|
|
WITAM!!!!
NA TEMAT LEWITACJI JEST TO-=Lewitacja to osišgnięcie tak silnego stanu skupienia umysłu, że ciało unosi się w powietrze.
Zawsze marzylimy o tym, by pokonać ograniczenia, jakie narzuca nam nasze ciało. Niektórzy ludzie to potrafiš Na każdego człowieka, zwierzę, rolinę, a także na każdy przedmiot nieożywiony na kuli ziemskiej wpływa siła grawitacji. Można jš pokonać, osišgajšc ogromnš prędkoć poczštkowš - dzięki temu w powietrze wzbijajš się samoloty, albo majšc specyficznš budowę koci - jak ptaki. Wydawać by się mogło, że człowiek nigdy nie zdoła o własnych siłach unieć się nad ziemię. Tymczasem okazuje się, że jest to możliwe - nie dzięki mięniom, lecz... potędze naszego umysłu. Pierwsze wzmianki o ludziach unoszšcych się w powietrze pochodzš już z poczštków XVI wieku. Stan, w którym człowiek unosi się nad powierzchniš ziemi, jakby jego ciało straciło swojš wagę, nazywamy lewitacjš. Nie wiadomo, czy rzeczywicie waga ciała się zmniejsza, czy też organizm emituje specjalne pole antygrawitacyjne. Najczęciej lewitacje miały miejsce w chwilach religijnych uniesień. Teresę z çvila już za życia uznano za więtš. W czasie modlitwy niewiadomie wznosiła się nad podłogš kocioła. Podobno wstydziła się tego niezaprzeczalnego dowodu swoich zdolnoci paranormalnych - jak mówiš ateici, lub więtoci - jak twierdzš ludzie wierzšcy. Lewitowali nie tylko więci, ale i... czarownice. Niektóre z posšdzanych o czary kobiet nie tonęły poddane próbie wody. A przecież, majšc zwišzane ręce i nogi, nieraz dodatkowo obcišżone kamieniem, nie miały szans utrzymać się na powierzchni rzeki czy jeziora. Możliwe, że częć z nich potrafiła czasowo zmniejszyć wagę ciała. Jest to tak zwana lewitacja częciowa. Największš wprawę w pokonywaniu siły cišżenia osišgnęli hinduscy fakirzy. Zakres ich umiejętnoci jest niezwykły i wydaje się zupełnie niedostępny dla zwykłego człowieka: fakirzy potrafiš chodzić po rozżarzonych węglach, spać na nabitej gwoĄdziami desce, oswajać węże, połykać ogień... Możliwe, że w większoci sš to tylko sztuczki. Na pewno jest tak w przypadku prestidigitatorów, którzy w czasie pokazu, na oczach publicznoci, unoszš się w powietrze. Nie ma to nic wspólnego z lewitacjš; sztukmistrze stosujš po prostu skomplikowane triki, majšce na celu oszukanie widzów. Na największš uwagę zasługujš współczeni jogini. Słynš z tego, że przez wiele dni mogš obejć się bez jedzenia i picia. Ich życiowym mottem wydaje się stłumienie wszelkich emocji - zupełnie obce jest dla nich pojęcie żalu czy smutku. Obecnie jogini zakładajš szkoły dla osób pragnšcych zgłębiać tajemnice ich filozofii i doskonalić w ascezie ciało i umysł. Częstokroć w czasie zajęć jeden albo kilku uczniów nagle unosi się nad ziemiš, zawisa w powietrzu na kilka lub kilkanacie minut albo nawet przesuwa się o parę metrów w poziomie, by łagodnie opać z powrotem na podłogę. Jednak lewitacja wcale nie jest celem nauk joginów - tylko ubocznym efektem intensywnych medytacji.
