http://wiadomosci.onet.pl/4864,1299805,,5,temat.html
Wypędzeni z raju
USA potrzebna była baza wojskowa na Oceanie Indyjskim, wyludniono więc cały archipelag
Teraz byli mieszkańcy wysp Czagos broniš się przed sšdem w Londynie.
W nędznej chacie w dzielnicy biedoty w Port Louis, stolicy Republiki Mauritius, mieszka 65-letni Norbert L'Emclume. Kiedy był kierowcš ciężarówki. Jego żona rozwiesza pranie na sznurku, wnuki bawiš się na starych materacach i łóżkach dwunastoosobowej rodziny, rozłożonych w poprzek kanalizacyjnego cieku.
Pytania o pochodzenie budzš smutne wspomnienia. L'Emclume odpowiada elegijnym wierszem, który tu, w slumsach często się cytuje: „Opuciłem mój kraj, mojš małš wyspę, straciłem mojš rodzinę i moje serce”.
Wygnanie L'Emclume’a rozpatruje się obecnie w szerszym kontekcie na drugim końcu wiata: sprawa trafiła do sšdu apelacyjnego w Londynie. Sprawa zniszczonego raju na Oceanie Indyjskim po raz kolejny znalazła się na wokandzie w odległej Wielkiej Brytanii – ciemny rozdział najnowszych dziejów tej wiodšcej niegdy potęgi kolonialnej.
Chodzi tu o historię jak z czasów niewolnictwa, tyle tylko, że ta zaczęła się dopiero 40 lat temu. Rzšd Jej Królewskiej Moci dla wyższych imperialnych celów przehandlował liczšcy 60 km kwadratowych archipelag Czagos i usunšł z niego całš 2-tysięcznš ludnoć.
W latach 60. oficerowie panujšcej wtedy, tak jak i dzi, królowej Elżbiety II z zimnš krwiš głodzili miejscowš ludnoć, na oczach dzieci zagazowywali zwierzęta domowe, a w końcu zebrali wyspiarzy na frachtowcach, by wyładować ich na Seszelach i Mauritiusie.
Beneficjentem były Stany Zjednoczone. Za 14 milionów dolarów, rozliczonych jako rabat do ceny rakiet Polaris, które Wielka Brytania nabyła od USA, Amerykanie wydzierżawili w 1966 r. Diego Garcia, największš wyspę archipelagu, i przekształcili jš w jednš ze swoich najważniejszych baz wojskowych.
Od poczštku goršcej fazy zimnej wojny, po kryzysie kubańskim na poczštku lat 60., Stany Zjednoczone intensywnie poszukiwały miejsc o szczególnym znaczeniu strategicznym. Z punktów na Oceanie Indyjskim Amerykanie chcieli trzymać w szachu Zwišzek Radziecki i Chiny. Wyprawy rozpoznawcze amerykańskich wojskowych sš obszernie udokumentowane na filmach zgromadzonych w brytyjskich zbiorach Public Records Office – archiwum narodowym w Londynie. Grupa wysp Czagos miała znakomite położenie. Przeszkadzali tylko mieszkańcy. Uważano ich za „tarzanów”, tubylczych prostaczków.
Ludzie ci wywodziła się z Mozambiku, Madagaskaru, Senegalu i południowych Indii. Byli potomkami niewolników. Pracowali na plantacjach kokosowych, żyli z handlu koprš lub olejem do lamp pozyskiwanym z orzechów kokosowych. Cieszył się on popytem na Mauritiusie i Seszelach. Czagos stał się archipelagiem oleju kokosowego.
Na trzech największych wyspach: Diego Garcia, Peros Banhos i Salomona właciciele plantacji stworzyli solidnš infrastrukturę. Istniały tam kocioły, szkoły, a nawet mały odcinek kolei. Żywnoć była za darmo, podobnie jak mieszkania i opieka medyczna.
Wyspiarze hodowali kucyki i osły, winie i kury, łowili ryby w idyllicznych lagunach. Na dachach z blachy falistej powiewały flagi Wielkiej Brytanii lub z godłem Czagos: trzema pokanymi żółwiami – na znak lojalnoci wobec władzy zwierzchniej.
USA chciały mieć jednak Diego Garcia „wymiecionš do czysta“ , a jednoczenie uniknšć drażliwego pytania ONZ o los tubylców. Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych zaczęło więc tkać sieć legend i kłamstw. Według jednej z propozycji mieszkańcy mieli być zaklasyfikowani jako gastarbeiterzy, którzy przybyli tu z Mauritiusa i Seszeli. W ten sposób dało się usprawiedliwić ich deportację. Po wykonaniu specjalnie w tym celu badań antropologicznych trzeba było jednak zrezygnować z takiego wytłumaczenia. Ostatecznie w sprawie miejsca pobytu wyspiarzy zdecydowano się po prostu milczeć.
„Proszę pozwolić nam o tym zapomnieć do momentu, aż Narody Zjednoczone poproszš nas o informacje”, napisał w wewnętrznym pimie wysoki rangš londyński urzędnik. Inny czołowy dyplomata, sir Paul Gore-Booth poinstruował w 1966 r. swojego kolegę Dennisa Greenhilla: „Musimy działać zdecydowanie. Celem jest parę skał, które pozostanš nasze. Będš tam tylko mewy i żadnej miejscowej ludnoci”.
