Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
spujżmy prawdzie w oczy
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 8

dla czego bóg nam nie pomaga?nie oœwieca terrorystów bandytów? biblia nie mówi o tym jasno ale można z niej wywnioskować że ziemia to teren szatana.więc może bóg nie ma mocy na ziemii.ale to by zaprzeczało biblii bo bóg ma wszelkš władzę.co może wyjaœniać to że bóg nie daje znaków żeycia od kilku tys.lat?

Wiktorze, Wiktorze....... Chcialbym Ci odpisac, ale nie bardzo wiem, co Ci po głowie chodzi:) Po pierwsze, traktujesz Boga, jako kogoœ, kto musi interweniować w nasze zycie. A tak nie jest. Człowiek, jako jedyne Stworzenie Boze, ma WOLNA WOLE! Jest ona (ta wolna wola) szanowana przez Stwórcę...... Dlatego wybuchl bunt wsród Aniołów..... Czy Ziemia jest terenem Szatana? Nie. To Szatan jest wrogiem człowieka i to o nasza wolę i dusze trwa walka.... Jeœli cała Biblia traktujesz dosłownie, to Nowy Testament tez tak traktuj. Zobaczysz, ze to sa dwa zupelnie rózne dziela..... Poza tym, czy Bóg nie daje znaku zycia tu i teraz? nie zgodze sie z Toba, daje znak, jak nie nam, to innym:) Takim znakiem moze byc zupelnie obcy człowiek, ktory poda Tobie pomocna dloń, jak bedziesz jej najbardziej potrzebowal...... Pozdrawiam:)

Zgadzam się z Remigusem. Bóg ujawnia się i pomaga ludziom. Tylko trzeba umieć to widzieć ;). Pozdrawiam!

wiktor ty lepiej spujsz z słofnik ortologiczny [%sig%]

Pszed urzyciem zapoznaj sie z tresciom ólotki dołonczonej do opakofania bonć zkonsóltój sie z lekażem lub farmacełtom.

lolek do kwadratu,hmm,jeœli przeszkadzajš Tobie błędy ort.-to jest w tym celu temat i TAM się wypowiedz do woli. Gdybym miał przestać się wypowiadać z powodu mej ortografii-to zamilkł bym ,tym samym nie podzielił bym się moimi spostrzeżeniami z innymi ,a po to własnie TU jesteœmy,nie po to by wypominać błędy ort. Dobrze że nie mówimy między sobš przez mikrofony,-Lolku,no bo jeœli któreœ z NAS się jška?

Władca sumienia Autor: Zbigniew Żbikowski "Joannie Solan" "Twoja przeszłoœć jest ważna ponieważ to ona doprowadziła Cię do miejsca, w którym jesteœ, ale jeszcze ważniejszy jest sposób w jaki widzisz swojš przyszłoœć." dr Tony Compolo z Eastern College Pensylwanii Pewien młody człowiek opowiedział mi kiedyœ swojš historię, którš warto poznać. Jest wysoce prawdopodobne, że ta opowieœć pomoże Tobie w uzyskaniu odpowiedzi na nurtujšce Cię pytania. Jakie to pytania? Przeczytaj tš krótkš opowieœć, a pytania same się Tobie nasunš. Jest faktem, że możesz formułować pytania w dziedzinie, którš choć trochę przestudiowałeœ. Wtedy jest dużo łatwiej pytać. Jednak dopiero trafne pytania dajš Tobie prawo byœ oczekiwał trafnych odpowiedzi. Ja sam nie wiem, czy to o czym mój rozmówca mi opowiedział było snem, wizjš czy może jedynie urojeniem. To nie ma znaczenia . Ty też możesz doœwiadczyć takiego uczucia. Może stanie się to dzięki temu opowiadaniu. Był taki dzień, gdy jego wyobraŸnia przeniosła go w przyszłoœć. Jak bardzo była ona odległa w czasie tego nie wiadomo, ale wiadomo że to co wtedy przeżył nadejdzie nieuchronnie dla każdego z nas. Wizja była bardzo realistyczna, przedstawiała bowiem godzinę jego œmierci. -Tak, to jest twoje ostatnie tchnienie - mówił jego wewnętrzny głos - Zobacz czego dokonałeœ w życiu - powiedział spokojnie. Nagle znalazł się w swoim dzieciństwie. Szarpał swojš starszš siostrę za włosy. Denerwowała go. Wszystko go wtedy denerwowało. Był niesamowitš beksš. Gdy na to patrzył zrobiło mu się żal tego, że nie był dżentelmenem wobec własnej siostry. Kilka razy oberwała w skórę od mamy za jego psoty... Wizja przemijała bardzo szybko. Można by rzec, że w jednej chwili ogarnšł całe swoje przeszłe życie. Tak jak w programie komputerowym mógł przeglšdać prawie wszystkie jego elementy. Prawie, gdyż w żaden sposób nie mógł zobaczyć okresu, który zaczynał się w dniu 24 grudnia 1998 roku i trwał aż do momentu jego końca. To go zaintrygowało bardzo mocno. Czuł, że sens życia jakie miał za sobš był ukryty właœnie w tym okresie. - Dlaczego nie mogę tego zobaczyć? - pytał oczekujšc odpowiedzi. - Ja muszę wiedzieć, co się wtedy wydarzyło. Ja muszę poznać prawdę! Gdy tak domagał się prawdy o swoim życiu gdzieœ w nim odezwał się Głos. Nawet nie będę próbował go opisać, gdyż nie sposób słowami oddać jego piękna oraz miłoœci jaka z niego emanowała. - Czego spodziewasz się po tych stronach twojego życia? Jakie ma znaczenie to, co się w nim wydarzyło dla sytuacji w jakiej się dzisiaj znajdujesz? Wiedz, że odchodzisz z tego œwiata. Już nic nie zmienisz w przeszłoœci. -Jak to, ja tak po prostu mam odejœć z życia ?! - pytał zaskoczony. - Nawet nie wiem czego dokonałem w tej nieznanej mi częœci. Wiem, że to uciekło za szybko - liczył na to, że Głos go usłyszy i odpowie. Odpowiedział. - Słuchaj Mnie uważnie, gdyż to co tobie teraz powiem ma dla ciebie istotne znaczenie. Byłeœ na Ziemi i to się liczy. Twoje czyny, słowa i myœli stworzyły œwiat takim jakim go pozostawiłeœ. Fałszywa skromnoœć kazała tobie myœleć, że wystarczy przeżyć swoje życie. Wiedz, że taka postawa nie zyskała Mojego uznania. Nie podjšłeœ wyzwania do walki o swoje szczęœcie. Schowałeœ się przed przeciwnoœciami, by ostatecznie wejœć z nimi w układy. Czego teraz oczekujesz ode Mnie? Mam tobie pomóc? Wiedz, że bardzo