|
|
Mam takie pytanko...
Wiem, ze nie jest to forum psychologicznie, ale szczegolnie sie do niego przywiazalam...
Zaczelam pisac prawie rok temu bedac w bardzo ciezkiej sytuacji: facet mnie zostawil, a pozniej zaczely sie problemy finansowe (jedno z drugim nie ma zadnego powiazania).
Zwrocilam sie z tymi problemami do Igora i musze przyznac, ze sporo mi pomogl:)
W kazdym razie nadal jestem sama i nie mam pracy, choc wiem,ze w koncu znajde jakas prace...nie moze tak wiecznie byc.
Problem mam w sprawch sercowych...bardzo sie zmienilam przez ten rok...wzmocnilam...duzo facetow przewinelo sie w moim zyciu, az okolo 2tyg temu pozwolilam sie zblizyc swojemu bylemu facetowi (unikalam z nim kontaktu, choc on o to zabiegal).
Spedzilismy fantastyczne 2 tyg (kochajac sie i rozmawiajac godz)...On stwierdzil, ze nigdy nie przestal mnie kochac, ze zrozumial swoj blad, ze zaluje...Nigdy nie bylo tak bosko miedzy nami (a spedzilismy wczesniej 3intensywne lata ze soba)...
Wczoraj powiedzial mi, ze jego marzeniem byloby zebym znalazla faceta mnie godnego, gdyz jestem fantastyczna, a on jest dupkiem i nigdy by sie nie zdecydowal wrocic do mnie, gdyz nie jest mnie wart, ale z drugiej str. chce caly czas miec ze mna kontakt, ze nie wytrzyma jezeli znikne z jego zycia jeszcze raz...
HEHE-a ja nic z tego nie rozumiem...spodziewalam sie bardziej, ze powie mi, ze chce do mnie wrocic i ze zrobi wszystko by mnie nie stracic...
Chcialabym tylko, zeby mi ktos wytlumaczyl obiektywnie o co w tym wszystkim chodzi...nie chce nic na sile, ale z drugiej strony mam wrazenie, ze On mnie kocha, ale sie boi i nigdy nie podejmie wyzwania. Ja rowniez sie boje i na pewno nie bede na nic naciskac, ale fakt, ze nie zachowuje sie tak jakbym chciala...boli-choc nie juz tak jak kiedys...
|