Dzi lewitacja doczekała się analiz naukowych. Na uniwersytetach i w laboratoriach na całym wiecie od kilkudziesięciu lat prowadzi się badania nad tym zjawiskiem. W latach 70. i 80. uruchomiono zakrojony na szerokš skalę program badawczy na najnowoczeniejszym w tamtych czasach uniwersytecie w Seelisbergu (Szwajcaria). Osobom o zdolnociach paranormalnych przyczepiano do głowy i klatki piersiowej elektrody. Dzięki nim można było zmierzyć pracę serca i wykonać wykres fal mózgowych. Okazało się, że w czasie lewitacji serce bije niezwykle szybko, a obie półkule mózgu pracujš w pełnej synchronizacji. Zazwyczaj używamy ich naprzemiennie; półkula prawa i lewa działajš równoczenie jedynie w stanach hipnozy (tzw. stan alfa i stany głębsze). Nadal nie wyjania to jednak przyczyn samego zjawiska. Jedna z teorii mówi o tzw. polu biograwitacyjnym. Skoro każdy organizm żywy emituje pole bioelektryczne i biomagnetyczne, dlaczego nie miałby także wytwarzać własnego pola grawitacyjnego? Wyjaniałoby to zdolnoć do przycišgania przedmiotów (telekinezę) czy kontakt pozazmysłowy (telepatię) oraz lewitację (pole grawitacyjne człowieka niwelowałoby grawitację Ziemi). Przeprowadzone eksperymenty dowodzš, że najsilniejsza moc ukryta jest w ludzkim mózgu. Pokonanie grawitacji jest możliwe nie dzięki sile mięni, ale dzięki potędze, jakš jest nasz umysł.
I JESZCZE---Znana amerykańska pisarka Helen Hadsell wybrała się na mszę. Wysiadła z samochodu, przeszła około stu metrów i nagle zdała sobie sprawę, że co jest nie tak. "Spojrzałam pod nogi i zrozumiałam, że stopami nie dotykam chodnika. Unosiłam się kilka centymetrów nad ziemiš." W pierwszej chwili przestraszyła się, pomylała, że chyba ma zawroty głowy i stšd te zaburzenia widzenia. Poruszyła nogami, próbowała dotknšć butem płytki chodnika, ale to się jej nie udało. Helen Hadsell od dawna bardzo interesowała się parapsychologiš, prowadziła nawet wykłady o niezwykłej sile umysłu. Na którym ze spotkań poznała eksperta od zjawiska lewitacji. Opowiedział jej, jak powinni się zachowywać ludzie, którzy nagle unieli się w powietrze. Helen zaczęła ruszać rękami jak podczas pływania. Udało się, wreszcie odzyskała równowagę i pofrunęła nad ziemiš w stronę kocioła. Gdy znalazła się przy wejciu, oburšcz uchwyciła kamiennš kolumnę. Z trudem pokonała niezwykłš siłę, która popychała jš do góry, i dotknęła stopami ziemi. Widziało jš wiele osób idšcych do kocioła. Uskrzydlajšca religijna ekstaza Lewitacja, owo tajemnicze unoszenie się w powietrzu, zaprzecza znanym prawom cišżenia. Tš jak dotšd nie wytłumaczonš zdolnociš obdarzeni byli dawniej głównie więci i cudotwórcy. Między innymi więty Franciszek z Asyżu, który unosił się nad ziemiš podczas żarliwych modłów. Zdarzało mu się to zwłaszcza pod koniec życia, gdy zamieszkał w pustelni na górze Alvernie. Wzlatywał tak wysoko, że wiadkowie tracili go z oczu. redniowieczna mniszka Teresa z çvila fruwała po kaplicy na oczach wielu zakonnic. Zakonnica bezskutecznie próbowała przeciwstawić się sile, która pchała jš do góry. Miała wrażenie, że walczy z olbrzymem. Gdy czuła, że zbliża się "atak", błagała siostrzyczki z klasztoru, by jš przytrzymały. Ale nawet kilka kobiet nie mogło pokonać tej tajemniczej