tego pragnę, lecz Ja jestem prawem i tego prawa skutkiem. Czyż nie zapomniałeœ o swej wolnej i nieprzymuszonej woli, dzięki której dokonałeœ wyboru? Tak, wybrałeœ, że powrócisz do Mnie zgodnie z prawem skrępowania, a nie zgodnie z prawem swobody. - Ojcze, to Ty jesteœ?! - rozpoznał Tego, który mówił do niego. - A co takiego niezwykłego miałem zrobić w moim życiu, co by Tobie dało radoœć? Ja urodziłem się i od tej chwili nic mi w życiu nie wychodziło. Wiesz przecież co się stało z moim pierwszym małżeństwem... - Zamilcz! Nie o tym chcę słuchać. - mówił Głos. - Znam ciebie, gdyż byłeœ we Mnie od wiecznoœci do chwili obecnej. Wiedz, że miłuję ciebie lecz skutkiem prawa, którym jestem jest twój lęk. Wszak kierowałeœ się nim przez całe swoje życie. Powiedz Mi dlaczego tak go karmiłeœ swojš uwagš, że urósł aż do takiej postaci, która pozbawiła ciebie wszystkiego co ci ofiarowałem? - Cierpiałem Panie mój. Nie znałem sensu życia. Nie wiedziałem co mam zrobić ze swoim życiem. Bałem się przyszłoœci. - powiedział. - Spójrz zatem co tobie pozostało teraz w chwili obecnej prócz lęku. Stał się on twoim nieodłšcznym towarzyszem na niezmierzone czasu przestrzenie. - Głos zrobił się łagodniejszy niż dotychczas i dodał - Gdybym mógł tobie jakoœ pomóc. Gdybym mógł tobie wczeœniej powiedzieć to, co teraz mówię do ciebie. A czy byœ Mnie poznał, gdyby tak się działo? - Tak poznałbym Cię Panie! Przecież teraz poznaję. - Jeżeli tak twierdzisz to wiedz, że za twoich dni ziemskich mówiłem do ciebie. Ty jednak kryłeœ się przede Mnš zamiast słuchać słów tobie danych przeze Mnie. Mówisz, że tam na Ziemi bałeœ się o przyszłoœć. Czy nie miałeœ marzeń? Tak, marzeń o przyszłoœci swoich bliskich i własnej. Dlaczego się od nich odwracałeœ? Mówisz Mi, że nie poznałeœ sensu życia. Dlaczego nie realizowałeœ swoich marzeń? W oparciu o nie mogłeœ postawić sobie cele i sięgać po nie. Dlaczego tego nie robiłeœ? Na chwilę głos zamilkł. Dla niego była to wiecznoœć. Chyba wtedy pojšł znaczenie chwili i jej trwania. Głos odezwał się znowu. - Ja do ciebie mówiłem językiem twojego życia, gdyż tylko w tobie mogłem dać ci się słyszeć. Ja jestem œwiatłem! Tobie jednak mogłem dać się widzieć jako twoje życie. Z głębi duszy twojej mówiłem do ciebie, byœ Mnie znalazł i dzięki swojej ziemskiej œwiadomoœci Mnie ujrzał. Ty jednak tak bardzo troszczyłeœ się o sprawy otaczajšcego ciebie œwiata, że nie byłeœ w stanie się zwrócić ku sobie, by Mnie tam znaleŸć i poznać. Wiem, że Mnie szukałeœ, że tęskniłeœ za Mnš, ale Mój obraz jaki sobie stworzyłeœ był tylko urojeniem. Ja jestem wiecznie nieodmienny i nawet, gdybym bardzo chciał, to nie mógłbym dać tobie poznać o swoim istnieniu w sposób przez ciebie wyobrażony. Wiem zresztš, że gdybym nawet wyszedł z Siebie, by się tobie objawić według twojego obrazu, to nie poznałbyœ Mnie. Przeszedłbyœ obok i wznoszšc swój wzrok ku niebu innego byœ oczekiwał znaku. - Jaki był sens mego życia? - zapytał nieœmiało Mówišcego. Dookoła rozległa się muzyka. Nigdy wczeœniej takiej nie słyszał. DŸwięki były pełne harmonii i piękna. Akordy jej wtórowały rytmicznie i słodko chwytały za serce. Nagle wszystko zawirowało. Mknšł gdzieœ w przestrzeni, której nie mógł zmierzyć. Muzyka się oddalała, a on poczuł się samotny i opuszczony. Niczego nie pojmował, bowiem nic w nim, ani poza nim nie miało żadnej formy. Zrobiło się niesłychanie ciemno i cicho. Niezupełnie cicho, ponieważ słyszał swój głos. - Boję się! Panie, boję się! - głos ten nasilał się coraz bardziej, sprawiajšc mu zarazem coraz większe cierpienie. To był lęk! Teraz go rozpoznał. Potężny, ogarniajšcy całš jego osobę i wcišż wzrastajšcy. Z każdš chwilš stawało się dla niego jasnym, że już go nie pokona, że nie ma dokšd uciekać. Bezradnoœć i pustka... - Pytasz mnie o sens życia swojego, czy może Mojego? - Głos powrócił. - Jeżeli pytasz mnie o sens swojego życia, to odpowiem tobie, że twoim największym pragnieniem jest przybycie do Mnie i poznanie Mnie takim jakim jestem. W głębi duszy wiesz, że jest to prawda, która wypełni ciebie poznaniem istoty wszechrzeczy. Gdy już do Mnie przybędziesz, to poznasz, że Ja Jestem Który Jestem.. Całe twoje dotychczasowe życie było poszukiwaniem drogi, która ciebie miała doprowadzić do Mnie. Różnych dotšd dróg próbowałeœ. Gdy jednak zabrakło ci sił do ich przebycia, padłeœ zdrożony na kolana i zaczšłeœ roić sobie własnego bożka. Łudziłeœ się, że Mnie w tym tworze odnajdziesz, a masz się jedynie zwrócić ku sobie, bo w tobie Ja twoim życiem jestem. Nie masz powodu by popadać w pychę z tego tytułu, ponieważ wszystko co nie jest tobš także życie swoje znajduje we Mnie. Poza Mnš nie ma bowiem nic. Ja wszystko ogarniam. Jestem prawem i tego prawa skutkiem. - No dobrze, ale po co żyłem na ziemi? Po co borykałem się z problemami œwiata widzialnego? Widziałem tyle nieszczęœć i cierpienia. Jak mogłem się nie bać Ojcze? - Wszystko zaczęło się dla ciebie w odległych prawiekach, gdy mimo zjednoczenia naszych istnień postanowiłeœ zejœć w ciemnoœć, by samodzielnie stanowić o swoim losie. Chciałeœ się ze Mnš równać lub nawet powiedzieć Mi, że już Mnie nie potrzebujesz, że sam stworzysz swój œwiat. Twoja myœl stworzyła materię. Moje słowo dało jej harmonię i życie. We Mnie bowiem nie ma miejsca na rozdŸwięki. Ty sięgnšłeœ po owoc poznania i wówczas