Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
ATOMOWE WOJNY BOGÓW
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 4

"A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga, widzšc, że córki człowiecze sš piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotš cielesnš; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieœcia lat. A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także póŸniej, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, majšcy sławę w owych dawnych czasach. (Ks.Rodzaju 6:1-4)" I. Zanim nasza cywilizacja wkroczyła w wiek atomowy &#8211; wiele odkryć, przekazów mitologicznych, opisów w œwiętych księgach, wykopalisk i zagadkowych zjawisk obserwowanych na ziemi pozostawało niezrozumiałymi. Sędziwe teksty sanskryckie &#8222;Mahabharata&#8221; opisujš szczegółowo wybuchy wielkich kul ognistych oraz wywołane przez nie burze i sztormy. Następstwa tych wybuchów przybierały u ludzi forme klasycznych objawów choroby popromiennej, wywołujšc utratę włosów, wymioty i w końcu œmierć. Co ciekawe, teksty te podajš, że osoby znajdujšce się w zasięgu działania tych wybuchów mogš się ocalić usuwajšc wszystkie metale z powierzchni swych ciał i zanurzajšc się w wodzie rzecznej. Cel tego mógł być tylko jeden &#8211; dekontaminacja przez zmycie z powierzchni ciała i odzieży czšstek radioaktywnych, czyli proces, który w takich przypadkach zalecany jest i dzisiaj. Erich von Däniken wspomina zawarte w rozmaitych starożytnych tekstach opisy broni jšdrowej, sugerujšc, że była ona użyta przez Przybyszów z Kosmosu, wyposażonych w wytwory swej wysoko zaawansowanej wiedzy i technologii przeciwko prymitywnym mieszkańcom naszej planety. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, aby Przybysze stosowali tak drastyczne œrodki przeciwko pierwotnym, nie-ucywilizowanym, wyposażonym jedynie w łuki i strzały mieszkańcom Ziemi. Richard B. Mooney podaje, że bramińska księga &#8222;Siddnanta-Ciromani&#8221; posługuje się jednostkami czasu , z których ostatnia, najmniejsza trutti stanowi tylko 0,33750 sekundy. Uczeni studiujšcy teksty sanskryckie sš zakłopotani, nie mogšc wyjaœnić, do czego służyć mogła w Starożytnoœci tak mała jednostka czasu i jak jš można było mierzyć bez odpowiednich instrumentów. Współczesne prymitywne szczepy posiadajš doœć niejasne pojęcie czasu i nawet godziny majš dla nich stosunkowo niewielkie znaczenie. Trudno więc sobie wyobrazić, żeby starożytne ludy zachowywały się w tym względzie inaczej. Thomas Andrews w swej ksišżce &#8222;Nie jesteœmy pierwsi&#8221; pisze: Według jogi Pundid Kaniach z Ambatturu w Madras, którego spotkałem w roku 1966 poczštkowo pomiar czasu według braminów był szeœćdziesištkowy, na dowód czego joga cytował wyjštki z &#8222;Brihath Sakatha&#8221; i innych tekstów sanskryckich. W dawnych czasach doba dzieliła się na 60 >>kala<<, z których każda wynosiła 24 minuty. >>Kala<< dzieliła się na 60 >>vikala<<, z których każda wynosiła 24 sekundy. Następnymi 60 razy mniejszymi jednostkami były: >>para<<, >>tatpara<<, >>vitatpara<<, >>ima<< i w końcu >>kashta<< - 1/300.000.000 częœć sekundy. Do czego starożytnym Hindusom służyć mogły ułamki mikrosekund? Pundid Kaniach wyjaœnił, że uczeni bramini od zarania dziejów zobowišzani byli do zachowania tej tradycji w pamięci, choć sami jej nie rozumieli. 0,000.000.003 częœć sekundy &#8211; kashta &#8211; nie może naturalnie mieć żadnego sensu praktycznego, jeœli nie dysponuje się urzšdzeniami, które mogłyby mierzyć czas z takš dokładnoœciš. Z drugiej strony wiadomo, że czas życia niektórych czšstek elementarnych: hiperonów i mezonów jest bliski jednej trzystumiliardowej częœci sekundy![1] Tablica &#8222;Varahamira&#8221; z roku 550 n.e. zawiera wielkoœci matematyczne porównywalne z rozmiarami atomu wodoru. Czyżby te liczby też przekazano nam z odległej przeszłoœci? Joga Vashishta twierdzi: Istniejš rozległe œwiaty w pustych przestrzeniach każdego atomu, tak różnorodne, jak pyłki w promieniach słońca. Wydaje się to wskazywać na starożytnš wiedzę o tym, że nie tylko materia jest zbudowana z niezliczonej liczby atomów, lecz że w samych atomach &#8211; jak dziœ wiemy &#8211; większoœć przestrzeni jest nie wypełniona materiš. Teksty te, pochodzšce z dalekiej przeszłoœci, wskazujš na to, że już wtedy istniała głęboka znajomoœć fizyki jšdrowej. Fakt, że bramini zobowišzani byli zapamiętać szereg symboli matematycznych, nie rozumiejšc ich nawet, œwiadczy o celowo podjętym wysiłku zmierzajšcym do przekazania wiedzy z zaginionej ery technologicznej. Można sobie wyobrazić pradawnych uczonych, którzy obserwujšc upadek swej cywilizacji, zapisywali swojš wiedzę i powierzyli pewnej grupie ludzi odpowiedzialnoœć za przekazywanie jej poprzez wieki, aż do czasu, kiedy znowu się stanie zrozumiała.[2] Wydaje się także, że coœ z tej starożytnej nauki przenikało przez wieki w doœć ogólnikowej formie. Dwa i pół tysišca lat temu Demokryt mówił: W rzeczywistoœci nie istnieje nic, tylko atomy i pusta przestrzeń. Grecy uważali, że atom jest najmniejszš i niepodzielnš czšstkš materii, podczas gdy Fenicjanin Moschus zapewniał, że atom można podzielić i zapewniał o tym Greków. Żyjšcy w I w. p.n.e. uczony rzymski Lukrecjusz pisał, że atomy pędzš nieustannie w przestrzeni i podlegajš niezliczonej liczbie zmian pod zakłócajšcym wpływem zderzeń. Sš one zbyt małe, aby je widzieć. Dopiero w XIX i XX stuleciu podjęto poważne prace w zakresie fizyki jšdrowej, więc uczeni starożytni, których fragmentaryczna wiedza pochodzić musiała z zamierzchłej epoki zapomnianej technologii, nie mogli potwierdzić swych wiadomoœci w praktyce, nie istniała bowiem technologia, która to by umożliwiała. Zamierzchła epoka, kiedy wiedza ta była stosowana w praktyce, stosowała energię atomowš do wielu celów. Idea transmutacji metali, która pochłaniała uwagę alchemików przez całe wieki, każšc im szukać sposobu zamiany ołowiu w złoto, wynikła najprawdopodobniej z jeszcze starszej wiedzy o tym, że manipulacja strukturami subatomowymi pierwiastków pozwala na przekształcenie jednego z nich w drugi.[3] Jednakże nas interesuje nie samo zastosowanie energii jšdrowej, ale jej niewłaœciwe zastosowanie. Wydaje się, że rozmaite starożytne teksty stwierdzajš ponad wszelkš wštpliwoœć fakt wystšpienia na Ziemi straszliwej masakry Ludzkoœci. W sferze domysłów znajduje się jedynie to, czy konflikt ów był wyłšcznie ziemskiego pochodzenia, czy też wzięli w nim udział pochodzšcy z Kosmosu przybysze, wyposażeni w zaawansowanš wiedzę i technologię. Charles Berlitz pisze, że zaskakujšce wzmianki i aluzje do stosunkowo niedawnych zdobyczy naszej cywilizacji, jak bomba atomowa, rakiety, gazy bojowe i inne, występujš szczególnie obficie w starożytnych tekstach indyjskich. Wyjštkowo dużo tego można spotkać w staroindyjskim eposie &#8222;Mahabharata&#8221;, stanowišcych kompendium wiedzy dotyczšcej religii, œwiata, modłów, obyczajów, historii oraz legend o bogach i bohaterach starożytnych Indii. Często nazywa się ten epos &#8222;hinduskš Iliadš&#8221;, chociaż jest 7 razy obszerniejszy od &#8222;Iliady&#8221; i &#8222;Odysei&#8221; razem wziętych &#8211; zawiera on 200.000 wierszy. Przypuszcza się, że został on napisany 1.500 lat p.n.e., ale dotyczy on zdarzeń znacznie wczeœniejszych. Po raz pierwszy wydrukowano go w sanskrycie w 1834 roku, a następnie przełożono: najpierw na język włoski, a następnie w 1884 roku na angielski. &#8222;Mahabharata&#8221; w dużej częœci zajmuje się działaniami wojennymi, w których biorš udział bogowie, półbogowie i ludzie. Przypuszcza się, że opisy te stanowiš quasi-historyczny przekaz dotyczšcy inwazji Ariów z północy, którzy wyparli pierwotnych mieszkańców tych ziem &#8211; Drawidów, na południe półwyspu indyjskiego. Jednakże wœród normalnych w takich razach obrazów starożytnych działań bojowych rozrzucone sš zagadkowe i bardzo szczegółowe wzmianki dotyczšce łatwych do zidentyfikowania obecnie broni takich, jak: działa artyleryjskie &#8211; agneyastra, rakiety i samoloty bojowe &#8211; vimana, radar, zasłony dymne, gazy trujšce &#8211; tashtra, gazy obezwładniajšce &#8211; mohanastra, pojazdy rakietowe i głowice atomowe. W drugiej połowie XIX wieku fragmenty te brzmiały tajemniczo lub zabawnie; dzisiaj wymowa ich jest dla wszystkich mieszkańców kuli ziemskiej oczywista, pomimo tego, że od czasu, którego te opisy dotyczš upłynęły tysišce lat. Przedstawiajšc bitwę pomiędzy starożytnymi armiami &#8222;Drona Parva&#8221; &#8211; jedna z ksišg &#8222;Mahabharaty&#8221; &#8211; opowiada o walce, w czasie której: wybuchy pocisków dziesištkujš całe armie powodujšc, że tłumy żołnierzy wraz z broniš, słoniami i rumakami zostały uniesione i porwane przez wielki wicher jak suche liœcie z drzew... Starożytny kronikarz dodatkowo zaopatrzył ten opis w komentarz: Wyglšdali tak wspaniale, jak szybujšce ptactwo &#8211; jak ptaki odlatujšce z drzew. Tekst zawiera nawet przedstawienie charakterystycznego, grzybiastego obłoku wybuchu nuklearnego, który porównywany jest do otwarcia gigantycznego parasola, zaœ opis skażenia œrodków żywnoœciowych, wypadania włosów u ludzi oraz koniecznoœć dokładnego zmycia ciała ludzi i zwierzšt dla zapobieżenia choroby lub œmierci stanowiš dziwnie nowoczesny akcent tej starożytnej legendy. A oto pochodzšce z &#8222;Mahabharaty&#8221;, &#8222;Ramayany&#8221; i &#8222;Mahavira Charita&#8221; fragmenty opisujšce walkę: Pojedynczy pocisk wybuchł z całš mocš œwiata. Rozżarzony słup dymu i ognia tak oœlepiajšcy, jak 10.000 słońc uniósł się w całej swej wspaniałoœci [...] Była to nieznana broń, żelazny piorun, gigantyczny posłaniec œmierci, który zamienił w popioły całš rasę Vrishni i Andhaka. Ciała ich były tak spalone, że nie można było ich rozpoznać. Ich włosy i paznokcie powypadały, wyroby garncarskie popękały bez żadnego widocznego powodu, a wszystkie ptaki zbielały. Po kilku godzinach wszystkie produkty spożywcze były zatrute [...] Aby uciec od tego ognia, żołnierze rzucali się do strumieni, aby obmyć siebie i swój ekwipunek. Następstwa działania tej superbroni opisane sš następujšco: Zaczšł wiać wicher [...] wydawało się, że słońce się obróciło, œwiat spieczony ogniem wydawał się być w goršczce. Słonie i inne zwierzęta lšdowe, palone energiš tej broni, mknęły w ucieczce [...] nawet wody były tak goršce, że przebywajšce w nich stworzenia zaczęły palić się [...] Nieprzyjacielscy żołnierze padali jak drzewa powalone w szalejšcym ogniu &#8211; wielkie słonie palone tš broniš padały na ziemię wydajšc dzikie ryki bólu. Inne palone ogniem biegały we wszystkie strony, jak wœród płonšcego lasu, także rumaki i pojazdy spalone energiš tej broni wyglšdały, jak szczyty drzew, które spłonęły w pożarze lasu... Księga &#8222;Karna Parva&#8221; podaje nawet wymiary tej broni: Strzała œmiertelna jak laska œmierci. Mierzy ona 3 łokcie i szeœć stóp[4]. Obdarzona mocš pioruna tysišcokiego Indry była ona niszczycielska dla wszystkich żyjšcych stworzeń. Starożytni Hindusi wykazali w swoich przekazach piœmienniczych zaskakujšcš wiedzę naukowš o œwiecie i materii. W powstałym przed około 5.000 laty dziele zatytułowanym &#8222;Jyotish&#8221; znajdujemy rozważania na takie tematy, jak heliocentryczny ruch planet, prawa grawitacji, gwiazdy stałe na Mlecznej Drodze, dobowy obrót osiowy Ziemi, kinetyczna teoria energii i teoria budowy atomu. Wiadomo także, że niektóre szkoły filozoficzne podejmowały jako przedmiot swych rozważań skomplikowane obliczenia z zakresu fizyki atomowej. Wyznaczenie czasu potrzebnego do przejœcia atomu przez jednostkę objętoœci równš tej, jakš on sam zajmuje jest przykładem jednego z prostszych &#8222;tematów badawczych&#8221;. Istniejš także liczne przykłady œcisłych i realnych opisów budowy rakiet i samolotów. Sama tylko &#8222;Mahabharata&#8221; zawiera ponad 230 strof poœwięconych opisowi zasad konstrukcji latajšcych maszyn &#8211; vimana &#8211; oraz innych urzšdzeń i aparatów.[5] W &#8222;Samarangana Suthadhara&#8221; omawiane sš zalety i wady poszczególnych typów samolotów zarówno z punktu widzenia ich względnych zdolnoœci i szybkoœci wznoszenia, jak również sposobów lšdowania. Dyskutuje się tam także rodzaje materiałów napędowych &#8211; m.in. także rtęć?[6] &#8211; oraz materiałów konstrukcyjnych, a mianowicie &#8211; różnych odmian drewna, metali lekkich i ich stopów. Zwróćmy uwagę na fragment opisu lotu vimana: W wyniku działania sił utajonych w rtęci, które uruchamiajš napędowy wir powietrza, człowiek znajdujšcy się wewnštrz może podróżować w podniebnš dal [...] Viamana za pomocš rtęci może rozwijać moc pioruna [...] Jeœli ten żelazny silnik o odpowiednio połšczonych częœciach zostanie napełniony rtęciš, a do jego górnej częœci zostanie doprowadzony żar, to zaczyna on z rykiem lwa rozwijać moc [...] i natychmiast staje się niczym perła na niebie... Inny starohinduski epos &#8222;Ramayana&#8221; opisuje widok, jaki roztaczał się z góry podczas lotu boga Ramy i jego małżonki Sity ze Œri Lanki do Indii. Widok ten jest opisany tak szczegółowo, że wydaje się niemożliwe, aby sam autor nie mógł tego obserwować samemu z góry. Ponadto starożytny samolot pokazano w zadziwiajšco nowoczesny sposób: ...niepowstrzymany w swym ruchu [...] o godnej podziwu szybkoœci, [...] w pełni kontrolowany [...] o pomieszczeniach wyposażonych w okna i znakomite miejsca siedzšce... Jednoczeœnie znajdujemy w tych dziełach stałš troskę i zaabsorbowanie niebezpieczeństwami wynikajšcymi z użycia broni nuklearnej. &#8222;Mahabharata&#8221; zawiera wersety, które &#8211; jeœli pominiemy ich archaiczny styl &#8211; mogliby wypisać na swych sztandarach dzisiejsi bojownicy o pokój: Wy okrutni i niegodziwi, upojeni i zaœlepieni pychš, przez wasz Żelazny Piorun staniecie się niszczycielami własnego narodu. &#8222;Ramayana&#8221; przestrzega, iż Strzała Œmierci jest: tak potężna, że może w jednej chwili zniszczyć całš Ziemię, a jej straszliwy wznoszšcy się dŸwięk wœród płomieni, dymu i pary [...] jest posłańcem œmierci. Wreszcie &#8222;Badha Parva&#8221; opisuje efekty ekologiczne użycia takich bomb: ... nagle pojawiła się substancja podobna do ognia[7] i nawet teraz pokrywajšce się bšblami wzgórza, rzeki i drzewa oraz wszelkiego rodzaju zioła, trawy i roœliny, w ruchomym i nieruchomym œwiecie, obracajš się w popiół.