siły, która unosiła Teresę pod dach klasztoru. Rekordzistkš w sztuce latania była więta Maria Magdalena. Według podań uniosła się aż 76 tysięcy razy, przez 30 lat zdarzało się to jej 7 razy dziennie. Podobno odbyła również lot do sšsiedniej miejscowoci. W Wielki Pištek 1505 roku Ładysław z Gielniowa wygłaszał kazanie w katedrze warszawskiej. Nagle wpadł w ekstazę i uniósł się nad ambonš. Trwało to dłuższš chwilę. Lecz chyba najsłynniejszym lewitujšcym zakonnikiem był Józef z Copertino. Ten XVII-wieczny franciszkanin zadawał sobie rany i zadręczał się, by osišgnšć stan religijnej ekstazy. Po latach tortur nagle zaczšł fruwać podczas modłów. Mówił, że unosi się w powietrzu na widok więtych obrazów. Latajšc, piewał niezwykle czystym głosem, niepodobnym do własnego. Osoby, które chwytał za rękę, unosiły się razem z nim. Naocznym wiadkiem jego lewitacji był papież Urban VIII. Wtedy to Józef z Copertino bolenie poparzył się płomieniami wiec umieszczonych wysoko nad ołtarzem. Sława o zdolnociach tego chorowitego i niezbyt rozgarniętego mnicha o gołębim sercu rozeszła się po całej Europie. Józef z Copertino lewitował przed dostojnikami kocielnymi, a także przed koronowanymi głowami i uczonymi, m.in. filozofem Leibnizem. Dokonywał też lotów tyłem, czego nikt inny nie praktykował. Tylko bracia z jego zakonu nie byli zachwyceni jego wyczynami; prosili, by odmawiał swe modły na osobnoci i nie przeszkadzał mnichom. Pewnego razu Józef wyszedł pomodlić się do klasztornego ogrodu. Nagle wzniósł się do góry i usiadł na gałęzi drzewa oliwnego. Jego ciało w tajemniczy sposób straciło cały ciężar, zakonnik nie złamał nawet jednej małej gałšzki. Lewitacyjne umiejętnoci hinduskich fakirów znane sš na całym wiecie. W 1868 r. odbył się najsłynniejszy pokaz niezwykłego medium. Home wypłynšł przez okno londyńskiego mieszkania, okršżył kamienicę i wrócił do domu przez drugie okno. Zachowały się setki wiarygodnych relacji wiadków lotów Home'a. Nigdy nie udało się udowodnić mu oszustwa, trudno zresztš ratować się sztuczkami w biały dzień. Daniel Home twierdził, że pomagajš mu duchy. "Najczęciej jestem unoszony pionowo, często drętwiejš mi ręce, które wycišgajš się nad głowš, jakby chwytały niewidzialnš siłę podrywajšcš mnie z podłogi." Równie utalentowany był Carlos Mirabelli, Brazylijczyk włoskiego pochodzenia, urodzony w 1889 r. Opowieci o jego niezwykłych zdolnociach wywoływania duchów, przenoszenia przedmiotów i lewitacji brzmiš jak bajki z tysišca i jednej nocy. Zdolnoci Mirabellego nasilały się z wiekiem. Mimo iż specjalne komisje złożone ze wietnych naukowców badały go wielokrotnie, nigdy nie przyłapano go na oszustwie. Spontaniczne lewitacje przydarzały się Brazylijczykowi przy różnych okazjach. Jechał kiedy ze znajomymi kabrioletem z otwartym dachem. Nagle wyfrunšł z samochodu i przez 3 minuty szybował nad głowami przerażonych pasażerów. Potrafił również przenosić się w przestrzeni. Stał na przykład z kilkoma znajomymi na dworcu, czekajšc na pocišg, a po chwili zniknšł, jakby rozpłynšł się w powietrzu. Okazało się, że po 2 minutach znalazł się w miejscowoci stanowišcej cel ich podróży, oddalonej o 90 km.Medytuj i lewituj Również niektórzy hinduscy jogini potrafiš