ujrzałeœ swojš nagš postać. Zaczšłeœ się kryć przede Mnš. Wiedz, że ukryć się przede Mnš nie zdołasz! Zbiegłeœ przede Mnš w œwiat materii i tam rodziłeœ się przez wieki całe w różnych postaciach. Nigdy się nie ukryłeœ. Znam wszystkie twoje dzieje. Wiedz zatem, że twoje cierpienie z ciebie się zrodziło, a skoro tak jest to wiedz, że tylko ty możesz jego siłę wygasić na wieki. Musisz jednak znaleŸć w sobie moc, która ciebie doprowadzi do jednoœci ze Mnš, który Jestem w tobie utajony. Dla uzyskania takiej oto siły zrodziłeœ się w ciele zwierzęcia ludzkiego, by mocš swej woli twórczej uœwiadomić sobie bliskoœć i wszechobecnoœć Mojš w twoim życiu. To moc twojego umysłu powoływała do życia na tej planecie rzeczy w myœl twojego pragnienia i oceny. Myœl jednak jest podobna do ciebie takiego jakim byłeœ, gdy Mnie opuœciłeœ. Buntuje się więc i sobie przywłaszcza jedynie prawo do opisywania œwiata. Zwiesz to rozumem, lecz tak naprawdę dałeœ się olœniewać swemu bezrozumowi. Twój sługa przejšł władzę nad twoim losem, a gdy spostrzegł, że nie potrafi zapanować nad najprostszymi sprawami œwiata widzialnego i niewidzialnego to stworzył lęk. Największe więzy ciebie krępujšce z lęku się wywodzš. To pod wpływem lęku zaczšłeœ Mnie szukać w otaczajšcym ciebie œwiecie zewnętrznym. To spowodowało, że zamiast zbliżyć się do Mnie jeszcze bardziej się oddaliłeœ. A jednak wtedy do ciebie najgłoœniej wołałem i wzywałem byœ wrócił do swojego życia. Dawałem tobie obrazy w formie marzeń. Składałem ci w ten sposób obietnicę spełnienia tego co niezbędne dla twojego rozwoju. Stałoby się tak, gdybyœ tylko podniósł się odważnie i wystšpił do walki z przeciwnoœciami. Chciałem, byœ zaufał memu słowu i postawił sobie œmiałe cele. Chciałem ciebie widzieć zwycięzcš, lecz ty poddałeœ się lenistwu i strachowi jednoczeœnie. Chciałem móc spełnić swoje obietnice, gdyż twój sukces zapaliłby inne podobne tobie istnienia do zbawienia. Chciałem... Nie miał odwagi się odezwać. Głos zamilkł, a w milczeniu tym była gorycz i smutek. Po chwili jednak cisza ustała: - ... lecz twoim wyborem było rozpaczanie nad swoim losem i tchórzliwe odstšpienie od walki. - Panie, ja uważałem, że oddajšc się pokojowi osišgnę poznanie i dzięki niemu rozwišżę swoje zawiłe sprawy - powiedział. - Jeżeli sšdzisz, że uzyskasz pokój już wtedy, gdy zakończysz walkę, to wielkiej ulegasz złudzie. Œwiat ziemski nie może dać tobie pokoju o jakim Ja mówię do ciebie. Gdy nadal istniejš wrogie ci siły, to kiedyœ będziesz musiał przystšpić do walki. Tylko wtedy, gdy pokonasz wszelkie przeciwnoœci uzyskasz najwyższš nagrodę, jakš jest zjednoczenie się ze Mnš w dŸwięku œwietlistym na wszystkie czasy. Ja jestem nagrodš po mężnie stoczonej walce. Nikomu się nie daję zdobyć bez walki! Nie mógł pojšć tego co On mu powiedział. Przez całe swoje życie unikał konfrontacji. Nie chciał nikogo skrzywdzić, a tu najważniejsza miałaby by㠜więta wojna? Zapytał więc: - Czy zatem miałem walczyć i zabijać? Czy tak to miało być, że musiałem się spierać z każdym przeciwieństwem? - to naprawdę nie mieœciło się w jego jaŸni. Pytał więc dalej: - Panie, czy chciałeœ bym ruszał na podboje barbarzyńców i innowierców? Czy ja miałem ich wytępić? Czy właœnie tego nie zrobiłem w moim życiu? - Zaiste powiadam ci, że nie pojšłeœ o czym tobie wieszczš słowa Moje. Słuchaj uważnie! Całe twoje życie od chwili gdy wyszedłeœ w ciemnoœć jest tęsknym szukaniem drogi powrotu do Mnie. Gdy zrodziłeœ się w ciele ziemskim, to skupiłeœ w sobie siły, które miały tobie dopomóc w dojœciu do Mnie. Stało się jednak tak , że siły te uzyskały nad tobš przewagę i głosem swoim odebrały tylko tobie należne miejsce. One w twojej duszy mówiły o sobie "Ja", lecz nigdy z tobš samym nie miały nic wspólnego. Jak zatem widzisz cały plac boju i siły, które musisz pokonać, znajdujš się w tobie. Nawet teraz w chwili œmierci to ciebie dotyczy. Najłatwiej mogłeœ je pokonać na Ziemi. Wiedz jednak, że nie o chęć zabijania tu się rozchodzi, gdyż to co byœ zabił będzie ziarnem tworzšcym nowe przeciwnoœci. To doprowadziłoby do powstawania nowych walk, w których wreszcie poniósłbyœ klęskę. Zatem widzisz, że zabijanie nigdy nie doprowadzi ciebie do prawdziwego zwycięstwa. Prawdziwym zwycięstwem jest bowiem stan, w którym już żadna siła nie będzie cię mogła wyzwać do walki. Nie wolno ci nic zabijać! Wszystko co masz pokonać, musisz swojš odwagš, walecznoœciš i determinacjš zmusić do oddania na twoje usługi posiadanych przez te siły narzędzi i mocy. Wiem, że na Ziemi czasami ci się wydawało, że musiałeœ walczyć na zewnštrz, lecz mówię ci, że istotna i rzeczywista walka z wszelkimi przeciwnoœciami musi rozegrać się w tobie. - Ojcze, pamiętam, że na Ziemi byłem człowiekiem majšcym problemy natury materialnej. Cóż w tej sprawie mogłem zrobić? - Widzisz, nie nałożyłeœ więzów swojej woli na otaczajšcš ciebie zewnętrznoœć. Poddałeœ swoje marzenia dane ci przeze mnie i nie postawiłeœ sobie celów do osišgnięcia, w oparciu o które rozwišzałbyœ własne problemy w tej dziedzinie życia ziemskiego. Dziœ twoje potomstwo musi przedzierać się przez chaszcze żywota ziemskiego bez wsparcia jakiego mogłeœ mu przecież udzielić. Po pierwsze mogłeœ dać swojemu potomstwu przykład jak żyć w otaczajšcej rzeczywistoœci œwiata zewnętrznego. Po drugie mogłeœ je zabezpieczyć