|
|
Poniżej przedstawiamy historię nadesłanš nam przez czytelniczkę, która prosiła o anonimowoć. Na jej probę wszystkie imiona zostały zmienione. Ewentualny kontakt z autorkš tekstu jest możliwy tylko przez nas. Co do poniższej historii, niech będzie ostrzeżeniem dla wszystkich parajšcych się czarnš magiš. Przez ostatnie kilka lat czarna magia stała się bardzo modnym zajęciem, przeważnie dla młodych zagubionych ludzi, którzy mylš, że dzięki niej ułatwiš sobie życie w naszych trudnych czasach. Jednak bez odpowiedniej wiedzy, dowiadczenia i ochrony, "zabawy" z magiš mogš się skończyć tak jak to opisane poniżej.
Większoć ludzi przeżywa jakie mniej lub bardziej wiarygodne historie. Czasem przechodzimy obok jakiego człowieka lub miejsca i co wyczuwamy, co co wpływa bezporednio na nasze emocje. Ja również musze się przyznać ze miałam do czynienia z takimi zjawiskami, lecz niestety nie były to zbyt przyjemne dowiadczenia. Parę lat temu skończyłam kurs czarnej magii. Oczywicie nikt nie mylał wtedy o tym poważnie, ale fajnie było się wybrać czasem o północy na cmentarz. Dziecinne zabawy stały się koszmarem, od którego do dzi nie mogę się uwolnić. Nikomu nie polecam zabaw z magiš, bo skutki często sa katastrofalne.
Wszystko zaczęło się jakie 4 lata temu, kiedy to na pewnym biwaku poznałam pewnego chłopaka z innego miasta. Był to przeciętny, normalny goć, z którym spędzałam przez tydzień czas. Biwak się skończył i rozjechalimy się do domów. Potem go nie widywałam. Po jakim czasie przeniósł się do naszego miasta, wiec postanowiłam go odwiedzić z przyjaciółmi. Kiedy na spotkaniu zaczęło się robić nieswojo, bo każdy był zdołowany swoimi sprawami (gdy na to patrzę z perspektywy, wydaje mi się że on miał dużo wspólnego z naszym stanem psychicznym), Krzysiek zaproponował nam zabawę polegajšcš na tym, że wprowadzi nas w trans, żebymy uwolnili się od smutku i trapišcych nas spraw. Oczywicie każdy z nas był ciekaw, co ma na myli więc z doć dużym entuzjazmem podeszlimy do całej sprawy. Nie będę ujawniała szczegółów jak wprowadzał nas trans (było nas tam ok.18-20 osób), ale powiem, że gdy się, że tak powiem ocknęłam w koło mnie panował istny chaos. Nie wiedziałam dokładnie co się stało. Ludzie płakali, tłukli pięciami w podłogę, gadali każdy do siebie, nawet nie wiem o czym. Wtedy napotkałam wzrok Krzyka. Patrzył na mnie przez moment, potem podszedł do mnie i powiedział żebym została po seansie (jeli tak to można nazwać). Podszedł jeszcze do kilku ludzi i powiedział im to samo. Po seansie każdy był jak wiadomo w ostrym szoku i wszyscy gadali o tym bez przerwy, poczym rozeszli się. Zostałam więc ja, mój dobry przyjaciel Piotrek, koleżanka Anka, Robert i jeszcze dwie osoby. Zostalimy wybrani przez Krzyka jako ludzie, którzy sš zdolni "inaczej" i zapytał się nas, czy nie mamy ochoty przychodzić na jego spotkania. Oczywicie wszyscy byli zachwyceni pomysłem. Poczštki były naprawdę ciekawe. Dowiadywalimy się wielu rzeczy o nas samych, uczylimy się odczytywać ludzkie myli, postrzegać wiat inaczej. Potem nawet wpływać na ludzi i ich zachowania. Jak każdy może się domylać spodobało nam się to (bo komu by się nie podobało?). Po jakim czasie robilimy nawet sesje na cmentarzach przyzwyczajajšc się do otoczenia i rozmawiajšc w transie z "naszymi duchami". Jednak podczas jednego z seansów co poszło nie tak jak wszyscy się spodziewali. Wywoływalimy włanie jednego (jak się okazało póniej) z "ciemnych" duchów i co by tu dużo nie gadać, udało nam się! Tylko że Krzysiek rozłocił go odmawiajšc jakš modlitwę. Duch nie chciał odejć, nic nie pomagało. Było zimno, wiał straszny wiatr, jedno z drzew zwaliło się na ziemie zaraz przed naszymi (dokładniej przed moimi i Piotrka) nogami. Co strasznie huczało i stukało. Nie bardzo da się opisać jak to wyglšdało i co wtedy czulimy. Znad ogniska, które rozpalilimy już wczeniej, buchnšł strumień ognia (mniej więcej szerokoci przeciętnej ręki) w stronę wczeniej wspomnianego Roberta. Na jego klatce piersiowej ukazał się takiej samej rednicy znak odwróconego pentagramu (wczeniej także używalimy takiego znaku w różnych innych seansach, mimo że wiedzielimy dokładnie co on oznacza). Robert po prostu "runšł" na ziemie. Wszystkich sparaliżowało. Stalimy tak i patrzelimy co będzie się działo dalej. Robert usiadł otworzył oczy (były to same białka!) i powiedział : "NIE ODEJDĘ!". Powiedział to tak demonicznym głosem że wmurowało nas jeszcze bardziej a Anka zemdlała. Balimy się tak, że ciężko to opisać. Krzysiek podszedł do Roberta, nie dało się go dobudzić wiec Piotrek poszedł po wodę ze studzienki. Jak Robert się wreszcie ocknšł nic nie pamiętał. Przykrylimy go kocem z samochodu i razem z chłopakami przenielimy go i nieprzytomnš Ankę do auta. Robert był wyczerpany, ledwie mówił. Pojechalimy wiec do Krzyka do domu i tam dyskutowalimy o tym co się stało do godziny 6 rano. Potem zasnęlimy, ale nie na długo. Miałam wtedy sen. Przez cały czas było ciemno i ten miech... tak demoniczny, niski, męski głos, który miał się, a ja nie mogłam się obudzić. Wszyscy jak się okazało mieli podobne sny. Obudzilimy się prawie równoczenie. Wszyscy zziajani i spoceni.
Ten dzień odmienił nasze życie na zawsze. Od tamtej pory chyba nie spałam spokojnie. Jeszcze czasem mi się zdarza miewać podobne sny, koszmary w zasadzie. Wtedy bylimy co prawda gówniarzami i nie mylelimy że wypowiadanie jakichkolwiek słów może doprowadzić to takich konsekwencji. Krzysiek wyjechał za granice po tym zdarzeniu, Anka jest w innym miecie i leczy się u psychiatry, z Piotrkiem nawet nie poruszamy tego tematu, a Robert dalej nosi na piersi znamię które przypomina nam wszystkim o naszej głupocie.
|