http://www.hq.nasa.gov/office/pao/History/ap11ann/kippsphotos/5875.jpg
Na zdjęciu powyżej cienie nie sš do siebie równoległe. A raczej powinny, skoro jest tylko jedno ródło wiatła (Słońce).
A ta powiewajšca flaga... Czyżby w ogóle nie rzucała cienia?
2. Półcienie na zamówienie
Gdy wrócicie do zdjęcia numer 1 zobaczycie, że cienie, zarówno astronauty jak i lšdownika księżycowego, sš prawie całkiem ciemne. Jest to oczywiste gdy wemie się pod uwagę fakt, iż Księżyc pozbawiony jest atmosfery, która rozprasza wiatło. Mówišc bardziej obrazowo: na Ziemi "w dzień" całe niebo jest jasne, natomiast na Księżycu jest czarne - gdy zasłonicie Słońce, nic z góry nie będzie wiecić. Co najwyżej docierać będzie do Was wiatło odbite od gruntu lub odbijajšce się od stojšcego obok człowieka. Ale słabe to będš ródła wiatła - zdjęcia nie da się nimi nawietlić.
Skoro więc na Księżycu w zacienionych miejscach panuje praktycznie całkowita ciemnoć, to dlaczego na zdjęciu poniżej widzimy tak wyranie przebywajšcego w cieniu astronautę? Zupełnie jakby był w naszym pokoju, a za oknem wieciło słońce. Czy w księżycowym cieniu może być aż tak jasno? A może film był bardzo czuły?
Skoro tak, to dlaczego nie sfotografował ANI JEDNEJ gwiazdy? Bo na zdjęciach z misji Apollo po prostu nie ma gwiazd.
http://www.hq.nasa.gov/office/pao/History/ap11ann/kippsphotos/5869.jpg
http://www.hq.nasa.gov/office/pao/History/ap11ann/kippsphotos/5903.jpg
Nie ma gwiazd, jest za to Ziemia.
3. Ziemia z daleka
Czy tak wyglšda Ziemia z Księżyca? Może... Ale może jednak inaczej?
rednica Ziemi to około 12 tys. km, a jej minimalna odległoć od Księżyca to 356 tys. km. Niektórzy utrzymujš, że z takiej odległoci widać byłoby znacznie więcej lšdów. Ziemia jest przecież tylko w 2/3 pokryta oceanami, gdy na tym zdjęciu wyglšda jakby było to raczej 9/10. Rozsšdne wytłumaczenie tego fenomenu natury jest takie, że zdjęcie zostało zrobione z niskiej orbity i znacznie pomniejszone.
Jeli macie w domu globus, wecie go do ręki i zobaczcie jak wyglšdajš oceany gdy obserwujecie je z bliska, a jak gdy z daleka. Czy to zdjęcie wyglšda jak globus widziany z daleka?
http://www.hq.nasa.gov/office/pao/History/ap11ann/kippsphotos/6550.jpg
PostWysłany: 18 Pa 2005 12:50 pm Odpowiedz z cytatemZmień/Usuń ten postPowrót do góryUsuń ten postZobacz IP autora
A może powiniene (powinnimy...) patrz \/
Image
Na zdjęciu powyżej cienie nie sš do siebie równoległe. A raczej powinny, skoro jest tylko jedno ródło wiatła (Słońce).
A ta powiewajšca flaga... Czyżby w ogóle nie rzucała cienia?
2. Półcienie na zamówienie
Gdy wrócicie do zdjęcia numer 1 zobaczycie, że cienie, zarówno astronauty jak i lšdownika księżycowego, sš prawie całkiem ciemne. Jest to oczywiste gdy wemie się pod uwagę fakt, iż Księżyc pozbawiony jest atmosfery, która rozprasza wiatło. Mówišc bardziej obrazowo: na Ziemi "w dzień" całe niebo jest jasne, natomiast na Księżycu jest czarne - gdy zasłonicie Słońce, nic z góry nie będzie wiecić. Co najwyżej docierać będzie do Was wiatło odbite od gruntu lub odbijajšce się od stojšcego obok człowieka. Ale słabe to będš ródła wiatła - zdjęcia nie da się nimi nawietlić.