[8] W końcu w &#8222;Musala Parva&#8221; znajdujemy notatkę wskazujšcš na to, że zdano sobie wreszcie sprawę z tego, iż broń ta jest zbyt niebezpieczna dla œwiata. Notatka ta zdaje się napomykać o zniszczeniu i pozbywaniu się głowic atomowych: w wielkim strapieniu umysłu król nakazał zniszczyć Żelazny Piorun na drobny proch. Wezwano ludzi [...], aby wrzucili ten proch do morza...[9] II. Indie nie sš jedynym krajem, gdzie istniejš legendy i zapisy dotyczšce pradawnej katastrofy atomowej na Ziemi. Występujš one także w Chinach. Raymond W. Drake twierdzi, że w &#8222;Fengshen-yen-i&#8221; znajdujš się opisy zdarzeń podobne do tych, jakie sš w sanskryckiej &#8222;Mahabharacie&#8221;. Przeciwstawne sobie elementy walczyły o panowanie nad Chinami. Wspomagane one były przez pozaziemskich Przybyszów, używajšcych broni przypominajšcych najstraszniejsze wœród znanych nam obecnie. Wojna była prowadzona przy pomocy oœlepiajšcych promieni, ognistych smoków, płomiennych kul, lœnišcych żšdeł i błyskawic. Jak wynika z opisów, walczšce strony wydawały się posiadać urzšdzenia podobne dzisiejszemu radarowi, który pozwalał im na słyszenie i obserwowanie wizualne obiektów oddalonych na odległoœć kilkuset kilometrów.[10] Amerykański etnograf G. Baker odnalazł wœród kanadyjskich Indian legendy mówišce, że kiedyœ tam na południu istniały wielkie lasy i łški, a wœród nich wielkie oœwietlone miasta, zamieszkiwane przez ludzi, którzy latali do nieba na spotkanie piorunom. PóŸniej jednak pojawiły się demony i wszystkie miasta zostały zniszczone. Pozostały tylko po nich istniejšce do dziœ dnia ruiny. Legendy te wywodzš się z objętych wiecznš zmarzlinš regionów kanadyjskiej tundry, położonych na Dalekiej Północy. Odnoszš się one do dawnych epok, kiedy to klimat dzisiejszych obszarów podbiegunowych odbiegał znacznie od dzisiejszego. Tradycja Indian kanadyjskich przypomina istniejšce wœród Majów i Azteków legendy mówišce o miastach, w których ani w nocy ani w dzień nie gasły œwiatła. Majowie mówili: Ta ziemia stanowi obecnie Królestwo Œmierci.[11] Przebywajš tam dusze tych, którzy nigdy nie będš poddane reinkarnacji. [...], ale dawno temu było ono zamieszkałe przez starożytne rasy ludzkie. Istnieje wielkie podobieństwo, pochodzšcych z różnych częœci globu ziemskiego, legend mówišcych o masakrach i zniszczeniach. Przypomnijmy sobie z mitologii greckiej postać Zeusa władajšcego gromami i błyskawicami, czy też postać Thora z mitologii nordyckiej władajšcego młotem i błyskawicami. Jeżeli w zamierzchłej przeszłoœci zaistniał konflikt na skalę œwiatowš, o zakresie większym nawet niż Druga Wojna Œwiatowa i znacznie bardziej niszczycielski, to właœnie można by oczekiwać takich właœnie ech w pamięci narodów œwiata. Podobnie i równie szeroko sš rozpowszechnione legendy o Złotym Wieku Ludzkoœci. Ci wszyscy, którzy szukajš cudownej i zdumiewajšcej Atlantydy w jakimœ jednym i okreœlonym miejscu na Ziemi, skazani sš &#8211; jak się wydaje &#8211; na rozczarowanie. Jeœli bowiem cały obszar kuli ziemskiej w dalekiej przeszłoœci osišgnšł wysoki stopień cywilizacji, to legendy o jej istnieniu będš mieć charakter globalny. Sam fakt, że różne przekazy, pochodzšce z rozmaitych częœci ziemskiego globu, umiejscawiały położenie Atlantydy na Morzu Œródziemnym, Atlantyku, Hiszpanii, Grenlandii, Islandii, Ameryce lub Tybecie, a nawet istniało podobne do Atlantydy królestwo Lemuria[12] na Pacyfiku wskazuje jedynie na to, że ówczesna cywilizacja miała charakter œwiatowy, iż cywilizacja ta nie ograniczała się do jednej tajemniczej wyspy lub kontynentu, który następnie zatonšł w morzu. Tylko istnienie cywilizacji o zasięgu globalnym może wyjaœnić podobieństwa występujšce pomiędzy poszczególnymi cywilizacjami i kulturami zamierzchłej przeszłoœci, a także ich różnice.[13] Istnieje bardzo wiele punktów zbieżnych pomiędzy cywilizacjami Egiptu i Sumeru; również pomiędzy cywilizacjami rozwiniętymi w Dolinie Indusu i cywilizacjami Mezoameryki i Ameryki Południowej, szczególnie w ich legendach. Istniejš także duże różnice, choć dotyczš one głównie szczegółów, jak to, że na obszarze Europy, Azji i Afryki północnej koło było w powszechnym użytku, podczas kiedy na obszarze Ameryki urzšdzenie to nie było znane.[14] Ci, którzy całkowicie odrzucajš idee, że kiedyœ musiał istnieć kontakt pomiędzy wszystkimi cywilizacjami zarówno europejskimi, azjatyckimi, afrykańskimi jak i amerykańskimi wydajš się nie brać pod uwagę istotnych czynników. Tym bardziej, że jak dotšd na próżno poszukujemy jednego wyróżnionego obszaru, na którym powstałaby pierwotna kultura-matka &#8211; Ÿródło wszystkich innych cywilizacji. Wiele wskazuje na to, że Ÿródłem tym jest cały glob ziemski, iż istniał nie jeden, lecz wiele oœrodków rozwiniętej kultury i cywilizacji. Warto także zwrócić uwagę na inna osobliwoœć. Sporo legend mówišcych o istnieniu wielkiego i katastrofalnego konfliktu w zamierzchłej przeszłoœci, wskazuje obszary, gdzie zdarzenia te miały miejsce. Okazuje się, że w większoœci chodzi o dzisiejsze pustynie! Szereg takich przekazów pochodzi z terytorium dzisiejszych Chin. Tam też znajduje się częœć niezbadanej dotychczas Pustyni Gobi, która ukrywa pod swymi piaskami wiele tajemnic. Podobnie w Indiach, w Dolinie Indusu, gdzie niegdyœ kwitła wspaniała cywilizacja &#8211; dziœ jest pustynia.[15] Pustyniš jest znaczny obszar południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych, który Majowie nazwali właœnie Królestwem Œmierci.[16] w Egipcie Horus przeklšł ziemie Seta na tysišce lat &#8211; ogromne obszary Afryki północnej wraz z Saharš sš pustynne. To samo dotyczy również terenów na Œrodkowym Wschodzie &#8211; wielkie miasta Babilonii i Sumeru zrujnowane, spoczywajš teraz pod ruchomymi piaskami. Większa częœć Australii to także pustynia &#8211; rdzenni jej mieszkańcy[17] wydajš się być potomkami ludzi niegdyœ cywilizowanych. Na niektórych obszarach tej pustyni, gdy w górach zdarzy się ulewny deszcz, woda i szlam przewalajš się i dochodzš aż do płytkiego jeziora Eyre. Przypomina to okres, kiedy okolice te były zasobniejsze w wilgoć, gdy żyły tam olbrzymie kangury i diprodonty wielkoœci nosorożca, jak o tym wspominajš legendy tubylców &#8211; pisze prof. Alfons Gabriel, znany badacz obszarów pustynnych. Jednak nawet tubylcy zdajš się obawiać tych terenów, a ich przejœcie jest połšczone z wielkimi trudnoœciami, jest tam bowiem strefa, która w języku krajowców nazywa się >>Narikalinnani<< - co oznacza - >>miejsce œmierci i zniszczenia<<. Legendy i mity mówiš o antycznych œrodkach rażenia, które jako żywo przypominajš współczesne pociski nuklearne; inne przekazy przypominajš obliczenia matematyczne dotyczšce zagadnień fizyki jšdrowej. Ale nie tylko przekazy ustne, zapisy w œwiętych księgach czy inskrypcje w œwištyniach i miejscach starożytnego kultu sš intrygujšce i zmuszajš do porównań; odkrywa się coraz więcej faktów i œlady materialne. Podczas prób nuklearnych, przeprowadzonych współczeœnie na pustyni Gobi, w pobliżu Lop-Noor[18] oraz na pustynnych obszarach Nowego Meksyku, w wyniku powstawania bardzo wysokich temperatur wywołanych wybuchem jšdrowym &#8211; piasek pustyni ulegał zeszkleniu. Do wywołaniu procesu witryfikacji piasku potrzebne sš tak wysokie temperatury, że ich uzyskanie niemożliwe jest zarówno w procesach eksplozji konwencjonalnych materiałów wybuchowych czy palnych, ani też w procesach wulkanicznych. Takie temperatury można uzyskać tylko w procesach termonuklearnych. Tymczasem na pustyni Gobi znaleziono obszary zeszklonego piasku, znajdujšce się tam od tysięcy lat. Obszary takie istniejš także na pustyni kalifornijskiej, zaœ tajemnicze szkliste tektyty, z pustyń Afryki i Œrodkowego Wschodu uważa się za powstałe w procesach radioaktywnych.[19] Skały w Peru i Boliwii także noszš wyraŸne œlady witryfikacji, zaœ obszary, na których występujš noszš wyraŸne cechy pustynne. Powstaje pytanie: jak te pustynie utworzyły się? Jak mogły wytworzyć się i trwać, otoczone że wszech stron ogromnymi obszarami bujnej wegetacji? A może one powstały wskutek eksplozji pocisków nuklearnych o wielkiej mocy, które zniszczyły nie tylko ludnoœć ten teren zamieszkujšcš, lecz także wszelkie przejawy życia roœlinnego i zwierzęcego, zaœ substancje radioaktywne powstałe w tym procesie, swym promieniowaniem wysterylizowały ten teren tak, że nie nadawał się on do życia przez tysišce lat? Niewiele bowiem przejawów życia obserwuje się na tych pustyniach, a to, co tam roœnie i żyje przeżywa z wielkim trudem mimo wytworzenia się wielu cech adaptacyjnych. Być może istnieje ziarno prawdy w legendzie o Horusie, zaœ przekleństwo zesłane na ziemie Seta było przekleństwem radioaktywnego skażenia. Można by mniemać, że przedstawione tutaj przypuszczenia sš bezpodstawne lub zgoła fantastyczne, gdyby na tych jałowych teraz obszarach nie było œladów cywilizowanego życia ludzkiego. Można by twierdzić, że od niepamiętnych czasów ziemie te były wrogie człowiekowi i ludzkiemu osadnictwu. Ale tak nie jest. Na pustyni Gobi odkryto bowiem ruiny bardzo starych miast, prawie już bezkształtne, ale wszystkie one noszš na sobie œlady działania niezwykle wysokich temperatur, pokryte bšblami i pęcherzami tego samego rodzaju, co zaobserwowane w Hiroszimie po wybuchu amerykańskiej bomby atomowej. Wielu geologów utrzymuje, że szereg obecnie występujšcych na terenie południowo-zachodniej częœci Stanów Zjednoczonych obszarów pustynnych[20] nie powstało w wyniku działania naturalnych sił przyrody. Tym bardziej, że jak podaje prasa amerykańska: ...suche stany, a zwłaszcza Arizona, budujš na rzece Kolorado jednš zaporę po drugiej, aby zagospodarować te tereny. Urzšdzenia nawadniajšce opierajš się głównie na dawnych urzšdzeniach Indian (?!), o czym œwiadczš starożytne resztki potężnych budowli na rzece Gila.[21] A oto, co na temat Sahary pisze znawca problemu prof. Alfons Gabriel: Na pustyni można znaleŸć studnie istniejšce od niepamiętnych czasów. Często ich szyby sš zdumiewajšco głębokie, w niektórych przypadkach przewyższajš 100 metrów &#8211; i trudno zrozumieć, jak ludzie swymi prymitywnymi narzędziami zdołali je zbudować. [...] Od czasu, gdy w Górnym Egipcie odkryto wiele miejsc, na których porzucone były resztki narzędzi, wszczęto również poszukiwania na różnych pustyniach Ziemi. Poszukiwania te zostały uwieńczone powodzeniem. Sahara okazała się specjalnie bogata skarbnicš znalezisk; podobnie jak pewne częœci pustyni Gobi. Jest jednak zdumiewajšce, że te œlady starej ludzkiej kultury występujš w takiej obfitoœci właœnie na pustyniach, a więc na obszarach, gdzie na przestrzeni setek kilometrów nie ma ani kropli wody, żadnego pastwiska, żadnych warunków do życia. Jak mogło dojœć do tego? Jak dostali się ludzie do tego œwiata będšcego zaprzeczeniem życia? Dziœ już wiemy, że na tych obszarach pracowali nie przygodni wędrowcy, lecz przedstawiciele osiadłej ludnoœci. Ale w jaki sposób można było żyć na pustyni? W ostatnich dziesięcioleciach poczynione zostały poważne postępy w badaniach nad przeszłoœciš suchych obszarów. Poznaliœmy nieco nieznanych dotšd szczegółów, wišżšcych się z pojawieniem się człowieka na pustyni. Stosunkowo najlepiej udało się odtworzyć obraz prehistorii Sahary. W okresie przedlodowcowym i lodowcowym[22]ten wypalony słońcem szmat Ziemi był poroœnięty lasami i stepem typu sawanny. Powišzany system rzeczny sprawiał, ze mogło tu rozwijać się życie. Tam, gdzie teraz hulajš burze piaskowe nad goršcš pustyniš żwirowš, miotajšc ziarna kwarcu i sprawiajšc, ze wielbłšdy już na trzeci dzień wędrówki sš głodne i spragnione, istniały przez 50.000-100.000 lat jeziora, wokół których szumiały trzciny i harcowały zwierzęta. Żyła tu ludnoœć [...] Rozwijała się też sztuka. Artyœci ryli w skałach piękne obrazy, a kamienie pokrywali farbami. Na obszarach Afryki Północnej[23] roi się od obrazów. Wiele œcian wšwozów i zboczy górskich to prawdziwe >>księgi z obrazkami<<. Niektóre malowidła pociemniały tracšc wyrazistoœć, inne sš cišgle jeszcze œwieże. Wiele z nich, to dzieła sztuki, sš też inne robišce wrażenie dziecięcych igraszek. Nieraz jednak jest trudno uwierzyć, że ludzie którzy znali tylko narzędzia kamienne umieli tworzyć tak żywe postacie. Ignatius Donelly podaje, że podczas kopania studni w miejscowoœci Lawn, (hrabstwo Marshall, stan Illinois, USA), na głębokoœci ponad 40 metrów wykopano monetę wykonanš z bršzu. Duży nacisk warstw ziemi i warunki, w jakich przez długi czas ta moneta przebywała, spowodowały, że większoœć napisów i rysunków na obu jej powierzchniach uległa prawie całkowitemu zatarciu. Stwierdzono jedynie, że zarówno na awersie i rewersie znajdowały się niewyraŸne zarysy jakiejœ postaci, zaœ wzdłuż krawędzi po obu stronach biegły jakieœ napisy, œciœlej mówišc, cišgi hieroglifów nie do odcyfrowania. Jak wykazały badania, moneta ta w trakcie procesu produkcji była walcowana, jej krawędzie obcięte maszynowo, zaœ napisy wytrawiane kwasem. W roku 1851, w tej samej