Gdy Wielka Brytania przyznała niepodległoć swojej kolonii Mauritius, do której zaliczał się także archipelag Czagos, „olejowe wyspy” pozostały pod kuratelš Londynu, jak gdyby było to czym oczywistym. Rozpoczęte w 1971 r. wysiedlanie zakończyło się dwa lata póniej przymusowym wywiezieniem ostatnich mieszkańców na statkach i przekazaniem wyspy Diego Garcia Stanom Zjednoczonym.
Na wygnaniu przebywa obecnie ok. 5500 Czagosjańczyków i ich potomków – z tego ok. 4500 w Port Louis, 650 na Seszelach i 300 przy londyńskim lotnisku Gatwick. Wprawdzie Londyn wypłacił im odszkodowania w wysokoci ok. 3000 funtów na osobę, ale większoć wyspiarzy żyje w ubóstwie. Nękajš ich bezrobocie, narkomania, alkoholizm, prostytucja, AIDS i wysoki wskanik samobójstw. ich własne wyjanienie tego stanu rzeczy kryje się w kreolskim słowie „chagrin” – nostalgia.
Dopiero w 1998 r. złożono do sšdu pozew przeciwko rzšdowi Wielkiej Brytanii. Przedstawiciele wypędzonych z Czagos, na czele z Sydney’em Kentridge’m, prawnikiem Nelsona Mandeli, odkryli w archiwach Public Records Office prawdziwš kopalnię skarbów: liczne ręcznie sporzšdzone dokumenty, które zadecydowały o losie Diego Garcia. W 2000 r. Sšd Najwyższy Wielkiej Brytanii orzekł, że deportacje były nielegalne i wypędzeni majš prawo wrócić do ojczyzny.
Stany Zjednoczone nie były jednak w żadnym razie skłonne zrezygnować z „7.20 S, 72.25 E", jak okrela się tę bazę w kręgach wojskowych. Diego Garcia stanowi dla nich niezbędne zaplecze lotów do Afganistanu, Iraku i innych celów na obszarze połowy Azji, idealny punkt wypadowy dla potężnej eskadry bombowców strategicznych B-52 oraz bombowców niewidocznych dla radarów.
Wyspa ma port dla 30 okrętów wojennych. Sš tu poligony i inne tereny ćwiczeń, magazyny ropy naftowej i benzyny. Z Diego Garcia Waszyngton ledzi trasy tankowców w tym rejonie, ale także działania coraz bardziej zaznaczajšcych swe ambicje aktorów na globalnej scenie: Indii i Chin. W sumie na Diego Garcia żyje i pracuje około 4000 żołnierzy oraz cywilnych pomocników, którzy pochodzš głównie ze Sri Lanki i Filipin – tylko nie z wysp Czagos.
„Diego Garcia przeżywa stały wzrost“, donosi entuzjastycznie na swojej stronie internetowej marynarka wojenna USA. Jednak dla odwiedzajšcych pozostaje tabu. Nikt, z wyjštkiem przedstawiciela Wielkiej Brytanii oraz krewnych osób służšcych w armii lub dla niej pracujšcych, nie może wjechać na wyspę.
W czerwcu 2004 r. Amerykanie postawili sprawę jasno: nie opuszczš Diego Garcia i nie będš tolerować na sšsiednich wyspach jakichkolwiek wysiedlonych tubylców. „Mogliby zainstalować tam nadajniki zakłócajšce i przeszkadzać w ważnych operacjach wojskowych”. Z kolei brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych nakłoniło Elżbietę II do wydania rzadko stosowanego dekretu królewskiego „Order in Council”. To rozporzšdzenie, możliwe w myl reguł niepisanej konstytucji, unieważnia wszystkie dotychczasowe postanowienia sšdowe w tej sprawie, pomijajšc przy tym parlament. W ten oto sposób królowa wygnała mieszkańców Czagos z ich rodzinnej ziemi chyba raz na zawsze.
„Czy Jej Wysokoci dano ten tekst do przeczytania, zanim go podpisała?”, pyta Oliver Bancoult, przywódca żyjšcej w Cassis grupy uchodców, który będzie protestował w Londynie przeciwko edyktowi królowej. „Czy ona jeszcze pamięta, jak Londyn w 1982 r. wysłał flotę na ratunek 2000 Falklandczykom, podczas gdy 2000 Czagosjańczyków – obywateli brytyjskiej korony – po prostu uprowadzono?”
Mimo wszystko wypędzeni chcš pozostać obywatelami brytyjskimi. Pragnš jedynie, wzorem innych państw wyspiarskich, przekształcić swojš ojczyznę w atrakcyjny, przynoszšcy dewizy cel turystyczny. Nie oczekujš na razie wycofania się Amerykanów. Teraz byliby wdzięczni choćby za dobrze płatne prace na rzecz armii USA.
„Jestemy małym narodem. Nie mamy jasnych włosów ani wykształcenia – mówi Bancoult. – Ale prosimy wiat, by nas uszanował i pomógł nam wrócić do domu”.« 1/1 »