Skoro więc na Księżycu w zacienionych miejscach panuje praktycznie całkowita ciemnoć, to dlaczego na zdjęciu poniżej widzimy tak wyranie przebywajšcego w cieniu astronautę? Zupełnie jakby był w naszym pokoju, a za oknem wieciło słońce. Czy w księżycowym cieniu może być aż tak jasno? A może film był bardzo czuły?
Skoro tak, to dlaczego nie sfotografował ANI JEDNEJ gwiazdy? Bo na zdjęciach z misji Apollo po prostu nie ma gwiazd.
Image
Image
Nie ma gwiazd, jest za to Ziemia.
3. Ziemia z daleka
Czy tak wyglšda Ziemia z Księżyca? Może... Ale może jednak inaczej?
rednica Ziemi to około 12 tys. km, a jej minimalna odległoć od Księżyca to 356 tys. km. Niektórzy utrzymujš, że z takiej odległoci widać byłoby znacznie więcej lšdów. Ziemia jest przecież tylko w 2/3 pokryta oceanami, gdy na tym zdjęciu wyglšda jakby było to raczej 9/10. Rozsšdne wytłumaczenie tego fenomenu natury jest takie, że zdjęcie zostało zrobione z niskiej orbity i znacznie pomniejszone.
Jeli macie w domu globus, wecie go do ręki i zobaczcie jak wyglšdajš oceany gdy obserwujecie je z bliska, a jak gdy z daleka. Czy to zdjęcie wyglšda jak globus widziany z daleka?
Image
4. Pył księżycowy
Czy wyobrażacie sobie na czym polega lšdowanie na takim ciele jak pozbawiony atmosfery Księżyc?
Choć jego przyciganie jest szeciokrotnie mniejsze od ziemskiego, to jednak fakt braku atmosfery bardzo komplikuje sprawę. Nie można bowiem zastosować żadnego sposobu lšdowania powszechnie używanego na Ziemi lub w innych lotach kosmicznych. Nie ma możliwoci użycia spadochronu, ani wykorzystania skrzydeł czy migieł. Sterować mozna jedynie slinikami odrzutowymi, którymi utrzymywać należy nie tylko okrelony kierunek, ale również prędkoć. To wszystko w warunkach niemożliwych do przećwiczenia na Ziemi - braku atmosfery i 6-krotnie mniejszego przycišgania.
Ostatniš fotografiš w naszej kolekcji jest zdjęcie lšdownika księżycowego, czy raczej tego jak wyglšdała powierzchnia Księżyca w miejscu jego lšdowania. Problem polega na tym, że nie widać, aby silniki odrzutowe, które przecież musiały wyhamowywać lšdownik, pozostawiły po sobie jakikolwiek lad na księżycowym gruncie.
http://www.hq.nasa.gov/office/pao/History/ap11ann/kippsphotos/5864.jpg
5. Wierzchołek góry lodowej
Powyższe zdjęcia to jedynie wierzchołek góry lodowej.
Zainteresowanych odsyłam na oficjalnš stronę ze zdjęciami z misji Apollo apolloarchive.com oraz na polska stronę AstroGALLERY, gdzie znajdziecie oryginalne filmy z lotów na Księżyc. W internecie jest wiele stron, których autorzy przedstawiajš analizy wybranych zdjeć z Księżyca wykazyjšce ich falsyfikację. Proponujemy jednak żebycie sami obejrzeli te autentyki i sami ocenili czy eksperci z NASA sš lepsi od Lucasa. Inaczej mówišc: czy tak Waszym zdaniem wyglšda Księżyc?
_________________________________________________________________________
Żeby samodzielnie móc ocenić materiały pochodzšce rzekomo z amerykańskich lotów na Księżyc, powinnimy zapoznać się z najważniejszymi informacjami dotyczšcymi Księżyca.