w dobra materialne. - Ale ja nawet nie znałem sposobu rozwišzania tych problemów. Prawdopodobieństwo wygranej na loterii było znikome... Głos przerwał mu swoim œmiechem. Œmiechem pełnym ciepła, lecz bardzo krytycznym. - Ha, ha, ha ... ! Po czym powiedział do niego: - Nic, co nie spada z drzewa losu jako owoc zdobyty w walce nie przyczyni się do rozwišzania żadnego z twoich problemów. Dotyczy to także sfery majštkowej. Takie rozwišzanie, o jakim ty myœlisz, nic by ci nie dało prócz pogorszenia twojej sytuacji. Nabrałbyœ mylnego przeœwiadczenia, że mowa moja z twoich uciech życiowych się składa. W tej dziedzinie życia ziemskiego działać musi prawo zasiewu i zbioru póŸniejszych plonów. Dopiero zasiew daje mi możnoœć zapoznania siewcy z prawem obfitoœci. A to może się stać jedynie podczas zbiorów. Zważ, że w przypadku gry liczbowej, czy innej gry losowej siewcš jest ten, który jš stworzył i to jemu przysługuje prawo zbiorów. A cóż ty siałeœ w swoim życiu? Głosiłeœ znanš tobie fałszywš prawdę, że pienišdze szczęœcia nie dajš. Po co zatem grałeœ i trwoniłeœ pienišdze, które mogłeœ pomnożyć w inny sposób. Jest to wyraz twojego lekce sobie ważenia odwiecznych praw, które stworzyłem by tobie pomóc. Powiedz mi, czy nie znałeœ nikogo kto był wolny od trosk materialnych. - Tak, znałem takich ludzi, lecz nikt z nich nie powiedział mi jak zarabiać pienišdze. - Wiem, że nawet nie zadałeœ sobie trudu, by znaleŸć tego, który miał ci w tym dopomóc. Stawiałem takich ludzi na twej drodze wielokrotnie. Ty oceniałeœ ich według pozorów. Odwracałeœ się od nich i dalej błšdziłeœ. A mogłeœ dać się prowadzić doœwiadczonemu przewodnikowi, by w póŸniejszym czasie odwzajemnić się innemu potrzebujšcemu. To dla ciebie wyrobiłem sobie z grona tobie podobnych tych, którzy mieli ci radzić i nieœć pomoc - powiedział Głos. - Ja myœlałem, że prawdziwe jest zapisane w œwiętych księgach twierdzenie, iż łatwiej przejœć wielbłšdowi przez ucho igielne niż bogatemu wejœć do królestwa niebieskiego. - Tak jest w œwiętych księgach - dodał liczšc, że się usprawiedliwi. - Człowieku małej wiary! - powiedział Głos. - Czyż te słowa nie mówiš raczej, że jedno i drugie jest możliwe? Trudne, ale możliwe. Zobacz gdzie byœ zaszedł gdybyœ wygrał majštek na loterii. Trzšsłbyœ się ze strachu, że możesz go stracić. I straciłbyœ go dzisiaj! Mimo to pozostałbyœ jego niewolnikiem na niezmierzone czasy. Z takim bagażem nie wszedłbyœ do królestwa Mojego - powiedział Głos. Nie œmiał Mu przerywać. To co mówił obnażyło go całkowicie z wymówek.. - Krwiš œwiata materialnego jest jednostka płatnicza zwana w twoich czasach ziemskich pienišdzem. Jest to swoista materia duchowa, dzięki której mogłeœ tworzyć jakiekolwiek dobra duchowe i materialne na Ziemi. Gdybyœ zechciał tak czynić, musiałbyœ zaczšć od siebie. Bowiem, gdy przez swojš pracę twórczš podłšczyłbyœ się do żył, którymi przepływajš wartoœci materialne i duchowe Ziemi, miałbyœ prawo oczekiwać zwielokrotnionych skutków, które wróciłyby do ciebie. Tu podkreœlam, żebyœ zapamiętał na wieki, że zawsze wróci do ciebie to co zasiałeœ, a plon będzie zwielokrotniony. Od poczštków twoich uczyłem ciebie prawa odpowiedzialnoœci. Ty zdajesz się zapominać o Moich naukach. To co ciebie spotyka ty sprawiłeœ! Wracajšc jednak do pieniędzy to chcę tobie powiedzieć, że istnieje skarbiec zawierajšcy nieprzebrane bogactwa. Łatwo mogłeœ znaleŸć do niego klucz i czerpać z jego zasobów dla dobra swojego i innych. Mogłeœ, bo skarbiec ten jest ukryty w twoim sercu. Mogłeœ, gdy żyłeœ na Ziemi. Teraz nie potrafisz walczyć, ale wtedy wszystko było możliwe. Mogłeœ pokonać całš zewnętrznoœć i kierować dobrami pieniężnymi tak, by dać innym oparcie w potrzebie i by jeszcze tobie starczyło na dostatnie życie. Nic by się nie stało złego, gdybyœ zgromadził potężne dobra materialne i finansowe, dzięki którym œwiat nazwałby ciebie bogaczem. Nic by się złego nie stało, gdybyœ korzystał z tych dóbr w umiarze przysługujšcym królom i innym władcom œwiata ziemskiego. Ale wiele się mogło stać, gdybyœ częœć swojego zbioru przeznaczył na stworzenie dóbr pomagajšcych w rozwoju tobie podobnych ludzi. Mogłeœ pomóc sobie, przez co pomógłbyœ innym swoim przykładem, a gdy trzeba by było, wsparciem. Ty wolałeœ się łudzić, że spadnie ci manna z nieba! Tu ciebie zwiodły złudzenia na manowce, bowiem manna z nieba dana była narodowi, który odważnie wyrwał się ze swojej gnuœnoœci i szedł œmiało za moim głosem do Ziemi Obiecanej. A ty przecież chciałeœ cichutko siedzieć, nikomu się nie narażać. Tęskniłeœ do dużych pieniędzy, oczekujšc bym ci je ofiarował w odpowiedzi na twoje tęskne proœby. Chciałeœ bym kupił od ciebie za pienišdze z wygranej zaufanie i wiarę we mnie. Przeczuwałeœ, że zaufanie i wiara sš siłami, którymi musisz mnie obdarzyć, by w zamian uzyskać moc pokonywania przeciwnoœci losu. Mimo trafnoœci tego przeczucia prezentowałeœ takš postawę, która nie mogła dać tobie mojej przychylnoœci. Gdybym w takiej sytuacji spełnił twoje pragnienia To skrzywdziłbym ciebie i wielu innych twoich braci. W żadnym przypadku nie wolno ci było ufać w spełnienie wszystkich twoich zachcianek. Pamiętaj, że tylko ja wiem co tobie wyjdzie na dobre! Ufnoœć, jakš chciałem widzieć w tobie na Ziemi dla mnie miała jedynie pozostawić prawo o decydowaniu co dla ciebie mogło