Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Depresja, Regresing i inne takie
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 12

Myślę,że mam depresję - im bardziej się utwierdzam w tym fakcie tym bardziej nie potrafię zrozumieć dlaczego NIC NIE MA SENSU. Fakt pierszy - (na bazie moich realnych odczuć) - po jaką cholerę człowiek dąży do czegoś w życiu, męczy się najpierw w podstawówce, potem na studiach, potem w pracy itd - przecież i tak w konsekwencji umiera, każdy umrze czy tego chce czy nie chce. Po co chcemy być sławni, bogaci ( a nawet o zgrozo zabijamy dla pieniędzy!), chcey się tym wszystkim chełpić, pięknie wyglądać - i tak wszyscy skończymy tak samo - jako kupka zgnilizny. Fakt drugi - mogłoby się wydawać, że lepiej jest leżeć i nic nie robić ale to także jest bez sensu.To nudne..Boże jakie to nudne..dlaczego COŚ każe mi trwać w tej nudzie Fakt trzeci - i co z tego, że popełnię samobójstwo a) jeżeli nie ma niczego to przeraża mnie świadomość, że MNIE MOŻE NIE BYĆ b) jeżel istneieje nieśmiertelność to wydaje mi się t równie PRZERAŻAJĄCE. Żyć wiecznie?! czy to się nie nudzi? co można robić całą wieczność!? Ad. do faktu pierwszego - teraz powiecie mi,że dążymy do doskonałości, że jesteśmy tu bo mamy coś przerobić, przeżyć - dalej nie jest to dla mnie przekonujące. Skoro byłąm już częścią Boga i byłam doskonała to po co się odłączyłam żeby znów się wspinać po wyżynach. Czy byłam jakaś głupia? Czy ktoś jest w stanie jakoś sensownie mi to wytłumaczyć tak abym nie sięgała po Prozak (co z kolei wydaje mi się jeszcze bardziej głupie, bo po co sztucznie podtrzymywać sobie humor.śmiejąc się będe miała świadomość,że to nie wychodzi ode mnie tylko do tabletek) Czy rodzimy się naturalnie z chęcią dążenia do czegoś?Dążenia do szczęścia? Skąd u ludzi ostatnio tyle depresji i nerwic?Czemu nie mogę być wiecznie dzieckiem, które się nad tym nie zastanawia tylko DOŚWIADCZA.ja nie doświadczam ja ANALIZUJE cały czas. a to znaczy, że nie żyję TAK NAPRAWDĘ. Mówicie tu na forum czasem o jakimś Włodku - wlazałm kiedyś na Centrum Uzdrowień w poszukiwaniu pomocy... - CO TAM SIĘ DZIEJĘ nie ogarnęłam tego.Tamci ludzie nie żyją tu na ziemi. Oni żyją w ASTRALU. Ciągle o tym mówią, kogoś ratują, nie zajmują się własnym życiem tylko ratowaniem kogoś z czegoś. Do tego prześcigają się kto jaki ma kolor, na jakim jest poziomie i że dziś wyczyścił i odprowadził 1233 dusze. Maj gad....Boże to życie na tym polega? Nie wiedziałam...:/ jako ciekawostkę dodam jeszcze, że jakiś czas temu poddałam się Regresingowi LBL - jest to regresing do świata dusz. Chciałam za wszelko cenę( jak przez całe życie) udowodnić sobie,zobaczyć na własne oczy.Myślałam, że to będzie niejako film....podniosła chwila...coś w tym stylu. w skrócie opowiem co widziałam- choć dodam, że leżąc cały czas miałam myśli w stylu : przecież ja nic nie widzę,nie mam żanych obrazów, to coś opiszę to były migawki,przekazu nie dało sie całkowicie przełożyć na słowa, coś jak sen na jawie. pominę poprzednie wcielenie, bo było smutne - wiszę już nad umarłym ciałem, jestem połączona taką jakby nicią, nie mam nóg tylko taki odwłog jak duch Kacper, za mną stoi mój przewodnik ale okazuje się, ze to nie on tylko mój aktualny partner ( w tym życiu).Przytulamy się do siebie i jak spirala pędzimy na górę, zatrzymujemy się jakby na jakieś platformie - tuż ponad chmurami i tak "wisimy".Bardzo się cieszę, że jest przy mnie, realnie się popłakałam ze szczęścia.Chwilę tak jak sądzę oczyszczam się i pędzimy na górę. na górze wszystko jest jakby ze szkła, z kryształu, wszyscy są w odcieniach białych z lekkim niebieskim, ja także. podchodzi Rada Starszych (4 "osoby"),z brzegu udaje mi się tylko zobaczyć kobietę i starszego"dziadka".Pozostałych dwóch w ogóle nie widziałam, takie białe plamy na twarzy mieli, podchodziłam i przyglądałam się ale NIE DAŁO się ich zobaczyć, tak jakby nie chcieli żebym ich widziała. Kobieta z brzegu (czułąm jakby była to duchowa matka, przyjaciółka) oczami okazała mi współczucie co do poprzedniego wcielenia. Tak jakby przykro jej,że musiałam to przeżywać. Ważny wątek - na pytanie co mam życiu robić, zawodowo itd odpowiedź, że moim zadaniem jest wysyłać ludziom światło,prosto z serca mam wysyłać strumień i im pomagać, zobaczyłam jeszcze taki jakby kryształ ze skondensowaną energią i taki kryształ mam "dawać" ludziom ( to wszystko brzmiało nieco inaczej jako przekaz telepatyczny ale trudno to przełożyć na słowa) na pytanie - jak radzić sobie z empatią, którą mam i nie przejmować cudzych problemów odpowiedź: że mam się tymi uczuciami chwilę zaopiekować, zrobić z nich taką kulkę i wypuścić....:/ Następnie przeszłam do miejsca, w którym w świecie dusz się czymś zajmuje. Była to taka jakby oranżeria z kwiatami - moje miejsce, którym się opiekowałam. Oczywiście teraz sobie myślę - oranżeria?serio? czy to przypadkiem nie jest nudne zajęcie??! i jeszcze jedna ważna kwestia - wiem od cioci, która zajmuje się chanellingiem, że mój opiekun ma pewne imie.Chciałam go BARDZo zobaczyć w tym świecie dusz ale wiecie co- nie zobaczyłam. To tak jakby ta kobieta i mój obecny parner byli tym przewodnikiem, tak jakby to była ich energia.Czy to możliwe....?