Podstawowš wielkociš fizycznš, która ma wpływ na cały szereg innych zjawisk występujšcych na Księżycu jest jego masa. Jest ona 81 razy mniejsza od masy Ziemi, a co za tym idzie, grawitacja jest około 6-cio krotnie mniejsza. Mała masa naszego naturalnego satelity powoduje, że nie jest on w stanie utrzymać w swoim polu grawitacyjnym żadnych gazowych czšstek, przez co nie posiada on atmosfery. Docierajšce do Księżyca promieniowanie słoneczne prawie w całoci jest przyjmowane przez jego powierzchnię, ponieważ nie ma atmosfery, która byłaby w stanie przyjšć energię słonecznš i otrzymane w ten sposób ciepło rozprowadzić. Skutkiem tego powierzchnia Księżyca rozgrzewana jest przez Słońce wiecšce w zenicie do temperatury około +130 stopni Celsjusza. W tym samym czasie dokładnie po przeciwnej, nieowietlonej stronie Księżyca, panuje temperatura rzędu -160 stopni Celsjusza. Jak widzimy na zdjęciach i filmach z Księżyca, Amerykańscy astronauci wylšdowali z daleka od księżycowego równika, przez co temperatura na otwartym słońcu była zapewne znacznie niższa, ale prawdopodobnie nie niższa niż +50 – +60 stopni Celsjusza. Ponieważ nie ma atmosfery rozprowadzajšcej ciepło, więc wierzchnia warstwa kombinezonu astronauty powinna mieć od nasłonecznionej strony temperaturę około +50 – +60 stopni Celsjusza, podczas gdy częć kombinezonu pozostajšca w cieniu powinna mieć temperaturę -40 – -50 stopni Celsjusza lub jeszcze niższš. Czy ówczesna technika była w stanie wytworzyć kombinezony, które byłyby w stanie zapewnić kosmonautom przeżycie w takich warunkach? Ten sam problem dotyczy kamer oraz aparatów fotograficznych używanych na Księżycu. Materiałem wiatłoczułym była tradycyjna emulsja fotograficzna. Trudno sobie wyobrazić emulsję będšcš w stanie wytrzymać tak duże wahania temperatur i odwzorować niemal perfekcyjnie księżycowe widoki tym bardziej, że same kamery nie miały żadnych dodatkowych osłon mogšcych je chronić przed tak dużš zmiennociš temperatur.
Tak duża zmiennoć temperatur powoduje gwałtownš erozję księżycowej powierzchni co sprawia, że jest ona pokryta warstwš drobi skalnych oraz pyłu. Amerykański lšdownik był napędzany silnikiem rakietowym, który przy lšdowaniu powinien był wzbić do góry ogromne obłoki pyłowe, które następnie osiadałyby na powierzchni Księżyca przez długie godziny. Tymczasem na zdjęciach widać wyranie, że silnik rakietowy nie tylko że nie pozostawił żadnych ladów na powierzchni Księżyca spowodowanych jego ogromnym cišgiem i bardzo wysokš temperaturš gazów wylotowych, to nawet nie wzbił do góry księżycowego pyłu, o czym wiadczš idealnie czyste podpory lšdownika.
Zapewne wszyscy mamy w pamięci obraz pierwszego kroku człowieka na Księżycu i odcisk jego buta w księżycowym gruncie. Do tego, aby odcisk buta czy kół amerykańskiego pojazdu księżycowego pozostawił wyrany lad na powierzchni Księżyca, potrzebna byłaby wysoka lepkoć księżycowego pyłu, a ta byłaby wynikiem istnienia na powierzchni Księżyca wody, co jak wiemy nie ma miejsca. Grunt księżycowy powinien się zachowywać jak suchy piasek na plaży – tak długo, jak trzymamy w nim stopę, jest odbity w nim obraz naszej stopy, ale kiedy jš podniesiemy, suchy piasek obsuwa się, pozostawiajšc niewielki dołek bez żadnych wyranych odcisków czy ladów. Tak samo powinno być na Księżycu i wszystkie te lady widoczne na zdjęciach i filmach na Księżycu nie mogłyby trwać, ponieważ nie ma tam wody, która mogłaby utrzymać czšstki księżycowego pyłu w kształcie nadanym mu przez buty astronautów czy koła pojazdu księżycowego – tak samo, jak nie można zbudować „babki” z piasku używajšc do tego suchego piasku. Niektórzy twierdzš, że pył znajdujšcy się na Księżycu jest tak mały, że w przypadku jego cinięcia występuje zjawisko wzajemnego wišzania się czšstek pyłu na poziomach molekularnych. Wydaje mi się to mało prawdopodobne po pierwsze dlatego, że pył księżycowy nie jest jednorodny i jest w nim wiele większych drobin i odłamków skalnych a po drugie tak wykonany lad musiałby mieć ogromnš trwałoć – do jego zniszczenia wymagana byłaby duża energia mogšca pokonać siłę oddziaływania międzyczšsteczkowego. Ta teoria wydaje mi się mało prawdopodobna.