okolicy stanu Illinois, na głębokoœci ponad 35 metrów wykopano dwa pierœcienie miedziane. W czerwcu tego samego roku, w miejscowoœci Dorchester w stanie Massachusetts odkopano naczynie pokryte skamieniałš zaprawš murarskš. Był to dzban w kształcie dzwonu, wykonany z nieznanego metalu, którego powierzchnia była inkrustowana srebrnym wzorem o charakterze roœlinnym. Pewien lekarz w Kalifornii znalazł wewnštrz bryły złotonoœnego kwarcu niewielki złoty przedmiot kształtem podobny do uchwytu od wiadra. Podobny uchwyt odkryto w jaskini w Kingoodie w północnej Anglii, w bloku skalnym. Jego wiek oceniono na co najmniej 8.500 lat. Można więc przyjšć, że przedmiot znaleziony w Kalifornii pochodzi mniej więcej z tego samego okresu. W roku 1969, wewnštrz bryły skalnej znalezionej w pobliżu miejscowoœci Treasure City w stanie Newada, odkryto œlady œruby o długoœci 5 cm. Sama œruba już dawno uległa korozji, ale przestrzeń, którš kiedyœ zajmowała pozostawiła w skale œlad w kształcie spirali. Wiek tego znaleziska ocenia się na około 10.000 lat. Tom Kenny, farmer amerykański zamieszkujšcy w Plateau Valley, odkrył na swoim polu, na głębokoœci 3 m odcinek miejskiego chodnika, wykonanego z gładkich, symetrycznych płyt kamiennych. Analiza materiału i zaprawy murarskiej wykazała, że kamień nie pochodzi z surowców lokalnych, zwišzanych z okolicš, w której został wykonany chodnik. Wszystkie te znaleziska wskazujš na możliwoœć, której w zasadzie dotychczas nie brano poważnie pod uwagę, że odnajdywane œlady, czasem ukryte głęboko pod ziemiš, œwiadczš o tym, iż na terenie współczesnej Ameryki Północnej przed wieloma tysišcami lat istniała wysoka cywilizacja. Wydaje się, ze cywilizacja ta uległa gwałtownej zagładzie w wyniku kolosalnej katastrofy, zwišzanej z wystšpieniami tak wysokich temperatur, jakie pojawiajš się wyłšcznie w procesach nuklearnych i termonuklearnych. III. Jak już tu wspominano, zarówno w Chinach, jak i na terenie obu Ameryk, a przede wszystkim w Indiach istniejš legendy o kolosalnym konflikcie, który zdarzył się w dalekiej głębi wieków. Na tych obszarach powinny znajdować się dowody materialne tego kataklizmu. Jeszcze na poczštku XIX wieku znaleziono pierwsze œlady protoindyjskiej kultury, kiedy podczas budowy kolei w pobliżu osady Harappa napotkano na zwęglone ruiny jakiegoœ starożytnego miasta. O mieœcie tym wspomina znany badacz L. R. Sprague de Camp piszšc, że musiało ono być poddane działaniu bardzo wysokich temperatur. Ruiny te obejmujš olbrzymie stopione razem, jakby wydršżone w œrodku bryły &#8211; niczym sterta blaszanych puszek rażona strumieniem stopionej stali. Na południe od tego miejsca, urzędnik brytyjski J. Campbell odkrył podobne ruiny. Szereg innych podróżników opisywał pozostałoœci budynków wzniesionych z niezwykłych materiałów, przypominajšcych grube płyty kryształów. I one również podziurawione i potrzaskane, nosiły na sobie œlady działania wysokich energii termicznych. Jednak dopiero po upływie stu lat, w roku 1921, podjęto systematyczne badania tajemniczych ruin. Prace wykopaliskowe odkryły duże miasto, dobrze rozplanowane, z szerokimi ulicami i doskonałš sieciš kanalizacyjnš. PóŸniejsze badania pozwoliły na stwierdzenie, że wedle podobnego planu zbudowano i inne odkryte przez archeologów starożytne miasta na obszarze Doliny Indusu: Mohendżo-Daro[24], Czahu-Daro, Amri Lothal i szereg innych. W wykopaliska archeologicznych znajdowano szkielety ludzkie noszšce znamiona gwałtownej œmierci. szkielety te sš najbardziej radioaktywnymi szczštkami ludzkimi, jakie kiedykolwiek znaleziono i przebadano p r z e d tragediš Hiroszimy. A. Gorbowskij w &#8222;Zagadkach historii starożytnej&#8221; (Moskwa, 1968) podaje, że radioaktywnoœć znalezionych szkieletów przekraczała 50-krotnie poziom normalny. Z pewnoœciš pod ruchomymi piaskami pustyń ukrywać się musi wiele rzeczy, których istnienia do niedawna nawet nie podejrzewaliœmy. Użyteczne być może okazałoby się przebadanie tych obszarów, chociażby tylko z punktu widzenia natężenia promieniowania radioaktywnego. Nie ulega wštpliwoœci, że natężenie to mogło obniżyć się po upływie wielu tysięcy lat do poziomu promieniowania tła, istniejš jednak szanse znalezienia pewnych œladów pochodzšcych od izotopów o najdłuższym okresie życia.[25] Podobnie dżungle Indii oraz Centralnej i Południowej Ameryki cišgle stanowiš obszar niezbadany, istnieje tam szereg regionów, gdzie nie stanęła jeszcze stopa białego człowieka. A przecież te tajemnicze rejony zawierać mogš klucz do rozwišzania zagadki naszej przeszłoœci. A może piramidy egipskie ukrywajš w sobie rozwišzanie jšdrowego konfliktu zamierzchłej przeszłoœci? Ekipa uczonych z kairskiego Ein Shams University, pracujšca pod kierownictwem noblisty w dziedzinie fizyki - prof. dr Luisa Alvareza &#8211; umieœciła detektor promieniowania kosmicznego we wnętrzu Piramidy Chefrena u jej podstawy, by sprawdzić, czy w piramidzie nie znajdujš się jeszcze jakieœ nieznane komory. Całoœc przedsięwzięcia odbywała się pod auspicjami uniwersytetu Ein Shams w Kairze, amerykańskiej Komisji ds. Energii Atomowej oraz Smithsonian Institute. Pomiary prowadzono przy założeniu, że jednorodny strumień promieniowania kosmicznego, przenikajšc przez piramidę i natrafiajšc w jej wnętrzu na puste przestrzenie, przechodzić będzie przez nie z większš łatwoœciš, co zostanie zarejestrowane przez detektor. Badania trwały cały rok, przy czym aparatura pracowała bez przerwy, rejestrujšc promieniowanie przez 24 godziny na dobę, wyniki zaœ przekazywane były do uniwersyteckiego komputera IBM-1120. kiedy komputer podał dane końcowe, zdumienie ogarnęło uczonych. Okazało się, że zapisy natężenia promieniowania kosmicznego, pochodzšce z kolejnych dni pomiaru, wykazywały zupełnie odmienny charakter i były kompletnie ze sobš nieporównywalne. Dr Amr Gohed, odpowiedzialny za funkcjonowanie całej elektroniki oœwiadczył: Z naukowego punktu widzenia jest to niemożliwe. Musi tu istnieć jakaœ tajemnica, której nie jesteœmy w stanie wyjaœnić [...] istnieje jakaœ tajemnicza siła w piramidach, która przeciwstawia się znanym prawom nauki. Dla starożytnych Egipcjan piramidy t a k ż e stanowiły zagadkę, dlatego opierajšc się na legendach, przypuszczać można, że n i e sš one grobami, lecz miejscem schronienia przygotowanym na wypadek wielkiej katastrofy. I to niekoniecznie dla ludzi, chociaż niektórzy ludzie mogliby się tam schronić, ale służšcym najprawdopodobniej przede wszystkim zachowaniu i zabezpieczeniu w i e d z y i i n f o r m a c j i . Jeœli katastrofa przybrała formę kataklizmu wywołanego przez człowieka, z użyciem broni jšdrowej włšcznie, to hipoteza ta zyskuje na znaczeniu, ponieważ wyjaœniałaby ona przedziwne wyniki uzyskane podczas badań promieniowania kosmicznego wewnštrz i w pobliżu piramidy.[26] Istnieje możliwoœć, że piramidy będšc schronami i dysponujšc wszystkimi cechami, których wymaga się od tego typu budowli, sš zabezpieczone także przed promieniowaniem.[27] Wydaje się, że niezależnie od tego, jakich œrodków użyto dla zapewnienia piramidom tej właœciwoœci, œrodki te czy mechanizmy funkcjonujš w dalszym cišgu w chwili obecnej. Czyżby więc istniał i działał cišgle jeszcze, sugerowany przez Andrew Thomasa w jego ksišżce &#8222;Nie jesteœmy pierwsi&#8221; jakiœ generator umieszczony pod piramidami? Takie urzšdzenie zapewne musiałoby znajdować się bardzo głęboko pod piramidš, znacznie głębiej, niż prowadzone dotychczas prace wykopaliskowe. Trudno powiedzieć, jaki ono mogłoby mieć kształt, czy też jak można by je wykryć, ponieważ urzšdzenie takie przekracza jeszcze możliwoœci współczesnej technologii.[28] Piramidy cišgle kryjš w sobie niewyjaœnione tajemnice i przejawiajš zagadkowe cechy, a pomimo tego istniejš ludzie, którzy twierdzš, że sš one jedynie grobowcami faraonów. Nie oznacza to, że zgodzić się należy z wymyœlnymi historyjkami, które opowiada się na temat ich budowy. Na przykład, że wysokoœć Wielkiej Piramidy[29] pomnożona przez milion daje nam w wyniku odległoœć Ziemi od Słońca.[30] Podaje się cały szereg innych liczb, które majš wskazywać rozmaite wielkoœci charakterystyczne, takie jak: długoœć roku, wielkoœć miesišca księżycowego, czy masę kuli ziemskiej. Wysuwa się również przypuszczenia, że piramidy były wybudowane przez Noego po Potopie, że zbudowali je Kosmici, lub że zbudowane zostały według instrukcji Kosmitów, albo też że stanowiš one punkty orientacyjne lub drogowskazy dla astronautów przybywajšcych na Ziemię z innych planet. Poglšd, że cała ludzka wiedza ukryta jest gdzieœ w piramidach, nie musi być zupełnie dziwaczny, chyba będzie jednak słuszniej powiedzieć, że choć cała wiedza starożytnego œwiata została tam umieszczona, to jednak już jej tam n i e m a . Wiele hipotez i interpretacji narosło wokół piramid egipskich w cišgu ostatnich 100 lat, zaœ prawda leży prawdopodobnie gdzieœ poœrodku, pomiędzy przypuszczeniami zupełnie fantastycznymi, a całkowicie prozaicznymi. Zdecydowanie odrzucić trzeba teorie i sugestie pozbawione podstaw, nie można się jednak zgodzić z absurdalnym poglšdem, że te kolosalne konstrukcje postawione zostały przez grupę ludzi zaopatrzonych jedynie w prymitywne narzędzia, bez transportu kołowego, dŸwigów, wycišgów, kołowrotów i innych urzšdzeń. Że zbudowano je w kraju, w którym w okresie budowy piramid był prawie niezamieszkały![31] &#8211; nie posiadał miast i z rzadka był tylko pokryty małymi wioskami. Znacznie bardziej uzasadniony wydaje się poglšd, że piramidy, a szczególnie rozległa ich grupa postawiona na płaskowyżu w Gizie, pochodzš z okresu przed-egipskiego. Zbudowane zostały nie jako budowle o znaczeniu sakralnym lub po to, by przechowywać czcigodne zwłoki wielkich przywódców, lecz stanowiły urzšdzenia ochronne przeznaczone właœnie do zabezpieczenia zdobyczy wiedzy. Wiele spoœród tych urzšdzeń mogło zostać zużytych przez... nosicieli kultury, którzy pojawili się, aby z powrotem do cywilizacji doprowadzić prymitywnych potomków tych, którzy pozostali przy życiu po katastrofie. Wœród wszystkich piramid egipskich &#8211; a znamy ich około 70[32] - nie istnieje ani jedna, w której stwierdzono, by odbył się kiedykolwiek w niej pochówek. Wszyscy faraonowie, a szczególnie najwięksi i najpotężniejsi z nich władcy, jak Ramzes II[33] i Tutmozis III pochowani byli w sławnej Dolinie Królów. Zadziwiajšce, jak wielu ludzi jest przekonanych, że zmumifikowane szczštki faraonów zostały odkryte w obrębie piramid. Przekonanie to opiera się prawdopodobnie na pewnoœci, z jakš niektórzy archeolodzy wypowiadajš opinię, iż piramidy sš grobowcami władców Egiptu. Jeœli najwięksi i najsławniejsi władcy Egiptu zostali pochowani w skalnych grobowcach w Dolinie Królów, to dlaczego przyjmuje się, że mniej znani i nie zawsze realnie istniejšcy[34] pochowani zostali w tych ogromnych budowlach, rzekomo wzniesionych tak ogromnym wysiłkiem i znojem ludzkim? Egiptolodzy wydajš się znajdować pod przemożnym wpływem przekazów dostarczonych przez wielkiego podróżnika Starożytnoœci &#8211; Herodota. Ale Herodot opisuje to, co powiedzieli mu uczeni i kapłani, jakich napotykał na trasach swych wędrówek. Piramidy j u ż w ó w c z a s liczyły sobie kilka tysięcy lat i stanowiły dla Egipcjan zagadkę w nie mniejszym stopniu, niż sš one niš dla nas dzisiaj... IV. Wspomniane w poprzednich rozdziałach wykopaliska i zapisy w starożytnych księgach dowodzš, że globalna wojna nuklearna w zamierzchłej przeszłoœci, to coœ więcej, niż prawdopodobieństwo. I że wœród jej realiów znajdujemy nie tylko bomby jšdrowe, ale także pociski rakietowe i urzšdzenia przypominajšce radar, nie mówišc już o samolotach. Żadne jednak z tych urzšdzeń nie mogłoby zostać wyprodukowane bez istnienia zasobów i œrodków wysoko rozwiniętej techniki, a więc istnienia wysoko rozwiniętego uprzemysłowionego społeczeństwa. A jeœli tak, to utracony Wiek Złoty zamierzchłej przeszłoœci mógł być &#8222;złoty&#8221; tylko w retrospekcji &#8211; dla tych, którym dane było przeżyć kataklizm wojny i którzy zachowali w pamięci jedynie najpiękniejsze jego cechy. W gruncie rzeczy owa era rozwiniętej technologii mogła cierpieć na wszystkie schorzenia, które i nas trapiš, a jeœli rzeczywiœcie cywilizacja ta była znacznie bardziej zaawansowana niż nasza, to i jej problemy mogły być znacznie trudniejsze. Bajeczne Miasto Œwiateł z pewnoœciš miało swoje ubogie dzielnice, kłopoty z ruchem drogowym, zatłoczeniem, hałasem i stresami; mogły istnieć także problemy siły roboczej, rozwoju przemysłu, produkcji œrodków żywnoœciowych, transportu, zanieczyszczenia œrodowiska i przeludnienia. Nawet jeœli ludzie ci byli niczym mitologiczni bogowie o wspaniałych intelektach i imponujšco długim okresie życia, to jednoczeœnie mogli być obcišżeni jakšœ wadš psychicznš, która stwarzała podobnie niebezpieczne sytuacje, na jakie społeczeństwo ludzkie natrafia i dziœ. Jeœli zaœ byli oni przedstawicielami wysoko rozwiniętej cywilizacji naukowo-technicznej w innym układzie słonecznym, to już samo promieniowanie naszego Słońca mogło stwarzać dla nich zagrożenie i pocišgać za sobš ofiary. Być może na przestrzeni dziejów ulegali oni stopniowej degeneracji, pomimo tego, że ich cywilizacja znacznie przewyższała naszš. Wyjaœniałoby to przekaz zawarty w biblijnej &#8222;Księdze Rodzaju&#8221;, że wielka jest niegodziwoœć ludzi, a ich usposobienie jest wcišż złe. Z drugiej strony mogli oni zbudować społeczeństwo bardziej rozwinięte i bardziej ludzkie, niż nasze. Być może trudnoœć leżała w ich stosunkach z innymi cywilizacjami kosmicznymi, a katastrofalny konflikt, który zniszczył ich œwiat i niemal zgładził rasę ludzkš, wywołany był działaniem wrogiej cywilizacji przybyłej z obcej planety lub innego systemu słonecznego. Mogła to być kombinacja tych wszystkich wyżej wymienionych czynników. Niewykluczone, że nigdy się nie dowiemy, co było przyczynš upadku ludzkoœci i będziemy musieli pozostać przy tych danych, jakich dostarczajš nam mity i dostępne jeszcze œwiadectwa materialne. Można przeprowadzić szereg interesujšcych rozważań na temat kierunków, w jakich ów wielki konflikt się rozwijał i znaleŸć sporo przekonywujšcych argumentów na ich poparcie. Jeżeli bowiem miniona era wysokiej technologii dysponowała broniami nuklearnymi i wektorami do jej przenoszenia, itp., i jeœli jej społeczeństwa podlegały rozwojowi równoległemu do tego, jaki charakteryzuje społeczeństwa dzisiejsze, to z pewnoœciš dysponowała ona także podobnymi metodami prowadzenia wojen. Istniejš pewne wskazówki w mitach jak i Ÿródłach materialnych, każšce przypuszczać, że ten wniosek jest słuszny. Antyczny tekst hinduski &#8222;Samara Sutradhara&#8221; wyraŸnie mówi o stosowaniu w odległej przeszłoœci broni biologicznych &#8211; B. Specyfik o nazwie Samhara był używany jako œrodek wywołujšcy choroby wœród żołnierzy przeciwnika, zaœ inny &#8211; Moha &#8211; powodował odrętwienia i paraliż. W &#8222;Fengshen-yen-i&#8221; wspomina się działania wojenne z użyciem broni B prowadzone w Chinach; i znowu w tekstach tych znajdujemy opisy zadziwiajšco podobne do hinduskich. Przy tej niejako okazji powstaje pytanie: czy nie jest możliwe, że niektóre współczesne, trapišce Ludzkoœć schorzenia zostały kiedyœ w przeszłoœci wywołane w sposób sztuczny? Istnieje wiele chorób, którym ulegajš wyłšcznie ludzie, nie trapiš one natomiast zwierzšt.