Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Pekin 2008
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 9

http://tybet.e-go.pl/banner/pekin2008.gif

<http://www.ratujtybet.org/infopage.php?id=21>

w 2008 to ja zjem bushowi głowe

igrzyska nostrodamusa !!

Wina tuska

o co w ogole chodzi w tym wštku, kto mnie oswieci ??

chodzi o to by upolować kaczke zanim ona upoluje ciebie

"..- Buddyzm tybetański, który stanowi kluczowy element tożsamoœci Tybetańczyków, jest często uznawany za zagrożenie dla władzy państwa i jednoœci ChRL. Z tego powodu represje religijne w Tybecie sš szczególnie brutalne. "

http://www.hfhrpol.waw.pl/Tybet/

mnisi posiadaja ogromnš wiedzę i wiele tajemnic Pozdobno to własnie z Tybety a nie z Sumeru pochodzi tzw.człowiek . pozdro Tajemnica Himalajów Autor: Jan van Helsing Zajmiemy się tu fascynujšcymi odkryciami rosyjskiego okulisty, prof. dra medycyny Ernesta Muldaszewa, opisanymi w ksišżce Das dritte Ange&#8212;Spektakulare Erkentnisse zur Herkunft unserer Ziwlisation (Trzecie oko&#8212;spektakularny przyczynek do pochodzenia naszej cywilizacji). Prof. Muldaszew jest praktykujšcym lekarzem, jednym z największych rosyjskich autorytetów w swojej dziedzinie. Odwiedził ponad 40 krajów, wykonuje co roku 300-400 skomplikowanych operacji oczu. Można więc œmiało powiedzieć, że jest człowiekiem twardo stšpajšcym po ziemi. Ernest Muldaszew natknšł się przed kilku laty na ciekawe zjawisko. Okazało się, że cornea&#8212;a więc rogówka oka o kształcie klepsydry&#8212;u wszystkich ludzi na kuli ziemskiej ma takš samš wielkoœć. Niezależnie, czy chodzi o niemal dwumetrowego mężczyznę, czy o dziecko&#8212;jest to jedyny organ o dokładnie tych samych wymiarach. Badania Muldaszewa na ponad tysišcu pacjentów wykazały, że cornea roœnie tylko do czwartego roku życia, a potem nie zmienia już wielkoœci. Zainteresowania profesora sięgajš jednak dalej. Poszukiwał mianowicie możliwoœci diagnozowania chorób&#8212;zarówno somatycznych, jak i psychicznych&#8212;na podstawie wyglšdu częœci wokółocznej twarzy. Przebadał w tym celu 1500 osób, fotografujšc wraz z zespołem okolice oczu, w nadziei na odnalezienie na fotografiach pewnych zależnoœci o charakterze geometrycznym. Dzięki wsparciu programu komputerowego, wyœwietlajšcego na ekranie zdjęcia oczu i analizujšcego ich geometrię, udało się osišgnšć przełomowy wynik. Zespół Muldaszewa stworzył procedurę, która&#8212;opierajšc się na stałych rozmiarach rogówki&#8212;tylko na podstawie wyglšdu okolic oczu pozwala nie doœć, że diagnozować psychiczny i fizyczny stan danej osoby, ale także zrekonstruować wyglšd całej głowy -&#8212; a więc formę i wielkoœć czaszki. Na podstawie materiału zebranego od 1500 zbadanych osób udoskonaliliœmy te metodę. Nie osišgnęliœmy wszakże zbyt dużej dokładnoœci, ponieważ odkryliœmy łšcznie 22 cechy geometryczne, natomiast obydwa czworokšty przedstawiajš tylko dwie z nich&#8230; Ponieważ indywidualne parametry geometrii oka powišzane sš z charakterystykš geometrycznš rysów twarzy, a nawet niektórych innych częœci ciała, możliwe jest odtworzenie zewnętrznego wyglšdu człowieka na podstawie układu oczu. Œrednica rogówki jest jedynš stałš wielkoœciš ludzkiego ciała, będšc jednoczeœnie punktem odniesienia dla wszystkich wymiarów w geometrycznym wykresie układu wzrokowego. Można wyobrazić sobie liczne możliwoœci praktycznego wykorzystania geometrii oka: 1. identyfikowanie osób, 2. rekonstrukcja wyglšdu zewnętrznego człowieka, 3. okreœlanie charakterystyki mentalnej, 4. obiektywna analiza uczuć i doznań psychicznych, 5. diagnoza schorzeń psychicznych i somatycznych, 6. okreœlanie narodowoœci, 7. studia nad pochodzeniem ludzkoœci. Opierajšc się na takich podstawach, Muldaszew wraz z zespołem poszukiwali dalej. Udało im się ustalić narodowoœć względnie rasę osób, których oczy sfotografowali. W swojej ksišżce profesor opisał szczegółowo, w jaki sposób studiował i analizował różne rasy ludzkie, aby&#8212;posługujšc się odkryciami z zakresu geometrii oka&#8212;wyjaœnić pochodzenie ludzkoœci. Doktor Muldaszew i jego pracownicy przebadali wszystkie 35 znanych ras (wg klasyfikacji A. Jarcho) i doszli do następujšcych wniosków: Nasze prace, dotyczšce geometrii oka wykazały ostatecznie&#8212;obok kilku innych hipotez&#8212;że ludzkoœć rozwinęła się ze wspólnego pnia, z genów praprzodków. ródła należy poszukiwać w Tybecie. Muldaszew powzišł więc w wyniku swoich badań przekonanie, że korzenie ludzkoœci znajdujš się w Tybecie. Bazujšc na tej teorii skoncentrował uwagę na obszarze Himalajów, gdzie dokonał kolejnego zdumiewajšcego odkrycia. Jeden z przyjaciół okulisty pokazał mu wykonane przez siebie zdjęcie pary oczu, których rysunek przedstawiony jest&#8212;jako tzw. wizytówka&#8212;na każdej tybetańskiej œwištyni. Jeszcze tego samego dnia Muldaszew rozpoczšł analizę wizerunku. Wprowadził go do swojego komputera, zbadał pod kštem opracowanych wczeœniej parametrów i stworzył następujšcš rekonstrukcję głowy. Głowa zrekonstruowana metodš geometrii oka dra Muldaszewa. Doktor Muldaszew w następujšcy sposób opisał wyniki pierwszej analizy: Od razu rzuca się w oczy brak nasady nosa, zawsze obecnej na zdjęciach &#8220;normalnych&#8221; par oczu. O czym może œwiadczyć, ten brak? Wiadomo, ze u współczesnego człowieka nasada nosa wsiania wewnętrznš czeœć pola widzenia. Zewnętrzny kšt widzenia wynosi 80 do 90 stopni, ale wewnętrzny tylko 35 do 45 stopni. Dlatego człowiek dysponuje zdolnoœciš widzenia stereoskopowego (za pomocš obu oczu jednoczeœnie, dzięki czemu jest w stanie ocenić trzy wymiary obiektu i odległoœć od niego) we wszystkich kierunkach tylko w zakresie 35-45 stopni, a nie 80-90 stopni. Ta niedoskonałoœć przy œwietle dziennym w niczym nie przeszkadza, przy sztucznym œwietle nabiera nieco znaczenia, ale dopiero przy oœwietleniu o barwie