Pamiętamy zapewne filmy, na których astronauci na Księżycu poruszajš się po jego powierzchni w sposób majestatyczny, leciutko odbijajšc się od jego powierzchni i niemal płynšc nad niš. Szokiem dla wielu osób będzie obejrzenie tych filmów z prędkociš zaledwie dwukrotnie większš – czar pryska. Te filmy nie różniš się niczym od filmów nakręconych na Ziemi. Pył wzbijany przez astronautów czy przez koła pojazdu księżycowego bardzo szybko opada na powierzchnię i cały obraz niczym nie różni się na przykład od zachowania piasku, który sami wzbilibymy w górę podskakujšc w górę na plaży. Na Księżycu, z racji znacznie mniejszego cišżenia oraz braku oporu atmosfery, czšstki pyłu powinny lecieć (w porównaniu z Ziemiš) kilkakrotnie dalej i kilkakrotnie wyżej a ich opadanie powinno być również kilkakrotnie dłuższe. Ale tego na filmach z Księżyca nie ma.
Brak atmosfery sprawia, że nawet przy wiecšcym Słońcu na księżycowym niebie powinnimy widzieć kilkakrotnie więcej gwiazd, niż w czasie najciemniejszej, bezchmurnej, bezksiężycowej nocy na Ziemi. Ale gwiazd na amerykańskich zdjęciach z Księżyca nie ma. Jeżeli znajdziemy w Internecie zdjęcia z księżycowych misji wykonane w bardzo wysokich rozdzielczociach i jeszcze je powiększymy, to zobaczymy na księżycowym niebie co, co od biedy można uznać za gwiazdy, ale chyba nie tak to powinno wyglšdać.
Brak atmosfery jest również powodem występowania znacznie większych niż na Ziemi kontrastów pomiędzy owietlonš stronš obiektu, a jego stronš pozostajšcš w cieniu. Każdy, kto kiedy robił zdjęcie „pod słońce” wie, że wychodzi ono bardzo ciemne. Efekt ten powinien być zwielokrotniony na Księżycu, ponieważ nie ma tam atmosfery rozpraszajšcej wiatło i zmniejszajšcej kontrasty. Tymczasem widzimy zdjęcia, na których idealnie widać na przykład lšdownik zarówno od strony owietlanej przez Słońce, jak również wszystko, co znajduje się w jego cieniu. To na Księżycu jest niemożliwe. Nie pomaga tu również teoria, że to powierzchnia Księżyca odbijała częć wiatła słonecznego, rozwietlajšc tym samym cienie. Tak zwane albedo Księżyca, czyli iloraz wiatła odbitego od jego powierzchni i wiatła padajšcego na niš, wynosi 0,12, co oznacza, że Księżyc odbija zaledwie 12% padajšcego na niego wiatła, czyli 3 razy mniej niż Ziemia. Tak niska wartoć odbijanego wiatła w żadnym razie nie mogła tak znaczšco rozwietlić cieni. Mogły to zrobić trzy czynniki: powierzchnia znacznie lepiej odbijajšca wiatło niż powierzchnia Księżyca, istniejšca atmosfera rozpraszajšca wiatło oraz stosunkowo słabe „słońce”, dajšce słabsze natężenie wiatła po stronie nawietlanych obiektów, ale również znacznie mniejsze kontrasty pomiędzy wiatłami i cieniami.