[35] Czy nie mogły one powstać jako rezultat pradawnej, niszczycielskiej wojny bakteriologicznej, której zasięg wymknšł się walczšcym stronom spod kontroli? Znany biolog A. Firsow zwraca uwagę na fakt, że wirusy, traktowane obecnie jako reprezentujšce etap poœredni pomiędzy œwiatem żyjšcym a nieżyjšcym, œwiatem organicznym a nieorganicznym, zachowujšce się w stanie nieaktywnym jak substancje krystaliczne, zaœ w stanie aktywnym reprodukujšce się i wykazujšce działania celowe, wcale nie musiały powstać u zarania życia na Ziemi. Tym bardziej, że wykazujš one wysoki stopień specyficznoœci w stosunku do żywiciela, co mogłoby wskazywać na ich stosunkowo niedawne pochodzenie.[36] Inny rodzaj broni, powszechnie obecnie znanej, to broń balistyczna[37], a więc pistolety, karabiny, działa, itp. &#8211; a także materiały wybuchowe. W jednej z jaskiń w północnej Rodezji[38] znaleziono ludzkš czaszkę. Czaszka ta, znajdujšca się obecnie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie posiada okršgły utwór w lewej stronie, podczas gdy strona prawa jest roztrzaskana. Otwór ten jest doskonale okršgły, zaœ koœć wokół niego nie ma œladów promienistych pęknięć. Taki efekt &#8211; okršgły otwór z roztrzaskanš przeciwległš œcianš &#8211; jest typowym efektem działania na tkankę kostnš pocisku karabinowego o dużej prędkoœci poczštkowej, znanym powszechnie zarówno z doœwiadczeń ubiegłych wojen, jak i praktyki kryminalistycznej. Dzida, strzała czy kamień takiego synergicznego efektu wywołać nie może. Może go spowodować tylko goršcy pocisk wystrzelony z ogromnš prędkoœciš.[39] Tymczasem wiek tej czaszki wynosi około 40.000 lat, a więc przypada to na okres pojawienia się człowieka z Cro-Magnon, który jeszcze nie zdšżył wynaleŸć łuku i strzał! Ta czaszka nie jest jedynym znaleziskiem noszšcym na sobie œlady takiego uszkodzenia. Muzeum Paleontologiczne w Leningradzie[40] znajduje się czaszka żubra, pochodzšca sprzed 30.000 lat. Posiada ona okršgły otwór w œrodkowej częœci czoła. Badania wykazały, ze zwierzę, chociaż ranne nie padło, a rana uległa zabliŸnieniu. Podobnie jak w przypadku czaszki ludzkiej znalezionej w Rodezji, i tutaj otwór jest doskonale okršgły, zaœ wokół niego nie występujš promieniste pęknięcia. A więc znowu efekt działania kuli karabinowej. Ale skšd karabiny w zamierzchłej przeszłoœci? Sięgnijmy znów do mitów i œwiętych tekstów. Mity Drawidów wspominajš o laskach plujšcych ogniem i majšcych własnoœć zabijania. Mojżesz miał także laskę, za pomocš której spowodował, że ze skały trysła woda. Naturalnie mogła to być także różdżka, ponieważ wynajdywanie wody pod ziemiš za pomocš różdżki i w ogóle różdżkarstwo[41] w ogóle należš do sztuk starych. Niemniej jednak mogła to być broń balistyczna. Wiemy przecież, że Mojżesz był wychowany od dzieciństwa jako członek egipskiej rodziny panujšcej i mógł mieć dostęp do wiedzy niedostępnej dla ogółu. Podobnego rodzaju tajemnicš stanowi staroegipska sztuka dršżenia tuneli w skałach, której rezultaty można obserwować np. w Dolinie Królów, czy też stosowano jš w czasie budowy Domów Wiecznoœci w Abu Simbel, które faraon Ramzes II kazał wbudować w skalne urwisko. Przypuszcza się, że we wczesnym okresie historii Egiptu znana była i praktykowana sztuka sporzšdzania materiałów wybuchowych, która w póŸniejszych tysišcleciach uległa zapomnieniu.[42] Nie jest to dziwne, ani bezpodstawne przypuszczenie, jeœli weŸmie się pod uwagę, że Chińczycy znali metodę przyrzšdzania prochu kilka tysięcy lat temu.[43] Dlatego istnienie broni palnych w odległej przeszłoœci nie jest niczym nadzwyczajnym, szczególnie dla cywilizacji, która dysponowała energiš jšdrowš. Niezwykle ciekawa sugestia wypłynęła ostatnio z kręgu radzieckich uczonych. Okazało się bowiem, że niektóre odkrycia szkieletów dinozaurów na Syberii, położenie koœci oraz rodzaj ich uszkodzeń wydajš się wskazywać na to, że zwierzęta te [w chwili œmierci] zostały pogruchotane za pomocš silnych œrodków wybuchowych. To naturalnie przesunęłoby fakt stosowania materiałów wybuchowych o kilka milionów lat wstecz.[44] Nie ulega jednak wštpliwoœci, że znajomoœć jak i zastosowanie substancji wybuchowych oraz broni działajšcych w oparciu o te œrodki jest znacznie bardziej starożytna, niż to się na ogół przypuszcza. Innš tajemniczš sprawš, œciœle zwišzanš z tragediš atomowš w czasach prehistorycznych, sš malowidła na œcianach jaskiń i na skałach, rozrzucone na całej kuli ziemskiej. Malowidła te, przedstawiajšce postacie tzw. Kosmitów zyskały sobie w ostatnich latach rozgłos œwiatowy, a ich szczególna popularnoœć datuje się od momentu publikacji ksišżki Ericha von Dänikena zatytułowanej &#8222;Rydwany bogów&#8221;. Jednym z najbardziej znanych jest kontur olbrzymiej postaci wyryty w skale. Został on odkryty przez Henri Labote&#8217;a na płaskowyżu Tassili na Saharze i nazwanej przez niego Wielkim Bogiem Marsjańskim (patrz rycina). Szkic ten zadziwiajšco przypomina postać odziana w skafander kosmonauty. Na obszarze płaskowyżu znajduje się więcej podobnych rysunków: jeden z nich przedstawia idšcš grupę czterech postaci ubranych w stroje przypominajšce kombinezony kosmonautów, których głowy sš pokryte baniastymi hełmami. Rysunki tego rodzaju odkryto na różnych kontynentach. Istnieje np. rysunek naskalny na południe od miejscowoœci Fergana w Uzbekistanie, przedstawiajšcy postać, której głowa jest otoczona pierœcieniem z wychodzšcymi z niego promieniami. Pierœcień ten najprawdopodobniej reprezentuje hełm, jaki noszš nurkowie zaopatrzony w anteny. Niemal identyczne postacie przedstawiajš rysunki odkryte w Val Camonica we Włoszech. Sylwetki Kosmitów znaleziono także wyrysowane na płaskich œcianach skał w Australii. Znaczne podobieństwo do postaci na rysunkach wykazujš japońskie statuetki Dogu pochodzšce z okresu Jomon (Dżomon). Wzbudziły one duże zainteresowanie, ponieważ przedstawiajš one ludzi w pewnego rodzaju ubiorach ochronnych i hełmach zaopatrzonych w dziwne okulary. Japoński ekspert Isao Washio tak opisuje strój Dogu: ... rękawice przymocowane sš do przedramienia za pomocš wišzania, zaœ okulary mogš być zamykane i otwierane. Po bokach postaci umocowane sš dŸwignie prawdopodobnie przeznaczone do regulacji ich ustawienia, podczas kiedy >>korona<< umieszczona na hełmie spełnia rolę anteny [...]. urzšdzenia na zewnštrz ubrania nie stanowiš elementów zdobniczych, ale sš przyrzšdami pozwalajšcymi kontrolować ciœnienie w skafandrach w sposób automatyczny... Wszystkie te rysunki i postacie kojarzy się obecnie z Przybyszami z Kosmosu oraz poglšdem, że planetę naszš w dalekiej przeszłoœci odwiedzali goœcie &#8211; astronauci z innych układów gwiezdnych. W gruncie rzeczy przedstawiać one mogš niebiańskich bogów &#8211; tym bardziej, że rysunkom Kosmitów towarzyszš często latajšce dyski, kuliste pojazdy i inne urzšdzenia latajšce. Wydaje się, że istnieje inne, nie mniej prawdopodobne wyjaœnienie, oparte na odmiennej interpretacji znajdywanych rysunków. Być może przedstawiajš one po prostu ludzi w ubiorach chronišcych ich przed skażeniem radioaktywnym. Przecież w większoœci rysunki Kosmitów odkryte zostały na terenach dzisiejszych pustyń. Wczeœniej już jednak sugerowano, że pierwszš przyczynš powstania tych pustyń mogło być zastosowanie na tych obszarach broni nuklearnych, dlatego nawet tysišce lat póŸniej regiony te wskazywały wysoki stopień skażenia radioaktywnego. Rysunki mogły być więc wykonane póŸniej przez potomków mieszkańców tych okolic, którym udało się przeżyć kataklizm. Widzieli oni przybywajšcych (albo ze schronów podziemnych, albo z obszarów nieskażonych radioaktywnym fall-out&#8217;em) ludzi w latajšcych maszynach, którzy zabezpieczeni strojami ochronnymi pojawili się, aby skontrolować tereny, zbadać stopień ich skażenia i ocenić rozmiary zniszczeń. Niewštpliwie niektóre z tych rysunków mogš przedstawiać Przybyszów z Kosmosu. Nie wydaje się jednak słuszne pomijanie możliwoœci, że ubrania ochronne noszone były przez mieszkańców Ziemi, jako osłona przed skażeniem radioaktywnym. Gdyby bowiem Kosmici musieli być tak dokładnie chronieni przed naszym ziemskim œrodowiskiem przy pomocy tak dokładnie izolujšcych skafandrów kosmicznych, oznaczałoby to, że nie mogli Oni oddychać ziemskš atmosferš czy też znosić panujšcej na powierzchni Ziemi temperatury.[45] A taki obraz kosmicznych bogów &#8211; jak pisze Richard E. Mooney &#8211; stałby w całkowitej sprzecznoœci z tym, jaki wyrobiliœmy sobie na podstawie mitów i legend. O mitycznych bogach Egiptu, Grecji, Indii a także Majów, Inków i Azteków n i g d y nie pisano, jako o noszšcych stroje ochronne. Dlatego albo byli oni Ziemianami, albo Przybyszami z Kosmosu, których fizjologia podobna była do ziemskiej w takim stopniu, że nie potrzebowali skafandrów ochronnych. Oczywiœcie ci, którzy przybywaliby tylko na krótki pobyt na Ziemi, mogliby nosić ubiory chronišce ich przed odmiennym promieniowaniem słonecznym, czy też nieznanymi, a być może groŸnymi dla nich ziemskimi mikroorganizmami. Jednakże bioršc pod uwagę argumenty &#8222;za&#8221; i &#8222;przeciw&#8221; oraz uwzględniajšc rozmieszczenie głównych malowideł oraz materialnych dowodów katastrofy nuklearnej, wydaje się, że najbardziej racjonalnym wyjaœnieniem funkcji owych &#8222;kosmicznych&#8221; skafandrów jest ochrona przed skażeniem promienistym. V. Kiedy Program Apollo został pomyœlnie zrealizowany i ogłoszono większoœć wyników badań, okazało się, że istniejš fakty, które mogš wskazywać, iż nie tylko Ziemia, lecz i częœć naszego Układu Słonecznego była przed wielu tysišcami lat zniszczona w wyniku wojny atomowej. Jednakże, jeżeli chodzi o interpretację odkrytych faktów, opinie uczonych sš podzielone. Staranny przeglšd literatury dotyczšcej badań przestrzeni kosmicznej wydaje się œwiadczyć, że uczeni sš zakłopotani wynikami uzyskanymi zarówno w radzieckich/rosyjskich, jak i amerykańskich programach badawczych. Z drugiej strony obserwuje się istnienie także tendencji do ignorowania lub wręcz pomijania tych danych naukowych, które wskazać by mogły, że olbrzymie kratery na Księżycu, Marsie, Merkurym i Wenus nie powstały w wyniku działania naturalnych zjawisk, takich jak upadki meteorytów, asteroidów i komet lub działalnoœci wulkanicznej, lecz w wyniku eksplozji nuklearnych, miliony razy potężniejszych niż te, jakich można oczekiwać po najpotężniejszych bombach wodorowych dnia dzisiejszego. Pomimo lšdowania ludzi na Księżycu, nie wiemy dotychczas, co było przyczynš zniszczenia jego powierzchni oraz powstania na niej tak olbrzymiej iloœci kraterów. Uczeni amerykańscy przyznali[46], że jakiœ nieznany kataklizm musiał spowodować zniszczenie powierzchni Księżyca i planet.[47] Brytyjski astronom o œwiatowej sławie Gilbert Fielder z zespołem współpracowników poddał analizie statystycznej położenia i częstotliwoœci kraterów na powierzchni Księżyca. Uzyskane wyniki wskazujš wyraŸnie, że kratery nie pokrywajš Księżyca w sposób bezładny i przypadkowy, czego można by oczekiwać przy założeniu, że powstały one w sposób naturalny. Okazuje się, że kratery te tworzš okreœlone i logiczne wzory. Występujš mianowicie w parach, lub tworzš łańcuchy, szeregi lub równoległoboki. Pary kraterów lub kratery bliŸniacze składajš się z dwóch niecek o tej samej wielkoœci. Uczeni zauważyli, że w miarę, jak œredni promień tych kraterów zwiększa się, roœnie także odległoœć pomiędzy nimi. Zjawisko to jest trudno wytłumaczyć w oparciu o teorie o naturalnym ich pochodzeniu.[48] Z drugiej strony, jeœli na Księżycu miała miejsce wojna nuklearna, wówczas padajšce bomby mogłyby tworzyć na jego powierzchni okreœlone wzory lejów. W takim przypadku oczywiœcie, im większe byłyby zrzucane bomby, tym większa odległoœć miedzy nimi byłaby potrzebna dla uzyskania maksymalnego efektu destrukcyjnego. Liczne kratery tej samej wielkoœci tworzš także cišgi i łańcuchy, ułożone wzdłuż jednej linii i skierowane w okreœlonym kierunku. Istnieje wyraŸne podobieństwo między tymi łańcuchami kraterów na Księżycu, a łańcuchami lejów po bombach zrzuconych w Wietnamie przez amerykańskie bombowce B-52.