być spełnione. Wiedz, że w większoœci przypadków w ostatecznym rozrachunku dawałem tobie to, o co mnie prosiłeœ, o ile spełnienie twej proœby nie stało w sprzecznoœci z obowišzujšcym we Mnie prawem. Ty nie dałeœ sobie szansy, by w tobie zaczęła działać odwieczna siła jakš dopiero stworzyć mogę, gdy w duszy twojej będzie rozwinięta ufnoœć dla Mnie, której nie zdołajš już wzruszyć żadne moce tobie przeciwne. Ty jednak żywiłeœ obawy i troski, które zachwiały twojš ufnoœciš. Ty nawet sobie nie ufałeœ! Bez zaufania do siebie nigdy nie będziesz mógł Mnie obdarzyć ufnoœciš, o której ci tutaj wieszczę. Tylko taka ufnoœć mogła cię obdarzyć losem, który zesłałby ci prawdziwe zjednoczenie ze Mnš w œwiadomej radoœci istnienia. - Skšd miałem to wszystko wiedzieć?! - pytał zrozpaczony. Miał nadzieję, że to go usprawiedliwi. Mówił więc: - A dzisiaj już mnie nie ma na Ziemi... To znaczy on nie był pewny tego co się ze nim stało. Nie wiedział czy już umarł, czy dopiero kona. Ale co by to zmieniło, gdyby był żywy? Docierało do niego, że oto właœnie doœwiadczył sšdu ostatecznego. Szczerze żałował zmarnowanego życia ziemskiego, które tak nagle stało się nieuchwytne ? życia, które ulatywało w otchłań przeszłoœci nieodwołalnie. Nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo je kochał. Tak! Bardzo kochał swoje życie na Ziemi! Była to wartoœć najwyższa, a on jš tracił na zawsze. Otaczajšce go ciemnoœci ogarnęły wszystko jeszcze mocniej. To pogłębiło jego przerażenie. Zawołał w otchłań: - Wszystko straciłem! Nawet Ty mnie nie akceptujesz! - pustka odpowiedziała mu ciszš. Mówił dalej: - Czego ja naprawdę pragnę od życia, jeżeli jeszcze je mam? - zastanawiał się głęboko ? Ojcze! Pragnę zbawienia bardziej niż czegokolwiek na œwiecie! Pragnę czuć twojš bliskoœć i być przy Tobie... Nagle wszechogarniajšca cisza wróciła do niego. Rozpaczliwa trwoga wypełniła całe jego jestestwo. Za życia na Ziemi żywił nadzieję, że raj ma przyjœć po œmierci, że tam poprawi się jego los. Ta nadzieja prysła jak mydlana bańka. Ogarnšł go potworny bezwład. Czas płynšł inaczej. Nie sposób go opisać. Był, ale nie miał pojęcia, gdzie się znajduje i czego mógł by się uchwycić. Nie miał żadnego oparcia. Wszystko dookoła niego było mu obce i wrogie. W pewnej chwili zdał sobie sprawę, że musi szukać czegoœ, co da mu szansę poznania. Wytężył całš swojš istotę, wszystkie swoje siły i stwierdził, że w jego sercu pojawiła się wola zrozumienia tego, co się ze nim dzieje. Wiedział, że musi odnaleŸć Tego, który przemawiał do niego. Gdy zakiełkowała ta właœnie wola, Głos odezwał się: - Wiem, że mnie szukasz. Lecz bacz byœ nie szukał daremnie w odległych dalach tego, co ci jest tak bardzo bliskie. Aby tobie dopomóc dałem ci się słyszeć. Chcę bowiem, by szukanie twoje uwieńczone zostało sukcesem jakiego pożšdasz. Chcę byœ kroki swoje skierował tam, gdzie iœć należy. - Dokšd mam iœć Panie? - zapytał. Głos odpowiedział mu tymi oto słowy: - Zaiste gromadziłeœ błšd na błędzie sšdzšc, że twoje życie jest wynurzajšcym się z mroków niebytu cišgiem przypadkowych zdarzeń, który kończy się ponownym rozpłynięciem w nicoœci. Ta postawa wynikała z pychy jakš obdarowała ciebie myœl. Wiedz, że duch œwiata ziemskiego zwodzi wędrowców, by ograbić ich z woli twórczej danej im przeze Mnie. Duch œwiata ziemskiego daje w drodze przypadku różne dobra materialne i niematerialne lub je odbiera, by w ten sposób stworzyć w tobie lęk. Karmi on ciebie informacjš o strachu i cierpieniu jakie cię zewszšd otacza. Chce on w ten sposób sprawić, byœ ukorzył się przed nim. On chce, byœ powalony na twarz pełzał przed nim proszšc go, żeby pozostawił tobie dobra, które zgromadziłeœ w wielkim trudzie. On chce ciebie poniżyć, by wreszcie i tak pozbawić cię wszelkich dóbr i wartoœci, o które u niego zabiegałeœ. Postępujšc tak przycišga on twojš uwagę i na swoje usługi zabiera moce w tobie zgromadzone, by gdy już staniesz się dla niego bezużytecznym, wypluć cię do bezdennego, zimnego grobowca w jakim się teraz znajdujesz. Tak stało się właœnie w twoim życiu. Duch œwiata wypełnił ciebie obawami o przyszłoœć. To jest twoja spuœcizna, której wystarczy dla ciebie i twoich pozostałych na Ziemi potomków. Nawet teraz w tej doniosłej chwili boisz się mimo, że Mnie słyszysz. - Panie, czy nie jest to dobre, że się Ciebie boję? Ty jesteœ siłš sprawczš, która nagradza i karze, a z tego co tu wynika, to ja nie przeżyłem swego życia dobrze. Dlatego się boję ? mówił do Niego. - Powiadam ci, że daleko się od siebie oddaliłeœ. Sšdzisz, że sensem Mojego i twojego istnienia jest karanie i nagradzanie. Wiedz, że nawet ty, w tej chwili, masz jeszcze tš samš postać, co wtedy gdy żyłeœ we Mnie i radowałeœ się Mojš obecnoœciš. Po to dziœ słyszysz Mój głos, byœ oczy swe w górę zwrócone czym prędzej w głšb swej duszy skierował. Nie znajdziesz Mnie nigdy w odległych przestworzach Wszechœwiata mimo, że każde stworzenie czerpie tam żywot ze Mnie. To w sobie samym Mnie szukaj. Tam bowiem odnaleŸć Mnie zdołasz jako życie swoje, które samo się w tobie przeżywa i własne ma podstawy. Ciężko ci Mnie pojšć, bo nie pojšłeœ samego siebie. Na Ziemi miałeœ dane sobie możliwoœci i prawo, które gwarantowało tobie moc poznania cudów jakimi wypełniona jest dusza twoja od wieków. Ty na zewnštrz szukałeœ potwierdzenia Mojego