czerwonej naprawdę daje się we znaki, bowiem utrudnia orientacje w przestrzeni. Gdyby nie istniała przeszkoda w postaci nasady nosa, ludzie widzieliby obuocznie, w obrębie 80-90 stopni, we wszystkich kierunkach, co ułatwiałoby orientacja w przestrzeni oœwietlonej czerwonym œwiatłem Głowa zrekonstruowana metodš geometrii oka dra Muldaszewa Muldaszew postawił więc sobie pytanie, czy posiadacz tej niezwykłej pary oczu żył w œrodowisku, w którym był wystawiony na działanie czerwonego œwiatła? Studiował stare księgi i odnalazł u Nostradamusa wzmiankę, że mieszkańcy legendarnego lšdu&#8212;Atlantydy&#8212;żyli w œrodowisku o czerwonej barwie: czerwone było tam niebo, drzewa miały kolor nasyconej czerwieni itd. Nostradamus wyjaœniał to zjawisko w swoich pismach tzw. przeskokiem bieguna Ziemi, na skutek którego doszło do przesunięcia osi planety i do zmiany barwy nieba. Wszystko zdawało się więc wskazywać, że malowidła na œcianach tybetańskich œwištyń przedstawiajš parę oczu istoty należšcej do wymarłej cywilizacji&#8212;oczy Atlanta! Dr Muldaszew pisze dalej: Po drugie &#8211; uwagę przycišga niezwykły ksztah górnej powieki wizerunków ze œwištyń. Podczas gdy (...) powieki współczesnych ludzi majš formę wyraŸnego luku, na powiekach z malowideł widać poœrodku uwypuklenie, centralnie nad Ÿrenicš. O czym może to œwiadczyć? Przede wszystkim o tym, ze szczelina pomiędzy powiekami nie była całkowicie zamykana, ponieważ nie pozwalała na to wypukłoœć górnej powieki. W tym wypadku oczy zachowywały zdolnoœć widzenia poprzez boczne obszary. Jako że brak nasady nosa pozwalał na postrzeganie stereoskopowe w całym zakresie pola widzenia, posiadacz tak niezwykle zbudowanego narzšdu wzroku mógł widzieć nawet przy zamkniętych oczach. Jeszcze jedna cecha zagadkowej pary oczu wprawiła okulistę w osłupienie: Wygięte na dół i do wewnštrz kšciki oczu. Taka budowa powoduje wzmożone wydzielanie łez, co jest konieczne do utrzymania odpowiedniej wilgotnoœci mimo szybszego wysychania przy niedomkniętej powiece. Czym wyjaœnić niepełne zamykanie oczu i powišzane z tym stałe zachowanie orientacji wzrokowej? Doktor Muldaszew znalazł jedno tylko rozwišzanie tej zagadki: koniecznoœć ochrony wrażliwej rogówki przy szybkim pływaniu pod wodš! U Nostradamusa naukowiec przeczytał na temat Atlantów, że potrafili oni długo przebywać pod wodš, zakładali nawet i uprawiali podwodne plantacje. Profesor tak oto wyjaœnia swoje dalsze przemyœlenia: Po trzecie, na wizerunkach z tybetańskich œwištyń w miejscu nosa widnieje spiralny otwór. Cóż to takiego? Jeżeli Alianci rzeczywiœcie żyli częœciowo pod woda, otwór ten mógł spełniać role wentyla oddechowego. Podobne otwory, służšce do oddychania, występujš u ssaków morskich (np. delfinów, wielorybów) i w odróżnieniu od zwykłego nosa skutecznie zapobiegajš dostawaniu się wody do dróg oddechowych przy zanurzeniu pod powierzchniš. Po czwarte: na œwištynnych malowidłach, poœrodku nad oczami widoczne jest znamię o kształcie kropli, mniej więcej w tym miejscu, gdzie hinduskie kobiety robiš na czole tradycyjnš kropkę. Znamię to przedstawia prawdopodobnie hipotetyczne &#8220;trzecie oko&#8221;. Wiadomym jest (potwierdzajš to badania embriologiczne), że niegdyœ, w zamierzchłych czasach, u ludzi, występowało trzecie oko. Homo sapiens posiada już tylko szczštkowy jego œlad w postaci gruczołu szyszynki, ukrytego głęboko we wnętrzu mózgu. Przyjmuje się na ogół, iż trzecie oko było organem bioenergetycznym (umożliwiajšcym telepatie itp.) i Ÿródłem &#8220;nadprzyrodzonych&#8221; (dla dzisiejszego człowieka) umiejętnoœci: zdalnego transferu myœli, wpływania na grawitacje, leczenia chorób itd. Powstaje jednak pytanie: jeżeli na œcianach œwištyń rzeczywiœcie przedstawiono oczy Aliantów, dlaczego znajdujemy je właœnie w Tybecie? Ernest Muldaszew i jego asystenci znaleŸli wytłumaczenie tego faktu. Szczegółowy opis zawarty w jego obszernej ksišżce postaram się streœcić na kilku stronach. Naukowcy zabrali ze sobš wizerunek zrekonstruowanej głowy i wyruszyli na ekspedycję w Himalaje, zaczynajšc od Indii, przez Nepal, aż do Tybetu. Spotykali przedstawicieli różnych klasztorów i przeżywali jednš niespodziankę za drugš. Wszyscy, którym pokazywano komputerowš symulację, nie okazywali wcale zdziwienia czy niedowierzania, lecz zdawali się od razu wiedzieć, o co chodzi. Na przykład hinduski mnich, swamin Daram zapytał od razu: Czy znaleŸliœcie jego ciało w górach? Albo w morzu? Dr Muldaszew wyjaœniał zawsze&#8212;również innym &#8220;wtajemniczonym&#8221;&#8212;że stworzył ten obraz na podstawie parametrów geometrycznych oczu namalowanych na œwištynnych œcianach. Krótko mówišc, wszyscy mędrcy, których odwiedziła ekspedycja, wiedzieli najwyraŸniej, kim jest istota z ilustracji, ale żaden nie chciał udzielić konkretnych informacji. Wszystko, co udało się ustalić profesorowi podczas tej i innych podróży, można podsumować następujšco: Wyglšd stworzenia nie został zrekonstruowany bezbłędnie. Jest to istota nie należšca do naszej cywilizacji, lecz jednej z poprzednich. Zanim na Ziemi wydarzył się kataklizm, znany&#8212;chociażby z Biblii&#8212;jako potop, istniały już wysoko rozwinięte kultury&#8212;Aliantów, przed nimi Lemurian, a wczeœniej jeszcze inne. Atlanci, Lemurianie, a także nieliczni ludzie posiadajš (względnie posiadali) zdolnoœć przechodzenia w stan œwiadomoœci zwany samadhi, który polega na wyhamowaniu do zera procesów życiowych w organizmie i konserwowaniu w ten sposób ciała. Można to porównać do snu zimowego u zwierzšt. Według pewnego hinduskiego swamina umożliwia to medytacja tak efektywna, że doprowadza do połšczenia biopola człowieka z wodš w organizmie, co powoduje z kolei, że woda zaczyna oddziaływać na organizm. Samadhi jest więc najwyższš formš medytacji. Gdy ciało przejdzie w stan samadhi, może pozostać bez zmian, niejako