[49] Kratery księżycowe występujš również w grupach po cztery jednakowej wielkoœci &#8211; tworzšc równoległoboki. WyraŸnie widać, że im większe sš ich œrednice, tym większy tworzš one równoległobok. Niektóre równoległoboki pokrywajš obszar tysięcy kilometrów [kwadratowych] księżycowej powierzchni. W przypadku wojny jšdrowej, celem tworzenia takich figur geometrycznych byłoby całkowite zniszczenie życia w ich obrębie. Współczesne ICBM[50], zarówno radzieckie/rosyjskie, jak i amerykańskie[51] wyposażone sš przynajmniej w 4 głowice nuklearna każda[52] i zaprogramowane prawdopodobnie w taki sposób, aby ich eksplozje tworzyły właœnie równoległobok.[53] Powszechnie niemal wiadomo, że około 90% wszystkich kraterów na widocznej stronie Księżyca oraz na niektórych obszarach Marsa[54] koncentruje się na wyżynach lub [lšdach] kontynentach, niewiele natomiast znajdujemy ich na morzach. Fakt ten trudny do wyjaœnienia w inny sposób, z punktu widzenia teorii o starożytnej wojnie jšdrowej staje się zupełnie zrozumiały. Jeœli bowiem w księżycowych i marsjańskich morzach znajdowała się kiedyœ woda, to życie inteligentne musiało skupiać się na lšdach. Stšd obecnoœć lejów i kraterów na tych obszarach jest w pełni uzasadniona, jako rezultat tej morderczej wojny, w której niszczono przede wszystkim duże skupiska mieszkańców w głębi lšdu oraz miasta portowe i nadbrzeżne. Twierdzenie niektórych geologów, że kratery, które niegdyœ pokrywały powierzchnie księżycowych i marsjańskich mórz, uległy zniszczeniu przed milionami lat w wyniku stopienia w skrajnie wysokich temperaturach, wydaje się mało prawdopodobne, tym bardziej, że przyczyna powstania tego piekła o temperaturze milionów stopni cišgle stanowi tajemnicę.[55] Nie można ponadto pominšć faktu, że około 10% księżycowych kraterów jest zlokalizowana właœnie na terenie mórz i nie uległy one stopieniu.[56] Być może powstały one wówczas, gdy zniszczono podwodne miasta. W każdym razie teoria stapiania w dalszym cišgu nie wyjaœnia występowania kraterów w parach, szeregach, równoległobokach, itd. Jednym z najdziwniejszych rodzajów kraterów obserwowanych na Księżycu sš te, które posiadajš &#8222;promienie&#8221; o długoœci setek kilometrów. Niektórzy uczeni utrzymujš, że takie otwory jak: Tycho, Kopernik i Arystarch powstały w wyniku eksplozji, które miały miejsce nad powierzchniš Księżyca. Ponieważ ich &#8222;promienie&#8221; przebiegajš po powierzchni innych kraterów, jest możliwe, że stanowi to rezultat wybuchu specjalnego rodzaju bomb, które zrzucono pod koniec wojny nuklearnej w celu ostatecznego zniszczenia ocalałych do tego czasu resztek życia. Po tysišcach lat, te jasne &#8222;promieniste&#8221; niecki wcišż jeszcze emitujš znaczne iloœci promieniowania. Badania powierzchni Księżyca w czasie zaćmienia za pomocš przyrzšdów optycznych czułych na podczerwień, przeprowadzone przez naukowców z NASA wykazały, ze te właœnie obszary wydzielajš więcej ciepła i promieniowania, niż tereny sšsiednie.[57] Astronomowie tacy, jak Fielder, Shoemaker i Barosh od lat twierdzili, że nieregularne linie obserwowane wokół księżycowych kraterów przypominajš bardzo linie rozchodzšce się promieniœcie od kraterów pozostałych po próbnych wybuchach jšdrowych w Yucca Flats. Oczywiœcie naukowcy ci utrzymujš, że podobieństwo to jest przypadkowe, zaœ same linie postały na Księżycu w wyniku działania naturalnych sił nieznanego pochodzenia.[58] Już jednak w latach 40. XX wieku astronomowie brytyjscy zaatakowali poglšd, iż przyczynš powstania księżycowych kraterów, niecek i wgłębień było działanie wulkanów. Wykazali oni, że n i e i s t n i e j e ani jeden przykład prawdziwego stożka wulkanicznego na widocznej stronie Księżyca. Dwadzieœcia lat póŸniej, amerykańscy astronauci także nie mogli znaleŸć żadnego dowodu aktywnoœci wulkanicznej na Księżycu. Na poczštku lat 60. grupa radzieckich astronomów pracujšca pod kierownictwem E. L. Krinowa po zbadaniu istniejšcych w naszym systemie słonecznym asteroidów i meteorytów oraz uwzględnieniu komet, a następnie obliczeniu œredniej liczby takich ciał, które trafiajš w kulę ziemskš doszła do wniosku, że podczas minionych miliardów lat maksymalna liczba tych ciał niebieskich, jaka spadła na Księżyc nie mogła przekroczyć 16.000, nawet bioršc pod uwagę brak na nim atmosfery. Istniejš tam jednak na nim miliony kraterów, zaœ liczba tylko samych dużych przekracza owe 16.000, podczas gdy na powierzchni najbliższego kosmicznego sšsiada Księżyca &#8211; Ziemi znaleŸć można zaledwie niewielkš ich liczbę. Natomiast na planetach Merkury, Wenus i Mars istniejš setki tysięcy kraterów &#8211; niemożliwe więc jest, by powstały one wskutek uderzeń meteorytów.[59] Nie można zatem znaleŸć żadnego konwencjonalnego wyjaœnienia dla kształtu i rozkładu kraterów, tych niewinnie wyglšdajšcych, jakby pozostałych po ospie znaków, tworzšcych krajobraz księżycowy. Z jakichœ powodów kratery te sš płytkie i zgrupowane na okreœlonych obszarach powierzchni Księżyca. Jedna z przedstawionych w ostatnich latach teorii wydaje się wyjaœniać wiele spoœród dotychczas niezgłębionych tajemnic Księżyca. Teoria ta została opracowana przez dwóch wybitnych uczonych radzieckich: Michaiła Wasina i Aleksandra Szczerbakowa, którš przedstawili w ksišżce pt. &#8222;Księżyc &#8211; nasz tajemniczy pojazd kosmiczny&#8221;. Przyjmuje ona, że Księżyc w ogóle nie jest naturalnym satelitš Ziemi, ale stanowi wydršżonš w œrodku konstrukcję, zbudowanš przez jakšœ wysokorozwiniętš cywilizację, która wprowadziła go na orbitę okołoziemskš jako sztucznego satelitę, w nieokreœlonym czasie dalekiej przeszłoœci.[60] Ta zaskakujšca idea szokuje w pierwszej chwili, ale zanim wydamy na niš wyrok skazujšcy, zbadajmy niektóre z kłopotliwych problemów, jakie owa œmiała i niekonwencjonalna teoria rozwišzuje.[61] Naturalnie jeœli Księżyc został wprowadzony na orbitę wokółziemskš, to wyjaœnienie jego prawie kołowej orbity[62] staje się zupełnie oczywiste, podobnie jak fakt, że orbita ta nie przebiega w płaszczyŸnie równikowej Ziemi[63], odmiennie od wszystkich innych księżyców istniejšcych w Układzie Słonecznym. Rzucajšcš się w oczy cechš powierzchni Księżyca jest istnienie na niej mórz. Stanowiš one wyraŸne, ciemniejsze płaskie powierzchnie prawie pozbawione kraterów, niemal wszystkie morza znajdujš się w zachodniej częœci Księżyca skierowanej ku Ziemi. To właœnie przelatujšc nad niektórymi spoœród tych mórz, wyprawa Apollo 8 odkryła obecnoœć maskonów[64], stacjonarnych pól grawitacyjnych tak silnych, że zakłócały one tory lotów sond wokółksiężycowych. Ten fakt oraz wyliczony ciężar właœciwy Księżyca i analiza jego ruchu, przeprowadzona przez Gordona McDonalda z NASA wydajš się wskazywać na to, że Księżyc nie jest ciałem homogenicznym, co oznacza, że zachowuje się on bardziej jak wydršżona w œrodku kula, niż jak jednolite ciało niebieskie. Inne ostatnio odkryte fakty zdajš się potwierdzać tš hipotezę. Przede wszystkim istnieje na jego drugiej stronie ogromne wybrzuszenie na jego powierzchni, tak wielkie, że mogłoby ono wywołać powstanie niezrównoważonych sił w obrębie księżycowej masy. Jednakże wpływ tej wypukłoœci jest skompensowany jakimiœ zmianami w rozkładzie gęstoœci wnętrza Księżyca.[65] Sam fakt, że wybrzuszenie to znajduje się po przeciwległej stronie, niż oddziaływanie Ziemi, jest jeszcze bardziej intrygujšcy. Czyżby owo wybrzuszenie zostało spowodowane jakimiœ ogromnymi przyœpieszeniami, które działały na Księżyc? Cie

Odkryto również istnienie dwóch pasów ferromagnetycznego materiału, o długoœci około 1.000 km, leżšcych na głębokoœci 100 km pod powierzchniš Księżyca. Pochodzenie i przeznaczenie tych ogromnych otworów, podobnych do dŸwigarów czy wzdłużników w kadłubie okrętu stanowi dotychczas zagadkę, podobnie jak odkryte przez wyprawę Apollo-16 œlady pordzewiałego żelaza w próbkach skał księżycowych. Ponieważ rdza œwiadczy o obecnoœci wody, dawna teoria mówišca, że Księżyc był zawsze pozbawiony zawierajšcych wodę minerałów, powinna być poddana rewizji. Niezaprzeczalny dowód istnienia wody na Księżycu pojawił się wówczas, gdy instrumenty pozostawione przez poprzednie wyprawy Apollo niespodziewanie wykryły chmury pary wodnej rozcišgajšce się na przestrzeni setek kilometrów. John Freeman z Rice University twierdzi, że wszystkie odczyty przyrzšdów pomiarowych wskazujš na bezsporny fakt, iż para wodna pochodzi z głębokiego wnętrza samego Księżyca.[73] W cišgu tysięcy lat żywe były na Ziemi legendy mówišce, o istniejšcych na Księżycu miastach.[74] Według zapisów, jakie znajdujemy w ksišżce Charlesa Forta, europejscy astronomowie twierdzili w swych publikacjach naukowych, że widzieli takie ruiny na Księżycu jeszcze w XIX wieku.[75] Amerykańskie czasopisma astronomiczne publikowały fotografie i rysunki piramid, kopuł, krzyży i mostów, jakie obserwowało się na powierzchni Srebrnego Globu. Zeszyt czasopisma Uniwersytetu Harvarda &#8222;Sky and Telescope&#8221; z kwietnia 1954 roku zawiera artykuł na temat mostu sfotografowanego na powierzchni Księżyca, łšczšcego dwa grzbiety górskie w pobliżu Mare Crisium.[76] Według opinii redaktora naukowego &#8222;The New York Herald Tribune&#8221; &#8211; Johna O&#8217;Neila oraz dwóch astronomów angielskich H. P. Wilkinsa i Patricka Moore&#8217;a, fotografia ta przedstawia definitywnie most, a nie przypadkowš formację skalnš tego kształtu.[77] Jeżeli Mare Crisium było kiedyœ prawdziwym &#8222;oceanem&#8221;, wówczas most ten można by porównać do Mostu Złotej Bramy &#8211; Golden Gate Bridge w San Francisco, który również spina dwa grzbiety górskie w pobliżu oceanu. H. P. Wilkins obliczył, że długoœć tego księżycowego mostu wynosi około 20 km.[78] Spędził on również wiele czasu na katalogowaniu ponad 200 białych kopuł, o œrednicach przekraczajšcych 200 m, a obserwowanych w ostatnich czasach w coraz większych iloœciach, które czasami znikajš w jednym miejscu, aby znowu pojawić się w innym. Zaskakujšce jest to, że wiele spoœród tych księżycowych kopuł zaobserwowano w pobliżu wyjštkowo prostej œciany o wysokoœci około 450 m i długoœci ponad 100 km.[79] Po przeciwnej stronie tej œciany, na przeciwległej stronie Księżyca[80] znajduje się pęknięcie o szerokoœci 2 km i długoœci 240 km.[81] Jeszcze bardziej zadziwiajšce sš zespoły gigantycznych głazów, znajdujšce się na Mare Tranquillitatis i Oceanus Procellarum. William Blair uczony antropolog porównuje te budowle do Stonehenge o prostokštnych zapadlinach zerodowanych œcian, które zawaliły się ku œrodkowi oraz monolitycznych iglicach wyższych od jakiegokolwiek budynku na Ziemi. Radzieckie zdjęcia wykonane przez Łunę-9 wskazujš, że niektóre spoœród tych iglic mogš w gruncie rzeczy mieć kształt piramid.[82] Starożytna cywilizacja zamieszkujšca w przeszłoœci na powierzchni Księżyca musiała dokonać ogromnego dzieła terraformujšc powierzchnię Srebrnego Globu. Astronomom od wielu lat znane sš duże obszary tej powierzchni pokryte siatkš krzyżujšcych się linii przypominajšcych siatkę południków i równoleżników rysowanych na mapach Ziemi. Odnosi się wrażenie, że te uskoki, grzbiety górskie, wšwozy i łańcuchy kraterów ułożone sš wzdłuż równoległych linii przecinajšcych się z innymi pod kštem prostym. Taki system krzyżujšcych się linii jest zupełnie nienaturalny i uczeni nie potrafiš znaleŸć dla niego żadnego wytłumaczenia. Zdjęcia przesłane przez amerykańskie sondy z powierzchni Merkurego, Wenus i Marsa[83] wskazujš na to, że los tych planet był podobny do Księżycowego. Można na ich powierzchni znaleŸć kratery tworzšce wzory podobne do księżycowych. Niektórzy fizycy oceniajš, że energia potrzebna do utworzenia takich kraterów &#8211; których œrednice osišgajš 1.300 km &#8211; przekracza tysišce razy siłę wybuchu największych bomb wodorowych. Tak straszliwa siła wybuchu mogła zniszczyć planetę, która kiedyœ kršżyła pomiędzy Marsem a Jowiszem, a po której pozostał tylko pas asteroidów.[84] Kiedy ta grupa fragmentów skalnych została odkryta w roku 1802 przez niemieckiego astronoma Heinricha W. M. Olbersa,[85] astronomowie byli przekonani, że jakaœ planeta została kiedyœ zniszczona wskutek straszliwej eksplozji. Teoria ta jest wcišż żywa wœród astronomów radzieckich. Obliczyli oni na poczštku lat 60., że œrednica owej planety wynosiła około 6.000 km.[86] Z drugiej strony jednak wiadomo, że nie istnieje żadna naturalna przyczyna eksplozji planety. Amerykański astronom Gerard P. Kuiper &#8211; dyrektor Obserwatorium Astronomicznego University of Arizona w Phoenix - twierdzi wprawdzie, że Pas Asteroidów powstał wówczas, kiedy 5 &#8211; 10 oddzielnych planet znajdujšcych się na orbitach pomiędzy Jowiszem a Marsem przypadkowo zderzyło się ze sobš, jednak nie posiada on konkretnych dowodów potwierdzajšcych tš teorię, zaœ ze statystycznego punktu widzenia taka przypadkowa kolizja jest niemal niemożliwa w przestrzeni, jaka istnieje pomiędzy Jowiszem a Marsem. Naukowcy z NASA byli zaskoczeni, kiedy sondy Pioneer-10 i Pioneer-11 przeleciały bez żadnej kolizji przez Pas Asteroidów, zawierajšcy około 100.000 odłamków skalnych. Najprawdopodobniej nie zwrócili uwagi na fakt, że œrednia odległoœć pomiędzy każdš z tych asteroid wynosi około 6,5 mln km! W każdym razie wiadomo, że największe rozmiary zniszczeń podczas tej starożytnej wojny miały miejsce pomiędzy Marsem a Jowiszem. Być może planeta lub planety istniejšce w tej częœci Układu Słonecznego były głównymi bazami militarnymi i dlatego musiały zostać zburzone. Starożytne œrodki bojowe mogły również dokonać zniszczenia czterech księżyców Saturna, co spowodowało powstanie jego pierœcienia[87]. Astronomowie twierdzš, że księżyce te rozpadły się, kiedy zbytnio zbliżyły się do planety.