|
|
Władca sumienia
Autor: Zbigniew Żbikowski
"Joannie Solan"
"Twoja przeszłoć jest ważna ponieważ to ona
doprowadziła Cię do miejsca, w którym jeste,
ale jeszcze ważniejszy jest sposób w jaki widzisz
swojš przyszłoć."
dr Tony Compolo z Eastern College
Pensylwanii
Pewien młody człowiek opowiedział mi kiedy swojš historię, którš warto poznać.
Jest wysoce prawdopodobne, że ta opowieć pomoże Tobie w uzyskaniu odpowiedzi na nurtujšce Cię pytania. Jakie to pytania? Przeczytaj tš krótkš opowieć, a pytania same się Tobie nasunš.
Jest faktem, że możesz formułować pytania w dziedzinie, którš choć trochę przestudiowałe. Wtedy jest dużo łatwiej pytać. Jednak dopiero trafne pytania dajš Tobie prawo by oczekiwał trafnych odpowiedzi.
Ja sam nie wiem, czy to o czym mój rozmówca mi opowiedział było snem, wizjš czy może jedynie urojeniem.
To nie ma znaczenia . Ty też możesz dowiadczyć takiego uczucia. Może stanie się to dzięki temu opowiadaniu.
Był taki dzień, gdy jego wyobrania przeniosła go w przyszłoć. Jak bardzo była ona odległa w czasie tego nie wiadomo, ale wiadomo że to co wtedy przeżył nadejdzie nieuchronnie dla każdego z nas. Wizja była bardzo realistyczna, przedstawiała bowiem godzinę jego mierci.
-Tak, to jest twoje ostatnie tchnienie - mówił jego wewnętrzny głos - Zobacz czego dokonałe w życiu - powiedział spokojnie.
Nagle znalazł się w swoim dzieciństwie. Szarpał swojš starszš siostrę za włosy. Denerwowała go. Wszystko go wtedy denerwowało. Był niesamowitš beksš. Gdy na to patrzył zrobiło mu się żal tego, że nie był dżentelmenem wobec własnej siostry. Kilka razy oberwała w skórę od mamy za jego psoty...
Wizja przemijała bardzo szybko. Można by rzec, że w jednej chwili ogarnšł całe swoje przeszłe życie.
Tak jak w programie komputerowym mógł przeglšdać prawie wszystkie jego elementy. Prawie, gdyż w żaden sposób nie mógł zobaczyć okresu, który zaczynał się w dniu 24 grudnia 1998 roku i trwał aż do momentu jego końca.
To go zaintrygowało bardzo mocno. Czuł, że sens życia jakie miał za sobš był ukryty włanie w tym okresie.
- Dlaczego nie mogę tego zobaczyć? - pytał oczekujšc odpowiedzi. - Ja muszę wiedzieć, co się wtedy wydarzyło.
Ja muszę poznać prawdę!
Gdy tak domagał się prawdy o swoim życiu gdzie w nim odezwał się Głos. Nawet nie będę próbował go opisać, gdyż nie sposób słowami oddać jego piękna oraz miłoci jaka z niego emanowała.
- Czego spodziewasz się po tych stronach twojego życia? Jakie ma znaczenie to, co się w nim wydarzyło dla sytuacji
w jakiej się dzisiaj znajdujesz? Wiedz, że odchodzisz z tego wiata. Już nic nie zmienisz w przeszłoci.
-Jak to, ja tak po prostu mam odejć z życia ?! - pytał zaskoczony. - Nawet nie wiem czego dokonałem w tej nieznanej mi częci. Wiem, że to uciekło za szybko - liczył na to, że Głos go usłyszy i odpowie.
Odpowiedział.
- Słuchaj Mnie uważnie, gdyż to co tobie teraz powiem ma dla ciebie istotne znaczenie. Byłe na Ziemi i to się liczy.
Twoje czyny, słowa i myli stworzyły wiat takim jakim go pozostawiłe. Fałszywa skromnoć kazała tobie myleć,
że wystarczy przeżyć swoje życie. Wiedz, że taka postawa nie zyskała Mojego uznania.
Nie podjšłe wyzwania do walki o swoje szczęcie. Schowałe się przed przeciwnociami, by ostatecznie wejć z nimi
w układy. Czego teraz oczekujesz ode Mnie? Mam tobie pomóc? Wiedz, że bardzo tego pragnę, lecz Ja jestem prawem i tego prawa skutkiem. Czyż nie zapomniałe o swej wolnej i nieprzymuszonej woli, dzięki której dokonałe wyboru? Tak, wybrałe, że powrócisz do Mnie zgodnie z prawem skrępowania, a nie zgodnie z prawem swobody.
- Ojcze, to Ty jeste?! - rozpoznał Tego, który mówił do niego. - A co takiego niezwykłego miałem zrobić w moim życiu,
co by Tobie dało radoć? Ja urodziłem się i od tej chwili nic mi w życiu nie wychodziło. Wiesz przecież co się stało z moim pierwszym małżeństwem...
- Zamilcz! Nie o tym chcę słuchać. - mówił Głos. - Znam ciebie, gdyż byłe we Mnie od wiecznoci do chwili obecnej. Wiedz, że miłuję ciebie lecz skutkiem prawa, którym jestem jest twój lęk. Wszak kierowałe się nim przez całe swoje życie. Powiedz Mi dlaczego tak go karmiłe swojš uwagš, że urósł aż do takiej postaci, która pozbawiła ciebie wszystkiego co ci ofiarowałem?
- Cierpiałem Panie mój. Nie znałem sensu życia. Nie wiedziałem co mam zrobić ze swoim życiem. Bałem się przyszłoci. - powiedział.
- Spójrz zatem co tobie pozostało teraz w chwili obecnej prócz lęku. Stał się on twoim nieodłšcznym towarzyszem
na niezmierzone czasu przestrzenie. - Głos zrobił się łagodniejszy niż dotychczas i dodał - Gdybym mógł tobie jako pomóc. Gdybym mógł tobie wczeniej powiedzieć to, co teraz mówię do ciebie. A czy by Mnie poznał, gdyby tak się działo?
- Tak poznałbym Cię Panie! Przecież teraz poznaję.
