Rokrocznie w Polsce ginie bez wieci ponad 25 tysięcy osób. Liczba ta z roku na rok wzrasta. Jeszcze w latach 70-tych poszukiwano około 4 tysięcy osób zaginionych rocznie. W latach 80-tych i 90-tych było to już 7-15 tysięcy i liczba zaginionych ronie o kilkaset przypadków w cišgu roku. W Fundacji mamy wiadomoć, jaka jest skala tego zjawiska, bo otrzymujemy bardzo dużo maili z probš o pomoc w odnalezieniu zagionych osób. Kim sš?
Największš grupš osób zaginionych sš młodzi ludzie w wieku od 14 do 17 lat. Oni jednak przeważnie odnajdujš się po jakim czasie, bo większoć to zwykłe ucieczki. Częć osób decyduje się na zerwanie ze swoim rodowiskiem, a niektórzy niestety padajš ofiarš przestępstw lub decydujš się na samobójstwo.
W sumie tragiczna, ale zwykła sprawa. Dlaczego w takim razie ta sprawa znalazła się w zasięgu zainteresowania Fundacji NAUTILUS? Bo zdarzajš się zaginięcia zupełnie niewyjanione. Ludzie po prostu zapadajš się pod ziemię i nie sposób tego wyjanić w żaden racjonalny sposób. Mamy przypadek polskiej rodziny, który może być przykładem takiego fenomenu. Dopóki tego nie zbadamy i nie uzyskamy wyjanień policji, nie będziemy niczego w tej sprawie publikować. Jest to jednak naprawdę historia przypominajšca żywcem scenariusz "Z Archiwum X".
Zbierajšc materiał w sprawie "niewyjanionych zaginięć" dotarłam do ksišżki Viktora Farkasa „Zagadkowe Rzeczywistoci”. Oto przykład historii, które sš zamieszczone w ksišżce.
Martha Wright była 43 letniš kobietš, szczęliwš żonš i matkš. Razem z mężem Jacksonem mieszkała w małym domu na obrzeżach Nowego Yorku. Zimš 1975 roku do państwa Wright przyjechała dwójka przyjaciół. Razem spędzili wieczór. Pani Wright zaproponowała, ze z mężem odwiozš ich do domu własnym samochodem. Po krótkiej rozmowie znajomi zgodzili się na tę propozycję. Warunki na drodze były fatalne. Był mróz, padał nieg i wiał przenikliwy wiatr. Samochód kilka razy grzšzł w niegu.
Kiedy wjechali do tunelu Lincolna okazało się, że zanieżone szyby utrudniajš widocznoć. Jackson Wright zatrzymał samochód, a jego żona wysiadła, aby odnieżyć szyby. Zamknęła za sobš drzwi i poszła w kierunku tyłu samochodu. Mijały kolejne sekundy, kiedy nie działo się nic. Zniecierpliwiony mšż wysiadł z samochodu. Ku jego przerażeniu zobaczył, że nie ma nikogo wokół. Jego żona wręcz zapadła się pod ziemię. Razem z przyjaciółmi próbował krzyczeć i szukać jej w każdym zakamarku. Póniej policja stwierdziła, że kobieta nie miała szans zniknšć bez ladu porodku tunelu, gdyż zostałaby zauważona przez osoby w samochodzie. Tego wieczoru widziano jš po raz ostatni. Wiarygodnoć relacji trojga wiadków została potwierdzona badaniami na wykrywaczu kłamstw.
Oto klasyczna historia, kiedy to człowiek zapada się pod ziemię wbrew logice i wszelkim poznanym prawom.
Jeszcze jedno zaginięcie opisane w ksišżce „Zagadkowa rzeczywistoć”. Autor ksišżki dowiedział się o tej historii od żołnierza służšcego w Wietnamie.