[88] Nie ma jednak żadnych realnych dowodów na poparcie tej teorii, tym bardziej, że ci sami astronomowie przyznajš, iż księżyce te nie mogłyby rozpaœć się, gdyby były z popękanej litej skały. Ponadto &#8211; Saturn byłby jedynš planetš w Układzie Słonecznym, której księżyce uległyby rozpadowi w tak niezwykły sposób. A może i one także były ważnymi bazami wojskowymi i dlatego musiały zostać zniszczone?[89] W ostatnich latach œwiat naukowy dowiedział się, że temperatura na powierzchni Jowisza wynosi ponad 50.000oC, a więc przekracza nawet temperaturę powierzchni Słońca.[90] Czy potężne bombardowanie za pomocš nuklearnych œrodków zniszczenia nie mogło zapoczštkować reakcji termojšdrowych na tej planecie?[91] W ksišżce zatytułowanej &#8222;Złoto bogów&#8221; Erich von Däniken dyskutuje możliwoœci istnienia w Starożytnoœci wojny, w której cywilizacje pochodzšce z innych systemów gwiezdnych walczyły ze sobš, i ci, którzy tę wojnę przegrali szukać musieli schronienia na Ziemi. W tych to zamierzchłych czasach nasz system słoneczny mógł zostać zniszczony przez istoty lub &#8222;bogów&#8221; pochodzšcych z innych układów planetarnych. Wydaje się jednak, że nie ma powodów, dla których ci Kosmici mieliby wybrać sobie jako teren do załatwiania swych porachunków tš zapadłš okolicę Galaktyki, odległš przynajmniej o kilkadziesišt lat œwietlnych od miejsca, w którym przyczyna sporu powstała. Bardziej uzasadnione wydaje się twierdzenie, że wysoko rozwinięta cywilizacja powstała tu na Ziemi, przed kilkudziesięcioma czy nawet kilkuset tysišcami lat. Ta wspaniała cywilizacja osišgnęła już etap planetarny &#8211; rozpoczęła kolonizację znajdujšcych się w obrębie ekosfery[92] [słonecznej] planet Układu Słonecznego, stajšc tam na niebywale wysokim poziomie rozwoju technicznego i cywilizacyjnego. Zdaje się jednak, że postęp moralny nie przebiegał równolegle z technologicznym. Znane wady ludzkoœci, zwłaszcza dominacji jednych nad drugimi, zwielokrotnione niesłychanymi możliwoœciami zaawansowanej techniki i wiedzy, doprowadziły do otwartej rywalizacji pomiędzy mieszkańcami sšsiednich planet. Rezultatem tego była straszliwa wojna, w wyniku której z jednej z planet pozostał tylko Pas Asteroid, zaœ powierzchnie Księżyca, Marsa, Merkurego i Wenus zamieniły się w skalne rumowiska o zatrutej i œmiertelnej dla każdego życia atmosferze. Ci nieliczni, którzy przeżyli ukryci w bunkrach i skalnych schronach na stosunkowo najmniej zniszczonej Ziemi, stali się nosicielami kultury i cywilizacji &#8211; &#8222;bogami&#8221; wœród ocalałych człekopodobnych istot zamieszkujšcych dzikie ostępy i dżungle Ziemi, majšc nadzieję wskrzesić na gruzach dawnej œwietnoœci &#8222;złoty okres&#8221; &#8211; nowe cywilizowane życie. VII. Postawiono już w poprzednim rozdziale hipotezę, że przed kilkuset tysišcami lat rozwinęła się na naszej planecie cywilizacja, która zdołała osišgnšć bardzo wysoki poziom rozwoju. Pozwoliło jej to na skolonizowanie Wenus, Marsa, Merkurego, Faetona, a być może także i innych ciał niebieskich, np. księżyców Jowisza czy Saturna. Osiedleńcy żyjšcy w warunkach odmiennych od ziemskich, musieli w cišgu kilku pokoleń rozwinšć szereg cech adaptacyjnych, w wyniku czego ich technologia, cywilizacja i kultura coraz bardziej odbiegała od ziemskiej. Trudniejsze warunki życia kolonistów zmuszały ich do cišgłego ulepszania maszyn, urzšdzeń, architektury, pojazdów poruszajšcych się po lšdzie, wodzie i w atmosferze, a także statków komunikacji międzyplanetarnej. Ogromny poziom osišgnšł również rozwój œrodków porozumiewania się, inżynierii genetycznej, leczenia chorób oraz walki ze staroœciš, co pozwoliło naszym przodkom osišgnšć wręcz imponujšcy czas życia. Wszak dšżenie do podboju Kosmosu i podróży międzygalaktycznych zaczęło coraz silniej opanowywać umysły mieszkańców Układu Słonecznego. Przechwycono z Kosmosu niewielkš planetoidę Luna, a tor jej obiegu skorygowano tak, aby mogła ona kršżyć w Układzie Słonecznym. Zasiedlono jej powierzchnię, a następnie zaczęto dokonywać pewnych zmian jej wnętrza, przekształcajšc jš w pojazd zdolny do poruszania się w przestrzeni międzygwiezdnej.[93] Przeprowadzenie tak poważnych przedsięwzięć inżynierskich i konstruktorskich wymagało jednakże zorganizowania odpowiednich dostaw sprzętu i surowców, urzšdzeń i specjalistycznych ekip roboczych, co z kolei pocišgało za sobš koniecznoœć dalszego skorygowania orbity planetoidy tak, by znajdowała się ona przez cały czas w zasięgu pojazdów transportowych oœrodków cywilizacji ze wszystkich planet. Postanowiono umieœcić jš na orbicie wokółziemskiej. I tak w ten oto sposób na ziemskim niebie pojawił się Księżyc. Jednakże z jakichœ nieznanych powodów operacja zakotwiczenia Księżyca na orbicie wokółziemskiej nie przebiegła zgodnie z planem, i w jej wyniku na Ziemi powstały straszliwe kataklizmy. Luna bowiem, kiedy dostała się w strefę przycišgania Ziemi, wywołała przesunięcie się masy wód. Rozpoczęły się przypływy. Pierwszy był największy. Fale popłynęły z okolic podbiegunowych w kierunku równika zatapiajšc po drodze wszystko, wraz z lšdem Mu i częœciš Atlantydy, na wysokoœć 3.000 &#8211; 5.000 metrów.[94] Niejasne sš przyczyny równoczesnego wybuchu okrutnej wojny w Układzie Słonecznym. Prawdopodobnie dały znać o sobie znane wady Ludzkoœci, a szczególnie wady psychiczne, o których wspomniano uprzednio. Jeœli nawet ludzie ci byli, niczym mitologiczni bogowie, istotami o wspaniałych intelektach i imponujšco długim okresie życia, to jednoczeœnie mogli być obcišżeni jakšœ genetycznš skazš psychicznš, która stwarzała podobnie niebezpieczne sytuacje, na jakie społeczeństwo ludzkie natrafia i dziœ. Może też na przestrzeni wieków ulegli oni stopniowej degeneracji. Bez wštpienia zbudowali społeczeństwo bardziej rozwinięte i bardziej ludzkie, niż nasze, skoro osišgnęli tak ogromne zdobycze, a jednak dopuœcili do tego, by katastrofalny konflikt zniszczył ich œwiat i niemal zgładził rasę ludzkš.[95] Jedno nie ulega wštpliwoœci &#8211; ster działań w pewnym momencie wymknšł się ludziom z ršk. Zapanowały okrutne prawa wojny. Konflikt ten nie trwał jednak długo. Użycie BMR w końcowym etapie szybko sprawiło, iż życie na planetach przestało istnieć. Planeta Faeton, na której zgromadzono największe zapasy œrodków bojowych, nie zdołała ich nawet wykorzystać. Jeden dobrze wymierzony pocisk jšdrowy zainicjował eksplozję zmagazynowanych materiałów termojšdrowych i straszliwy wybuch rozerwał na strzępy całš planetę Faeton. Doœć łatwo sobie wyobrazić dalszy przebieg wypadków. Nieliczni ludzie przewidujšcy mieli dostęp do międzyplanetarnych pojazdów wraz z rodzinami i sprzętem, jaki zgromadzić się im udało, schronili się na Ziemi, która jako jedyna ostała się w stanie najmniej zniszczonym. Być może nie była ona oœrodkiem konfliktu w Układzie Słonecznym.[96] Choć okaleczona straszliwym kataklizmem, wywołanym zakotwiczeniem na jej orbicie Księżyca, i choć pozbawiona oœrodków dyspozycyjnych na Mu i Atlantydzie posiadała przynajmniej nadajšcš się do życia atmosferę. Lšdowali tedy na Ziemi nie tylko uciekinierzy z najbliższych planet; tutaj znajdowały także schronienie załogi samolotów i statków międzyplanetarnych, które lecšc z zadaniem bojowym stwierdzały, że cel już przestał istnieć; lšdowali także ci, którzy po wykonaniu zadania nie mieli dokšd wracać. Lšdowali z rozpaczš, bali się także odwetu. Ale odwet nie nadchodził. Nie było komu o nim myœleć. Pobudowali zatem schrony i podziemne osiedla &#8211; systemy podziemnych tuneli w Argentynie, Peru i Ekwadorze, groty w Adżanta, Ellora i Deccan w Indiach &#8211; aby tam przeżyć w spokoju i otrzšsnšć się do nowego życia.[97] Potem rozpoczęli penetrację otoczenia. Ziemia była bardzo zniszczona. Główne oœrodki cywilizacji nie istniały. Centra dyspozycyjne, niektóre lšdy i wszystkie miasta albo znikły pod falami oceanów, albo zamieniły się w starty popiołu pod działaniem broni laserowej i jšdrowej. Reszty dzieła zniszczenia dokonały wybuchy wulkaniczne, wstrzšsajšce skorupš ziemskš, której równowagę tak lekkomyœlnie naruszono. Pomimo przerażajšco smutnego bilansu rozpoczęto organizować nowe bytowanie. Zaczęto gromadzić ocalały jeszcze gdzie niegdzie sprzęt i urzšdzenia. Ekipy techniczne penetrowały powierzchnię Ziemi, poszukujšc tych, którym udało się przetrwać kataklizm, a także surowców, œrodków napędowych, leków i żywnoœci. Podjęto budowę nowych miast, jak Tiahuanaco (?) i osiedli &#8211; jak Sacsayhuaman (?). życie zaczęło wchodzić w bardziej ustabilizowane tryby, pomimo tego, że niezbyt liczne społeczeństwo musiało borykać się z całym szeregiem poważnych problemów. Przede wszystkim nie było ono jednolite. W skład jego wchodzili przecież ludzie, którzy wychowali się na różnych planetach. Niektórzy z nich od poczštku nie mogli przystosować się do oddychania ziemskš atmosferš, zapewne musieli korzystać z urzšdzeń wspomagajšcych i ochronnych. Dla innych promieniowanie słoneczne na Ziemi było zbyt silne. Dla jeszcze innych &#8211; zbyt słabe. Wszystkim tym trudnoœciom należało zaradzić możliwie szybko, jeżeli to nieliczne społeczeństwo miało uchronić przed całkowitš zagładš i wymarcie samo siebie i zdobycze cywilizacji trwajšcej tysišce lat. Wœród puszcz tropikalnych, lasów i sawann Ziemi istniały prymitywne plemiona ludzkie znajdujšce się na niskim szczeblu rozwoju, których sposób życia nie odbiegał właœciwie od zwierzęcego. Zdecydowano się więc na œmiały eksperyment biologiczny, którego celem było dokonanie na kilku wybranych plemionach zabiegu genetycznego, pozwalajšcego na znaczne przyœpieszenie ich rozwoju. Uzyskane w tym procesie osobniki miały być w przyszłoœci wykorzystane jako tania, niewykwalifikowana siła robocza, rozumiejšca i wykonujšca prawidłowo i w sposób zdyscyplinowany stawiane przez bogów-stwórców zadania. W biblijnej &#8222;Księdze Rodzaju&#8221; czytamy: A wreszcie rzekł Bóg: >>Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam...<<[98] na marginesie warto zaznaczyć, że wyraz Elohim - bogowie, stanowišcy jedno z imion Boga w Starym Testamencie jest formš od liczby mnogiej Eloah &#8211; Bóg. Eksperyment powiódł się znakomicie, a jego efekty &#8211; jak się zdaje &#8211; przekroczyły najœmielsze oczekiwania. Rozwój intelektualny plemion poddanych na ograniczonym terenie zabiegowi genetycznemu, a następnie starannej opiece i edukacji postępował bardzo szybko. Jednoczeœnie doprowadził on do powstania nieprzewidzianego produktu ubocznego &#8211; rozwišzał mianowicie problem, z którym bogowie się dotychczas borykali, dostarczył bowiem zastępu niezwykle urodziwych kobiet. Nic więc dziwnego, że co młodsi bogowie natychmiast przystšpili do ulepszania wyników eksperymentu, zapominajšc, że choć z grubsza przynależš do tego samego gatunku, to jednak reprezentujš odmienne drogi rozwoju genetycznego, co szczególnie dotyczyło tych, którzy byli potomkami pokoleń długo żyjšcych na innych, niż Ziemia, planetach. Biblijna &#8222;Księga Rodzaju&#8221; podaje: A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na Ziemi, rodziły się im córki. Synowie Boga widzšc, że córki człowieka sš piękne, pojmowali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się podobały. [...] A w owych czasach byli na Ziemi giganci. Bo gdy Synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im ich rodziły. Byli to więc owi mocarze, majšcy sławę w owych dawnych czasach.[99] Narodzone z tych zwišzków mutanty nie zawsze mogły być przedmiotem chluby bogów. Niektóre z nich stanowišce całkowicie zdegenerowane formy musiano zlikwidować.[100] Jednakże większoœć potomków reprezentowała znacznie zwiększone możliwoœci intelektualne niektórzy mieli tak wysoki poziom intelektualny, że bez trudu mieszali się ze społecznoœciš młodszych bogów. Udany eksperyment spowodował nowy, gwałtowny rozwój cywilizacji na Ziemi. Bogowie mieli już zastępy siły roboczej. Wybrani spoœród rzesz ludzie[101] uzyskiwali kwalifikacje techniczne, a nawet naukowe; wykonywali prace inżynierskie, byli pilotami, żołnierzami, lekarzami, czy wreszcie osišgali status boga. Starzy bogowie wymierali, młodzi coraz bardziej wtapiali się w prężne społeczeństwo inteligentnych Ziemian. VIII. Nowo powstałe po wojnie nuklearnej społeczeństwo Ziemian było bardzo zróżnicowane. Próba rekonstrukcji jego hipotetycznego składu wskazuje, iż obejmowało ono przede wszystkim stosunkowo niewielkš grupę starych, długowiecznych bogów, którzy przeżyli zarówno kataklizmy na Ziemi, jak i wojnę międzyplanetarnš. Wywodzili się oni ze starej międzyplanetarnej cywilizacji, wywodzšcej się z Ziemi, lecz wychowani oni byli na różnych planetach Układu Słonecznego. Nie była to więc grupa jednolita. Znacznie bardziej jednorodna była grupa ich czystej krwi potomków, urodzonych i wychowanych na spustoszonej Ziemi. Była ona także niezbyt liczna, już chociażby z tego względu, że kobiet poœród starych bogów było niewiele z powodów, o których pisano uprzednio. Trzeciš grupę, liczebnie znacznš, stanowili półbogowie &#8211; mieszańcy, będšcy potomkami młodych bogów i Ziemianek o wzbogaconej inteligencji, pochodzšcych z plemion objętych eksperymentem genetycznym. Do grupy półbogów próbowali, z różnym rezultatem, dołšczyć wybitni przedstawiciele szczepów, których możliwoœci intelektualne zostały w wyniku odpowiednich zabiegów wydatnie zwiększone. Czwartš wreszcie grupę stanowiły szerokie rzesze wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych robotników, szkolonych i otoczonych przez bogów opiekš, a należšcych do szczepów objętych eksperymentem genetycznym na okreœlonych i ograniczonych terenach kuli ziemskiej. Ostatnia, pišta grupa, to prymitywne, żyjšce w lasach tropikalnych, puszczach i sawannach w zgodzie z Naturš plemiona, nie objęte zainteresowaniem bogów i nie bioršce udziału w cywilizowanym życiu. Każda z tych grup, poza ostatniš, spełniała w tym społeczeństwie wyznaczonš im przez starych bogów rolę, była w odpowiedni sposób kształcona i troskliwie doglšdana. Starzy bogowie dbali o to, by nie dopuœcić do powtórzenia błędów &#8222;minionego okresu&#8221;. Z tego też względu byli zwolennikami umiarkowanego, kontrolowanego rozwoju oraz zachowania stabilnego systemu społecznego. Byłby zatem to okres Złotego Wieku, którego reminiscencje przetrwały w zbiorowej pamięci Ludzkoœci &#8211; jej czwartej grupy &#8211; o czym pisze Owidiusz: Złoty pierwszy wiek nastał. Nie z bojaŸni kary Z własnej chęci strzeżono i cnoty i wiary. Kary, trwogi nie było, groŸnych nie czytano Ustaw na miedzi rytych, ani się lękano Sędziów ostrych. ******************************** Wiosna była wieczysta. Zefiry łagodne Rozwijały tchem ciepłym kwiaty samorodne, Zboża w nieoranej rodziły się ziemi I łan ugorny kłosy połyskał ciężkiemi. Hojnš płynęły strugš i nektar i mleko I z dębu zielonego złote miody ciekš.