zakonserwowane i niezagrożone œmierciš, nie tylko przez lata, ale nawet przez tysišclecia, jak twierdzš mędrcy z Himalajów. W tym stanie dusza znajduje się poza ciałem, jest z nim jednak połšczona tzw. srebrnym sznurem. Ten sznur, mienišcš się srebrzyœcie wstęgę energii, porównać można do pępowiny albo do kabla elektrycznego łšczšcego dwa wymiary. Gdy człowiek umiera, jego srebrny sznur odłšcza się od doczesnej powłoki, przerywajšc dopływ energii życiowej. O ile przecięcie pępowiny oznacza przyjœcie na œwiat, tak odłšczenie srebrnego sznura równoznaczne jest z narodzinami na tamtym œwiecie. W stanie samadhi połšczenie srebrnym sznurem utrzymuje się dowolnie długo. Można to osišgnšć w temperaturze +4° C, panujšcej zwykle w jaskiniach i pod powierzchniš wody. Gdy dusza powraca do ciała, medytujšcy budzi się z samadhi i powraca do &#8220;normalnego&#8221; życia. Lekarz badajšcy osobę przebywajšcš w samadhi&#8212;takie badanie przeprowadzono np. u Sri Ramakrishny&#8212;stwierdzi fizycznš œmierć: brak pulsu, brak wskazań EKG i EEG. Temperatura spada, a ciało nieruchomieje i kamienieje, jest niezwykle twarde i zimne. &#8220;Stan skamieniało-nieruchomy&#8221;&#8212;to pojęcie powszechnie stosowane przez uczonych studiujšcych samadhi. Doktor Muldaszew przekonany jest, że odkrył wielkš tajemnicę Himalajów, a mianowicie tę, że w jaskiniach rozsianych w całym paœmie gór znajdujš się istoty w stanie samadhi, przebywajšce tam nawet od wielu tysišcleci i tworzšce tzw. zasób genetyczny ludzkoœci. Gdyby więc kiedykolwiek&#8212;tak jak w przypadku Atlantydy&#8212;doszło do całkowitego zniszczenia powierzchni Ziemi i wyginięcia rodzaju ludzkiego&#8212;istoty te mogš przebudzić się w dowolnym momencie, dysponujšc nie tylko pełniš wiedzy zebranej przez tysišclecia, ale także przypisywanymi im zdolnoœciami nadprzyrodzonymi: telepatiš, teleportacjš itd. Istoty kryjšce się w jaskiniach sš więc depozytariuszami prastarej mšdroœci. Bardzo niewielu ludzi, ewentualnie rodzin, ma dostęp do tych jaskiń i od pokoleń opiekuje się ich mieszkańcami, zyskujšc dzięki temu rzadkš okazję do zadania im pytań. Do jaskiń można bowiem wejœć tylko za przyzwoleniem istot. Bardzo trudno znaleŸć nawet wejœcia do tych podziemnych grot, tak dobrze ukryte sš przed ludzkimi spojrzeniami. Pod ziemiš działajš zaœ niezwykłe, niezbadane, a dla człowieka œmiertelne siły, które chroniš medytujšcych przed intruzami. Kto odnalazłby mimo wszystko wejœcie i dostał się do œrodka, poczuje się coraz gorzej, aż w końcu dozna zapaœci. Jeœli œmiałek nie zawróci, postrada życie. Kroniki wspominajš o rzadkich przypadkach, kiedy ludziom w pilnej potrzebie zezwalano na wstęp do jaskiń. Jedna z legend głosi: Gdy w XI wieku w Indiach zapanowała długotrwała susza, pewien hinduski ksišżę zdecydował się odwiedzie œwiętš jaskinie, w której zamieszkiwał starożytny mędrzec, aby poprosić go o pomoc. W grocie czyhało wiele niebezpieczeństw, jak choćby węże, zarówno prawdziwe, jak i mistyczne. Trudno było oddychać, na ciało i ducha œmiałka oddziaływały nieznane moce. W stanie medytacji ksišżę zdołał porozumieć się z duchem mędrca. Gdy ten przekonał się, że ksišżę działa w dobrych zamiarach, chce pomóc ludziom, pozwolił mu wejœć. Jaskinia była bardzo duża, składała się z dwunastu komnat. W jednej z komnat ksišżę odnalazł mędrca znajdujšcego się w stanie samadhi. Jego dusza unosiła się obok. Ciało miał wysuszone, ale żył. Człowiek ten przebywał pod ziemiš już od 1600000 lat. Uchylił nieco powiek. Hinduski ksišżę zaczšł mówić do niego w sanskrycie, proszšc o pomoc. Mędrzec dat znać oczami, że go rozumie i wskazał na przedmiot wiszšcy na œcianie&#8212;mistyczny pierœcień. Władca wzišł pierœcień i ruszył ku wyjœciu. Po drodze widział jeszcze jednego człowieka w stanie samadhi, księcia sikhów, który rozpoczšł medytacje w V wieku, a w XVII wieku&#8212;jak donoszš kroniki&#8212;powrócił do normalnego życia. Przy wyjœciu z groty na księcia czekało osiem wężów. Jeden z nich skropił swojš krwiš mistyczny pierœcień. Krople krwi uniosły się ku niebu i wkrótce zaczęło padać. Do tej samej jaskini udał się w 1637 roku niejaki Devendra Lowndel, który do dziœ przebywa tam w stanie samadhi. Potem nikt już nie wchodził do jaskini. Pewien lama, z którym Muldaszew rozmawiał o tych sprawach, wyjawił jeszcze więcej: W północnej częœci Tybetu jest jaskinia, w której od wielu stuleci zamieszkuje&#8212;w stanie samadhi&#8212;człowiek o imieniu Moze Sal Dzyang. Okoliczni duchowni regularnie go widujš. Nie sš to zadni niezwykli ludzie, po prostu normalni mnisi. Aby wejœć do groty nie potrzeba niczyjego pozwolenia, wejœcie nie jest niebezpieczne. Trzeba tylko mieć uczciwe zamiary, nie wolno tez fotografować ani rozmawiać&#8212;to byłoby œwiętokradztwo. Na końcu swej opowieœci lama dodał, że za względu na chińskš okupację Tybetu podróżowanie w te rejony byłoby bardzo niebezpieczne. W tym miejscu nasuwa się pytanie, dlaczego Chińczycy w ogóle tak bardzo zainteresowali się Tybetem? Może ze względu na wiele kryjšcych się tam tajemnic? Kiedy armia chińska zajęła Tybet, wielu tamtejszych duchownych zmuszono torturami do zeznań i wyjawienia lokalizacji œwiętych jaskiń. NajeŸdŸcy odnaleŸli i przeszukali zatem wiele z nich, tropišc zarówno ludzi medytujšcych w samadhi, jak i łamów, szukajšcych tam schronienia. Wspomniany już wczeœniej lama, rozmówca doktora Muldaszewa, opowiedział mu o następujšcym zdarzeniu. Pewien mnich przeniósł się w 1960 roku w stan samadhi i pozostawał w nim&#8212;przebywajšc w jednej z jaskiń&#8212;do 1964 roku. Siostrzeniec lamy wraz z przyjaciółmi kilkakrotnie odwiedzał medytujšcego i donosił, że mężczyzna ów siedzi w pozycji Buddy, nieruchomy i skamieniały. OdnaleŸli go tam chińscy komuniœci i umieœcili w więzieniu. Tam stężenie ciała mnicha stopniowo ustšpiło, powrócił do życia. Od 