- Jeżeli tak twierdzisz to wiedz, że za twoich dni ziemskich mówiłem do ciebie. Ty jednak kryłe się przede Mnš zamiast słuchać słów tobie danych przeze Mnie. Mówisz, że tam na Ziemi bałe się o przyszłoć. Czy nie miałe marzeń? Tak, marzeń o przyszłoci swoich bliskich i własnej. Dlaczego się od nich odwracałe? Mówisz Mi, że nie poznałe sensu życia. Dlaczego nie realizowałe swoich marzeń? W oparciu o nie mogłe postawić sobie cele i sięgać po nie. Dlaczego tego nie robiłe?
Na chwilę głos zamilkł. Dla niego była to wiecznoć. Chyba wtedy pojšł znaczenie chwili i jej trwania. Głos odezwał się znowu.
- Ja do ciebie mówiłem językiem twojego życia, gdyż tylko w tobie mogłem dać ci się słyszeć. Ja jestem wiatłem!
Tobie jednak mogłem dać się widzieć jako twoje życie. Z głębi duszy twojej mówiłem do ciebie, by Mnie znalazł i dzięki swojej ziemskiej wiadomoci Mnie ujrzał. Ty jednak tak bardzo troszczyłe się o sprawy otaczajšcego ciebie wiata,
że nie byłe w stanie się zwrócić ku sobie, by Mnie tam znaleć i poznać. Wiem, że Mnie szukałe, że tęskniłe za Mnš,
ale Mój obraz jaki sobie stworzyłe był tylko urojeniem.
Ja jestem wiecznie nieodmienny i nawet, gdybym bardzo chciał, to nie mógłbym dać tobie poznać o swoim istnieniu
w sposób przez ciebie wyobrażony. Wiem zresztš, że gdybym nawet wyszedł z Siebie, by się tobie objawić według twojego obrazu, to nie poznałby Mnie. Przeszedłby obok i wznoszšc swój wzrok ku niebu innego by oczekiwał znaku.
- Jaki był sens mego życia? - zapytał niemiało Mówišcego.
Dookoła rozległa się muzyka. Nigdy wczeniej takiej nie słyszał. Dwięki były pełne harmonii i piękna. Akordy jej wtórowały rytmicznie i słodko chwytały za serce. Nagle wszystko zawirowało. Mknšł gdzie w przestrzeni, której nie mógł zmierzyć. Muzyka się oddalała, a on poczuł się samotny i opuszczony. Niczego nie pojmował, bowiem nic w nim, ani poza nim nie miało żadnej formy. Zrobiło się niesłychanie ciemno i cicho. Niezupełnie cicho, ponieważ słyszał swój głos.
- Boję się! Panie, boję się! - głos ten nasilał się coraz bardziej, sprawiajšc mu zarazem coraz większe cierpienie.
To był lęk! Teraz go rozpoznał. Potężny, ogarniajšcy całš jego osobę i wcišż wzrastajšcy. Z każdš chwilš stawało się dla niego jasnym, że już go nie pokona, że nie ma dokšd uciekać.
Bezradnoć i pustka...
- Pytasz mnie o sens życia swojego, czy może Mojego? - Głos powrócił. - Jeżeli pytasz mnie o sens swojego życia,
to odpowiem tobie, że twoim największym pragnieniem jest przybycie do Mnie i poznanie Mnie takim jakim jestem.
W głębi duszy wiesz, że jest to prawda, która wypełni ciebie poznaniem istoty wszechrzeczy. Gdy już do Mnie przybędziesz, to poznasz, że Ja Jestem Który Jestem.. Całe twoje dotychczasowe życie było poszukiwaniem drogi,
która ciebie miała doprowadzić do Mnie. Różnych dotšd dróg próbowałe. Gdy jednak zabrakło ci sił do ich przebycia, padłe zdrożony na kolana i zaczšłe roić sobie własnego bożka. Łudziłe się, że Mnie w tym tworze odnajdziesz, a masz się jedynie zwrócić ku sobie, bo w tobie Ja twoim życiem jestem. Nie masz powodu by popadać w pychę z tego tytułu, ponieważ wszystko co nie jest tobš także życie swoje znajduje we Mnie. Poza Mnš nie ma bowiem nic. Ja wszystko ogarniam. Jestem prawem i tego prawa skutkiem.
- No dobrze, ale po co żyłem na ziemi? Po co borykałem się z problemami wiata widzialnego? Widziałem tyle nieszczęć i cierpienia. Jak mogłem się nie bać Ojcze?
- Wszystko zaczęło się dla ciebie w odległych prawiekach, gdy mimo zjednoczenia naszych istnień postanowiłe zejć
w ciemnoć, by samodzielnie stanowić o swoim losie. Chciałe się ze Mnš równać lub nawet powiedzieć Mi, że już Mnie nie potrzebujesz, że sam stworzysz swój wiat. Twoja myl stworzyła materię. Moje słowo dało jej harmonię i życie.
We Mnie bowiem nie ma miejsca na rozdwięki. Ty sięgnšłe po owoc poznania i wówczas ujrzałe swojš nagš postać. Zaczšłe się kryć przede Mnš. Wiedz, że ukryć się przede Mnš nie zdołasz! Zbiegłe przede Mnš w wiat materii i tam rodziłe się przez wieki całe w różnych postaciach. Nigdy się nie ukryłe. Znam wszystkie twoje dzieje.
Wiedz zatem, że twoje cierpienie z ciebie się zrodziło, a skoro tak jest to wiedz, że tylko ty możesz jego siłę wygasić na wieki. Musisz jednak znaleć w sobie moc, która ciebie doprowadzi do jednoci ze Mnš, który Jestem w tobie utajony.
Dla uzyskania takiej oto siły zrodziłe się w ciele zwierzęcia ludzkiego, by mocš swej woli twórczej uwiadomić sobie bliskoć i wszechobecnoć Mojš w twoim życiu. To moc twojego umysłu powoływała do życia na tej planecie rzeczy
w myl twojego pragnienia i oceny. Myl jednak jest podobna do ciebie takiego jakim byłe, gdy Mnie opuciłe.