Było to w 1968 roku. Miałem wtedy 19 lat i służyłem w korpusie medycznym amerykańskich sił zbrojnych w szpitalu na Hawajach. Tego wieczoru miałem dyżur. Zgodnie z regulaminem rozpoczšłem obchód. Mojš uwagę zwrócił pacjent leżšcy samotnie w szecioosobowym pokoju. Był to 60-letni mężczyzna. Miał ciężkie złamanie obu nóg w wyniku potršcenia przez ciężarówkę. Leżał na wycišgu, ze stalowymi drutami stabilizujšcymi przewierconymi przez koci ud i goleni. Był całkowicie unieruchomiony. Każde poruszenie tymi drutami spowodowałoby niesłychany ból. Mężczyzna przywołał mnie ruchem ręki. Zapytał, czy wierzę w istnienie UFO. Powiedziałem, że nie i bez słowa ruszyłem dalej. Usłyszałem tylko jak rzucił w moim kierunku, że oni po niego zaraz przyjdš, czy co takiego.
Minęło kilka minut, kiedy ponownie wszedłem do tej sali. Poczułem, że robi mi się goršco. Łóżko było puste. Druty stabilizacyjne leżały w rzędzie na przecieradle. Ich usunięcie z nóg wymagało co najmniej kilkunastu minut. Wiedziałem, że pacjent nie był w stanie o własnych siłach opucić sali. Zaczšłem biegać po korytarzu. Na próżno. Nigdy go nie znaleziono. Póniej tylko jeden z pacjentów opowiadał o dziwnej smudze wiatła, w rodku której poruszał się tamten mężczyzna.
I na koniec jedna z najdziwaczniejszych i najbardziej znanych historii tajemniczych zaginięć, które kiedy zostały zanotowane w Archiwum NAUTILUS-a.
Raport policji podaje dokładnš datę tego wydarzenia: było to 15 czerwca 1950 roku o 23.10. Na Brodwayu akurat skończyło się przedstawienie i ludzie w popiechu opuszczali teatr. Nagle rozległ się przeraliwy pisk hamulców, po czym odgłos głuchego uderzenia. To człowiek został potršcony przez samochód. Kierowca samochodu zaklinał się, że jechał ostrożnie, natomiast ten szaleniec pojawił mu się nagle przed maskš auta i nie zdšżył wyhamować. miertelnš ofiarš wypadku okazał się trzydziestoletni mężczyzna. Ubrany był niezwykle jak na tamte czasy: w koszulę z żabotem i kapelusz z szerokim rondem. Był to strój popularny w 19-stym wieku. Policja znalazła w jego kieszeni kilka biletów wizytowych z nazwiskiem RUDOLF FENZ JUNIOR. Jest tam także list ze stemplem i znaczkiem. N stemplu była data: czerwiec 1876 rok!
ledztwo w tej sprawie prowadził inspektor Hubert Rin. Zaczšł od standartowych poszukiwań rodziny zmarłego. Kiedy nie dały rezultatu, zaczšł przeglšdać ksišżki telefoniczne. Okazało się, że jest takie nazwisko, ale w ksišżce z 1939 roku. Inspektor Fin dotarł do samotnej kobiety. Ku swojemu przerażeniu ustalił, że człowiek potršcony przez samochód to teć tej kobiety, który zaginšł w niewyjanionych okolicznociach włanie pónš wiosnš 1870 roku. Podobno wyszedł przed dom, aby zapalić cygaro, i przepadł bez ladu. Jego rodzina złożyła doniesienie na policję, ale poszukiwania nie dały rezultatów.
Potraktujcie ten tekst jako jedynie wstęp do zmierzenia się z problemem tajemniczego zaginięcia w czasie i przestrzeni. Jeżeli słyszelicie o podobnych przypadkach w Polsce lub na wiecie - piszcie:
nautilus@nautilus.org.pl
Uwaga wszyscy, którzy ostatnio przysłali nam zdjęcia i filmy! Przepraszamy za małe opónienia w odpowiadaniu na maile, jest to spowodowane wyłšcznie ilociš korespondecji.
Tekst: Fundacja NAUTILUS
ciekawe ;) szczególnie ta ostatnia historia...