Na większoci zdjęć z Księżyca widzimy znaczniki w postaci krzyżyków o równych ramionach. Znaczniki takie sš umieszczane z reguły pomiędzy obiektywem a nawietlanym filmem, co w momencie wykonywania zdjęcia powoduje nałożenie na zdjęcie swego rodzaju siatki ułatwiajšcej orientację na zdjęciu, odczytanie różnych proporcji, odległoci na zdjęciu i tak dalej. Ponieważ znaczniki znajdujš się tuż przed nawietlanš klatkš zdjęciowš, więc na zdjęciu powinny być na pierwszym planie, przesłaniajšc fotografowane obiekty. Na wielu zdjęciach z Księżyca tak jest, ale jest też niemało zdjęć, na których jaki obiekt na zdjęciu przesłania znacznik (!), co jest całkowicie niemożliwe do wystšpienia w rzeczywistoci. Teoria tłumaczšca to zjawisko mówi, że może ono wystšpić, jeżeli fotografujemy bardzo jasny obiekt. Na kilku zdjęciach może się to zgadzać, ale na wielu zdjęciach jest tak, że znacznik jest przesłonięty przez ciemny obiekt.
Nie mogš również ujć uwadze zdjęcia, na których cienie rozchodzš się w różnych kierunkach czy też zdjęcia, na których wyranie widać, że im dalej od miejsca, z którego zostało wykonane zdjęcie, tym powierzchnia Księżyca staje się coraz ciemniejsza, co wiadczy o jej nierównomiernym owietleniu.
Zdarzajš się również zdjęcia czy ujęcia filmowe, które oficjalnie zostały wykonane w miejscach oddalonych o wiele kilometrów, a które to zdjęcia po nałożeniu na siebie dajš identyczny obraz otoczenia.
Czy taki „księżycowy krajobraz” trudno byłoby zrobić na Ziemi? Nie byłoby trudno, tym bardziej, że przy zdjęciach z „Księżyca” prawdopodobnie pracował Stanley Kubrick, człowiek który nakręcił film „2001: Odyseja kosmiczna”, którego premiera miała miejsce w kwietniu 1968 roku, na nieco ponad rok przed „lšdowaniem na Księżycu”. Film ten stworzył w ludziach obraz tego, jak wyglšda kosmos i życie na statku kosmicznym. Znacznie łatwiej więc „kupili” oni historię o lšdowaniu Amerykanów na Księżycu.
Polecam również wszystkim wycieczkę do Wrocławia i obejrzenie „Panoramy Racławickiej”. Tam, w pełnym wietle reflektorów, kilkanacie metrów od obrazu często trudno jest zauważyć, gdzie kończy się scenografia znajdujšca się przed obrazem, a gdzie zaczyna się sam obraz.
Na zakończenie jeszcze jedna istotna uwaga. Otóż Ziemia wytwarza wokół siebie ogromne pole magnetyczne, rozcišgajšce się na tysišce kilometrów od jej powierzchni. Pole to chroni Ziemię i nas wszystkich przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym, przede wszystkim naszego Słońca. Często wysoka aktywnoć słoneczne sprawia, że promieniowanie to ma szczególnš siłę i w miejscach najmniejszej ochrony, czyli w okolicach biegunów, przedostaje się ono w pobliże Ziemi, tworzšc na niebie cudowny spektakl z postaci zórz polarnych. Astronauci znajdujšcy się na orbicie okołoziemskiej, pracujšcy nawet w otwartej przestrzeni, sš w naturalny sposób chronieni przed tym promieniowaniem dzięki istnieniu owego pola magnetycznego oraz w znacznie mniejszym stopniu dzięki skafandrom. Astronautów na Księżycu mogły chronić tylko skafandry i nie łudmy się, że byłyby one w stanie zapewnić im należytš ochronę. Nawet gdyby zdołali żywi powrócić na Ziemię, w krótkim czasie zmarliby na skutek napromieniowania, podobnie jak po napromieniowaniu w czasie wybuchu atomowego. Na żadnych zdjęciach i filmach z Księżyca nie ma ladów rozbłysków, które byłyby efektem wysokiego promieniowania kosmicznego. Proszę przy okazji zwrócić uwagę na rozbłyski na filmach z Czarnobyla wykonanych niedługo po wybuchu reaktora atomowego.