Buntuje się więc i sobie przywłaszcza jedynie prawo do opisywania wiata. Zwiesz to rozumem, lecz tak naprawdę dałe się olniewać swemu bezrozumowi. Twój sługa przejšł władzę nad twoim losem, a gdy spostrzegł, że nie potrafi zapanować nad najprostszymi sprawami wiata widzialnego i niewidzialnego to stworzył lęk. Największe więzy ciebie krępujšce z lęku się wywodzš. To pod wpływem lęku zaczšłe Mnie szukać w otaczajšcym ciebie wiecie zewnętrznym. To spowodowało, że zamiast zbliżyć się do Mnie jeszcze bardziej się oddaliłe. A jednak wtedy do ciebie najgłoniej wołałem i wzywałem by wrócił do swojego życia. Dawałem tobie obrazy w formie marzeń. Składałem ci w ten sposób obietnicę spełnienia tego co niezbędne dla twojego rozwoju. Stałoby się tak, gdyby tylko podniósł się odważnie i wystšpił do walki z przeciwnociami. Chciałem, by zaufał memu słowu i postawił sobie miałe cele. Chciałem ciebie widzieć zwycięzcš, lecz ty poddałe się lenistwu i strachowi jednoczenie. Chciałem móc spełnić swoje obietnice, gdyż twój sukces zapaliłby inne podobne tobie istnienia do zbawienia. Chciałem...
Nie miał odwagi się odezwać. Głos zamilkł, a w milczeniu tym była gorycz i smutek. Po chwili jednak cisza ustała:
- ... lecz twoim wyborem było rozpaczanie nad swoim losem i tchórzliwe odstšpienie od walki.
- Panie, ja uważałem, że oddajšc się pokojowi osišgnę poznanie i dzięki niemu rozwišżę swoje zawiłe sprawy - powiedział.
- Jeżeli sšdzisz, że uzyskasz pokój już wtedy, gdy zakończysz walkę, to wielkiej ulegasz złudzie. wiat ziemski nie może dać tobie pokoju o jakim Ja mówię do ciebie. Gdy nadal istniejš wrogie ci siły, to kiedy będziesz musiał przystšpić
do walki. Tylko wtedy, gdy pokonasz wszelkie przeciwnoci uzyskasz najwyższš nagrodę, jakš jest zjednoczenie się
ze Mnš w dwięku wietlistym na wszystkie czasy. Ja jestem nagrodš po mężnie stoczonej walce. Nikomu się nie daję zdobyć bez walki!
Nie mógł pojšć tego co On mu powiedział. Przez całe swoje życie unikał konfrontacji. Nie chciał nikogo skrzywdzić,
a tu najważniejsza miałaby być więta wojna? Zapytał więc:
- Czy zatem miałem walczyć i zabijać? Czy tak to miało być, że musiałem się spierać z każdym przeciwieństwem?
- to naprawdę nie mieciło się w jego jani. Pytał więc dalej:
- Panie, czy chciałe bym ruszał na podboje barbarzyńców i innowierców? Czy ja miałem ich wytępić? Czy włanie tego nie zrobiłem w moim życiu?
- Zaiste powiadam ci, że nie pojšłe o czym tobie wieszczš słowa Moje. Słuchaj uważnie! Całe twoje życie od chwili
gdy wyszedłe w ciemnoć jest tęsknym szukaniem drogi powrotu do Mnie. Gdy zrodziłe się w ciele ziemskim, to skupiłe
w sobie siły, które miały tobie dopomóc w dojciu do Mnie. Stało się jednak tak , że siły te uzyskały nad tobš przewagę
i głosem swoim odebrały tylko tobie należne miejsce. One w twojej duszy mówiły o sobie "Ja", lecz nigdy z tobš samym nie miały nic wspólnego. Jak zatem widzisz cały plac boju i siły, które musisz pokonać, znajdujš się w tobie. Nawet teraz w chwili mierci to ciebie dotyczy. Najłatwiej mogłe je pokonać na Ziemi. Wiedz jednak, że nie o chęć zabijania tu się rozchodzi, gdyż to co by zabił będzie ziarnem tworzšcym nowe przeciwnoci. To doprowadziłoby do powstawania nowych walk, w których wreszcie poniósłby klęskę. Zatem widzisz, że zabijanie nigdy nie doprowadzi ciebie do prawdziwego zwycięstwa. Prawdziwym zwycięstwem jest bowiem stan, w którym już żadna siła nie będzie cię mogła wyzwać do walki. Nie wolno ci nic zabijać! Wszystko co masz pokonać, musisz swojš odwagš, walecznociš
i determinacjš zmusić do oddania na twoje usługi posiadanych przez te siły narzędzi i mocy. Wiem, że na Ziemi czasami ci się wydawało, że musiałe walczyć na zewnštrz, lecz mówię ci, że istotna i rzeczywista walka z wszelkimi przeciwnociami musi rozegrać się w tobie.
- Ojcze, pamiętam, że na Ziemi byłem człowiekiem majšcym problemy natury materialnej. Cóż w tej sprawie mogłem zrobić?
- Widzisz, nie nałożyłe więzów swojej woli na otaczajšcš ciebie zewnętrznoć. Poddałe swoje marzenia dane ci przeze mnie i nie postawiłe sobie celów do osišgnięcia, w oparciu o które rozwišzałby własne problemy w tej dziedzinie życia ziemskiego. Dzi twoje potomstwo musi przedzierać się przez chaszcze żywota ziemskiego bez wsparcia jakiego mogłe mu przecież udzielić. Po pierwsze mogłe dać swojemu potomstwu przykład jak żyć w otaczajšcej rzeczywistoci wiata zewnętrznego. Po drugie mogłe je zabezpieczyć w dobra materialne.
- Ale ja nawet nie znałem sposobu rozwišzania tych problemów. Prawdopodobieństwo wygranej na loterii było znikome...
Głos przerwał mu swoim miechem. miechem pełnym ciepła, lecz bardzo krytycznym.
- Ha, ha, ha ... !
Po czym powiedział do niego:
- Nic, co nie spada z drzewa losu jako owoc zdobyty w walce nie przyczyni się do rozwišzania żadnego z twoich problemów. Dotyczy to także sfery majštkowej. Takie rozwišzanie, o jakim ty mylisz, nic by ci nie dało prócz pogorszenia twojej sytuacji. Nabrałby mylnego przewiadczenia, że mowa moja z twoich uciech życiowych się składa. W tej dziedzinie życia ziemskiego działać musi prawo zasiewu i zbioru póniejszych plonów. Dopiero zasiew daje mi możnoć zapoznania siewcy z prawem obfitoci. A to może się stać jedynie podczas zbiorów. Zważ, że w przypadku gry liczbowej, czy innej gry losowej siewcš jest ten, który jš stworzył i to jemu przysługuje prawo zbiorów. A cóż ty siałe w swoim życiu? Głosiłe znanš tobie fałszywš prawdę, że pienišdze szczęcia nie dajš. Po co zatem grałe i trwoniłe pienišdze, które mogłe pomnożyć w inny sposób. Jest to wyraz twojego lekce sobie ważenia odwiecznych praw, które stworzyłem by tobie pomóc. Powiedz mi, czy nie znałe nikogo kto był wolny od trosk materialnych.