1964 do 1987 roku przebywał w więzieniu o zaostrzonym rygorze, a następnie został zwolniony. Niestety, nie wiadomo nic o jego dalszych losach. Nasuwa się oczywiœcie pytanie, w jaki sposób Chińczycy zdołali wedrzeć się do jaskini, pomimo chronišcej jš mistycznej bariery? Otóż, jak wynika z informacji uzyskanych od lamy, siła mentalna ludzi z naszej cywilizacji, medytujšcych w samadhi, jest znacznie słabsza od mocy Atlantów, dlatego ochrona jest bardzo słaba lub w ogóle nie działa. Wyjaœnił, że wszystko zależy od rozwoju &#8220;trzeciego oka&#8221;, które u mieszkańców Atlantydy było w pełni ukształtowane, natomiast u ludzi istnieje tylko w szczštkowej formie. Mimo to, jak donosi lama, w pewnej jaskini na południu Tybetu widziano ciała o niezwykłej wielkoœci, powieszone przez Chińczyków u wejœcia do groty. Być może ochronna tarcza okazał się zbyt słaba, by powstrzymać tak dużš liczbę napastników? Z drugiej strony wiadomo również, że wielu Chińczyków zginęło podczas prób wtargnięcia do jaskiń samadhi. Podobno z tego względu zrezygnowali z podziemnych obław. Lama opowiadał o historii, jaka wydarzył się w okolicach innej jaskini w południowym Tybecie. Przy wylocie znaleziono wielu martwych chińskich żołnierzy, leżšcych z wykrzywionymi grymasem bólu twarzami, ale bez jakichkolwiek fizycznych obrażeń. NajwyraŸniej zabiła ich siła mentalnej bariery. W innym miejscu z kolei mieszkańcy okolicznych wiosek na własne oczy widzieli, jak kilkudziesięciu żołnierzy wybiegło z jaskini, wrzeszczšc jak opętani trzymali się za brzuchy i głowy. Biegali bez celu dookoła, a potem jeden po drugim padali na ziemię bez życia. Doktor Muldaszew zebrał podczas swoich podróży sporo informacji na temat poprzednich cywilizacji (podobno były aż 22). Cywilizacje te osišgnęły bardzo wysoki poziom techniczny, zostały jednak zniszczone albo przez kosmiczne katastrofy, albo wskutek autodestrukcji. Te same katastrofy (uderzenie meteorytu, zlodowacenie itp.) zmieniły również klimat na naszej planecie, zatem wyglšd kolejnych generacji humanoidów zmieniał się, gdyż musieli dopasować się do zmodyfikowanych warunków. Niewiele wiadomo na temat cywilizacji przedatlantydzkich. Nieco danych zawierajš publikacje Rudolfa Steinera i Heleny Blavatzky. Istniał podobno lšd zwany Hyperborea, położony w miejscu dzisiejszego bieguna południowego. W zamierzchłych czasach gęsto zaludniona była Grenlandia. Tam, gdzie dziœ rozcišgajš się wyspy Japonii, znajdowało się tzw. Imperium MU, natomiast Lemuria leżała gdzieœ na Oceanie Spokojnym. Przyjmujšc, że Ziemia poruszała się wówczas po innej orbicie, czego rezultatem była również odmienna od obecnej siła grawitacji, można wysunšć przypuszczenie, że istoty zamieszkujšce naszš planetę wyglšdały inaczej od dzisiejszych ludzi&#8212;były większe i miały być może nie takš fizyczno&#8212;psychicznš postać jak my. Żyły w tym samym czasie, co dinozaury, na co wskazujš różne znaleziska archeologiczne. Zdaniem Muldaszewa pierwsi Lemurianie byli ogromnego wzrostu (do 20 metrów), mieli cztery ręce i dwie twarze, przy czym tylna posiadała w pełni rozwinięte trzecie oko. PóŸniejsze generacje upodobniły się już bardziej do Atlantów&#8212;dwie ręce, jedno oblicze, trzecie oko ukryte we wnętrzu czaszki. Potomkowie Lemurian, nazwani przez Muldaszewa Lemuro&#8212;Atlantami, osišgnęli bardzo wysoko poziom rozwoju technicznego, podejmowali loty kosmiczne i żyli w zgodnym sšsiedztwie z Lemurianami. Jeœli chodzi o opis wyglšdu Lemurian, podchodzę do niego sceptycznie, zwłaszcza w kwestii ich rzekomych czterech ramion i dwóch twarzy. Dr Muldaszew, podajšc te informacje, powołuje się na doniesienia Heleny Blavatzky. Konkretniejsze dane posiadamy na temat Atlantydy. Ten wielki kontynent&#8212;wyspa stopniowo pogršżał się w oceanie. Ze względu na położenie tego lšdu i panujšcy tam klimat&#8212;bardzo ciepły i wilgotny&#8212;tamtejsza flora wyraŸnie różniła się od znanej nam. Wiele gatunków rosło pod wodš, a sami Atlanci wykształcili cechy pozwalajšce na egzystencję zarówno na lšdzie, jak i pod wodš (błony pomiędzy palcami i wspomniane już wczeœniej szczegóły budowy oczu i nosa). Niebo miało wówczas czerwonawe zabarwienie, zaœ Atlanci skonstruowali niezwykłe maszyny latajšce, które dziœ nazwalibyœmy latajšcymi talerzami&#8212;pojazdy poruszane pewnego rodzaju napędem antygrawitacyjnym. Mieszkańcy tego kontynentu dysponowali &#8220;ukierunkowanš energiš mentalnš&#8221; (zdolnoœć telekinezy), która umożliwiała im manipulowanie przedmiotami za pomocš siły myœli, podobnie jak Uri Geller i dzieci&#8212;media, które spotkałem na Hawajach, potrafiš zdeformować przedmioty na odległoœć lub unieœć je w powietrze. Atlanci używali tej mocy do wznoszenia budowli. Piramidy w Gizie to prawdopodobnie ostatnie wielkie pomniki Atlantydy. Niezwykła potęga Atlantów i znajomoœć praw natury bywała jednak wykorzystywana również w destrukcyjny sposób. Poprzez krzyżówki genetyczne wyhodowano zmutowane istoty, częœć ludnoœci cierpiała pod uciskiem. Wreszcie doszło do katastrofy&#8212;olbrzymi potop dotknšł większš częœć kuli ziemskiej. Fala zmiotła z powierzchni ziemi miasta Atlantów, a główna częœć kontynentu pogršżyła się w odmętach. W literaturze przedmiotu znaleŸć można najróżniejsze próby wytłumaczenia przyczyn katastrofy: uderzenie ciała niebieskiego, eksperymenty z broniš jšdrowš, ingerencja istot pozaziemskich albo powtarzajšce się co 13 tysięcy lat przesunięcie biegunów ziemskich. Spekulacjom nie ma końca. W każdym razie niektórzy mieszkańcy Atlantydy przeżyli i osiedlili się na innych lšdach, gdzie przez tysišclecia dostosowywali się do nowych warunków, m.in. zmieniał się ich wyglšd. Inni z kolei weszli w stan samadhi i do dziœ przebywajš we własnym ciele. Wielu Atlantów schroniło się w najwyższych górach naszej planety, gdzie nie dotarła fala