Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Potrafie skontaktowac sie z demonami
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 10

Potrafie skontaktowac sie z demonami (bytami) mysloksztaltami osob zmarlych czy cholera wie jak to nawac.Moze to troche nierealnie brzmi ale istnieje 2 strona.Wpadlem na to calkiem przypadkowo.Zawsze watpilem w tego typu sprawy. Bylo to cemtarzu-"wyzwolilem-uruchomilem" to sile poprzez chodzenie po grobach,gdzie chcialem isc na skruty i tez robilem sobie jaja.Na cmentarzu lezy kolega-utopil sie w rzece tam gdzie mieszkam pare lat temu.....byla 11.00+/- w nocy byl ze mna kolega.Siedzialem kolo grobu kolegi nieboszczyka.Zgasly lampy oswietleniowe na cmentarzu gdzie wnioskowalismy ze to proboszcz parfi je wylaczyl i mysle do tej pory ze tak bylo-ale to nie wszytko......pojawil sie kot i zaczal mialczec.....zaczelo sie mowie koledze ze to znak bo to COS komunikuje sie tez za pomoca zwierzat. ale po cwili slysze jeczace wolajace wyjace glosy kobiet i meszczyzn w roznym wieku mysle sobie ze tylko ja to slysze chiwlowo cos takiego ale pytam kolegi czy cos slyszy i mowi ta sama relacje.W tedy juz wiedzialem ze to nie przelewki i jakies glupie zarty glosy nas otaczaly ze wszystki stron >>>bylem tak przerazony ze myslale ze mi sie za chwile zmysly pomieszaja !!!!!!! Mowie do kolegi spierdalajmy stad widzisz faktycznie cosc tu jest.Jak opuscilismy cmentarz biegiem to wyraznie czulem ze to COS znami jest nas otacza.Podejrzewam ze tego zjawiska moze dozanc-doswiatczyc kazdy smiertelnik - ale jest donie go potzrebny pewien "KLUCZ" nie chce mowic co natym forum jezeli jestes zainteresowany zbadaniem tego zjawiska to kontaktuj sie ze mna przez maila: 4media@pf.pl GSM 601-888-611 Pozdrwiawm

Ja bym nie chciała tego doświadczyć...

A ja bym chciał porozmwiać z Tobą na forum a nie przez telefon... Pozdrawiam:)

Kiedyś postąpiłem podobnie.Na odludziu,jesień,wiatr w gałęziach drzew i krzaków i ja sam w drodze,by poznać czy coś się dzieje nocą na cmętarzu.Wchodziłem dokładnie o godz 23:40,furtka swym skrzypieniem ,była przeciwko mnie.Nie było lamp lecz widziałem co mam[pod nogami].Zapaliłem świeczkę [mimo wiatru nie zgasła],-nie robiłem tej [wycieczki] dla dowcipu,lecz by sprawdzić czy coś się będzie działo.Wpatrywałem się między kolejne pomniki-czy coś się przemieści [nietypowego]w ciemnosci,nasłuchiwałem innych dżwięków [poza wiatrem].Moja [prowokacja] trwała do godziny 00:20.W czasie mej chęci i starań poznania ,nie było to wcale takie przyjemne [przyznam].Był [problem] przy wychodzeniu z cmentarza ,miałem uczucie że jest ktoś blisko ,jakoś się udało [wyszedłem za bramę],jakąś część drogi,może 100 metrów szedłem prawie tyłem,bo to coś wciąż [szło] za mną.Dopiero gdy doszedłem do pierwszych zabudowań ,poczułem ulgę.Dziś wiem że zwykły przypadek mógł mnie tam zaskoczyć a skutek mógł być tragiczny.Wiem że to nie o to chodzi,by w imię własnego doświadczenia lekkomyślnie narażać swe zdrowie psychiczne.Myślę również że Pan mnie oszczędził,wiedząc że nie przyszedłem tam dla dowcipu,lecz z pełną powagą dla miejsca w którym chciałem [poznać] coś nowego. Nigdy więcej taki pomysł nie przyjdzie mi do głowy,przynajmniej tak myślę,na dzień dzisiejszy.cze.

