|
|
Wiele lat temu był zwyczaj, że ludzie przynosili swoje dary przed ołtarz. Pewien znany kaznodzieja zaapelował do ludzi, aby złożyli ofiary na dobry cel. Wielu przyszłoby złożyć swoje dary miłoci. Wród nich znalazła się mała ułomna dziewczynka, która przyszła, utykajšc, i stanęła na końcu kolejki. Zdjšwszy z palca piercionek, położyła go na stole i poszła z powrotem w górę nawy.
Po nabożeństwie posłano szwajcara, aby przyprowadził jš do pokoju kaznodziei. Ten powiedział:
- Moja droga, widziałem, co zrobiła. To było piękne. Lecz ludzie okazali tak wielkš hojnoć, że mamy wystarczajšco dużo, by zaradzić potrzebie. Czujemy, że nie mamy prawa zatrzymać twojego cennego piercionka, więc zdecydowalimy się dać ci go z powrotem.
Ku jego zdumieniu mała dziewczynka energicznie potrzšsajšc głowš, odmówiła:
- Ty nie rozumiesz - powiedziała. - Nie dałam mojego piercionka wam, dałam go Bogu!
|