powodziowa. Rozmówcy profesora wyjaœniali mu, że częœć z nich ukryła się w jaskiniach Himalajów, inni zaœ pod piramidami w egipskiej Gizie. Ja sam słyszałem o podobnych historiach w Karpatach, jednak najbardziej znane pochodzš z Andów. W Andach znajduje się system tuneli; podczas moich podróży na Jukatan, do Meksyku i Belize spotkałem osoby, które potwierdzały, że niektóre z tych podziemnych miast wcišż sš zamieszkane. W 1999 roku pojechałem do Peru i Boliwii, w 2001 roku razem ze Stefanem Erdmannem do Brazylii, a w 2002 roku do Chile, przy czym wszystkie te podróże służyły poszukiwaniom informacji o systemach podziemnych tuneli. Zarówno w Peru, jak i w Brazylii uzyskaliœmy całkowite potwierdzenie naszych teorii. Więcej na ten temat znajdzie się być może kiedyœ w odrębnej publikacji&#8212;tutaj za bardzo odeszlibyœmy od zasadniczego wštku. Inni Atlanci żyjš obecnie w głębinach oceanu i doskonale przystosowali się do wodnego œrodowiska. O teorii przedstawiajšcej kulę ziemskš jako pustš w œrodku skorupę już mówiliœmy, tak samo jak o zdumiewajšcych relacjach badaczy polarnych na temat otworów w powierzchni Ziemi na biegunach, przez które to otwory rzekomo dostać się można do wnętrza Ziemi. Czyżby tam również osiedliły się niedobitki atlantydzkiej cywilizacji? Ernest Muldaszew usłyszał też od tybetańskich mędrców o tak zwanych prorokach œwiata, czyli ludziach żyjšcych od tysięcy lat, którzy co parę stuleci &#8220;budzš się&#8221; ze stanu samadhi, aby przekaza㠜wiatu swš wiedzę, a następnie na powrót &#8220;zasypiajš&#8221;. Mamy więc do czynienia z istotami, które co kilka wieków wychodzš z samadhi i pojawiajš się wœród nas. Podobnie uczy historia na temat kolejnych wcieleń Buddy. Pierwszy Budda nazywał się Tonpa Shenrab, objawił się przed 18013 laty w Tybecie, w kraju zwanym Shambhala i przekazywał ludziom duchowe przykazania. Jego œladami podšżały kolejne wcielenia Buddy. Z głoszonych przez niego nauk dowiadujemy się, że na Ziemi pojawi się 1002 proroków. Ilu z nich już nawiedziło naszš planetę, nie wiadomo, natomiast Buddę po raz ostatni widziano przed 2044 laty. W relacjach z tamtych czasów zwraca uwagę opis jego niezwykłego wyglšdu, 32 cechy, które odróżniały go od &#8220;normalnych&#8221; ludzi. Najważniejsze z nich to: &#8226; błony między palcami dłoni i stóp (prawdopodobnie służyły do pływania), &#8226; brak podbicia na stopach, &#8226; ramiona sięgały aż do kolan, &#8226; męski organ płciowy ukryty w fałdach skóry, niewidoczny na zewnštrz, &#8226; złote zabarwienie skóry, &#8226; białe loki ze srebrnym połyskiem, &#8226; na głowie okršgła wypukłoœć, &#8226; długi język, którym dosięgał uszu i nasady włosów, &#8226; 40 zębów bez przestrzeni międzyzębowych. Taki opis, o ile odpowiada prawdzie, wskazuje, że Budda albo należał do jednej z prehistorycznych cywilizacji (Aliantów lub Lemurian), albo też był przybyszem z innej planety. Postawmy jednak kilka zasadniczych pytań. Do czego mógłby służyć genetyczny rezerwuar? Do zachowania cielesnych powłok istot, które kiedyœ, dawno temu, zamieszkiwały naszš planetę? Ale jaki miałoby to sens, skoro przecież duch panuje nad materiš? OdpowiedŸ na te pytania jest dla prof. Muldaszewa jasna: cielesna forma kształtowała się długo w procesie ewolucji, dostosowujšc się do zewnętrznych warunków, panujšcych w otoczeniu. Dusza potrzebuje przecież ciała, by uczestniczyć w &#8220;grze życia&#8221; w materialnym œwiecie. Dlatego sensowniejsze wydaje się przechowanie ciała niż stworzenie go od nowa. A poza tym każda komórka zawiera przecież w sobie wspomnienia przeszłoœci. Tak więc samadhi jest swego rodzaju szalupš ratunkowš dla ludzkoœci, bowiem w tym stanie przez stulecia można przechowywać powłoki cielesne i w razie potrzeby odtworzyć cywilizację. Wiele cywilizacji uległo już zagładzie i za każdym razem ludzie budzšcy się ze stanu samadhi tworzyli zalšżek &#8220;nowej ludzkoœci&#8221;. Również nasza obecna kultura znajduje się tuż przed szczytowym momentem swojego rozwoju, który zbiegnie się w czasie z &#8220;oczyszczeniem&#8221;, jak zgodnie twierdzš proroctwa z różnych okresów dziejów i wszelkich częœci œwiata. Wszystkie te przepowiednie podajš też, że dzieje Ziemi rozpocznš się od nowa, donoszšc także&#8212;co ciekawe &#8211; o technologiach przyszłoœci, lotach kosmicznych i kontakcie z istotami zamieszkujšcymi wnętrze globu (patrz także Buch 3&#8212;Der Dritte Weitkrieg&#8212;Księga trzecia&#8212;trzecia wojna œwiatowa &#8211; mojego autorstwa). Oto, co opowiada nam na ten temat Charles Berlitz: W sercu Azji, wœród pustyń Mongolii i gór Tybetu ludzie od wielu wieków przekazujš sobie z ojca na syna pełnš tajemnic i mistyki legendę o Agarthi i jego władcy, Królu Œwiata. Owo Agarthi jest królestwem położonym we wnętrzu Ziemi, składajšcym się z olbrzymich jaskiń pod płaskowyżem œrodkowoazjatyckim. Dawne plemiona dotarły do tych grot przez tajemne wejœcia i zaludniajš je do dziœ dnia. To podziemne Shangri&#8212;La wcišż podobno istnieje pod rzšdzonš przez komunistów powierzchniš. Ilekroć jego władca. Król Œwiata, dokonuje przepowiedni, milknš ptaki i inne zwierzęta. Przed setkami lat ów władca wypowiedział proroctwo, które&#8212;liczšc od momentu jego rzekomego dokonania&#8212;ziœcić się winno w drugiej połowie XX wieku. Ludzie zaniedbajš coraz bardziej swe dusze&#8230; najgorsze zepsucie zapanuje na œwiecie. Ludzie stanš się żšdnymi krwi zwierzętami i pragnšc będš krwi swoich braci. Półksiężyc okryje się ciemnoœciš, a jego wyznawcy pogršżš się w kłamstwach i wojnach nie majšcych końca&#8230; Korony spadnš z głów królów&#8230; Wybuchnie straszliwa wojna pomiędzy wszystkimi narodami œwiata. Zagłada dotknie całe nacje&#8230; Głód&#8230; przestępstwa nieznane prawu, nie do pomyœlenia niegdyœ&#8230; przeœladowani œcišgnš na siebie uwagę całego œwiata&#8230; Dawne trakty