Hmm, skoro o cmentarzach gadamy to opowiem Wam co mi się przydarzyło... kiedyś, nie pamietam juz dokladnie kiedy to bylo wracalismy z grupka z plazy w PUCK'u, mijalismy cmentarz, była godzina 23-24 (dokladnie nie pamietam), no i wpadłem na genialny (jak sie potem okazalo nie dokladnie) pomysl zarobienia piwka... mianowicie zalozylem sie z kumpela ze ona nie przejdzie przez cmentarz (a byl to duzy cmentarz dla osob biednych, zapomnianych, bezdomnych tudziez samobójcow i innych nieszczesnikow)... ona przyjela zaklad pod warunkiem, ze ja przejde cmentarz pierwszy... wydawalo mi sie to pryszczem, bo w końcu co mogą mi zrobić umarli (podpowiadał umysł), no to ide.... wkroczylem na cmentarz, gdzieniegdzie paliły sie swieczki (nie znicze - do tej pory nie wiem czemu swieczki), gdy stracilem juz z pola widzenia znajomych czekajacych przy wejsciu na cmentarz - zaczelo sie... no tak, znam fizyke, nauke itp. coż mogą mi zrobic zmarli... heh prosto sie mowi, ale w momencie gdy jestes sam na ciemnym poniemieckim cmentarzu psychika daje znac o sobie... podnosi sie adrenalina, mozg kreuje dziwne wizje, gałęzie drzew przybierają postaci ludzi, szum lisci przypomina szepty, nawolywania... czaly czas towarzyszy ci kurewsko niemile uczucie, ze coś jest tuz tuz za tobą, ale boisz sie odwrócić, bo wiesz, ze to co możesz zobaczyć na pewno Ci sie nie spodoba... ale nie otym chce mowic... idę dalej, wtem wzmaga sie wiatr, slysze i czuje jak zrywa sie zimny wiatr, przechodza mnie ciarki, ale patrze na liscie i drzewa, a one sie nie poruszaja, stoja jakby wcale nie bylo wiatru... nie zastanawialem sie dlaczego tak jest tylko bardzo szybko zaprzestalem zwiedzania tego cmentarza... (a ochota na piwo dawno mi przeszła - zresztą ochota na wszystko mi przeszła)..... nie wiem, moze dla Was wydaje sie to smieszne, ale coś w cmentarzach jest co oddziałuje na naszą psychikę w sposób taki a nie inny... wiele razy bylem w nocy na cmentarzu, ale zawsze nie sam, raz bylem sam i chyba nigdy tego nie powtorze, cos mowi mi ze to nienajlepszy pomysl... nie mowie tu o cmentarzach oświetlonych, gdzie wszystko widac jak na dloni - tam nie ma strachu.... ale o starych cmentarzach z bardzo starymi grobami, grobami ustawionymi w nieladzie, z roslinnascią niepielęgnowaną od lat, o metalowych krzyzach i popękanych pomnikach... takie miejsce powinien w nocy odwiedzic kazdy, kto uwaza sie za kogos o mocnych nerwach.... ja mocne nerwy mam, ale to bylo dla mnie za duzo.... pozdrawiam Mell