pokonać grawitację. Ich wyczyny udokumentowano fotograficznie. Subbayach Pullaver potrafił unosić się w powietrzu razem z namiotem. Wchodził do rodka i medytował. Wielu wiadków widziało, jak po chwili namiot zaczyna się kołysać i unosił się na wysokoć jednego metra. Bez żadnej podpory utrzymywał się w powietrzu, a potem powoli spływał na ziemię. Te zdolnoci Hindusów nie należš do rzadkoci, skoro w 1986 r. odbyły się w Waszyngtonie... zawody latajšcych joginów. Uczestnicy rywalizowali w trzech kategoriach: szybkoci, wysokoci i długoci lotu. Colin Evans w latach 30. XX w. dał słynny pokaz lewitacji w Conway Hall w Londynie. Angielska autorka Alexandra David-Neel w ksišżce "Mistycy i cudotwórcy Tybetu" opisuje lamę poruszajšcego się w przedziwny sposób. "Ten tybetański lama nie biegł. Wydawało się, że unosi się z ziemi skokami. Miał elastycznoć piłki i odbijał się za każdym razem, gdy dotykał stopami ziemi. Jego kroki były regularne niczym ruchy wahadła." Według legendy, twórca buddyzmu zen, Bodhidharma, w 527 r. przybył do klasztoru Shaolin i nauczył lamów lewitacji. Specjalistami od niezwykłych biegów sš mnisi z sekty "czerwonych czapek". 3 lata, 3 miesišce i 3 dni spędzajš oni samotnie w pieczarach, nic nie jedzšc i medytujšc. Wprowadzajš się w trans, dzięki któremu potrafiš przebiec 300 km w półtora dnia, ledwie dotykajšc stopami ziemi. Obserwacja lewitacji może Ci zaszkodzić! Od wielu lat jogin Maharishi Mahesh uczy w Szwajcarii medytacji transcedentalnej (TM). Niektórzy adepci TM ponoć potrafiš unosić się w powietrzu. Siadajš ze skrzyżowanymi nogami i pogršżajš się w medytacji. Poczštki sš mizerne. Zaczynajš delikatnie kołysać się, potem unoszš się w powietrze i spadajš z wielkim hukiem. Trenujš więc na miękkich materacach, by nie połamać nóg. Dopiero po wielu próbach udaje się niektórym zawisnšć w powietrzu. Zapewniajš, że tego uczucia lekkoci i swobody nie da się porównać z niczym innym. W 1993 r. przyjechał do Polski Armeńczyk Tigran Chaczaturian nazywany "lewitujšcym tygrysem". W prasie ukazywały się zdjęcia "tygrysa" unoszšcego się w powietrzu ze skrzyżowanymi nogami. Podejrzewano go o mistyfikację, bo nie chciał publicznie demonstrować swych zdolnoci. Twierdzi on, że w czasie lewitacji wyzwalajš się energie, które nie każdy potrafi przyswoić bez szwanku dla psychiki. Obserwowanie lewitacji może się skończyć ciężkš depresjš, a nawet chorobš umysłowš widzów. Przy spontanicznym unoszeniu się w powietrzu, które przydarzało się więtym, Aniołowie Stróże chroniš widzów. Ale on lewituje wiadomie i w sposób kontrolowany, bez pozaziemskiej opieki. Możliwoci człowieka będšcego w transie, ekstazie, a nawet w silnym stresie wydajš się nieograniczone. Ale jak to się dzieje, że niektórzy ludzie zamieniajš się w ptaki? Zdaniem rosyjskiego fizyka Aleksandra Dubrowa, skoro żywe organizmy wytwarzajš pole bioelektryczne i biomagnetyczne, mogš również tworzyć pole biograwitacyjne. Na poziomie molekularnym komórki doszłoby wówczas do zbliżenia się atomów, co osłabiłoby otaczajšce ciało pole grawitacyjne. Czy dowiemy się, jak to jest z lewitacjš naprawdę? Czy i my będziemy kiedy latać jak ptaki? TO TYLE CO WIEM.GORĽCO POZDRAWIAM.A TEN LINK NIE TO NIE TO CO MA BYĆ.
|