zapełniš się masami ludu, cišgnšcego z jednego miejsca w drugie&#8230; Największe i najpiękniejsze miasta stanš w płomieniach&#8230; Rodziny będš rozdzielane, wiara i miłoœć zniknš&#8230; Œwiat opustoszeje&#8230; Po pięćdziesięciu latach pozostanš tylko trzy wielkie narody&#8230; A pięćdziesišt lat póŸniej rozpocznie się wojna, trwajšca 18 lat, a także nastšpiš rozmaite katastrofy, po czym ludy Agarthi opuszczš swoje podziemne groty i wyjdš na powierzchnie&#8230; Zgodnie z badaniami prof. Muldaszewa jaskinie samadhi podzielić można na trzy kategorie: 1. groty z ludŸmi naszej cywilizacji (Saint Germain?), 2. pieczary z Atlantami albo istotami z jeszcze starszych kultur (Lemuria, Hyperborea), 3. jaskinie zamieszkane zarówno przez ludzi, jak i istoty dawnych cywilizacji. Doktor Muldaszew zdołał osobiœcie dotrzeć do dwóch &#8220;opiekunów&#8221; jaskini kryjšcej co najmniej jednego Antlanta i zaprzyjaŸnić się z nimi. Starszy z dwóch mężczyzn nie odwiedza już jaskini (ma 95 lat), młodszy zaœ chodzi tam zawsze raz w miesišcu&#8212;przy pełni Księżyca albo 11 lub 12 dnia po pełni. Młodszy &#8220;opiekun&#8221; opowiedział, że już na tydzień wczeœniej rozpoczyna medytację, a gdy wejdzie do pierwszej komnaty w grocie, modli się ze wzmożonš siłš i medytuje coraz głębiej. Ernest Muldaszew i towarzyszšcy mu Walerij Łobankow nie dowiedzieli się zbyt wiele od tego mężczyzny. Więcej wyjawił im 95-latek, nazwany przez Muldaszewa &#8220;starszym, niezwykłym człowiekiem&#8221;. Profesor nagrał na taœmę tę niezwykle interesujšcš rozmowę i opublikował w swojej ksišżce. Tutaj zacytuję najważniejsze fragmenty. Gdy dr Muldaszew, Walerij Łobankow i tłumacz Kiram usiedli, okulista pokazał starszemu opiekunowi wizerunek Atlanta. Ich rozmówca poczštkowo powtarzał uparcie, że temat jaskiń samadhi to tajemnica i nie wolno mu o tym mówić. Padło wiele pytań, zanim powoli zaczšł się otwierać. Muldaszew opowiada: Pomimo wszystko byłem przekonany, ze w jaskiniach przebywajš ludzie w stanie samadhi, nie dałem wiec za wygranš i znów wróciłem do naszego rysunku. W salach, do których mam dostęp, nie ma ludzi, którzy tak wyglšdajš. Sš podobni&#8230; &#8211; odburknšł staruszek. Walerij i ja spojrzeliœmy na siebie. Walerij wyszeptał:&#8212;Jest ich tam wielu! Skoro w salach, do których ma Pan wstęp, przebywajš ludzie w samadhi, podobnie wyglšdajšcy&#8230; &#8211; tu umyœlnie zrobiłem przerwę. Nie wszyscy wyglšdajš podobnie&#8212;odrzekł starszy, niezwykły człowiek z poirytowaniem. _Ale w innych komnatach jaskini&#8212;cišgnšłem dalej&#8212;znajdujš się zapewne istoty w samadhi, takie same jak ta na obrazku. Nie sš dokładnie takie same. Ale to tajemnica. Powiedziawszy to, wzišł do ręki rysunek i rzucił nagle:&#8212;Ten wizerunek niezwykle mnie poruszył. Skšd go macie? Muldaszew nie odpowiedział na to i zaczšł mówić o trzecim oku. Starzec zaprzeczył, jakoby widział trzecie oko, natomiast o normalnych oczach, nosie i uszach istot w grocie powiedział rzeczy następujšce: Niektórzy majš oczy większe od normalnych, inni zaœ nie. Czy widział Pan w swojej jaskini istoty ze spiralnym nosem&#8212;wentylem? Nie, nosy majš inne. Jedni małe, drudzy duże, jak to ludzie. A w innych salach jaskini, do których nie wolno Panu wchodzić, czy tam mogš być istoty ze spiralnym nosem? To tajemnica. Łobankow nachylił się do mnie i szepnšł:&#8212;To brzmi jak potwierdzenie. Proszę powiedzieć, czy ludzie w grocie majš duże uszy, czy raczej małe, jak na rysunku &#8211; kontynuowałem anatomiczny wywiad. Majš duże uszy, niektórzy nawet bardzo duże. Tak małych uszu jak na obrazku nie widziałem&#8230; A czy majš takie usta jak na naszym rysunku? Starszy, niezwykły mężczyzna, dokładnie przypatrzył się rycinie. Nie, takich ust nie majš. Ich usta sš takie, jak zwykłych ludzi. Ale&#8230; czasami również całkiem inne. A jakie? To tajemnica&#8230; Dr Muldaszew zapytał również o klatkę piersiowš, na co starszy opiekun potwierdził, że niektórzy z lokatorów groty majš klatkę piersiowš większš od normalnej. Dodał, że w jaskini przebywajš istoty różnego wzrostu. Mnie osobiœcie zaciekawiło bardzo kolejne pytanie profesora: Czy ludzie w pieczarze majš nadzwyczaj dużš czaszkę? Bardzo różnie. Jedni majš bardzo dużš głowę, inni doœć dużš, wydłużonš do tyłu, a jeszcze inni całkiem zwyczajnš. Ale wszyscy majš długie włosy. Znów spojrzeliœmy na siebie z Łobankowem. Myœleliœmy o tym samym: w jaskini znalazły schronienie istoty z różnych cywilizacji. Nagle starszy, niezwykły mężczyzna, wzišł do ręki naszš ilustracje i nie czekajšc na następne, pytanie powiedział:&#8212;Mieszkańcy jaskini z twarzš takš jak na rysunku majš duże i silne ciało. Ciało innych, o normalnym obliczu, jest mniejsze i szczuplejsze. Starszy opiekun jaskini samadhi wyjawił, że znajdujš się tam istoty z wydłużonš ku tyłowi czaszkš. Takie fenomeny odnotowywano nie tylko w Tybecie. Głowa na zdjęciu po lewej&#8212;to egipska królowa Nefretete, czaszkę po prawej stronie znaleziono w Boliwii, a więc w Ameryce Południowej. Czy to przypadek ? Łobankow i ja zaniemówiliœmy. Starzec poœrednio przyznał, że w grocie znajdujš się istoty o wyglšdzie odpowiadajšcym naszemu hipotetycznemu Aliantowi (oczywiœcie z pewnymi odchyleniami). A czy widział Pan może u ludzi w jaskini błony pomiędzy palcami ršk i nóg? Nie, nigdy czegoœ takiego nie widziałem. Ich palce sš całkiem zwyczajne, tyle że z bardzo długimi paznokciami. Czy rozpostarli kiedy/palce? Nie, nie zauważyłem&#8230; Muldaszew wypytywał go dalej o oczy&#8212;czy ich górna powieka jest powiększona. Opiekun nie mógł na to odpowiedzieć, bowiem istoty te majš prawie całkiem zamknięte oczy. Wzišł ponownie do ręki rekonstrukcję wyglšdu Atlanta, która najwyraŸniej wywarła na nim duże wrażenie. Kolejne pytania dotyczyły celu istnienia jaskiń, o czym rozmówca uczonych nie chciał jednak