- Tak, znałem takich ludzi, lecz nikt z nich nie powiedział mi jak zarabiać pienišdze.
- Wiem, że nawet nie zadałe sobie trudu, by znaleć tego, który miał ci w tym dopomóc. Stawiałem takich ludzi na twej drodze wielokrotnie. Ty oceniałe ich według pozorów. Odwracałe się od nich i dalej błšdziłe. A mogłe dać się prowadzić dowiadczonemu przewodnikowi, by w póniejszym czasie odwzajemnić się innemu potrzebujšcemu.
To dla ciebie wyrobiłem sobie z grona tobie podobnych tych, którzy mieli ci radzić i nieć pomoc - powiedział Głos.
- Ja mylałem, że prawdziwe jest zapisane w więtych księgach twierdzenie, iż łatwiej przejć wielbłšdowi przez ucho igielne niż bogatemu wejć do królestwa niebieskiego.
- Tak jest w więtych księgach - dodał liczšc, że się usprawiedliwi.
- Człowieku małej wiary! - powiedział Głos. - Czyż te słowa nie mówiš raczej, że jedno i drugie jest możliwe? Trudne, ale możliwe.
Zobacz gdzie by zaszedł gdyby wygrał majštek na loterii. Trzšsłby się ze strachu, że możesz go stracić.
I straciłby go dzisiaj! Mimo to pozostałby jego niewolnikiem na niezmierzone czasy.
Z takim bagażem nie wszedłby do królestwa Mojego - powiedział Głos.
Nie miał Mu przerywać. To co mówił obnażyło go całkowicie z wymówek..
- Krwiš wiata materialnego jest jednostka płatnicza zwana w twoich czasach ziemskich pienišdzem. Jest to swoista materia duchowa, dzięki której mogłe tworzyć jakiekolwiek dobra duchowe i materialne na Ziemi. Gdyby zechciał tak czynić, musiałby zaczšć od siebie. Bowiem, gdy przez swojš pracę twórczš podłšczyłby się do żył, którymi przepływajš wartoci materialne i duchowe Ziemi, miałby prawo oczekiwać zwielokrotnionych skutków, które wróciłyby do ciebie.
Tu podkrelam, żeby zapamiętał na wieki, że zawsze wróci do ciebie to co zasiałe, a plon będzie zwielokrotniony.
Od poczštków twoich uczyłem ciebie prawa odpowiedzialnoci. Ty zdajesz się zapominać o Moich naukach. To co ciebie spotyka ty sprawiłe! Wracajšc jednak do pieniędzy to chcę tobie powiedzieć, że istnieje skarbiec zawierajšcy nieprzebrane bogactwa. Łatwo mogłe znaleć do niego klucz i czerpać z jego zasobów dla dobra swojego i innych. Mogłe, bo skarbiec ten jest ukryty w twoim sercu. Mogłe, gdy żyłe na Ziemi. Teraz nie potrafisz walczyć, ale wtedy wszystko było możliwe. Mogłe pokonać całš zewnętrznoć i kierować dobrami pieniężnymi tak, by dać innym oparcie w potrzebie i by jeszcze tobie starczyło na dostatnie życie. Nic by się nie stało złego, gdyby zgromadził potężne dobra materialne i finansowe, dzięki którym wiat nazwałby ciebie bogaczem. Nic by się złego nie stało, gdyby korzystał z tych dóbr w umiarze przysługujšcym królom i innym władcom wiata ziemskiego. Ale wiele się mogło stać, gdyby częć swojego zbioru przeznaczył na stworzenie dóbr pomagajšcych w rozwoju tobie podobnych ludzi. Mogłe pomóc sobie, przez co pomógłby innym swoim przykładem, a gdy trzeba by było, wsparciem. Ty wolałe się łudzić, że spadnie ci manna z nieba! Tu ciebie zwiodły złudzenia na manowce, bowiem manna z nieba dana była narodowi, który odważnie wyrwał się ze swojej gnunoci i szedł miało za moim głosem do Ziemi Obiecanej. A ty przecież chciałe cichutko siedzieć, nikomu się nie narażać. Tęskniłe do dużych pieniędzy, oczekujšc bym ci je ofiarował w odpowiedzi na twoje tęskne proby. Chciałe bym kupił od ciebie za pienišdze z wygranej zaufanie i wiarę we mnie. Przeczuwałe, że zaufanie i wiara sš siłami, którymi musisz mnie obdarzyć, by w zamian uzyskać moc pokonywania przeciwnoci losu. Mimo trafnoci tego przeczucia prezentowałe takš postawę, która nie mogła dać tobie mojej przychylnoci. Gdybym w takiej sytuacji spełnił twoje pragnienia To skrzywdziłbym ciebie i wielu innych twoich braci. W żadnym przypadku nie wolno ci było ufać w spełnienie wszystkich twoich zachcianek. Pamiętaj, że tylko ja wiem co tobie wyjdzie na dobre! Ufnoć, jakš chciałem widzieć w tobie na Ziemi dla mnie miała jedynie pozostawić prawo o decydowaniu co dla ciebie mogło być spełnione. Wiedz, że w większoci przypadków w ostatecznym rozrachunku dawałem tobie to, o co mnie prosiłe, o ile spełnienie twej proby nie stało w sprzecznoci z obowišzujšcym we Mnie prawem.
Ty nie dałe sobie szansy, by w tobie zaczęła działać odwieczna siła jakš dopiero stworzyć mogę, gdy w duszy twojej będzie rozwinięta ufnoć dla Mnie, której nie zdołajš już wzruszyć żadne moce tobie przeciwne. Ty jednak żywiłe obawy i troski, które zachwiały twojš ufnociš. Ty nawet sobie nie ufałe! Bez zaufania do siebie nigdy nie będziesz mógł Mnie obdarzyć ufnociš, o której ci tutaj wieszczę. Tylko taka ufnoć mogła cię obdarzyć losem, który zesłałby ci prawdziwe zjednoczenie ze Mnš w wiadomej radoci istnienia.