istnienia, a Ja byłem ci bliski jak œwiatło bliskie jest płonšcemu ognisku. To w sobie mogłeœ znaleŸć to ciepło, którego ci teraz brakuje, gdyż Mnie nie znasz. Twoja œwiadomoœć ziemska nie odzwierciedliła tobie twojego własnego żywota, w którym objawić ci się mogłem Ja, ukryty w tobie od wiecznoœci po wiecznoœć... Nie mógł się skoncentrować nad Jego słowami, ponieważ œwiadomoœć wypełniła się głębokim żalem, że oto stoi już na skraju życia. Wiedział, że wiele razy Go zawiódł, że wiele pożytecznych spraw zaprzepaœcił, że wiele mocy mu sprzyjajšcych zmarnował. - Och, gdybym mógł mieć chociaż jeden dzień życia przed sobš - użalał się. - Jak wiele mógłbym zrobić z tym co wiem dzisiaj! Gdybym mógł być znowu młodym człowiekiem! Gdybym miał tak ze dwadzieœcia, trzydzieœci lat! Byłbym odważniejszy, więcej bym ryzykował w życiu. Gdyby tak było Ojcze to miałbym siły, by Twoje słowa w czyn wprowadzić. Głos jednak mówił dalej tak, jakby go nie słuchał. - Miłuję ciebie od wiecznoœci. Miłuję cię mimo tego, że w tamtej niepamiętnej chwili chciałeœ mnie opuœcić. Miłuję ciebie nawet teraz w godzinie œmierci twojej, chociaż czujesz się bezbronny i zagubiony. Poza Mnš nie ma nic, co mógłbym ogarnšć mojš miłoœciš. Podobnie do Mnie, ty musiałeœ nauczyć się siebie miłować bardziej niż cokolwiek innego poza sobš. Musiałeœ najpierw siebie ogarnšć żarem miłoœci, gdyż dopiero wtedy mogłeœ się nauczyć miłować inne istoty i rzeczy. Dopiero taka miłoœć mogła potwierdzić to co miłujesz, gdyż miłoœć prawdziwa istnieje tylko wtedy, gdy umiesz miłować. Jak miałbyœ umieć miłować, gdybyœ siebie jednak nie miłował? Tam, w sobie mogłeœ odkryć największš miłoœć we Mnie, która dałaby tobie najwyższe, z głębi duszy płynšce, potwierdzenie twojego życia w harmonii z bytem Moim. - Ja przecież kochałem bliskich, cierpišcych, oraz inne stworzenia ziemskie. Moje współczucie dla utrapionych istot było ogromne. Znałem miłoœć Panie! ? wyznał w ciemnoœć. - Błędnie cię uczono, że wszystko miłować musisz. Sš rzeczy w œwiecie widzialnym i niewidzialnym, których nigdy nie powinieneœ miłować. Miłoœć bowiem potwierdza to co miłuje, a nie wszystko jest korzystne dla ciebie i innych. Co miłować, mogłeœ się dowiedzieć w samym sobie. Wszystko zaœ inne musiałeœ pozostawić poza obrębem swojej miłoœci, nie darzšc tego swojš uwagš. Wiem, że tam gdzie nie żywiłeœ miłoœci często pojawiała się nienawiœć. To błšd, za który dziœ słono płacisz. To czemu chciałeœ zaprzeczyć należało pozostawić poza miłoœciš twojš. Niemiłowanie jest zaprzeczeniem. Natomiast nienawiœć jest przyznaniem się do niemocy pokonania tego co nienawidzisz. Darzšc jakikolwiek przedmiot œwiata widzialnego lub niewidzialnego nienawiœciš karmisz potwora, który kiedyœ stanie u wezgłowia twego i cię pożre! Jak wiele zła zniknęłoby z Ziemi gdyby nienawiœć nie wzmacniała jego sił na nowo. Wirował w przestrzeni nie mogšc znaleŸć oparcia. Tak wiele słów, tak wielka nauka. Nie mógł tak do końca uchwycić sedna jego ostatniej wypowiedzi. Kogoœ w życiu kochał - przynajmniej tak myœlał do tej chwili. Czyżby On mu mówił, że nie potrafił w ogóle kochać? - Czy to możliwe - pytał - że miłoœć, którš żywiłem do moich najbliższych tak naprawdę nie była tym wzniosłym uczuciem? - Najwyższa miłoœć twoja, jakš dopiero we Mnie znaleŸć możesz, nie zna żadnego przedmiotu miłoœci. Poznać jš mogłeœ, gdybyœ tylko zechciał zwrócić się ku sobie, by Mnie tam odnaleŸć jako swoje życie. Tobie nie udało się w twoim czasie ziemskim nauczyć się siebie miłować. Zaczęło ci się wydawać, że miłujesz innych. Tak naprawdę oszukałeœ siebie i tych, których obdarzyłeœ uczuciami. To nie była miłoœć! To co czułeœ z popędów ciała się wywodziło lub z innych egoistycznych pobudek, które zrodziły się z sił nieposkromionego umysłu. Zapanowała cisza, która stała się jego nieodłšcznym towarzyszem w każdej chwili, gdy On przestawał mówić... - Tak, oszukałeœ siebie i innych! - zawołał. Słowa te wstrzšsnęły młodym człowiekiem do głębi jego istoty. Tak wiele było do zrobienia na Ziemi w sprawie jego życia. Skšd miał brać wzorce, które byłyby dla niego drogowskazem na bezdrożach ziemskiej egzystencji. Teraz nic już nie mógł zrobić. Dookoła ciemnoœć i pustka. Myœlał wtedy o œwietle, o tym jak bardzo mu go brakuje właœnie teraz. Tak bardzo za nim tęsknił. Myœlał, że œwiatłem jest promienna jasnoœć Słońca. Na Ziemi to ono œwieciło z oddali i było najpotężniejszš siłš jakš znał. Czuł wtedy ogrom kosmosu, w którego przestrzeni była zawieszona ta wielka gwiazda. Wiedział jednak, że to właœnie ona jest siłš sprawczš procesów, które umożliwiły powstanie życia na Ziemi. Wiedział o ewolucji materii, bo interesował się tym zagadnieniem. Przeczuwał, że gdzieœ jest Ktoœ lub coœ ? nieokreœlona ludzkš miarš siła sprawcza wszystkiego, co go otaczało w życiu. Wierzył, że On jest - że czuwa... Podobnie myœleli inni ludzie. Najczęœciej nie byli to ludzie spokojni. Zmagali się oni ze swoim losem wydzierajšc sobie różne dobra i wzajemnie czynili sobie szkody. Młody człowiek nie akceptował takiego życia jakie prowadzili ci "uczynni inaczej". Myœlał, że grzeszny żywot człowieka na tym właœnie polega. Po zetknięciu się ze œmierciš dowiedział się o swoich występkach. Głos powiedział bowiem coœ, co nim jeszcze bardziej wstrzšsnęło. - Widzisz teraz, że brakuje ci œwiatła. Brakuje