rozmawiać. Wyjaœnił, że wtargnięciu intruzów zapobiega ochronna tarcza. Tylko ten, kto przejdzie pomyœlnie próbę medytacji, może wejœć do œrodka. Nikomu się to jednak dotšd nie udało. Kto nie wpuszcza obcych do jaskini? On! Kim jest On? To tajemnica&#8230; Rezerwuar genetyczny ludzkoœci&#8212;w jaskiniach samadhi znaleŸli schronienie przedstawiciele różnych cywilizacji Staruszek opowiedział jeszcze, że istoty trwajš w zupełnym bezruchu, zastygłe w pozycji lotosu. Na pytanie, czy rozmawiał z nimi kiedykolwiek, odrzekł znów, że to tajemnica. PrzeœledŸmy kolejny fragment rozmowy, która staje się teraz nieco ciekawsza: Jak Pan uważa, czy te istoty o niezwykłym wyglšdzie, po tym jak obudzš się z samadhi, mogš żyć jak zwyczajni ludzie? Mogłyby, ale inaczej niż my. Inaczej niż my, to znaczy jak? O to musielibyœcie zapytać lamów. Wiadomo, że Budda także wyglšdał niezwykle. Czy możliwe byłoby, że nagle, powróciwszy z samadhi, wyjdzie z jaskini i objawi się na Ziemi? Tego nie wiem. Czy niezwykłe istoty w jaskiniach przypominajš wyglšdem Buddę? Jedne tak, inne nie. _Ta informacja szczególnie ucieszyła Walerija i mnie, ponieważ potwierdzała nasze œmiałe przypuszczenie na temat istnienia jaskiń zaludnionych w sposób &#8220;mieszany&#8221;, a wiec pełnym spektrum przedstawicieli różnych cywilizacji. Jak Pan myœli, kto przenosi ludzi w stan samadhi? &#8211; zapytałem.&#8221; To będš wiedzieli lamowie&#8212;powtórzył mężczyzna. Może opowiedzieć tylko o tym, co sam wie, skomentował cicho Łobankow. W jakim celu ludzie zapadajš w samadhi na tysišce, nawet na miliony lat? Sadze, że większoœć z nich chce zachować się dla przyszłoœci&#8230; Na pytanie, dlaczego w pieczarach przebywajš nie tylko zwyczajni ludzie, lecz również inni, niepodobni do nas, padła taka odpowiedŸ: Ci o niezwykłym wyglšdzie to starożytni ludzie, którzy już długo trwajš w samadhi. Kto chroni jaskinie? Duch. Czyj duch? Jego. Kim jest On? To wielka tajemnica&#8230; Starszy opiekun wyjaœnił jeszcze, że&#8212;gdy był młodszy&#8212;sprawdzał, czy w grocie wszystko jest w porzšdku. Opisał ponownie przebywajšce tam istoty: siedzš one na tygrysich skórach w pozycji lotosu, z rękami na kolanach. Oczy, do połowy przymknięte, skierowane sš ku górze, tak że nie widać białek. Dotykał ich ciał &#8211; były twarde i zimne. Na koniec rozmowy Muldaszew zapytał, czy byłoby mu wolno wejœć do jaskini. Następnego dnia rzeczywiœcie się tam udał, jednak nie zaszedł daleko. Tuż za pierwszš komnatš rozpoczęły się zjawiska opisane przez Tybetańczyka&#8212;złe samopoczucie i ból głowy, wzmagajšcy się coraz bardziej. Chociaż profesor z całych sił bronił się przed ogarniajšcš go słaboœciš, musiał w końcu zawrócić, gdy ból stał się nie do wytrzymania. Gdy wyszedł, objawy ustšpiły. Spróbował jeszcze dwukrotnie, lecz historia powtórzyła się, więc dał wreszcie za wygranš. Podsumowanie Czego dowiedzieliœmy się dzięki badaniom i osobistym obserwacjom Ernesta Muldaszewa? Jasne staje się, że człowiek nie pochodzi od małpy, lecz jest końcowym produktem (końcowym na tę chwilę) nieskończenie długiej ewolucji na naszej planecie, trwajšcej miliony lat. Istniały przed nami wysoko rozwinięte kultury o stopniu zaawansowania technicznego znacznie większym niż ten, z którym mamy do czynienia obecnie. Mimo to, a może właœnie dlatego, wszystkie ulegały zagładzie. Nieliczni przedstawiciele każdej z minionych cywilizacji schronili się w tajemnych miejscach (jaskiniach, otchłaniach oceanu, podziemnych miastach&#8230;) i trwajš tam w stanie głębokiej medytacji, zwanym przez Azjatów samadhi. Pozwala im to œwiadomie kontrolować procesy przemiany materii do tego stopnia, że ciało ich ulega zakonserwowaniu i staje się nieœmiertelne&#8212;może przetrwać dowolnie długo (oczywiœcie, o ile pieczara nie zawali się i nie pogrzebie swoich lokatorów&#8230;). Jaskinie te&#8212;i inne kryjówki&#8212;stanowiš, zdaniem prof. Muldaszewa, swego rodzaju rezerwę genetycznš, rezerwuar wszelkich istot humanoidalnych, jakie kiedykolwiek zamieszkiwały Ziemię. W razie globalnej katastrofy istoty te mogš być przywrócone do życia, by na nowo zaludnić planetę. Nie można jednak wykluczyć innej jeszcze możliwoœci, która według mnie jest równie wiarygodna i pokrywa się z wynikami moich innych badań. Otóż być może nie chodzi tu wcale o dala, lecz o dusze przynależne do ciał. Te dusze, dysponujšce pradawnym i niezwykle potężnym potencjałem duchowym, sš niewyczerpanym noœnikiem energii, utrzymujšcym przez samš swojš obecnoœć wyższš częstotliwoœć drgań Ziemi i wyższy poziom energii. Wpływa to na losy całych narodów. Gdyby ciała obumarły, a dusze przeszły do wymiaru niematerialnego, częstotliwoœć drgań prawdopodobnie znacznie by spadła, co ułatwiłoby zadanie &#8220;siłom ciemnoœci&#8221;. WyobraŸmy to sobie plastycznie: znajdujemy się w nocy w pomieszczeniu oœwietlonym nie żarówkš, lecz setkami płonšcych œwiec. W większoœci sš to małe, ledwie tlšce się œwiatełka, ale wœród nich stoi także kilka dużych gromnic, które palš się już od dawna i długo jeszcze rozœwietlać będš mrok, podczas gdy normalne œwieczki dawno zgasnš. W podobny sposób możemy spojrzeć na dusze istot w samadhi, prastare i potężne dusze, utrzymujšce pewien niezbędny poziom drgań materii ziemskiej. Niejeden z Was może w tym momencie zaprotestować: nigdy nie słyszał o Atlantach, olbrzymach i tym podobnych dziwach, pewnie nic takiego nigdy nie istniało. Atlanci-olbrzymy? Przecież archeolodzy dawno odkryliby jakieœ szczštki. Oczywiœcie&#8212;dawno je odkryli. W roku 1833 żołnierze budujšcy skład prochu znaleŸli w Lampock Rancho, w stanie Kalifornia, prawie czterometrowy szkielet otoczony muszlami pokrytymi nieznanymi symbolami. Obok szczštków olbrzyma leżał gigantyczny topór bojowy, nasuwajšcy skojarzenia ze skandynawskimi bóstwami. Na pozaziemskie pochodzenie tej istoty