|
|
Jeśli ktoś widział ducha -niech opowie,ale jeśli widział osobiscie !!!
Ja opowiem-w roku 1973 wybrałem się z trzema kolegami aby wejść do opuszczonego kościoła [w lesie a dookoła cmentarz].Budowla nie wielka -raczej kaplica cmentarna ,ale z ołtarzem ,pozbawiona bramy wejściowej,w środku tej budowli o podstawie sześcianu było wejście do podziemia [wybite w podłodze ] widocznie nie było innego wejścia .Na ścianach były tablice na których były spore napisy ,ale po łacinie i po niemiecku-nie wiedzielismy co tam pisało.Mielismy jedną latarkę .Było nas czterech,-dwaj bracia i ja mielismy zejść na dół ,bo czwarty coś przeczuwał i powiedział że będzie pilnował rowerów u góry.W dół schodziło sie po belce-którą ktoś tam umieścił w wykutej posadzce,-zeszliśmy we trzech,-ja i owi dwaj bracia.
Schodzilismy pojedyńczo ,tak jak sie schodzi z drzewa-[po tej belce],do dolnej podłogi było jakieś dwa i pół metra.
Po oświetleniu latarką pomieszczenia przez ten wykuty otwór ,było widać stare zniszczone meble ,w ścianach wnęki i z pomieszczenia [szły] gdzieś dwa tunele,jeden na zachód a drugi na północ.wiedzielismy że ten na północ prowadzi do grobowca ,który był widoczny a znajdował się jakies 150 metrów od kościółka.
Nie odważylismy się pójść tym tunelem ,świecąc latarką w ten tunel czuliśmy się nie swojo,zatem wybralismy jednomyślnie ten drugi,o którym coś wcześniej słyszałem że może mieć od 1,5 kilometra -do trzech kilometrów-w stronę wioski za polami w ,której jest okazały pałac [zamek].Mówili o tym starsi ludzie że pałac ma powiązanie z tunelem do kosciółka w lesie,ale inni mówili że tunel idzie do następnego cmentarza,który był w odległości 1,5 km-postanowiliśmy to sprawdzić .Pałac jest rzeczywiście okazały i osobiście widziałem zamurowane wejście [w podziemiach] ,które niby miało prowadzic do kosciółka w lesie w którym właśnie byliśmy,-co ciekawe to to że wejście w pałacu było podobnych rozmiarów jak tunel do którego weszliśmy.Wiem że po wojnie w tych podziemiach żyły sobie szczury ,które po wielu próbach wypędzenia -same nieoczekiwanie sobie wywędrowały .
śiwy szedł pierwszy i miał latarkę ,Janek szedł za nim a ja ubezpieczałem tyły ,przyznam że szliśmy w milczeniu a ze strachu bylismy prawie zesrani tylko nikt z nas nie chciał się przyznać pierwszy .Mineliśmy pierwszy zakręt pod kątem 90 stopni ,było to dokładnie w strone wioski ,w której był pałac.W tunelu trzeba było iśc w pozycji uchylonej,ściany były z cegły posadzka równa z cegły [było sucho].
Latarka oświetlała tylko na kilkanaście metrów tunel,który zdawał się być w idealnej prostej.Nad nami skończył się zapewne obręb cmentarza ,byliśmy pod polem-[obiekt był w lesie -na skraju ].W pewnym momencie śiwy mówi łamiącą polszczyzną "tam ktoś stoi!!" staneliśmy jak wryci-patrzymy a przed nami w odległości jakieś dziesięć metrów stoi jakaś postać wygląda jakby w pelerynie -i wyrażnie się rusza ,ale nie zbiża się do nas i nie wydaje żadnego dżwięku,w tym momencie śiwemu tak zaczeły trząś sie ręce że wypadła latarka na posadzkę i zgasła !!!.Zaczoł się bieg w ciemności zpowrotem [ biegliśmy zdawało się wiecznośc całą],-ja byłem w dobrej sytuacji ,bo tak jak wcześniej byłem ostatni i często się ogladałem za plecy [prawie szedłem tyłem],tak teraz byłem pierwszy,,,-przy belce byłem pierwszy, szybko wspiołem się po niej i już byłem u góry -czując się bezpiecznie ,mimo że w czasie biegu poodzierałem sobie dłonie o ściany w ciemnym tunelu to i tak nie czułem bólu i byłem szczęśliwy!!,śiwy wspinał sie po jednej stronie belki a janek po drugiej,śiwy wyszedł ale Janek nie utrzymał się swymi trzęsącymi rękoma i spadł .Zaczeły się nieprzewidziane problemy bo Jankowi zaczeła wysiadać psychika -do tego stopnia że nie byl w stanie sam wyjśc po tej belce [tak krzyczał głośno]a ręce odmówiły posłuszeństwa ,że nie był w stanie chwycić się belki,wtedy ja i Janusz chwyciliśmy śiwego za nogi i wpuścilismy w otwór tak aby Janek podał swe ręce ,które złapał śiwy [Brat Janka].Po chwili Janek był juz z nami u góry-wszyscy trząśliśmy się a Janek był nadal w szoku.Wzieliśmy szybko rowery i się oddalilismy .Swieciło Słońce,szliśmy tak w milczeniu i martiliśmy się o stan Janka ,ale zaczeło przechodzić ,-po przejściu połowy drogi[ jakieś dwa i pól kilometra] do innej wioski zaczeliśmy [dopiero] rozmawiać miedzy sobą .
Po latach będąc w tej wiosce w której stoi pałac -dowiedziałem się że miejscowi nie chodzą w pobliże kościółka -bo TAM straszy!!!.
Znam z tej wioski tylko jednego człowieka ,który był też tam na dole -tylko poszedł do grobowca [sam!!!] ale my byliśmy przed nim jakieś dwa lata.
Dziś nie ma już kościółka ,bo został celowo zburzony, a miejscowi nawieżli tyle śmieci że już nawet nie widać w którym miejscu dokładnie stał -tyle gruzu zarośnietego dziś tam jest.Mając dwadzieścia kilka lat widząc zawalony kościółek postanowiłem ,[mimo wszystko ]wejśc do tunelu jeszcze raz ,ale z kumplem wybieralismy gruz kilka dni i nam sie odechciało -bo nie szło łopatą ,tylko wszystko ręcznie po kawałku cegieł .Próba kopania transzei ,by trafić na strop tunelu ,też się nie powiodła mimo że wykopalismy jakies dwadzieścia metrów rowu,w jeden dzień i trzeba było wszystko zasypać ,bo żółty piasek raził w lesie i było by widać z drogi na skraju lasu.Dziś wiem że otwór w posadzce został wybity przez niemców po wojnie około roku 1965, owi niemcy przyjechali na polowanie [tereny odzyskane] a w roku 1978 ktoś rozkopał kilka grobów ,które sie tam zachowały ,kiedy my tam byliśmy.
Miejscowi z tej wioski nie wiedzieli że pod kościółkiem jest cokolwiek .W roku 1978 miałem jeszcze raz spotkanie z duchem ,ale wtedy było znacznie gorzej ,omal nie padło mi na psychikę ,ale dzięki Bogu jakoś się pozbierałem.
|