Większości mieszkańców Zachodu, wychowanych w zachodniej kulturze trudno w to uwierzyć i zrozumieć, ale w Kenii wiara w duchy i czarownice jest szeroko rozpowszechniona i głęboko zakorzeniona. I czasami może mieć katastrofalne skutki. Pod koniec maja media w Kenii opisywały historię piętnastu osób, głównie starszych kobiet, które zostały zamordowane podczas polowania na czarownice w pobliżu miasta Kisii. Morderstwa wstrząsnęły Kenią.
Według naocznych świadków tuż po północy ponad setka uzbrojonych w maczety ludzi zaatakowała wioskę Kegogi. - Zaczęli dobijać się do drzwi, potem siłą wtargnęli do domu i zabili naszą babcię. Wszyscy strasznie krzyczeli. Wpadliśmy w panikę i uciekliśmy. Napastnicy podpalili dom. Zostały same zgliszcza - opowiada Justus Bosire. Gdy wrócił do domu babci znalazł ją martwą, leżącą na podłodze, na wciąż jeszcze żarzących się węglach. Ojciec Justusa zaginął. - Napastnicy twierdzili, że moja babcia i ojciec praktykowali czary - mówi Bosire.
W tej części Kenii wiara w czary jest bardzo silna. Kilka dni przed atakiem w wiosce Kegogi grupa dzieci znalazła ponoć w szkole książkę, w której wypisane były nazwiska wszystkich okolicznych mieszkańców, którzy w najbliższym czasie umrą, i nazwiska czarownic, które będą odpowiedzialne za ich śmierć. Bosire i jego rodzina wciąż nie mogą uwierzyć w to co się stało. Jego babcia Persis była głową rodziny. Mimo że miała osiemdziesiąt sześć lat wciąż pracowała w polu i służyła rodzinie wieloma cennymi poradami.
Kilka domów dalej w wiosce Kegogi mieszka Paul Magoma. Buduje właśnie kaplicę. - Wierzę, że jest coś takiego jak czarna magia i jestem przekonany, że czarownice mogą rzucać złe uroki i uśmiercać ludzi - mówi Magoma. Wiele osób wątpi jednak by zabite kobiety faktycznie były czarownicami. Na szczycie wzgórza na obrzeżach Kisii petentów przyjmuje Joseph Omache. Jest szamanem i uzdrowicielem. Wróży z kości i porozumiewa się z przodkami pomagając leczyć różne fizyczne i duchowe dolegliwości. - To bardzo bolesne gdy pod pretekstem czarów zabijani są ludzie. Dlaczego jeśli mieli jakiś problem nie przyszli z tym do mnie. Dzięki ziołowemu naparowi mógłbym określić kto tak naprawdę praktykuje czarną magię. Moglibyśmy pojmać tę osobę i potem zastanowić się co dalej robić - mówi Omache. Podkreśla on jednocześnie, że mimo dziesięciu lat nauki i dziesiątek lat praktyki nigdy nie natknął się na prawdziwą czarownicę.
- Te zabójstwa to zemsta. To nie jest tak, że ktoś rzucił na kogoś zły urok - uważa Omache dodając, że polowania na czarownice są sposobem na danie upustu nienawiści i pretekstem do krzywdzenia innych ludzi. Rejon w którym doszło do polowania na czarownice to jeden z najgęściej zaludnionych rolnych obszarów Kenii. Od lat poszczególne pola uprawne są cały czas dzielone między kolejne rodziny. Omache i wiele innych osób uważa, że polowania na czarownice to swoista vendetta wywołana chciwością. Bez względu na to jak jest faktycznie Bosire i jego rodzina muszą teraz ponieść konsekwencje. Z powodu lokalnych przesądów nigdy nie będą mogli wrócić do domu babci. Drzwi do domu zostały zabite, zwęglone rzeczy babci pozostały rozrzucone na podłodze. Rodzina obawia się, że może dojść do kolejnych ataków. - Boimy się o własne życie. Nigdy nie widziałem żadnych dowodów by babcia uprawiała czary, a przecież mieszkałem z nią od dziecka - dodaje Bosire.
źródło
pozdr