go tobie, ponieważ œwiatłem prawdziwym jest ta jasnoœć, której żadne ciemnoœci zaciemnić nie zdołajš. One jej zaciemnić nie mogš! Słońce, które znałeœ na Ziemi zaiste nie było œwiatłem bardziej niż najmniejszy przebłysk œwiadomoœci w twej duszy. Jasnoœć Słońca przeminie i rozpłynie się we wspomnieniu. To prawda, że czułeœ wewnętrznš iskrę jasnoœci w swoim wnętrzu, gdy dni ziemskie wypełnione były Słońcem. Ten odległy ogień tyle tylko mógł tobie dać rzeczywistego œwiatła. Tobie tyle już wystarczało! Lenistwo twoje sprawiło, że wolałeœ myœleć o tej iskrze jako o œwiadectwie zdolnoœci jaœnienia, po którš chciałeœ sięgnšć w póŸniejszych czasach. To pycha twoja kazała tobie bardziej wierzyć w złudzenie tego, co ty zwałeœ życiem na Ziemi, niż w rzeczywiste życie twoje. A właœnie tam mogłem ciebie wypełni㠜wiatłem. Gdybyœ stanšł u drzwi skarbca i cierpliwie czekał, aż ci go otworzš... Wielu tobie podobnych błšdziło po tych samych co ty bezdrożach przez wieki całe nie mogšc Mnie znaleŸć. W swojej ciemnej głupocie sšdzili oni, że już œwiadome siebie przeżycie na Ziemi wystarczy im do spełnienia. Ich dni ziemskie wypełnione były nienawistnym i pełnym zawiœci bytem. Często z ich ršk ginie wielu, którzy majš to co ci chcš mieć. Ci padlinożercy wydzierajš swój łup właœnie tam gdzie œmierć zagoœci. Bardzo często oni jš zapraszajš do czyjegoœ bytu... - Panie! - zawołał rozpaczliwie w obawie, że zostanie osšdzony za rzeczy, których nie uczynił. ? A cóż ja mam wspólnego ze œwiatem zbrodniarzy i złoczyńców. Na te sprawy naprawdę nie miałem wpływu. Ja sam nigdy nie ukradłem nic, nikomu nie wyrzšdziłem krzywdy, ani nikogo nie zabiłem, aby mu coœ zabrać. Ja w ogóle nikogo nie zabiłem! - Znam twój szacunek dla życia i podziw jego różnorodnych form ziemskich ? odpowiedział Głos. ? Znam też tłumaczenia twoje i tobie podobnych żyjšcych na Ziemi, którzy okolicznoœci zewnętrzne i degradację otoczenia wskazujecie jako przyczynę eskalacji przemocy i zbrodni. A ja powiadam tobie, że okolicznoœci te w głównej mierze sš skutkiem twojego lęku i obaw. Mówisz, że ty nie miałeœ wpływu na wielkie wydarzenia w otaczajšcym ciebie œwiecie? Ty nie mogłeœ zrobić nic, by zmienić okolicznoœci zewnętrzne? Powiadam więc tobie, że brak wpływu jest także wpływem! Za tymi słowami kryje się główny winowajca wszelkiego nieszczęœcia jakie wokół ciebie się działo! Młody człowiek po tych ostatnich słowach całkowicie stracił orientację. Zwštpił w siebie. Myœlał, że w jego życiu musiało wydarzyć się coœ, co postawiło go przed tak srogim sędziš. Wrócił swojš uwagš do przeglšdu swojego życia ziemskiego. Nie był jednak w stanie wejrzeć w te jego strony, które następowały po Œwiętach Bożego Narodzenia w 1998 roku. Datę tych Œwišt pamiętał jako ostatniš przed wystšpieniem tego co teraz przeżywał. W głębi swojego istnienia wiedział, że nie wyznacza ona dnia jego œmierci. Co zatem wydarzyło się na tych nieznanych mi stronach jego życia? Za co jest sšdzony? Głos mówił dalej. - Chciałem ciebie widzieć zwycięzcš, który dajšc Mi rękojmie niepodważalnej ufnoœci byłby fundamentem dla działania Mojej własnej siły. Twoje zwycięstwo nad przeciwnoœciami zwróciłoby uwagę tobie podobnych bez względu na to gdzie się znajdowali. Ty jednak odmówiłeœ Mi swego poparcia i tchórzliwie zwróciłeœ się ku przypadkowi. Uczyniłeœ z niego swego bałwana i czeœć swojš mu oddawałeœ, składajšc na jego ołtarzach obawy, myœli pełne trwogi, bezradnoœci i rozpaczy. Owszem, wzywałeœ Mnie mowš, którš ja włożyłem w usta twoje, ale nie słyszałeœ Mnie, gdyż mówiłeœ także wtedy, kiedy Ja mówiłem do ciebie. Wierz mi, że dawałem tobie prawo głosu, lecz ty wtedy przekornie milczałeœ pomimo, że Ja stworzyłem wszelkie okolicznoœci byœ został wysłuchany. Głos twój zasiew miał uczynić, by wszelkiemu złu odcišć drogę do serc tobie podobnych, szukajšcych Mnie istot. Gdy zabrzmiałby on odważnie w œwiata przestrzeniach, to Moja moc mogłaby was wszystkich wypełnić dobrobytem. Stałoby się tak, gdyż tego dla was pragnę. To wam obiecałem, gdy tchnšłem w was życie w odległych czasach. I wiedz, że nie widzę powodu, by się wam nie miało spełnić słowo Moje! Rzecz w tym, że to ty i inni zaœlepieni strachem i lenistwem uważacie, że wszystko zmierza ku zagładzie. To wy tworzycie piekło! Strach was zaœlepił na tyle, że nie widzicie iż zadajecie kłam Mojemu Słowu. Zaiste œmiałe to bluŸnierstwo, któremu ty też hołdujesz. Nawet teraz, gdy z tobš mówię boisz się. Młody człowiek naprawdę czuł potworny strach. Nie miał bowiem nic na swojš obronę ? i jeszcze to stało się grzechem! On mówił do niego i był to głos sprawiedliwy. Surowy, ale sprawiedliwy. W sprawiedliwoœci tej jednak było coœ ciepłego. Może wyrozumiałoœć? Tego nie wiadomo. Wyczuwał delikatnš nutkę nadziei, że ma jeszcze szansę, by odsunšć od siebie to, co nieuchronnie zbliża się do niego. Z czasem ta nadzieja stawała się coraz silniejsza. Pojawiło się wręcz wewnętrzne uczucie pewnoœci, że to co dotychczas było beznadziejne jest poczštkiem czegoœ wielkiego. Zaczšł odczuwać, że z głębin jego bytu tryska życie, które wypełnia go coraz bardziej. Jego nadzieja stała się pewnoœciš, że oto istotę ducha wypełnia życie. Życie, które nic nie znaczy poza nim, a jednak dla niego jest ono najcenniejszym dobrem jakim kiedykolwiek dysponował. Nagłe zdanie sobie