- Skšd miałem to wszystko wiedzieć?! - pytał zrozpaczony. Miał nadzieję, że to go usprawiedliwi. Mówił więc:
- A dzisiaj już mnie nie ma na Ziemi...
To znaczy on nie był pewny tego co się ze nim stało. Nie wiedział czy już umarł, czy dopiero kona. Ale co by to zmieniło, gdyby był żywy? Docierało do niego, że oto włanie dowiadczył sšdu ostatecznego. Szczerze żałował zmarnowanego życia ziemskiego, które tak nagle stało się nieuchwytne ? życia, które ulatywało w otchłań przeszłoci nieodwołalnie. Nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo je kochał. Tak! Bardzo kochał swoje życie na Ziemi! Była to wartoć najwyższa, a on jš tracił na zawsze. Otaczajšce go ciemnoci ogarnęły wszystko jeszcze mocniej. To pogłębiło jego przerażenie. Zawołał w otchłań:
- Wszystko straciłem! Nawet Ty mnie nie akceptujesz! - pustka odpowiedziała mu ciszš. Mówił dalej:
- Czego ja naprawdę pragnę od życia, jeżeli jeszcze je mam? - zastanawiał się głęboko ? Ojcze! Pragnę zbawienia bardziej niż czegokolwiek na wiecie! Pragnę czuć twojš bliskoć i być przy Tobie...
Nagle wszechogarniajšca cisza wróciła do niego. Rozpaczliwa trwoga wypełniła całe jego jestestwo. Za życia na Ziemi żywił nadzieję, że raj ma przyjć po mierci, że tam poprawi się jego los. Ta nadzieja prysła jak mydlana bańka. Ogarnšł go potworny bezwład. Czas płynšł inaczej. Nie sposób go opisać. Był, ale nie miał pojęcia, gdzie się znajduje i czego mógł by się uchwycić. Nie miał żadnego oparcia. Wszystko dookoła niego było mu obce i wrogie. W pewnej chwili zdał sobie sprawę, że musi szukać czego, co da mu szansę poznania. Wytężył całš swojš istotę, wszystkie swoje siły i stwierdził, że w jego sercu pojawiła się wola zrozumienia tego, co się ze nim dzieje. Wiedział, że musi odnaleć Tego, który przemawiał do niego. Gdy zakiełkowała ta włanie wola, Głos odezwał się:
- Wiem, że mnie szukasz. Lecz bacz by nie szukał daremnie w odległych dalach tego, co ci jest tak bardzo bliskie.
Aby tobie dopomóc dałem ci się słyszeć. Chcę bowiem, by szukanie twoje uwieńczone zostało sukcesem jakiego pożšdasz. Chcę by kroki swoje skierował tam, gdzie ić należy.
- Dokšd mam ić Panie? - zapytał.
Głos odpowiedział mu tymi oto słowy:
- Zaiste gromadziłe błšd na błędzie sšdzšc, że twoje życie jest wynurzajšcym się z mroków niebytu cišgiem przypadkowych zdarzeń, który kończy się ponownym rozpłynięciem w nicoci. Ta postawa wynikała z pychy jakš obdarowała ciebie myl. Wiedz, że duch wiata ziemskiego zwodzi wędrowców, by ograbić ich z woli twórczej danej im przeze Mnie. Duch wiata ziemskiego daje w drodze przypadku różne dobra materialne i niematerialne lub je odbiera, by w ten sposób stworzyć w tobie lęk. Karmi on ciebie informacjš o strachu i cierpieniu jakie cię zewszšd otacza. Chce on w ten sposób sprawić, by ukorzył się przed nim. On chce, by powalony na twarz pełzał przed nim proszšc go, żeby pozostawił tobie dobra, które zgromadziłe w wielkim trudzie.
On chce ciebie poniżyć, by wreszcie i tak pozbawić cię wszelkich dóbr i wartoci, o które u niego zabiegałe. Postępujšc tak przycišga on twojš uwagę i na swoje usługi zabiera moce w tobie zgromadzone, by gdy już staniesz się dla niego bezużytecznym, wypluć cię do bezdennego, zimnego grobowca w jakim się teraz znajdujesz. Tak stało się włanie w twoim życiu. Duch wiata wypełnił ciebie obawami o przyszłoć. To jest twoja spucizna, której wystarczy dla ciebie i twoich pozostałych na Ziemi potomków. Nawet teraz w tej doniosłej chwili boisz się mimo, że Mnie słyszysz.
- Panie, czy nie jest to dobre, że się Ciebie boję? Ty jeste siłš sprawczš, która nagradza i karze, a z tego co tu wynika,
to ja nie przeżyłem swego życia dobrze. Dlatego się boję ? mówił do Niego.
- Powiadam ci, że daleko się od siebie oddaliłe. Sšdzisz, że sensem Mojego i twojego istnienia jest karanie
i nagradzanie. Wiedz, że nawet ty, w tej chwili, masz jeszcze tš samš postać, co wtedy gdy żyłe we Mnie i radowałe się Mojš obecnociš. Po to dzi słyszysz Mój głos, by oczy swe w górę zwrócone czym prędzej w głšb swej duszy skierował. Nie znajdziesz Mnie nigdy w odległych przestworzach Wszechwiata mimo, że każde stworzenie czerpie tam żywot ze Mnie. To w sobie samym Mnie szukaj. Tam bowiem odnaleć Mnie zdołasz jako życie swoje, które samo się w tobie przeżywa i własne ma podstawy. Ciężko ci Mnie pojšć, bo nie pojšłe samego siebie. Na Ziemi miałe dane sobie możliwoci i prawo, które gwarantowało tobie moc poznania cudów jakimi wypełniona jest dusza twoja od wieków.
Ty na zewnštrz szukałe potwierdzenia Mojego istnienia, a Ja byłem ci bliski jak wiatło bliskie jest płonšcemu ognisku.
To w sobie mogłe znaleć to ciepło, którego ci teraz brakuje, gdyż Mnie nie znasz. Twoja wiadomoć ziemska nie odzwierciedliła tobie twojego własnego żywota, w którym objawić ci się mogłem Ja, ukryty w tobie od wiecznoci po wiecznoć...