[102] Przez szereg pokoleń władza starych bogów była niekwestionowana. Jednak grupy młodych bogów i półbogów &#8211; prężne, wykształcone i wychowane na Ziemi, inteligentne i ze swobodš posługujšce się odrodzonš technologiš planetarnš, coraz bardziej oburzały się na zachowawczš i pełnš ostrożnoœci politykę Rady Starszych. Coraz więcej sprzeciwu wzbudzało ograniczanie funkcji decyzyjnych &#8211; jak również informacji dotyczšcych pewnych istotnych dziedzin wiedzy &#8211; do wšskiego kręgu bogów czystej krwi. W opowiadaniach i legendach istniejšcych w różnych punktach naszego globu przedstawione sš szczegółowo właœnie i katastrofalne wojny. Znajdujš się wzmianki o kontrowersjach między bogami, kończšcych się okrutnymi walkami, doprowadzajšcymi czasem do drgań skorupy ziemskiej. W wielu wypadkach znajdujemy także œlady działalnoœci &#8222;propagandowej&#8221; zmierzajšcej do zdyskredytowania starych bogów. Gnoza obszaru œródziemnomorskiego, wiedza tajemna dostępna tylko wybranym uczy, że œwiat &#8211; tj. Ziemię &#8211; stworzył &#8211; tj. zorganizował na niej życie &#8211; Ialdabaoth - nieudolny demiurg który uważał się za Boga.[103] Syn demiurga, stanšwszy w obliczu gromadzšcych się objawów niekompetencji i niezręcznoœci ojca, uchwycił przemocš władzę, aby ustalić nowy porzšdek i naprawić błędy dotychczas przezeń popełnione. Ten właœnie syn o imieniu Sebaoth, od tego czasu zapanował w Niebie i Raju. Ta tradycja pozostawiła œlady nawet w liturgii Koœcioła rzymsko-katolickiego: podczas każdej mszy zgromadzeni wierni œpiewajš: Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus Deus Sebaoth, pleni sunt coeli et terra gloria tua![104] Hinduska &#8222;Bhagavata Purana&#8221; przedstawia Viœnu Prajapati tworzšcego nie œwiatłoœć, jak biblijny Elohim, lecz ciemnoœć, występek, niesprawiedliwoœć, grzech i chaos. A tekst mówi: Wówczas przyjrzawszy się zasługujšcemu na potępienie dziełu, Stwórca odczuwał do siebie niewiele podziwu. I aby dokonać naprawy swoich poczynań, Wisznu wysłał &#8222;czarowników&#8221; z poleceniem, aby tworzyli za niego. Ale oni zaniedbywali swe obowišzki i trwali w bezpłodnych medytacjach. Wówczas, by położyć kres tej bezczynnoœci, z gniewu Prajapati musiał wydobyć się nagle młody bóg-dziecię, bóg-bohater, aby wyręczajšc swego ojca stworzyć pierwszš istotę ludzkš. Aztekowie przypisywali proces kreacji pierwszych ludzi parze bogów &#8211; Ometecuhli i Omeciuatli, którzy wkrótce zostali zdetronizowani przez młodszych i bardziej aktywnych bogów. W Asyrii waœniom między bogami towarzyszyły tak straszliwe dŸwięki, że cały œwiat był nimi wypełniony, a góry zapadały się. Mity greckie dostarczajš podobnych wieœci. Łatwo zrozumiała legenda mówi, że Ouranos lub Uranus &#8211; symbol Nieba i przestrzeni międzyplanetarnych &#8211; zapłodnił swojš małżonkę Gaję (Geę) czyli Ziemię. Domyœlać się więc należy, że życie na Ziemi ma jakiœ zwišzek z obszarami pozaziemskimi. Ale z tego zwišzku narodziły się wstrętne potwory. Ich ojciec był zdumiony i odesłał je z powrotem do łona matki, co wydaje się być po prostu innym sposobem wyrażenia myœli, że zostali oni pogrzebani, a my od czasu do czasu znajdujemy ich teraz pod postaciš kopalnych skamielin. Teraz kierownictwo obejmuje Czas &#8211; Chronos lub Kronos &#8211; zwany przez Rzymian Saturnem, ale ten &#8222;pożera swoje dzieci&#8221; i wszystko ogarnia stan stagnacji i bezpłodnej rutyny, zaœ czarownicy zamiast tworzyć, oddajš się kontemplacji. PóŸniej obserwujemy pojawienie się i rozstrzygajšce zwycięstwo nowego, silnego zespołu kierowanego przez Zeusa vel Dzeusa alias Jupitera lub Yod-Patera. Wszystkie te przekazy chwalš jego dynamizm i młodoœć. Jego atrybutami w Grecji, jak i we wszystkich innych miejscach, sš cechy odpowiadajšce œwiatłu, a więc: ogień, błyskawice, jasnoœć, czystoœć, białoœć, blask słoneczny, orzeł. Greckie słowo Zeus podobnie jak łacińskie Deus jest równoważne hinduskiemu bogu bohaterowi, Słonecznemu Ormuzdowi Persów &#8211; Zwycięzcy Smoka. Tak więc zwycięstwo w tej nowej wojnie &#8211; czy wojnach &#8211; odnieœli młodzi bogowie. Było to jednak zwycięstwo w dużym stopniu przymusowe, tym bardziej, że nie oznaczało ono, że na Ziemi zapanował całkowity spokój. Teraz dopiero zaczęły się swary i waœnie pomiędzy młodymi bogami. Kontrowersje te zakończyły się następnymi okrutnymi walkami i katastrofalnymi wojnami.[105] Biblia wspomina te dawne wojny o władzę w szeregu &#8222;Ksišg&#8221;. Izajasz (51,9) przywołuje na pamięć dawne pokolenia, kiedy Jahwe musiał zgładzić Rahab zwanego także Lewiatanem i Smokiem: O ramię Jahwe! PrzebudŸ się, jak za dni minionych, zamierzchłych pokoleń. Czyżeœ to nie ty poćwiartowało Rahaba, przebiło Smoka? Podobnie w &#8222;Księdze Joba&#8221; (25,12): Potęgš wzburzył pramorze, roztrzaskał Rahaba swš mocš, wichurš strop nieba oczyszcza i Węża Zbiega niszczy swš rękš... &#8211; oraz w niektórych &#8222;Psalmach&#8221; (74,13-14): Ty morze swš potęgš rozdarłeœ, skruszyłeœ głowy smoków w odmętach. Ty zmiażdżyłeœ łby Lewiatana, morskim potworom na żer go wydałeœ, a także (89,10-11): Ty rozkazujesz pysznemu morzu, Ty jego wzdęte bałwany poskramiasz. Tyœ przebitego Rahaba podeptał, Twoich wrogów rozproszyłeœ swym możnym ramieniem. IX. Ocena moralna zwycięzców w kolejnych wojnach i stosowanych przez nich metod walki nie była wœród ówczesnych ludzi jednoznaczna, skoro odnosi się wrażenie &#8211; w zwišzku ze swarami i niezgodš panujšcš wœród bogów, z samym Jahwe włšcznie &#8211; że tradycja biblijna była w sposób celowy cenzurowana, zgodnie z dyrektywami wydanymi przez bogów Hebrajczyków, którzy mieli zrozumiałe powody, aby ukrywać fakt, że ich władza została zaprowadzona wœród rozruchów i zamieszek. Nie znajdujemy niczego podobnego wœród założycieli i krzewicieli innych tradycji istniejšcych współczeœnie z tamtymi. Lecky wskazuje na to, że większoœć gnostyków uważała boga żydowskiego za niedoskonałš istotę, stojšcš na czele fałszywego systemu moralnego. Wielu ponadto uważało religię żydowskš za system opierajšcy się na zasadzie Zła, przyjmujšcy, że Szatan jest bogiem œwiata materialnego. Dlatego Kainici czynili każdego, kto się temu przeciwstawiał przedmiotem czci, Ofici natomiast jawnie oddawali czeœć boskš wężowi. Mamy więc, być może, chociaż częœciowe wyjaœnienie szacunku, jakim większoœć gnostyków darzyło węża, w fakcie, że to zwierzę, które wœród chrzeœcijan stanowi symbol Zła i Szatana miało zupełnie inne znaczenie w symbolice starożytnej.[106] Walka pomiędzy młodymi bogami, która poprzedzała, a następnie ustanowiła panowanie Jahwe na Ziemi lub tylko w pewnych jej obszarach, opisana jest w judeo-chrzeœcijańskiej tradycji w epizodzie, w którym Archanioł Gabriel niszczy Smoka. W &#8222;Apokalipsie œw. Jana&#8221; (12,7-9) czytamy: I nastšpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystšpił do walki Smok i jego aniołowie, ale ich nie przemógł i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został stršcony Wielki Smok, Wšż Starodawny, który zwie się Diabeł i Szatan, zwodzšcy całš zamieszkałš Ziemię, został stršcony na ziemię, a z nim stršceni jego aniołowie. Zaœ prorok Izajasz woła (14,12-15): Jakże to spadłeœ z niebios, jaœniejšcy Lucyferze, Synu Jutrzenki? Jakże runšłeœ na ziemię Ty, który mówiłeœ w swoim sercu: >>Wstšpię na niebiosa; powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron. Zasišdę na górze obrad, na krańcach północy. Wstšpię na szczyty obłoków, podobny będę do Najwyższego<<. Jak to? Stršconyœ do Szeolu, na samo dno Otchłani? Czy z tego wynika, że pod nowymi rzšdami wszystko przebiegało w łagodnoœci i pokoju? Wcale nie. Pojawiły się nowe waœnie, a ich przedmiotem był tym razem nowy twór &#8211; człowiek, którego pojawienie się nie dla wszystkich było jednakowo pożšdane. Abu Zayd Al-Balkhi znalazł na marginesie Koranu zapis, który podaje pewne wskazówki na temat sposobu myœlenia I zamiarów naszych przodków czy poprzedników. Treœć zapisu jest następujšca: Mam zamiar &#8211; powiedział Bóg &#8211; ustanowić na Ziemi namiestnika,[107]ale aniołowie, towarzysze Iblisa zwanego wówczas Azazilem odpowiedzieli Mu: >>Czy masz zamiar umieœcić na Ziemi kogoœ, kto wprowadzi tam rozkład moralny, korupcję, zepsucie i rozlewać będzie krew wówczas, kiedy my nie przestajemy Cię wielbić?<<. Ale Bóg odpowiedział: >>Ja wiem to, czego wy nie wiecie<<. Już choćby z tego zapisu widać, że człowiek &#8211; tzn. trzecia i czwarta grupa wg przyjętej przeze mnie w poprzednim rozdziale klasyfikacji &#8211; nie cieszy się uznaniem bogów &#8211; druga grupa &#8211; a przy takim stosunku wzajemnym o konflikt nie trudno, tym bardziej, że człowiek wbrew wszelkim nakazom i zakazom cišgle sięgał po owoc z drzewa wiadomoœci dobrego i złego. Tak więc konflikt, wobec narastania wzajemnych niechęci był nieunikniony, a jednak do niego nie doszło, opowiada o nim m.in. Platon w swoim dialogu pt. &#8222;Kritias&#8221;: Przez wiele pokoleń, dokšd im starczyło natury boga, słuchali praw i odnosili się życzliwie do bóstwa, którego krew w nich płynęła. Ich postawa duchowa nacechowana była prawdš i ze wszech miar wielkoœciš. Łagodnoœć i rozsšdek objawiali w stosunku do nieszczęœć, które się zawsze zdarzajš, i w stosunku do samych siebie nawzajem, więc patrzyli z góry na wszystko z wyjštkiem dzielnoœci, wszystko co było w danej chwili, uważali za drobiazg i lekko znosili, jakby ciężar masę złota i innych dóbr; nie upijali się zbytkiem i bogactwo ich nie zaœlepiało, i nie doprowadziło do utraty panowania nad sobš. Bardzo trzeŸwo i bystro dostrzegali, że i to wszystko pod wpływem miłoœci wzajemnej przy dzielnoœci wzrasta; [...] Ale kiedy w nich czšstka boża zgasła, dlatego, że się często z pierwiastkiem ludzkim mieszała i ludzka natura brać zaczęła górę, wtedy już nie umieli znosić tego, co u nich było, zrobili się nieprzyzwoici i kto umiał patrzeć, ten widział już ich brzydotę, kiedy zatracili to, co piękne poœród największych dóbr. Tym, którzy nie potrafiš dostrzec życia prawdziwie szczęœliwego, wydawało się właœnie wtedy, że sš osobliwie piękni i szczęœliwi, kiedy ich rozpierała chciwoœć niesprawiedliwa i potęga. Otóż bóg bogów Zeus, królujšcy zgodnie z prawami, umiał dostrzec taki stan rzeczy, zobaczył, jak się marnuje ród, który był jak się należy, więc karę im wymierzyć postanowił, aby się opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobš, więc zebrał wszystkich bogów do ich przeœwietnej siedziby, która się wznosi nad œrodkiem całego œwiata, zatem widzi wszystko, co ma udział w powstawaniu, a zebrawszy powiedział... Na tym urywa się dialog Platona i wydawać by się mogło, że nigdy się nie dowiemy, jaki był dalszy bieg wypadków. Jednak istnieje i druga opowieœć &#8211; biblijna &#8222;Księga Rodzaju&#8221; (6,6-7), która jak się wydaje, zawiera odpowiedŸ na pytanie, jakie sobie każdy z nas zadaje po przeczytaniu platońskiego &#8222;Kritiasa&#8221;: Co powiedział bóg bogów Zeus? &#8222;Księga Rodzaju&#8221; mówi: ...a widzšc, że wielka była złoœć ludzka na Ziemi [...] bolał w sercu swym i rzekł Bóg: >>Wygładzę człowieka, któregom stworzył, z oblicza Ziemi, aż do bydlęcia, aż do gadziny, i aż do ptastwa niebieskiego. Bo mi żal, żem je uczynił.<< Wydaje się więc, że postęp moralny nie przebiegał równolegle z technologicznym. Znane wady Ludzkoœci i dšżnoœć jednych do dominacji nad drugimi, zwielokrotnione zdobyczami zaawansowanej techniki i wiedzy, doprowadziły do otwartej rywalizacji pomiędzy mieszkańcami naszej planety. A rezultatem decyzji Zeusa czy Jahwe była znowu straszliwa wojna, której sposób prowadzenia, zastosowane œrodki i konsekwencje &#8211; naszkicowano już w pierwszym rozdziale, zaœ opisy jej przebiegu znajdujemy rozproszone w tradycji różnych narodów, m.in. także w tradycji biblijnej. W &#8222;Księdze Proroctw Izajasza&#8221; (13,3-5) czytamy: Ja dałem rozkaz moim poœwięconym, z powodu mego gniewu zwołałem wojowników radujšcych się z mojej wspaniałoœci. Uwaga! Wrzawa Królestw, sprzymierzonych narodów. To Jahwe Zastępów robi przeglšd wojska do bitwy. Przychodzš z dalekiej ziemi, od granic nieboskłonu - Jahwe i narzędzia jego rozgniewania, aby spustoszyć Ziemię. Podobnie w &#8222;Psalmach&#8221; (68,18): Rydwanów Bożych jest dwadzieœcia tysięcy, wiele tysięcy aniołów, to Pan wraz z nimi przybywa do œwištyni z Synaju. Nie ulega wštpliwoœci, że stratedzy wojny atomowej nie kierowali swej broni na plemiona takie, jak współczeœnie z nami żyjšcych Zulusów, Pigmejów czy nieszkodliwych Eskimosów. Skierowali jš na oœrodki cywilizacji. Tak więc radioaktywny mord ponownie przeszedł przez postępowe i wysoko rozwinięte narody i oœrodki. Pozostały natomiast oddalone od oœrodków cywilizacji, zacofane w rozwoju ludy dzikie i prymitywne plemiona. One jednak nie były w stanie przekazać informacji o istniejšcej kulturze, ani nawet poinformować o niej, ponieważ nie brały w niej udziału.