazali oni, że n i e i s t n i e j e ani jeden przykład prawdziwego stożka wulkanicznego na widocznej stronie Księżyca. Dwadziecia lat póniej, amerykańscy astronauci także nie mogli znaleć żadnego dowodu aktywnoci wulkanicznej na Księżycu.
Na poczštku lat 60. grupa radzieckich astronomów pracujšca pod kierownictwem E. L. Krinowa po zbadaniu istniejšcych w naszym systemie słonecznym asteroidów i meteorytów oraz uwzględnieniu komet, a następnie obliczeniu redniej liczby takich ciał, które trafiajš w kulę ziemskš doszła do wniosku, że podczas minionych miliardów lat maksymalna liczba tych ciał niebieskich, jaka spadła na Księżyc nie mogła przekroczyć 16.000, nawet bioršc pod uwagę brak na nim atmosfery. Istniejš tam jednak na nim miliony kraterów, za liczba tylko samych dużych przekracza owe 16.000, podczas gdy na powierzchni najbliższego kosmicznego sšsiada Księżyca – Ziemi znaleć można zaledwie niewielkš ich liczbę. Natomiast na planetach Merkury, Wenus i Mars istniejš setki tysięcy kraterów – niemożliwe więc jest, by powstały one wskutek uderzeń meteorytów.[59]
Nie można zatem znaleć żadnego konwencjonalnego wyjanienia dla kształtu i rozkładu kraterów, tych niewinnie wyglšdajšcych, jakby pozostałych po ospie znaków, tworzšcych krajobraz księżycowy. Z jakich powodów kratery te sš płytkie i zgrupowane na okrelonych obszarach powierzchni Księżyca.
Jedna z przedstawionych w ostatnich latach teorii wydaje się wyjaniać wiele sporód dotychczas niezgłębionych tajemnic Księżyca. Teoria ta została opracowana przez dwóch wybitnych uczonych radzieckich: Michaiła Wasina i Aleksandra Szczerbakowa, którš przedstawili w ksišżce pt. „Księżyc – nasz tajemniczy pojazd kosmiczny”. Przyjmuje ona, że Księżyc w ogóle nie jest naturalnym satelitš Ziemi, ale stanowi wydršżonš w rodku konstrukcję, zbudowanš przez jakš wysokorozwiniętš cywilizację, która wprowadziła go na orbitę okołoziemskš jako sztucznego satelitę, w nieokrelonym czasie dalekiej przeszłoci.[60]
Ta zaskakujšca idea szokuje w pierwszej chwili, ale zanim wydamy na niš wyrok skazujšcy, zbadajmy niektóre z kłopotliwych problemów, jakie owa miała i niekonwencjonalna teoria rozwišzuje.[61]
Naturalnie jeli Księżyc został wprowadzony na orbitę wokółziemskš, to wyjanienie jego prawie kołowej orbity[62] staje się zupełnie oczywiste, podobnie jak fakt, że orbita ta nie przebiega w płaszczynie równikowej Ziemi[63], odmiennie od wszystkich innych księżyców istniejšcych w Układzie Słonecznym.
Rzucajšcš się w oczy cechš powierzchni Księżyca jest istnienie na niej mórz. Stanowiš one wyrane, ciemniejsze płaskie powierzchnie prawie pozbawione kraterów, niemal wszystkie morza znajdujš się w zachodniej częci Księżyca skierowanej ku Ziemi. To włanie przelatujšc nad niektórymi sporód tych mórz, wyprawa Apollo 8 odkryła obecnoć maskonów[64], stacjonarnych pól grawitacyjnych tak silnych, że zakłócały one tory lotów sond wokółksiężycowych. Ten fakt oraz wyliczony ciężar właciwy Księżyca i analiza jego ruchu, przeprowadzona przez Gordona McDonalda z NASA wydajš się wskazywać na to, że Księżyc nie jest ciałem homogenicznym, co oznacza, że zachowuje się on bardziej jak wydršżona w rodku kula, niż jak jednolite ciało niebieskie. Inne ostatnio odkryte fakty zdajš się potwierdzać tš hipotezę. Przede wszystkim istnieje na jego drugiej stronie ogromne wybrzuszenie na jego powierzchni, tak wielkie, że mogłoby ono wywołać powstanie niezrównoważonych sił w obrębie księżycowej masy. Jednakże wpływ tej wypukłoci jest skompensowany jakimi zmianami w rozkładzie gęstoci wnętrza Księżyca.[65] Sam fakt, że wybrzuszenie to znajduje się po przeciwległej stronie, niż oddziaływanie Ziemi, jest jeszcze bardziej intrygujšcy. Czyżby owo wybrzuszenie zostało spowodowane jakimi ogromnymi przypieszeniami, które działały na Księżyc?
Cie
|