Nie mógł się skoncentrować nad Jego słowami, ponieważ wiadomoć wypełniła się głębokim żalem, że oto stoi już na skraju życia. Wiedział, że wiele razy Go zawiódł, że wiele pożytecznych spraw zaprzepacił, że wiele mocy mu sprzyjajšcych zmarnował.
- Och, gdybym mógł mieć chociaż jeden dzień życia przed sobš - użalał się. - Jak wiele mógłbym zrobić z tym co wiem dzisiaj! Gdybym mógł być znowu młodym człowiekiem! Gdybym miał tak ze dwadziecia, trzydzieci lat!
Byłbym odważniejszy, więcej bym ryzykował w życiu. Gdyby tak było Ojcze to miałbym siły, by Twoje słowa w czyn wprowadzić.
Głos jednak mówił dalej tak, jakby go nie słuchał.
- Miłuję ciebie od wiecznoci. Miłuję cię mimo tego, że w tamtej niepamiętnej chwili chciałe mnie opucić. Miłuję ciebie nawet teraz w godzinie mierci twojej, chociaż czujesz się bezbronny i zagubiony. Poza Mnš nie ma nic, co mógłbym ogarnšć mojš miłociš. Podobnie do Mnie, ty musiałe nauczyć się siebie miłować bardziej niż cokolwiek innego poza sobš. Musiałe najpierw siebie ogarnšć żarem miłoci, gdyż dopiero wtedy mogłe się nauczyć miłować inne istoty
i rzeczy. Dopiero taka miłoć mogła potwierdzić to co miłujesz, gdyż miłoć prawdziwa istnieje tylko wtedy, gdy umiesz miłować. Jak miałby umieć miłować, gdyby siebie jednak nie miłował? Tam, w sobie mogłe odkryć największš miłoć we Mnie, która dałaby tobie najwyższe, z głębi duszy płynšce, potwierdzenie twojego życia w harmonii z bytem Moim.
- Ja przecież kochałem bliskich, cierpišcych, oraz inne stworzenia ziemskie. Moje współczucie dla utrapionych istot było ogromne. Znałem miłoć Panie! ? wyznał w ciemnoć.
- Błędnie cię uczono, że wszystko miłować musisz. Sš rzeczy w wiecie widzialnym i niewidzialnym, których nigdy nie powiniene miłować. Miłoć bowiem potwierdza to co miłuje, a nie wszystko jest korzystne dla ciebie i innych.
Co miłować, mogłe się dowiedzieć w samym sobie. Wszystko za inne musiałe pozostawić poza obrębem swojej miłoci, nie darzšc tego swojš uwagš. Wiem, że tam gdzie nie żywiłe miłoci często pojawiała się nienawić. To błšd, za który dzi słono płacisz. To czemu chciałe zaprzeczyć należało pozostawić poza miłociš twojš. Niemiłowanie jest zaprzeczeniem. Natomiast nienawić jest przyznaniem się do niemocy pokonania tego co nienawidzisz.
Darzšc jakikolwiek przedmiot wiata widzialnego lub niewidzialnego nienawiciš karmisz potwora, który kiedy stanie u wezgłowia twego i cię pożre! Jak wiele zła zniknęłoby z Ziemi gdyby nienawić nie wzmacniała jego sił na nowo.
Wirował w przestrzeni nie mogšc znaleć oparcia. Tak wiele słów, tak wielka nauka. Nie mógł tak do końca uchwycić sedna jego ostatniej wypowiedzi. Kogo w życiu kochał - przynajmniej tak mylał do tej chwili. Czyżby On mu mówił, że nie potrafił w ogóle kochać?
- Czy to możliwe - pytał - że miłoć, którš żywiłem do moich najbliższych tak naprawdę nie była tym wzniosłym uczuciem?
- Najwyższa miłoć twoja, jakš dopiero we Mnie znaleć możesz, nie zna żadnego przedmiotu miłoci. Poznać jš mogłe, gdyby tylko zechciał zwrócić się ku sobie, by Mnie tam odnaleć jako swoje życie. Tobie nie udało się w twoim czasie ziemskim nauczyć się siebie miłować. Zaczęło ci się wydawać, że miłujesz innych. Tak naprawdę oszukałe siebie i tych, których obdarzyłe uczuciami. To nie była miłoć! To co czułe z popędów ciała się wywodziło lub z innych egoistycznych pobudek, które zrodziły się z sił nieposkromionego umysłu.
Zapanowała cisza, która stała się jego nieodłšcznym towarzyszem w każdej chwili, gdy On przestawał mówić...
- Tak, oszukałe siebie i innych! - zawołał.
Słowa te wstrzšsnęły młodym człowiekiem do głębi jego istoty. Tak wiele było do zrobienia na Ziemi w sprawie jego życia. Skšd miał brać wzorce, które byłyby dla niego drogowskazem na bezdrożach ziemskiej egzystencji. Teraz nic już nie mógł zrobić. Dookoła ciemnoć i pustka. Mylał wtedy o wietle, o tym jak bardzo mu go brakuje włanie teraz. Tak bardzo za nim tęsknił. Mylał, że wiatłem jest promienna jasnoć Słońca. Na Ziemi to ono wieciło z oddali i było najpotężniejszš siłš jakš znał. Czuł wtedy ogrom kosmosu, w którego przestrzeni była zawieszona ta wielka gwiazda. Wiedział jednak, że to włanie ona jest siłš sprawczš procesów, które umożliwiły powstanie życia na Ziemi. Wiedział o ewolucji materii, bo interesował się tym zagadnieniem. Przeczuwał, że gdzie jest Kto lub co ? nieokrelona ludzkš miarš siła sprawcza wszystkiego, co go otaczało w życiu. Wierzył, że On jest - że czuwa... Podobnie myleli inni ludzie. Najczęciej nie byli to ludzie spokojni. Zmagali się oni ze swoim losem wydzierajšc sobie różne dobra i wzajemnie czynili sobie szkody. Młody człowiek nie akceptował takiego życia jakie prowadzili ci "uczynni inaczej". Mylał, że grzeszny żywot człowieka na tym włanie polega. Po zetknięciu się ze mierciš dowiedział się o swoich występkach. Głos powiedział bowiem co, co nim jeszcze bardziej wstrzšsnęło.
- Widzisz teraz, że brakuje ci wiatła. Brakuje go tobie, ponieważ wiatłem prawdziwym jest ta jasnoć, której żadne ciemnoci zaciemnić nie zdołajš. One jej zaciemnić nie mogš! Słońce, które znałe na Ziemi zaiste nie było wiatłem bardziej niż najmniejszy przebłysk wiadomoci w twej duszy. Jasnoć Słońca przeminie i rozpłynie się we wspomnieniu.