aha jeszcze powiedziano mi,że mogę się jeszcze wcielać aczkolwiek już nie muszę.. może to jedna pozytywna wiadomość,bo poprzednie wcielenie to jakiś koszmar. Jeszczze zastanawia mnie jedno - od 8 lat walczyłam ze stanami lękowymi, atakami paniki, myślami samobójczymi, lękiem przed chorobą psychiczną.Jakoś nie umiem pojąć tego - skoro jestem nosicielem światła i mam pomagać to czemu przeżywam takie koszmary w tym życiu, czemu sama sobie nie umiem pomóc? Czemu kiedy mówie temu wszystiemu stop to to nie znika...

eej może by się wypowiedział ktoś Mądry w końcu żeby pomóc koleżance, która fiksuje:)

Wiesz ale chyba jakoś nie mam nastroju do analizy takich problemów. Problem zawsze istnieje w nas to my wartościując nadajemy znaczenie lub odejmujemy istotności sprawom. I akurat mi się nie chce wchodzić w takie stany a jakoś innych też brakuje do dyskusji. Na forum jest posucha personalna i profesjonalna. Może się ktoś odezwie ale ostatnio to nie wchodzi tu więcej jak z pięć osób do ośmiu nie koniecznie dyskusyjnych. Czekamy może ktoś kompetentny da wykładnię postępowania.

Witaj
emkaa:
że mogę się jeszcze wcielać aczkolwiek już nie muszę
Skoro tak powinnaś mieć duże pokłady wewnętrznego ciepła i to coś w środku więc te problemy o których piszesz są nie na miejscu wszechświat przez nas nazywany od wybuchu poszedł w jakimś kierunku w drodze rozwoju powstają skomplikowane formy życia będąc coraz doskonalszym nośnikiem świadomości, w zasadzie to końca- można powiedzieć- nie ma, bo może być cykliczne. Jedno wiem na pewno- nie koniecznie kierunek powrót był/jest celem, dla czegoś doskonałego każdy dzień niewiadomy to cud, każda inna osoba to jej kolejny dowód, ten świat może być lekarstwem na wieczność, ta powstała w grawitacji po wybuchu, coś co w naszym świecie trwa chwilkę a wewnątrz być może tworzy skomplikowane struktury i nośniki świadomości. Niesienie światła-gdyby nie one wśród wielu ludzi ten świat byłby brutalny, Boska świadomość zamknięta w niewiedzy i brutalnym cielsku, kochasz innych ja więc co możesz zrobić,.... potop nie zdał egzaminu...