Zastanawiajšce dla mnie jest również to, w jaki sposób Amerykanie byli w stanie przeprowadzić telewizyjnš relację na żywo z powierzchni Księżyca, jak również relacje na żywo w kolorze (!) z pokładu statku lecšcego na Księżyc. Technika telewizyjna była o całe generacje gorsza od obecnej. Kamery studyjne miały rozmiary sporych skrzyń, ważšcych po 20 – 30 kilogramów i były kompletnie nieprzystosowane do filmowania „z ręki”. Montowane były na dużych, równie ciężkich statywach. Zabranie na pokład „Apollo” kamery telewizyjnej przyzwoitej jakoci wišzałoby się z ogromnymi problemami z jej obsługš oraz znacznym ryzykiem jej uszkodzenia. A transmisje z Księżyca sprawiajš wrażenie, jakby tych kamer było kilka! Do ich zasilenia potrzebny byłby generator pršdowy o całkiem sporej wydajnoci, ponieważ taka kamera, oparta przecież jeszcze na technologii lampowej, z pewnociš potrzebowała co najmniej 200 – 250 Wat mocy do jej zasilenia. A gdzie tu jeszcze miejsce na urzšdzenia miksujšce, modulujšce sygnał, nadajniki? Jakim sposobem kamery lampowe były w stanie efektywnie pracować na powierzchni Księżyca, będšc narażone na skrajne wahania temperatur i promieniowanie kosmiczne zakłócajšce pracę układów lampowych? Kamery, które kosmonauci mieli przymocowane do kombinezonów, były kamerami filmowymi, mogšcymi rejestrować obrazy na tamach filmowych, które następnie po wywołaniu można było dopiero oglšdać, a więc przy ich użyciu nie można było przeprowadzić transmisji telewizyjnej. Ja na zdjęciach i filmach z Księżyca nie widzę kamer, przy użyciu których można by przeprowadzić transmisję na żywo.
Zdjęcia z misji księżycowych można znaleć na oficjalnych stronach Amerykańskiej Agencji Kosmicznej NASA, na przykład tutaj
http://grin.hq.nasa.gov/BROWSE/JSC_1.html.
Po co zatem zostało odstawione całe to przedstawienie? Po to, aby stworzyć złudzenie, że USA jest w stanie wyprzedzić ZSRR pod każdym względem. Jest bardzo możliwe, że Amerykanie nigdy nie wylšdowali na Księżycu. Było to zadanie znacznie przerastajšce ówczesne możliwoci. Również i dzisiaj zadanie to wydaje się w dalszym cišgu niemożliwe do zrealizowania, mimo znacznego postępu nauki i techniki. Przyjrzyjmy się w ogólnych zarysach amerykańskim i radzieckim osišgnięciom w dziedzinie załogowych lotów kosmicznych. 12 kwietnia 1961 roku Jurij Gagarin jako pierwszy człowiek w historii poleciał w kosmos. Amerykanie byli w stanie wysłać na orbitę swojego człowieka 20 lutego 1962 roku – był nim John Glenn. Czy Amerykanie w cišgu 7 lat potrafiliby rozwinšć technikę lotów kosmicznych od kilkunastominutowego lotu na orbicie wokółziemskiej jednego człowieka do trwajšcego około 10 dni lotu załogowego na długoci ponad 800,000 kilometrów i doprowadzić do lšdowania na Księżycu pierwszego człowieka w dniu 21 lipca 1969 roku? I czy byliby w stanie powtórzyć to 5 razy bez żadnych problemów? (było 6 misji księżycowych, ale w czasie jednej z nich wystšpiły poważne problemy, zapewne dla „statystyki” i stworzenia wrażenia, że nie jest to takie proste). Nasuwa mi się od razu skojarzenie z 11 wrzenia 2001 roku i teoriš, że 19 „niedzielnych pilotów” porwało cztery pasażerskie Boeingi i trafiło nimi w cele w 3 próbach na 4. Jak zatem wytłumaczyć to, że majšc tak ogromne dowiadczenie w załogowych lotach na Księżyc, Amerykanie nie potrafili zrobić nawet dobrej stacji kosmicznej na orbicie wokółziemskiej? Zbudowali