To prawda, że czułe wewnętrznš iskrę jasnoci w swoim wnętrzu, gdy dni ziemskie wypełnione były Słońcem. Ten odległy ogień tyle tylko mógł tobie dać rzeczywistego wiatła. Tobie tyle już wystarczało! Lenistwo twoje sprawiło, że wolałe myleć o tej iskrze jako o wiadectwie zdolnoci janienia, po którš chciałe sięgnšć w póniejszych czasach. To pycha twoja kazała tobie bardziej wierzyć w złudzenie tego, co ty zwałe życiem na Ziemi, niż w rzeczywiste życie twoje. A włanie tam mogłem ciebie wypełnić wiatłem. Gdyby stanšł u drzwi skarbca i cierpliwie czekał, aż ci go otworzš...
Wielu tobie podobnych błšdziło po tych samych co ty bezdrożach przez wieki całe nie mogšc Mnie znaleć. W swojej ciemnej głupocie sšdzili oni, że już wiadome siebie przeżycie na Ziemi wystarczy im do spełnienia. Ich dni ziemskie wypełnione były nienawistnym i pełnym zawici bytem. Często z ich ršk ginie wielu, którzy majš to co ci chcš mieć.
Ci padlinożercy wydzierajš swój łup włanie tam gdzie mierć zagoci. Bardzo często oni jš zapraszajš do czyjego bytu...
- Panie! - zawołał rozpaczliwie w obawie, że zostanie osšdzony za rzeczy, których nie uczynił. ? A cóż ja mam wspólnego ze wiatem zbrodniarzy i złoczyńców. Na te sprawy naprawdę nie miałem wpływu. Ja sam nigdy nie ukradłem nic, nikomu nie wyrzšdziłem krzywdy, ani nikogo nie zabiłem, aby mu co zabrać. Ja w ogóle nikogo nie zabiłem!
- Znam twój szacunek dla życia i podziw jego różnorodnych form ziemskich ? odpowiedział Głos. ? Znam też tłumaczenia twoje i tobie podobnych żyjšcych na Ziemi, którzy okolicznoci zewnętrzne i degradację otoczenia wskazujecie jako przyczynę eskalacji przemocy i zbrodni.
A ja powiadam tobie, że okolicznoci te w głównej mierze sš skutkiem twojego lęku i obaw. Mówisz, że ty nie miałe wpływu na wielkie wydarzenia w otaczajšcym ciebie wiecie? Ty nie mogłe zrobić nic, by zmienić okolicznoci zewnętrzne? Powiadam więc tobie, że brak wpływu jest także wpływem! Za tymi słowami kryje się główny winowajca wszelkiego nieszczęcia jakie wokół ciebie się działo!
Młody człowiek po tych ostatnich słowach całkowicie stracił orientację. Zwštpił w siebie. Mylał, że w jego życiu musiało wydarzyć się co, co postawiło go przed tak srogim sędziš. Wrócił swojš uwagš do przeglšdu swojego życia ziemskiego. Nie był jednak w stanie wejrzeć w te jego strony, które następowały po więtach Bożego Narodzenia w 1998 roku. Datę tych wišt pamiętał jako ostatniš przed wystšpieniem tego co teraz przeżywał. W głębi swojego istnienia wiedział, że nie wyznacza ona dnia jego mierci. Co zatem wydarzyło się na tych nieznanych mi stronach jego życia? Za co jest sšdzony?
Głos mówił dalej.
- Chciałem ciebie widzieć zwycięzcš, który dajšc Mi rękojmie niepodważalnej ufnoci byłby fundamentem dla działania Mojej własnej siły. Twoje zwycięstwo nad przeciwnociami zwróciłoby uwagę tobie podobnych bez względu na to gdzie się znajdowali.
Ty jednak odmówiłe Mi swego poparcia i tchórzliwie zwróciłe się ku przypadkowi. Uczyniłe z niego swego bałwana i czeć swojš mu oddawałe, składajšc na jego ołtarzach obawy, myli pełne trwogi, bezradnoci i rozpaczy. Owszem, wzywałe Mnie mowš, którš ja włożyłem w usta twoje, ale nie słyszałe Mnie, gdyż mówiłe także wtedy, kiedy Ja mówiłem do ciebie. Wierz mi, że dawałem tobie prawo głosu, lecz ty wtedy przekornie milczałe pomimo, że Ja stworzyłem wszelkie okolicznoci by został wysłuchany. Głos twój zasiew miał uczynić, by wszelkiemu złu odcišć drogę do serc tobie podobnych, szukajšcych Mnie istot.
Gdy zabrzmiałby on odważnie w wiata przestrzeniach, to Moja moc mogłaby was wszystkich wypełnić dobrobytem. Stałoby się tak, gdyż tego dla was pragnę. To wam obiecałem, gdy tchnšłem w was życie w odległych czasach. I wiedz, że nie widzę powodu, by się wam nie miało spełnić słowo Moje! Rzecz w tym, że to ty i inni zalepieni strachem i lenistwem uważacie, że wszystko zmierza ku zagładzie. To wy tworzycie piekło! Strach was zalepił na tyle, że nie widzicie iż zadajecie kłam Mojemu Słowu. Zaiste miałe to blunierstwo, któremu ty też hołdujesz. Nawet teraz, gdy z tobš mówię boisz się.
Młody człowiek naprawdę czuł potworny strach. Nie miał bowiem nic na swojš obronę ? i jeszcze to stało się grzechem! On mówił do niego i był to głos sprawiedliwy. Surowy, ale sprawiedliwy.
W sprawiedliwoci tej jednak było co ciepłego. Może wyrozumiałoć?
Tego nie wiadomo. Wyczuwał delikatnš nutkę nadziei, że ma jeszcze szansę, by odsunšć od siebie to, co nieuchronnie zbliża się do niego. Z czasem ta nadzieja stawała się coraz silniejsza. Pojawiło się wręcz wewnętrzne uczucie pewnoci, że to co dotychczas było beznadziejne jest poczštkiem czego wielkiego.