sprawy z tego odkrycia objawiło mu jego nierozerwalny zwišzek z nieomylnš siłš sprawczš tego cudu, którego był œwiadkiem ? cudu narodzin życia. Wiedział, że gdzieœ tam w głębi jego duszy jest jasnoœć, która rozœwietli mu wszelkie ciemnoœci. Wiedział, że wrogie mu siły zacznš kryć się w swych norach przed tym œwiatłem. Zaczšł odczuwać, że w głębi swego istnienia może odnaleŸć moc, która dopomoże mu w ujarzmieniu przeciwieństw. O tym uczuciu młody człowiek opowiedział mi, bym zdał sobie sprawę z tajemnic jakie kryjš się w głębi mojej duszy. Nie opowiedziałem Tobie o tym, byœ się poddał przekonaniu, że masz oto przed sobš jeszcze jednego, który posiadł wszelkie rozumy œwiata. Widzisz, podobnie do mnie , Ty doœwiadczyłeœ pewnych przeżyć w drodze kontaktu z tym opowiadaniem. Młody człowiek natomiast wtedy, gdy doœwiadczał tego o czym ci tu opowiedziałem był przeœwiadczony o swoim końcu. Był przekonany, że już nic nie zdoła uczynić, bo oto kończył się jego byt. Opowiedział mi o swojej głębokiej tęsknocie, którš wtedy odczuwał. Była to tęsknota za jeszcze jednš szansš ? za swojš młodoœciš. Rozpamiętywał swoje błędy życiowe. Wiedział, że gotów był złożyć Jemu przysięgę, że inaczej postšpi ze swoim życiem gdyby dostał je dał na nowo. - Gdybym wiedział tyle, co wiem teraz ? mówił do siebie. ? Jakże wiele mógłbym uczynić, by odmienić swój i œwiata los. I gdy wypowiedział te słowa On rzekł mu: - Niechaj się stanie wedle słowa twego. IdŸ i wypełnij stronice jeszcze nie zapisane według swojego uznania. Pamiętaj, że dzisiaj jest pierwszy dzień twojego nowego życia. IdŸ œmiało przed siebie. Kluczem do szczęœcia jest marzenie. Jeżeli mogę dać tobie radę teraz, gdy Mnie słyszysz to posłuchaj. Pozwól, by w twoim sercu rosła ta myœl, że jestem ci bliższy niż cokolwiek innego. Wyobrażaj sobie, że tulę cię w ramionach i głaskam po skroni jako swoje najbardziej ukochane dziecko. Niechaj to będzie twoje największe marzenie. Wiedz, że marzenia się spełniajš! Ufaj Memu Słowu bezgranicznie. Taka ufnoœć da tobie prawo, byœ oczekiwał owoców z tego coœ posiał w przeszłoœci. Bacz jednak byœ ufał mšdrze, gdy chcesz czegoœ na zewnštrz dokonać. Nie wolno ci wszak ufać, że wszystkie twoje zachcianki zostanš spełnione. Nie musisz Mi mówić, co jest dla twojego dobra. Zaufaj Mi i odnajdŸ swoje najskrytsze marzenia. Odważ się marzyć, stawiaj sobie cele do osišgnięcia i czyń im zadoœć. BšdŸ w swoim postępowaniu pomocnym dla innych. Żadne marzenie nie usprawiedliwia krzywdy zadanej bliŸniemu lub innym istotom. Niechaj twój czyn pełen odwagi doprowadzi ciebie do zwycięstwa nad wszystkim, co ciebie ode Mnie dzieli. W drogę! Ja jestem z tobš. Nie lękaj się, gdy zobaczysz przeciwne sobie siły, które œcierajš się wzajemnie. Wiedz, że to Ja je w sobie wypromieniam, by tworzyć formy życia. Szare i zimne byłyby œwiaty, gdybym nie przeciwstawiał różnorodnych sił, dzięki którym tworzę ruch i energię. Dlatego potrzebuję twojej ufnoœci, byœ się nie przeraził tego, co ciebie otacza i byœ wiedział, że cokolwiek się z tobš stać może będzie dla dobra twego i œwiata. Nie próbuj zrozumieć Mego planu, zanim Ja ci go nie objawię! Wiedz, że jesteœ istotnym jego elementem. Chcę jednak, byœ aktywnie przejawiał swojš wiarę i nie chował się w oczekiwaniu na rozwój wypadków, które potwierdzić by miały, że oto stać się musi to, co zapowiadali prorocy i wróżbici. Te przepowiednie dałem wam, by osłabić ducha tego œwiata. Chcę byœcie po rozwadze powiedzieli mu, że przeminie. Głoœ tš prawdę, że człowiek jest moim dzieckiem. Mężnie noœ imię swoje i czoło dumnie wznoœ ku niebu! Lecz niech obca ci będzie pycha. Jesteœ jednym z wielu. Jesteœ Moim synem umiłowanym, lecz masz siostry i braci, które również kocham. Jesteœ jednak jedynym Moim synem, który jest tym kim jest. I nikt inny nie może być u ciebie tam, gdzie ty tylko być możesz. Pamiętaj o tym, że jesteœ niepowtarzalny i jedyny. Chronię ciebie jako najcenniejszy swój skarb. Tak jest w istocie na wieki! Raduj się w sobie, gdyż w pełnej krasie objawię się tobie wtedy dopiero, kiedy przemieniony w radoœć zbliżysz się do mnie. Po tych słowach ocknšł się, czy może nawet zbudził ze snu. Gdy otworzył oczy zobaczył, że jest w swoim mieszkaniu - małym, ciasnym lokalu. W kšcie stała przystrojona niewielka choinka, a na œcianie wisiał kalendarz z zaznaczonš datš 25 grudnia 1998 roku. Serce w piersiach waliło mu niczym gołębicy schwytanej w dłonie. Tak jak mówiłem Tobie czytelniku na wstępie, nie wiem do dzisiaj czy mój rozmówca spał œnišc jedynie, czy doœwiadczył wizji. A może jednak z rozmawiał Nim? Nie zmienia to w żaden sposób jednego faktu z przyszłoœci, że ostatnie tchnienie nadchodzi z każdš chwilš. Drugiej szansy nie będzie! - Dziœ jest pierwszy dzień twojego nowego życia! - powiedziałem głoœno do siebie.

Długie....ale warte uwagi. Dla cierpliwych ! I tych , którzy potrafiš zatrzymać się na dłużej :)))))))

Dlatego nie oœwieca bo mamy wolnš wolę człowieku> Bóg nie ingeruje w nasze życie, możesz sam podejmować decyzje, nie sš ci one narzucane z góry......Najlepiej za wszelkie zło obarczyć Boga !!! A może sam się zastanów nad swoim postępowaniem, co byœ zmienil w swoim życiu, aby mniej grzeszyć ?
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 8
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.