i umiecili na orbicie stację „Skylab”, która na orbicie wokółziemskiej przebywała od roku 1973 do roku 1979, kiedy to w dużej częci spłonęła w ziemskiej atmosferze wyniku zejcia z orbity, a jej szczštki spadły do oceanu. W czasie 6 lat na przebywania na orbicie stacja przez zaledwie rok była dostępna dla amerykańskich kosmonautów – przebywało na niej w sumie 9 kosmonautów przez łšczny czas 172 dni. Tymczasem Zwišzek Radziecki w ramach programu „Sojuz” w latach 1971 – 1982 umiecił na orbicie 7 stacji orbitalnych, których załogi prawie za każdym razem ustanawiały nowe rekordy długoci przebywania człowieka w przestrzeni kosmicznej, prowadzšc przy tym szereg badań naukowych i zapewne innych. W roku 1986 Zwišzek Radziecki wyniósł na orbitę okołoziemskš stację „Mir”, która służyła również kosmonautom amerykańskim. Stacja „Mir”, rozbudowywana, modernizowana, naprawiana przebywała na orbicie przez 15 lat, do roku 2001, z czego przez 13 lat przebywali na niej ludzie! Amerykanie tymczasem byli w stanie zbudować flotyllę szeciu bardzo skomplikowanych i bardzo kosztownych wahadłowców (z których dwa uległy zniszczeniu w katastrofach) i które – gdyby nie istnienie na orbicie radzieckiego „Mira” – prawie nie miałyby co robić, ponieważ nie sš przystosowane do długotrwałych misji orbitalnych. Nie łudmy się: Amerykanie nie byli w stanie wysłać ludzi na Księżyc. Skoro nawet nie byli w stanie utrzymać przez dłuższy czas stacji kosmicznej na orbicie okołoziemskiej, to w jaki sposób byli w stanie zapewnić warunki do przeżycia dla szeciu załóg, które rzekomo wylšdowały na Księżycu i które miały do przebycia ponad 800,000 kilometrów w obydwie strony w zupełnie nowym, w dużej częci nieznanym rodowisku?
Na zadawane przez wielu ludzi pytanie: skoro lot na Księżyc okazał się tak prosty, to dlaczego cały program lotów na Księżyc został tak nagle zakończony, dlaczego ani póniej, ani obecnie nikt na Księżyc nie lata? – oficjele odpowiadajš: właciwie to nie ma po co, zdobycie Księżyca było wycigiem, wytworem „Zimnej Wojny”, celem samym w sobie, majšcym pokazać przewagę USA nad ZSRR. Cel został osišgnięty, więc każdy kto poleciałby teraz na Księżyc, będzie zaledwie „drugim”, więc nie ma po co tego robić. Proste? To tak, jakby powiedzieć: skoro Mount Everest został już zdobyty, to nie ma sensu, żeby ktokolwiek na niego wchodził. Czy to jest racjonalne uzasadnienie? Oczywicie że nie. Gdyby nie było po co latać w kosmos, to żadne państwo nie robiłoby już tego, bo niby po co? Skoro w kosmosie były już sondy, zwierzęta, ludzie, to po co cokolwiek jeszcze tam wysyłać? Przeczš temu duże programy kosmiczne wielu państw, z nowych wspomnijmy tylko Chiny czy Indie, które nie przejmujš się tym, że już kto przed nimi był w kosmosie i chcš go zdobywać dla siebie. Czy dla nas, Polaków, nie byłoby ogromnš nobilitacjš wród narodów wiata, gdybymy wysłali na Księżyc naszych rodaków? Oczywicie, że byłoby to dla nas powodem do wielkiej dumy, niezależnie od tego, czy Polak stanšłby na Księżycu jako drugi czy jako pięćdziesišty drugi człowiek w historii. To nie jest osišgnięcie, o którym dzisiaj mówiš wszyscy, a o którym następnego dnia nikt nie pamięta – to sš wydarzenia wpisujšce się na zawsze w historię ludzkoci. Nie ma załogowych lotów na Księżyc, bo również obecnie jest to zadanie niewykonalne. Twierdzenie, że nie ma po co tego robić, jest po prostu niepoważne.