Zaczšł odczuwać, że z głębin jego bytu tryska życie, które wypełnia go coraz bardziej. Jego nadzieja stała się pewnociš, że oto istotę ducha wypełnia życie. Życie, które nic nie znaczy poza nim, a jednak dla niego jest ono najcenniejszym dobrem jakim kiedykolwiek dysponował. Nagłe zdanie sobie sprawy z tego odkrycia objawiło mu jego nierozerwalny zwišzek z nieomylnš siłš sprawczš tego cudu, którego był wiadkiem ? cudu narodzin życia.
Wiedział, że gdzie tam w głębi jego duszy jest jasnoć, która rozwietli mu wszelkie ciemnoci. Wiedział, że wrogie mu siły zacznš kryć się w swych norach przed tym wiatłem. Zaczšł odczuwać,
że w głębi swego istnienia może odnaleć moc, która dopomoże mu w ujarzmieniu przeciwieństw.
O tym uczuciu młody człowiek opowiedział mi, bym zdał sobie sprawę z tajemnic jakie kryjš się w głębi mojej duszy.
Nie opowiedziałem Tobie o tym, by się poddał przekonaniu, że masz oto przed sobš jeszcze jednego, który posiadł wszelkie rozumy wiata. Widzisz, podobnie do mnie
, Ty dowiadczyłe pewnych przeżyć w drodze kontaktu z tym opowiadaniem. Młody człowiek natomiast wtedy, gdy dowiadczał tego o czym ci tu opowiedziałem był przewiadczony o swoim końcu. Był przekonany, że już nic nie zdoła uczynić, bo oto kończył się jego byt. Opowiedział mi o swojej głębokiej tęsknocie, którš wtedy odczuwał. Była to tęsknota za jeszcze jednš szansš ? za swojš młodociš. Rozpamiętywał swoje błędy życiowe. Wiedział, że gotów był złożyć Jemu przysięgę, że inaczej postšpi ze swoim życiem gdyby dostał je dał na nowo.
- Gdybym wiedział tyle, co wiem teraz ? mówił do siebie. ? Jakże wiele mógłbym uczynić, by odmienić swój i wiata los.
I gdy wypowiedział te słowa On rzekł mu:
- Niechaj się stanie wedle słowa twego. Id i wypełnij stronice jeszcze nie zapisane według swojego uznania.
Pamiętaj, że dzisiaj jest pierwszy dzień twojego nowego życia. Id miało przed siebie.
Kluczem do szczęcia jest marzenie.
Jeżeli mogę dać tobie radę teraz, gdy Mnie słyszysz to posłuchaj. Pozwól, by w twoim sercu rosła ta myl, że jestem ci bliższy niż cokolwiek innego. Wyobrażaj sobie, że tulę cię w ramionach i głaskam po skroni jako swoje najbardziej ukochane dziecko. Niechaj to będzie twoje największe marzenie. Wiedz, że marzenia się spełniajš! Ufaj Memu Słowu bezgranicznie. Taka ufnoć da tobie prawo, by oczekiwał owoców z tego co posiał w przeszłoci. Bacz jednak by ufał mšdrze, gdy chcesz czego na zewnštrz dokonać. Nie wolno ci wszak ufać, że wszystkie twoje zachcianki zostanš spełnione. Nie musisz Mi mówić, co jest dla twojego dobra. Zaufaj Mi i odnajd swoje najskrytsze marzenia. Odważ się marzyć, stawiaj sobie cele do osišgnięcia i czyń im zadoć. Bšd w swoim postępowaniu pomocnym dla innych. Żadne marzenie nie usprawiedliwia krzywdy zadanej bliniemu lub innym istotom. Niechaj twój czyn pełen odwagi doprowadzi ciebie do zwycięstwa nad wszystkim, co ciebie ode Mnie dzieli. W drogę! Ja jestem z tobš. Nie lękaj się, gdy zobaczysz przeciwne sobie siły, które cierajš się wzajemnie. Wiedz, że to Ja je w sobie wypromieniam, by tworzyć formy życia. Szare i zimne byłyby wiaty, gdybym nie przeciwstawiał różnorodnych sił, dzięki którym tworzę ruch i energię. Dlatego potrzebuję twojej ufnoci, by się nie przeraził tego, co ciebie otacza i by wiedział, że cokolwiek się z tobš stać może będzie dla dobra twego i wiata. Nie próbuj zrozumieć Mego planu, zanim Ja ci go nie objawię! Wiedz, że jeste istotnym jego elementem. Chcę jednak, by aktywnie przejawiał swojš wiarę i nie chował się w oczekiwaniu na rozwój wypadków, które potwierdzić by miały, że oto stać się musi to, co zapowiadali prorocy i wróżbici. Te przepowiednie dałem wam, by osłabić ducha tego wiata. Chcę bycie po rozwadze powiedzieli mu, że przeminie. Gło tš prawdę, że człowiek jest moim dzieckiem. Mężnie no imię swoje i czoło dumnie wzno ku niebu!
Lecz niech obca ci będzie pycha. Jeste jednym z wielu. Jeste Moim synem umiłowanym, lecz masz siostry i braci, które również kocham.
Jeste jednak jedynym Moim synem, który jest tym kim jest. I nikt inny nie może być u ciebie tam, gdzie ty tylko być możesz. Pamiętaj o tym, że jeste niepowtarzalny i jedyny. Chronię ciebie jako najcenniejszy swój skarb.
Tak jest w istocie na wieki! Raduj się w sobie, gdyż w pełnej krasie objawię się tobie wtedy dopiero, kiedy przemieniony w radoć zbliżysz się do mnie.
Po tych słowach ocknšł się, czy może nawet zbudził ze snu. Gdy otworzył oczy zobaczył, że jest w swoim mieszkaniu - małym, ciasnym lokalu. W kšcie stała przystrojona niewielka choinka, a na cianie wisiał kalendarz z zaznaczonš datš 25 grudnia 1998 roku. Serce w piersiach waliło mu niczym gołębicy schwytanej w dłonie.
Tak jak mówiłem Tobie czytelniku na wstępie, nie wiem do dzisiaj czy mój rozmówca spał nišc jedynie, czy dowiadczył wizji.
A może jednak z rozmawiał Nim?
Nie zmienia to w żaden sposób jednego faktu z przyszłoci, że ostatnie tchnienie nadchodzi z każdš chwilš. Drugiej szansy nie będzie!
- Dzi jest pierwszy dzień twojego nowego życia! - powiedziałem głono do siebie.
|