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Generalnie to co "nas otacza" stara się żywić naszą energią z tych sił które teraz tu oczywiście dominują tak iż depresja jest tendencją ogólną dlatego mi nie chce się zastanawiać co będzie i kto zwycięży te rozgrywki. Co by nie było trzeba ciągnąć do przodu i takie trzeba mieć nastawienie. A stanów transcendentalnych nie mam i nie mogę się wypowiadać o czymś czego nie doświadczam.

Po głębokich analizach i przemyśleniach doszedłem do wniosku, że: chłopa Ci trzeba :))

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Głodnemu tylko chleb na myśli. Niewątpliwie we dwoje lepiej się znosi takie coś jak brak celu.

ale ja mam faceta,mam dziecko,w tej sferze nie brakuje mi niczego-choć od tygonia nie umiem sie cieszyc wlasnym dzieckiem,zaniedbuje wszystko... osiągnełam chyba największe dno w swoim życiu.. mam już lęk przed własnymi myślami nawet...one mnie zamęczą!

wiecie,czuje jakbym wszystko w co wierzyła runęlo, jakbyt to porzuciła i nastąpiła pustka i nie mam juz żanej teorii na życie, żadnego systemu wg którego mam żyć. Usilnie próbuje go sobie szybko stworzyć, ustalić że po śmierci będzie to i tak, że energa to jest to i tamto ale tak na prawdę NIE WIEM co to jest i pawdopodobnie nie dowiem się tego na w 3 wymiarze a myśl, że czegoś nie wiem albo,że nie wiem nic jest właśnie przerażająca. Jak można żyć w spokoju nie wiedząc co cie czeka...

emkaa:
Powiem ci tak, znam te uczucie może nie całkowicie, ale przynajmniej po części. Po chciałbym żeby ci w pełni odpowiedzieć, ale nie wiem czy zdołam:). Przez 2 ostatnie tygodnie też przeżywałem taki stan depresji, doszedłem do wniosku że życie już mnie nudzi, brakowało mi chęci do czegokolwiek, byłem zdystansowany do wszystkiego, tak jakby wyszło ze mnie życie. Wydaje mi się, że jest to następny poziom "doświadczenia", 7-8 lat chciałem opuścić ten świat tylko co by to zmieniło jedynie przybliżyło by mnie osobistego końca świata(zapytacie dlaczego?? nie znałem problemów globalnych, pojęcia piramidy itp. że życie jest inaczej skonstruowane niż wydaje się plebsowi, przejmowałem się duperelami dlaczego byłem zapracowany, zajęty, zainteresowany wieloma rzeczami a inny mi dopiekali a wszystko mieli w dupie). Emkaa, właściwie moim zdaniem nie myślisz źle "Nic nie ma sensu" bo tak faktycznie jest. Dlaczego my przeżywamy śmierć najukochańszej osoby, gdy jej zabójca jest zabrany po śmierci "do nieba" bo dla boga nasza istota rzeczy jest nie istotna. Teraz pomyślmy jeśli nie będziemy nic robić prawdopodobnie nikogo nie skrzywdzisz jedynie siebie, a jeśli będziemy coś robić w jakiś sposób chociaż jedna osoba w łąńcuchu będzie poszkodowana. Chciałem otworzyć biznes odnośnie markowych ciuchów, hmm... ale przecież bede nabijał "krwawą" kase bogaczom tego świata, przecież ludzie dzięki mnie bedą bardziej wyzyskiwani. Po co się dorabiać skoro i tak spłonie przez nadchodzącą wojne, koniec świata po co to robić, ale po co pracować kolejne 40 lat, szarpiąc się ze wstawaniem dzień w dzień o 5:30 rano, może jeszcze chwycić 2 etat zero wakacji, przyjemności, wolnego czasu. A teraz patrząc w sposób globalny ja pracuje, nie mam czasu sprzeciwić sie ustawie nasiennej. W końcu było by to ważniejsze co zjadam na co dzień ale dzieki tej głupiej pracy nie miałbym funduszy za które mógłbym kupić tej zdrowej czy zatrutej żywności. chyba i tak nie ogarnąłem całego problemu tym bardziej nie zawsze pełnej odpowiedzi, a z czego napisać tu płęte :) Nie wiem, to nie ma sensu. Chyba każdy odpowie sobie sam jeśli będzie oczywiście w stanie, sam chyba nie dam rady odpowiedzieć... pozdrawiam

emkaa:
ale ja mam faceta,mam dziecko,w tej sferze nie brakuje mi niczego
Chyba sama się oszukujesz. Najwyraźniej nie masz osoby, którą byś naprawdę kochała. Coś się w Tobie wypaliło.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 12
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.