|
|
Niewidzialne rozmowy
Sensacjš prasowš lat poprzedzajšcych I wojnę wiatowš było zamieszczone w "Progress Thinker" sprawozdanie prof. Choa. Czytamy tam, że szecioletni Erwin Goward ze stanu Alabama (USA) w zadziwiajšcy sposób porozumiewał się ze zwierzętami domowymi. Na przykład chłopiec opowiadał domownikom, że przed chwilš wysłuchał zwierzeń psa, na temat zagryzionej przez niego wczoraj owcy, z podaniem miejsca wypadku. Muł skarżył mu się, że jest chory, bolš go kolana i chyba nie będzie mógł jutro chodzić. Wszystko po sprawdzeniu okazywało się zgodne z rzeczywistociš. Sšsiedzi zaczęli korzystać z tej zdolnoci chłopca, proszšc go o porednictwo w razie choroby zwierzšt. Kiedy wezwany do chorego konia "pomówił" z nim i owiadczył, że przyczynš dolegliwoci jest zepsuty zšb, którego miejsce wskazał; po usunięciu zęba koń wyzdrowiał. Od rozjuszonego byka dowiedział się, że tkwi mu gwód w kopycie, który rzeczywicie znaleziono i wyjęto. Zwierzęta miały do chłopca nieograniczonš ufnoć i nigdy nie wyrzšdziły mu żadnej krzywdy. Erwin, będšc niemowlęciem, rzekomo wyczuwał telepatycznie myli matki: kaprysił, gdy tylko powzięła zamiar wykšpania go, wcale tego głono nie wypowiadajšc.
Sławny rosyjski treser zwierzšt Władimir Durow (1863-1934) współpracował przez dłuższy czas z prof. Bechteriewem, dostarczajšc mu materiału do badań nad telepatiš. Zwierzęta Durowa wykonywały nawet bardzo nieraz skomplikowane polecenia, wydawane im przez tresera wyłšcznie w myli. Podczas jednego z dowiadczeń Bechteriew wręczył Durowowi kartkę z instrukcjš, którš Durow miał przekazać telepatycznie psu Marsowi. Treser ujšł wówczas głowę psa w dłonie i długo w milczeniu wpatrywał się w jego oczy. Nagle Mars uwolnił się z ršk swego pana i pobiegł do małego pomieszczenia za pracowniš; pomieszczenie to było psu dotychczas nie znane. Stały tam trzy stoły pełne papierów i ksišżek. Pies rozejrzał się i stajšc na tylnych łapach popatrzył na pierwszy i drugi stół, następnie podbiegł do trzeciego. Zrzucił zeń leżšcš tam ksišżkę telefonicznš, chwycił jš w zęby i przyniósł do laboratorium. Mars wykonał dokładnie to, czego zażšdał prof. Bechteriew.
Wyniki wielu eksperymentów telepatycznych wskazujš, że przekazywanie myli tš drogš zdaje się jakby "omijać język".
Dr Carl Schleicher, amerykański psychiatra działajšcy również na polu psychotroniki, zabrawszy głos podczas sesji zamykajšcej Kongres Badań Psychotronicznych w Pradze (1973), wyraził nadzieję, że być może już w niedalekiej przyszłoci "rozmowy" ludzi ze zwierzętami przestanš być tylko tematem bajek dla dzieci.
Dla uzupełnienia przytoczmy rozmowę w. Franciszka z Asyżu z ptakami:
Franciszek podšżał dolinš Spoletańskš. Przybliżył się do pewnego miejsca blisko Bevagna, w którym zgromadziła się wielka chmara ptaków różnego rodzaju, gołębi, młodych wron i innych, zwanych pospolicie mniszkami. Kiedy więty sługa Boży Franciszek zobaczył je, zostawił towarzyszy na drodze i ochoczo podbiegł do nich, jako że był człowiekiem wielkiej żarliwoci, a stworzenia niższe i nierozumne darzył uczuciem szacunku i miłoci.
A gdy był już całkiem blisko i zobaczył, że na niego czekajš, pozdrowił je w zwykły sposób. Zdziwił się niemało, że ptaki nie zrywały się do ucieczki, jak to zwykły czynić. Ogromnie ucieszony, pokornie je poprosił, żeby posłuchały słowa Bożego. Wród wielu rzeczy, jakie im powiedział, dodał także, takie uwagi: „Bracia moi, ptaki, winnicie bardzo chwalić zawsze i kochać waszego Stwórcę, który dał wam pióra na odzienie, skrzydła do latania i wszystko, co wam było potrzebne. Bóg uczynił was szlachcicami wród stworzeń i przydzielił wam mieszkanie w czystym powietrzu; choć nie siejecie, ani nie żniwujecie, On jednak opiekuje się wami i wami rzšdzi, bez żadnej waszej troski.” Na te słowa, jak sam mówił i bracia, co z nim byli, owe ptaki w przedziwny sposób wyrażały swš radoć zgodnie ze swojš naturš — wycišgały szyje, rozpocierały skrzydła, otwierały dzioby i patrzyły na niego.
On za przechodził przez rodek nich i wracał, a tunikš dotykał ich główek i ciał. Wreszcie pobłogosławił im, a nakreliwszy znak krzyża, udzielił im pozwolenia, by poleciały na inne miejsce. Sam za więty ojciec poszedł razem ze swymi towarzyszami, cieszšc się i dzięki składajšc Bogu, którego wszystkie stworzenia chwalš w pokornym wyznaniu. A że już wtedy był człowiekiem prostym, prostotš łaski nie natury, zaczšł się oskarżać o zaniedbanie, iż przedtem nigdy nie kazał do ptaków, co z tak wielkš czciš słuchały słowa Bożego. I tak się stało, że od owego dnia pilnie zachęcał wszystkie istoty latajšce, wszystkie zwierzęta i wszystkie pełzaki, a także stworzenia, które nie majš czucia, do chwały i miłoci Stworzyciela. A to dlatego, że codziennie wezwawszy imienia Zbawiciela, z własnego dowiadczenia poznawał ich posłuszeństwo.
Brat Tomasz z Celano,
o życiu więtego Franciszka z Asyżu.
Wczesne ródła Franciszkańskie.
|