Może trochę nie na temat, ale widzę, że pasjonujecie się "miejscami mocy". Niestety, to określenie dotyczy "miejsca" w sensie ogólnym, 4d, gdyż czasem to samo miejsce ale w innym czasie, nie ma juz takiej mocy. Ale oto moja opowieść, moje spostrzeżenia. Na północno zachodnim krańcu jeziora Święcajty (charakterystyczne miejsce - biała wieża ciśnień), na skarpie, znajduje się cmentarz żołnierzy niemieckich chyba jeszcze z pierwszej wojny światowej. Jest on rozplanowany następująco: koncentryczne kręgi wokół podwyższonego centrum, aleja główna na osi N-S, groby zwrócone "nogami" do wewnątrz, aleje wysadzane są sosnami. Już sam widok tych sosen wystarczy, żeby poczuć się dziwnie - no ale rosną na skarpie, więc smagane wiatrami mogły tak wyrosnąć. Niemniej, gdy pierwszy raz wszedłem na teren tego cmentarza, poczułem (niestety nie od razu, gdyz jako racjonalista, mój umysł bronił się przed tym wrażeniem), że świat "zewnętrzny" został jakby odcięty, odgrodzony. Nie czuło się najlżejszego podmuchu wiatru, dźwięki dochodziły jak zza grubej szyby, zresztą ogólne wrażenie było takie, jakby w całym Wszechświecie istniało TYLKO TO MIEJSCE, zaś co poza nim - nie wiadomo. Możecie mnie wysmiać, ale włosy dęba stanęły. Zjawisko trwało krótko, ale było potwierdzone wrażeniami osoby, z którą byłem - zresztą w tym samym momencie popatrzyliśmy się na siebie w popłochu i natychmiast porównaliśmy wrażenia. Niestety, rok później zjawisko nie wystapiło, choć poszedłem tam ponownie.

Przygody na cmentarzach jeszcze przedemną , nie omieszkam odwiedzić ciemnych, psychodelicznych miejsc, gdzie spadfa nienaturalnie temperatura. Miałem już kiedys taki kontakt z duchem , dane mi było z duchem rozmawiać przez drzwi, jednak oczekuje dalszych kontaktów z drugą stroną. Ciemność mnie obejmie..

Ja napiszę historię po trochu "rodzinną", która przydażyła się mojemu dziadkowi,nie wiem czy jest prawdziwa(chociaż zdaje się,że tak) i nie mam zamiaru tego nigdy sprawdzać :) Otóż pewnego letniego wieczora,około godziny 21-22 mój jeszcze wtedy młody dziadek wraz z grupką przyjaciół bawił się w okolicy żydowskiego cmentarza.Jak to każdy młody człowiek,wszyscy byli spragnieni wrażeń i adrenaliny, więc postanowili wejść na cmentarz i tam pobawić się w chowanego.Cmentarz był naprawdę duży,rosły ma nim wielkie,stare drzewa,ogólnie był zarośnięty i zaniedbany, a otaczał go dość wysoki i gruby mur.No więc zaczęli się bawić w chowanego,ale nie potrwało to długo,bo po prostu znudziła im sie zabawa.Wymyślili za to coś innego, zaczęli wywoływać duchy [no comment-wywoływać duchy na cmentarzu].Z początku myśleli,że nic to nie dało, więc zaczęli sobie zwiedzać cmentarz,oglądać nagrobki i głośno śmiać się z nazwisk ludzi,którzy tam leżeli.Zapuścili się dośc daleko,aż w końcu ściemniło się zupełnie.Zaczęli się bać [a kto by sie nie bał], zrobiło się zimno,zerwał się wiatr [to chyba znane "symptomy" zwiedzania nocą cmentarza] więc zaczęli w panice szukać bramy.Nagle z ciemnego, porośniętego bluszczem muru wyszła biała postać, najpierw jedna a potem druga i trzecia... THE END Do dzisiaj dziadkowi włos się jeży na głowie i opowiada to ze łzami w oczach.Chcociaż można sobie wyobrazić ile wtedy miał na sekund na setke... Znaleźli wyjście,ale ktoś z jego kolegów dostał jakiegoś ataku na chodniku przed cmentarzem :( Wrrrrrrrr

A świstak nie nie zawija , bo sreberka były kradzione....

he he he Winter :)
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 10
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.