Zbudowanie stałej bazy na Księżycu oddałoby nieocenione korzyci państwu, które byłoby w stanie tego dokonać. Jak ważne jest zdobywanie kosmosu wiadczy chociażby pokonanie tak ogromnej liczby różnych problemów i rozpoczęcie stałej współpracy wielu państw przy budowie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Badania naukowe prowadzone na orbicie wokółziemskiej oddały i oddajš nieocenione usługi wszelkim gałęziom nauki, techniki i biznesu. Jednakże długotrwałe przebywanie człowieka na orbicie ma duży negatywny wpływ na ludzki organizm. Stworzenie na Księżycu stałej bazy byłoby rzeczš wręcz bezcennš, łšczšcš zarówno zalety wysokiej próżni kosmicznej, jak i co prawda mniejszej niż na Ziemi, ale jednak istniejšcej grawitacji. Do tego warunki zerowej grawitacji można osišgnšć na orbicie Księżyca znacznie łatwiej niż w przypadku Ziemi. Dlatego też twierdzenia, że na Księżyc się nie lata, bo to jest za drogie albo że nie ma po co, sš największš bzdurš jakš można wymylić. Prawda jest na naszych oczach: dopiero współpraca najbardziej zaawansowanych technicznie i technologicznie państw wiata pozwala na zbudowanie przyzwoitej stacji orbitalnej, w której będš mogli przez długi czas przebywać kosmonauci, w dobrych i bezpiecznych warunkach. A jak wiat będzie istniał, to może za 50 – 100 lat kto w końcu na Księżyc poleci.
Najprostszš metodš sprawdzenia tego, czy Amerykanie rzeczywicie wylšdowali na Księżycu, byłoby przyjrzenie się przez największe ziemskie teleskopy astronomiczne, czy w miejscach lšdowania Amerykanów stojš podstawy lšdowników oraz amerykańskie pojazdy księżycowe. Jeżeli przy użyciu teleskopów nie udałoby się tego stwierdzić, mogłaby to zrobić przy okazji badań Księżyca jaka sonda. Jednakże to, co mamy obecnie na oficjalnych filmach i zdjęciach z Księżyca jest aż nadto wystarczajšce, aby uznać, że Amerykanie na Księżycu nigdy nie byli, a cała ta historia jest takš samš fikcjš, jak atak terrorystów na USA z 11 wrzenia 2001 roku. Ten nagły odwrót od kolejnych lotów na Księżyc kojarzy mi się z równie nagłym spadkiem zainteresowania osobš Bin Ladena, który rzekomo stoi za zamachami z 11 wrzenia 2001 roku. Dlaczego Amerykanie już o nim nie mówiš? Dlaczego go nie szukajš? Z tego samego powodu, dla którego nie polecieli już nigdy więcej na Księżyc: tak samo jak w roku 1969 nie chodziło o Księżyc, tak obecnie nie chodzi o Bin Ladena ani terrorystów. Fikcja goni fikcję, kłamstwo goni kłamstwo.
Tak samo jest z broniš HAARP...
wiedze że Gosia zaraziła całe forum chorobš zwanš HAARPfobiš. Teraz wam przedstawie mój poglšd na temat tej 'broni'
A więc jak wiemy w czasie zimnej wojny USA toczyło zbrojny i ekonomiczny wycig z ZSRR. Więc wprowadziło bujdę o HAARP, gdyby HAARP istniał to wyeliminowaliby huragany i inne katastrofy, a wprowadzili je tam gdzie by chcieli (np. w iranie, rosji itp)
Pozaty wyobrasmy sobie ze podłanczamy HAARP do super wielkiego akumulatora i wysyłamy fale ultra (jezeli to steruje ludzkim mozgiem) wszyscy na ziemi by dostali wylewu.... eh nie oszukujmy sie HAARP nie istnieje a jest w kiepskie fazie wstępnej, i nigdy nie zostanie ukończony.
Informacje z
www.apokalipsy.fora.pl