wskazujš podwójne rzędy zębów zarówno w górnej, jak i w dolnej szczęce. To jeszcze nie wszystko: w 1891 roku w pobliżu Crittenden (stan Arizona) robotnicy budowlani natrafili prawie 3 metry pod powierzchniš gruntu na olbrzymi kamienny sarkofag. Przy jego wydobyciu obecni byli eksperci i przedstawiciele władz. W sarkofagu zamknięta była trumna ze zmumifikowanymi zwłokami człowieka&#8212;lub istoty do człowieka podobnej&#8212;również niemal czterometrowego wzrostu i z dodatkowš szczególnš cechš: szeœcioma palcami u stóp. Chciałbym przytoczyć jeszcze pewien fakt z moich własnych poszukiwań. Otóż we wrzeœniu 1989 roku spotkałem się w Phoenix, w Arizonie, z młodym Amerykaninem o imieniu Sean. Przebywał on przez półtora roku u Dalajlamy w Dharamsala, w indyjskiej częœci Himalajów. Sean, który ma zdolnoœci medium, ćwiczył tam pod okiem mnichów medytację oraz uczył się korzystać z posiadanej umiejętnoœci jasnowidzenia. Młodzieniec opowiedział mi, jak pewnego razu mnisi zalecili mu post, jako że czekała go inicjacja, co wymaga wewnętrznej czystoœci. Poœcił więc przez kilka dni, aż któregoœ ranka razem z mnichami wyruszył w góry. Wspięli się na niebotycznš wysokoœć i stanęli nagle przed wejœciem do jaskini, której chłopak wczeœniej wcale nie zauważył. Weszli do wnętrza i podšżali przez wiele godzin korytarzami. Sean jeszcze teraz z trudem odważył się mówić o tym, co działo się po drodze. Widział jakieœ straszliwe bestie (użył słowa &#8220;wilkołaki&#8221;), stworzenia z żarzšcymi się na czerwono œlepiami, które tylko czekały, by ktoœ odłšczył od grupy. Siły mentalne dwóch najpotężniejszych mnichów, otwierajšcych i zamykajšcych pochód, powstrzymywały potwory przed atakiem. Gdyby tylko Sean został nieco w tyle, wybiłaby jego ostatnia godzina. Bestie te pilnujš, by nikt niepowołany nie wtargnšł do pieczary i nie dotarł tam, dokšd podšżali właœnie mnisi. Po wielu godzinach marszu dotarli pod ogromnš, wielometrowej wysokoœci złotš bramę i usiedli przed niš w pozycji Buddy. Rozpoczęli wspólnš medytację i po chwili brama stała się przezroczysta. Sean nie wierzył własnym oczom, za bramš dostrzegł bowiem wyraŸnie większš liczbę wielkich postaci ludzkich, również siedzšcych w pozycji lotosu. Istoty te miały złote włosy i złotawš skórę. Nawišzały telepatyczny kontakt z nim i z innymi członkami grupy. Mój rozmówca opisywał, co przy tym odczuwał: jak gdyby jego mózg i całe wnętrze było przeœwietlane, skanowane przez te istoty. Nie potrafił bronić się przed tym, ale nie czuł zagrożenia ani lęku, jedynie władzę, jakš miały nad nim i nad jego myœlami. NajwyraŸniej sprawdzały go, gdyż potem objawiły mu jakšœ tajemnicę, którš nie chciał się ze mnš podzielić. Po kilku godzinach obcowania z dziwnymi postaciami grupa ruszyła w drogę powrotnš do klasztoru, ponownie mijajšc straszliwe bestie. Sean twierdził, że jeszcze kilka razy spoglšdał w górę, w kierunku wylotu jaskini, ale ten jakby zniknšł. W 2000 roku spotkałem młodego człowieka ponownie, tym razem w Monachium. Potwierdził w całoœci swojš opowieœć. I co na to powiecie? Ale to jeszcze nie wszystko&#8212;oto kolejna historia, którš chciałbym się z Wami podzielić. Przed kilku laty poznałem uroczš szwajcarskš damę o imieniu Verena. Była ona gotowa sponsorować pewnego wynalazcę, który twierdził, że jest w stanie skonstruować maszynę działajšcš na bazie wolnej energii. Niestety, nic z tego nie wyszło, osobnik ów okazał się bowiem oszustem i zniknšł wraz ze sporš kwotš pieniędzy. Dobra kobieta bywała już nie raz w Dharamsala i miała nawet okazję rozmawiać z samym Dalajlamš, co było wyrazem uznania za wspieranie klasztoru sporymi sumami. Poprosiłem jš, by przy najbliższej okazji zapytała duchowego przywódcę Tybetu o &#8220;podziemny œwiat&#8221; i królestwa rozcišgajšce się rzekomo pod Himalajami (Shambhala i Agarthi). Spełniła mojš proœbę i na pytanie o istnienie tych œwiatów otrzymała odpowiedŸ: Słyszałem o nich. Wycišgnięcie wniosków z tego zdarzenia pozostawiam Czytelnikom. Rozmowy ze mnš wzbudziły w Verenie ciekawoœć, wypytywała więc mnichów na ten temat. Jeden z nich twierdził, że był już kiedyœ w takim podziemnym królestwie. Gdy jednak wrócił do klasztoru i chciał zaprowadzić współwyznawców do wylotu jaskini, by udowodnić swoje przeżycia&#8212;nie znalazł ponownie wejœcia. Wszystkie te opowieœci potwierdzajš teorie sformułowane przez Muldaszewa i wskazujš ten sam kierunek dalszych poszukiwań. Może zastanawiacie się teraz, dlaczego o wszystkich tych faktach i zdarzeniach milczš nasi naukowcy, dlaczego nie donosi o nich telewizja? Pewnie z tego samego powodu, z jakiego ukrywana jest informacja o szczštkach autentycznej syreny, przechowywanych w pewnym japońskim klasztorze. W japońskiej œwištyni Karukayado w Hashimoto przechowywane sš zmumifikowane zwłoki syreny, liczšce sobie 1400 lat i 65cm długoœci. Badania medyczne wykazały, że nie jest to fałszerstwo, sztuczna &#8220;składanka&#8221;, jak uważajš sceptycy. Górna częœć ciała jest rzeczywiœcie ludzka, dolna zaœ wykazuje genetyczne cechy ryby. Czy takie istoty to rezultat &#8220;pomyłki natury&#8221;&#8212;podobnie jak rodzšce sięniekiedy dzieci z wadami genetycznymi (na przykład z dwiema głowami), czy też stanowiš może dowód na to, że nasi praprzodkowie prowadzili eksperymenty genetyczne ? Ponieważ z punktu widzenia możnych tego œwiata&#8212;nic Wam do tego, wręcz nie powinniœcie o tym wiedzieć, gdyż mogłoby to wywrócić do góry nogami Wasz œwiatopoglšd. Zgodzicie się chyba ze mnš, że Atlanci, ludzie w jaskiniach samadhi i tym podobne rewelacje to coœ trochę ciekawszego od naszych polityków, wiadomoœci sportowych albo wieczoru w dyskotece&#8230; Fragment ksišżki &#8220;Ręce precz od tej ksišżki&#8221; Jana van Helsinga
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 9
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.