[108] Większa częœć kuli ziemskiej pokryta została żarzšcymi się pustyniami, gdyż promieniowanie ciał radioaktywnych nie pozwala rozwijać się żadnym roœlinom. Po kilku tysišcach lat &#8211; jak powiada Erich von Däniken &#8211; nie pozostało już nic z zatopionych oraz spalonych lšdów i miast. Natura jedynie z nieskończonš cierpliwoœciš przedzierała się poprzez ruiny, a żelazo i stal, pordzewiałe, rozpadły się na piasek, aby po tysišcach lat wszystko mogło zaczšć się od poczštku... Koniec BIBLIOGRAFIA: 1. Erich von Däniken &#8211; &#8222;Rydwany bogów&#8221;, Londyn 1969 2. Erich von Däniken &#8211; &#8222;Wspomnienia z przeszłoœci&#8220;, Warszawa 1974 3. Erich von Däniken &#8211; &#8222;Złoto bogów&#8221;, Nowy Jork 1973 4. Ignatius Donelly &#8211; &#8222;The Destruction of Atlantis&#8221;, Nowy Jork 1971 5. Charles Fort &#8211; &#8220;Księga przeklętych&#8221;, Nowy Jork 1941 6. Alfons Gabriel &#8211; &#8222;Die Wüsten der Erde und ihre Erforschung&#8221;, Hamburg 1961 7. A. Gorbowskij &#8211; &#8222;Rozum Kosmosu&#8220;, Cirkvenica 1976 8. Aqleksander Kondratow &#8211; &#8222;Zaginione cywilizacje&#8221;, Warszawa 1979 9. W. E. H. Lecky &#8211; &#8222;History of the Rise and Influence of the Spirit of Rationalism in Europe&#8221;, Nowy Jork 1897 10. P. Misraki (P. Thomas) &#8211; &#8222;Les Extraterrestres&#8220;, Paryż 1962 11. Andrew Thomas &#8211; &#8220;We Are Not the First&#8221;, Nowy Jork 1973 12. Brinsley le Poer-Trench &#8211; &#8220;The Sky People&#8221;, Londyn 1960 13. Jacques Vallée &#8211; &#8220;Anatomy of the Phenomenon&#8221;, Nowy Jork 1965 14. John N. Wilford &#8211; &#8220;We Reach the Moon&#8221;, Nowy Jork 1969 15. Ludwik Zajdler &#8211; &#8220;Atlantyda&#8221;, Warszawa 1963 16. &#8222;New Scientist&#8221;, 1979, 1980 17. &#8222;Saga&#8221;, 1973, 1975 18. &#8220;UFO Reports&#8221;, 1975, 1976, 1977 19. &#8220;Ufology&#8221; 1976, 1977 20. &#8220;Argossy UFO Annual&#8221;, 1975 21. &#8220;Official UFO&#8221; 1977, 1978

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem cykl &#8222;Atomowa wojna bogów&#8221; drukowany ostatnio w &#8222;Kamenie&#8221;. Jednakże nie zgadzam się, że owe wojny atomowe czy jšdrowe miały miejsce w zamierzchłej przeszłoœci, tak gdzieœ pomiędzy 100.000 a 50.000 lat temu. Zgodnie z hipotezš artykułów A. Mory, były one prowadzone przez &#8222;bogów&#8221; przeciwko ludziom, bšdŸ między ludŸmi reprezentujšcymi wysoki poziom cywilizacji. Według autora cyklu, największe pustynie œwiata były terenem wybuchów nuklearnych, przez co sš dziœ wysterylizowane. Z tym punktem się zgadzam, ale trudno dopuœcić, aby Precywilizacje istniały tylko na tych terenach, aby nie było ich jakichœ œladów (technicznych) w innych punktach kuli ziemskiej i aby dosłownie nic z nich nie pozostało. I to nie tylko tzw. &#8222;dóbr materialnych&#8221;, ale i œladów eksploatacji minerałów, kopalń, odwiertów, itp. Moim zdaniem nigdy na Ziemi nie istniała cywilizacja ludzka porównywalna poziomem techniki z naszš lub jš przewyższajšca. Prawdopodobnym natomiast jest to, że w zamierzchłych czasach na Ziemi ingerowali &#8222;obcy&#8221; &#8211; spoza naszej planety. Możliwe jest również, że w pewnym okresie na Ziemi wylšdowała z Kosmosu druga niezależna rasa Kosmitów, w rezultacie czego były wojny między nimi. W tej wojnie czy wojnach nie liczono się z życiem ziemskim, ani z ludŸmi jako istotami rozumnymi, gdyż poziom ludzi był nieskończenie niższy, niż &#8222;bogów&#8221;. Ze wstydem muszę przyznać, że do dziœ dnia nie znam pełnego tekstu &#8222;Mahabharaty&#8221; i &#8222;Ramayany&#8221;. Wydaje mi się jednak, że w pierwszym odcinku cyklu A. Mory istnieje pewna nieœcisłoœć. Mianowicie podano tam starożytny opis, jak Rama ze swš małżonkš Sitš lecieli ze Sri Lanki[109] do Indii. Czy jest absolutnie pewne, że wymieniono w tym opisie Sri Lanka, a nie samo Lanka? To wielka różnica, bowiem Sri Lanka jest pojęciem geograficznym, starożytnš nazwš wyspy Cejlon (Ceylon), która oderwała się od kontynentu Indii[110] pomiędzy 3000 a 2700 r. p.n.e. Natomiast Lanka, to nazwa zaginionego kontynentu, leżšcego pomiędzy Madagaskarem a Indiami. Kontynent ten uległ zagładzie właœnie pomiędzy 3000 a 2700 rokiem p.n.e. i wówczas południowy cypel Półwyspu Indyjskiego utworzył wyspę Sri Lanka. Może kogoœ zaskoczy fakt, że dysponuję precyzyjnymi obserwacjami astronomicznymi z okresu wojny opisanej w &#8222;Mahabharacie&#8221; i &#8222;Ramayanie&#8221;. Dane te zawarte sš w ksišżeczce (przedruk dokonany w Madrasie w 1976 roku) napisanej w języku Karnataka, mam natomiast jej tłumaczenie w rękopisie angielskim, dokonane przez Hindusa zamieszkujšcego w stanie Karnataka &#8211; dr Sunder Seshu. Posiadam też &#8222;Kalendarz Wedycki&#8221; z okresu powyżej 7000 lat p.n.e. wraz z komentarzem w języku angielskim, dokonanym przez dr Sampath Ivenigara z Instytutu Chronologii Indii w Madras. Nadmieniam, iż sš to przedruki wydane w znikomym nakładzie 500 egz., tak że sš to jedyne egzemplarze w Polsce. Otóż dane astronomiczne okreœlajšce precyzyjnie propozycje niektórych gwiazd i konstelacji na niebie w okresie &#8222;Mahabharaty&#8221; i &#8222;Ramayany&#8221; &#8211; przy konfrontacji ich z astronomicznym &#8222;Kalendarzem Wedyckim&#8221; &#8211; pozwoliły uczonym z Instytutu Chronologii Indii rozpracować w czasie następujšce wydarzenia: a. lšdowanie Hanumathy w Lanka &#8211; 4401 rok p.n.e. b. koronacja Ramy na króla &#8211; 4400 rok p.n.e. c. spisanie (opracowanie) &#8222;Ramayany&#8221; &#8211; 4378 rok p.n.e. d. odlot (wniebowstšpienie) Ramy &#8211; 4377 rok p.n.e. e. poczštek wojny opisanej w &#8222;Mahabharacie&#8221; &#8211; 13 paŸdziernika 3667 roku p.n.e. f. dokładnš lokalizację zaginionego kontynentu Lanka, g. dokładnš lokalizację starożytnego miasta Ayodhya, h. dokładnš lokalizację stolicy zaginionego kontynentu Lanka Nagar. Przyznać trzeba, że dane te, oparte na autentycznych dokumentach sprzed ponad 5000 lat &#8211; &#8222;Kalendarz Wedycki&#8221; i ok. 4700 lat &#8211; &#8222;Vymanika Shastra&#8221; &#8211; zakrawajš na rewelację. W tym kontekœcie, nie sposób zgodzić się z tym poglšdem, że &#8222;wojny atomowe&#8221; były tak dawne, jak to sugeruje A. Mora; raczej działy się w czasach już całkiem historycznych. Ciekawe, iż pewne dane biblijne oraz pewne wzmianki u Homera jak gdyby potwierdzajš ów okres wojny, wymieniony w &#8222;Mahabharacie&#8221;. Np. Homer wspomina w &#8222;Iliadzie&#8221;, iż bogowie często udawali się na południe, na krańce ziemi do ciemnoskórych Etiopów. Bioršc pod uwagę, iż około 5000 lat temu Północny Biegun Magnetyczny leżał dalej na południowy zachód, niż obecnie, trzeba przyjšć kilkunastostopniowš poprawkę do kierunków geograficznych ówczesnych (w stronę odwrotnš do ruchu wskazówek zegara) to jest ówczesny kierunek południowy pokrywa się z obecnym, lecz z odchyleniem na wschód. A taki kierunek lotu widzie prosto do krainy Lanka. Kazimierz Bzowski ---oooOooo--- Przyznaję, że nie znam materiałów Ÿródłowych, o których wspomina pan Kazimierz Bzowski. Z opisu sšdzšc, sš one rzeczywiœcie rewelacyjne: wyjaœniajš i uœciœlajš szereg zagadnień z &#8222;wojnš bogów&#8221; zwišzanych. Zawarte w liœcie dane nie stojš moim zdaniem, w sprzecznoœci z przedstawionš przeze mnie wizjš rozwoju wypadków. Nawet wizja K. Bzowskiego nie jest sprzeczna z mojš. Unikam odwoływania się do wpływu Kosmitów, nie chcę bowiem mnożyć bytów bez istotnej potrzeby &#8211; z jednej strony; a z drugiej &#8211; stoję wobec koniecznoœci wyjaœnienia sobie przynajmniej nie budzšcych na ogół wštpliwoœci faktu krzyżowania się bogów z ludŸmi, co przecież wymaga zgodnoœci genetycznej i dodatkowo: przekazy wskazujš na to, że bogowie czerpali sporo &#8211; nazwijmy to &#8211; przyjemnoœci, nie można też przyjšć, że były to wyłšcznie zabiegi sztuczne, probówkowe i laboratoryjne. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem z listu, że przynajmniej jedna z wojen atomowych miała miejsce w czasach historycznych. Były jednak wojny wczeœniejsze, do których &#8222;dogrzebać&#8221; można się w starych przekazach, a także znaleŸć &#8211; jak sšdzę &#8211; œlady materialne. Dlatego także mój serial powinien być zatytułowany w liczbie mnogiej: &#8222;Atomowe wojny bogów&#8221;. Aleksander Mora W DWADZIEŒCIA TRZY LATA PӏNIEJ. Kiedy pamiętnego lata 1980 roku jeden z moich kolegów pożyczył mi wycinki w &#8222;Kameny&#8221; z &#8222;Atomowš wojnš bogów&#8221;, to przeczytałem jš jednym tchem w cišgu czerwcowego popołudnia wylegujšc się na œwinoujskiej plaży. Poczštkowo rzecz potraktowałem lekko &#8211; ot, jeszcze jedna fantazja na temat rezultatów atomowej wojny. Był rok 1980 &#8211; jako tutaj rzekłem &#8211; i problematyka wojny nuklearnej pomiędzy ZSRR i NATO oraz USA była jak najbardziej na czasie. Przez œwiat tryumfalnie szła teoria Alwarezów o impaktowej przyczynie wymarcia wielkich dinozaurów. W Polsce wrzało. Tworzyła się ta pierwsza, najautentyczniejsza &#8222;Solidarnoœć&#8221; &#8211; jeszcze ta uczciwa i nie zawłaszczona przez polityczne męty. Zastanawialiœmy się wszyscy: wejdš &#8211; nie wejdš... Na włosku wisiała III Wojna Œwiatowa i jej możliwe następstwa &#8211; wielkie wymieranie i atomowa epoka lodowa spowodowana &#8222;zimš jšdrowš&#8221;. I naraz w tym pomieszaniu umysłów pojawia się &#8222;Atomowa wojna bogów&#8221;. Czy Aleksander Mora przekazał nam swoiste memento i zarazem ostrzeżenie, że historia powtarza się tyle razy, ile tylko może???... Tak myœlałem wtedy. I zdjšł mnie lęk o los naszej cywilizacji... Że teraz to my przeżyjemy to, co oni &#8211; nasi praprzodkowie 12-, 50-, 1000 tysięcy lat temu! I znowu upadek cywilizacji i ponowne budowanie wszystkiego od zera... Potem zeszło wszystko na plan dalszy, a po 1989 zaczęliœmy poważnie myœleć o ufologii nie jako amatorskiej zabawie, ale o poważnej nauce interdyscyplinarnej. Skończyła się zabawa i zaczęły schody. Na poczštku roku 2003, redaktor naczelny &#8222;Œwiata UFO&#8221; prof. Bronisław Rzepecki zaproponował mi przepisanie &#8222;na dysk&#8221; peceta opracowania Aleksandra Mory. Zgodziłem się z tym większš przyjemnoœciš, że byłem œwieżo po opracowaniu przekładu znakomitej ksišżki mego słowackiego przyjaciela dr Miloša Jesenský&#8217;ego pt. &#8222;Bogowie atomowych wojen&#8221; (Ústi nad Labem 1998), którš to pracę wykonałem posługujšc się pseudonimem Witold Baranowicz. To już było inne czytanie. To była praca nad tekstem, który mimo 23 lat, które upłynęły od jego publikacji, niczego nie stracił na swej aktualnoœci, zważywszy narastajšce napięcie w œwiecie spowodowane postawš Iraku i Korei Północnej, których liderzy grożš wolnemu œwiatu broniš masowej zagłady! Koło historii wykonało pełny obrót. I znów, jak w 1980 roku &#8211; œwiat stoi na krawędzi konfrontacji i grozi mu to, o czym pisał Aleksander Mora... Dodałem trochę przypisów, które uaktualniajš tekst i rzucajš więcej œwiatła na niektóre aspekty tego zagadnienia. Szczególnie poszła do przodu genetyka i kosmonautyka, której zdobycze tylko potwierdzajš tezy Autora, a nie zaprzeczajš, jakby to chcieli różnego rodzaju z Bożej łaski krytycy i uczeni, którzy się niczego nie nauczyli, a stanowiš zakały uniwersytetów i innych instytutów naukowych. Jak bardzo blisko prawdy był Autor piszšc swe opracowanie? Bardzo blisko. Być może myli się w detalach, ale przecież przewodnia myœl jest dobra i tłumaczy wiele &#8211; jak nie wszystkie &#8211; anomalia zaobserwowane dzisiaj i dziwne artefakty, które znaleziono do dziœ dnia... Jestem pewien, że ma on całkowitš rację &#8211; atomowe wojny bogów miały miejsce daleko przed tym, jak po raz pierwszy wyzwolono energię atomu na Jordana de Muerte rankiem 17 lipca 1945 roku. Swój poglšd wyłożyłem w ksišżce pt. &#8222;Projekt Tatry&#8221; (Kraków 2002). Długo czekałem na tš chwilę. Całe 23 lata, ale było warto znowu przeczytać tš pracę i znowu zdumieć się jej aktualnoœciš i akuratnoœciš. I jej ponadczasowym przesłaniem. Autor przytacza dowody na istnienie szczštków Pracywilizacji w różnych częœciach œwiata. Ja starałem się odpowiedzieć na to, czy w Polsce znajdujš się ich œlady i œlady tego (tych) konfliktu(ów). Oczywiœcie! One sš i to tak jasne i wyraŸne, tylko że my &#8211; przyzwyczajeni do nich &#8211; nie potrafimy spojrzeć na nie właœciwie! Tak samo, jak œlady po istnieniu Supercywilizacji. Tylko trzeba rozejrzeć się dookoła, pokonać uprzedzenia i przesšdy naukowe, ideologiczne i religijne, a nade wszystko &#8211; zaczšć myœleć samodzielnie, nie pod dyktando. Wtedy naraz zaczniesz dostrzegać to, o czym pisze Aleksander Mora w swej pracy, którš właœnie Czytelniku przeczytałeœ...

yo ! jestem bogiem z jednym rogiem a dzis leżę odłogiem œwiaty sie krencom księzyce œwiecom słońce wytapia usmiechy dzieciom zyjemy sobie a jak ktos powie ..zrywamy się i juz miliony planet œwiatów miliony kiedyœ sie uwolnimy i stšd odlecimy ....
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 4
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.