|
|
"Nie było niczego: ani jasnych niebios
Ani niebios obszernego wątku w górze rozesłanego
Nie było śmierci - lecz było tam nieśmiertelne nic
Nie było podziału między dniem i nocą
Tylko Jeden oddychał samoistnie
I nic innego nie miało bytu
Ciemność tam była, a wszystko najpierw było zasłonięte
W mroku całkowicie - ocean bez światła
Zarodek, który jeszcze spoczywał pokryty łuską
Pękł pod żarem gorąca, w naturę się rozwijając "
Wstęp do Księgi Dzyan
Od razu, na wstępie chcę zaznaczyć, iż temat, który tutaj poruszam jest bardziej "kontrowersyjny" (jeśli można to tak ująć) niż zjawisko UFO. Tak naprawdę nigdy istnienia/prawdziwości opisanych tutaj zdarzeń i ksiąg oficjalnie nie potwierdzono, a wręcz niektórzy twierdzą, iż wszystko to zostało zmyślone (podobnie zresztą jak UFO ;) , ale wydaje się jeszcze bardziej nieprawdopodobne).
A istniały (istnieją?) podobno księgi, które zwierały odkrycia wyprzedzające swoją epokę o całe wieki lub wiedzę tak niebezpieczną, że musiały zostać zniszczone. O niektórych z nich otwarcie mówi się, że są dziełem pozaziemskich cywilizacji. Najstarszą "przeklętą księgą" są Strofy Dzyan. W myśl starohinduskiej tradycji zapisy te pochodzą z planety Wenus. Historia ich odkrycia związana jest z rosyjską jasnowidzącą - Heleną Bławatską, która po ucieczce z Rosji do Kairu żyła przez kilka lat z arabskim magiem. Od niego to dowiedziała się, ze pradawna hinduska Księga Stworzenia, o której mowa, znajduje się w jednym z tybetańskich klasztorów. Po śmierci Araba prorokini przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, gdzie zetknęła się kultem voodoo i wierzeniami mormońskimi. Podczas pobytu w Londynie spotkała Kouta Houmilala Singa - tajemniczego wizjonera. Jak na połowę XIX wieku jego wiedza była zaskakująca - w jednym z listów wspomniał o niebezpieczeństwach płynących z rozszczepienia atomu. W 1852 Bławatska udała się w podróż do Indii, gdzie właśnie, podobno, weszła w posiadanie Księgi. Od tego momentu zaczęły się jej kłopoty - na jej życie zaczęli dybać tajemniczy zamachowcy. Jednak udało się jej szczęśliwie dotrzeć do Europy. Wówczas opublikowała ona "Doktrynę tajemną", która zawiera rzekome tłumaczenia Strof oraz komentarze i wyjaśnienia do nich. Formułę Księgi można stosować do wszystkiego - zarówno di dziejów Ziemi jak i do całego Wszechświata. W pierwszej Strofie opisany został stan Jednej Wszystkości - Początek, prawieczny bezruch materii i idei. W drugie nadumysłowy stan różności. Natomiast trzecia ukazuje obraz budzącego się Wszechświata: Monady wynurzją się z Jedności - najwcześniejszej, najwyższej wykładni świata.
"Światło jest zimnym płomieniem, płomień jest ogniem, z ognia powstaje gorączka, która dostarcza wody: wody życia w Wielkiej Matce. "
W czwartej Strofie dokonuje się akt stworzenia 7 bogów - głównej energii Jedynego, emanacji kształtujących początki bytu, demiurgów-stwórców objawionych światów. Tak rodzi się prawo natury. Kolejna Strofa ukazuje przekształcenie Ziemi: z rozrzedzonej materii kosmicznej, przez wirujący wiatr ognisty, aż do stworzenia nebuli - rodni. W dwóch ostatnich następuje opis stworzenia świata i ewolucja człowieka. Księga Dzyan ma nieść wiedzę o wydarzeniach sprzed miliardów lat. Nie wiadomo w jaki sposób jej twórcy posiedli tę wiedzę - spisana na zabezpieczonych przed wodą, ogniem i czasem liściach palmy historia do dziś pozostaje wielką niewiadomą.
Po następną księgę musimy udać się do starożytnego Egiptu, gdzie, jak głosi tradycja i odnalezione dokumenty staroegipskie, w czasach przeddynastycznych powstała Księga Tota. Według wierzeń, została napisana przez istotę bardziej boską niż ludzką. Na wielu malowidłach i hieroglifach domniemany autor jest przedstawiany jako człowiek z głową świętego ptaka Egipcjan - ibisa. W ręku trzyma on piórko i paletę z atramentem używanym do pisania na papirusie. Podobno był wynalazcą pisma i służył jako sekretarz podczas zgromadzeń bogów. Często łączy się go z miastem Hermopolis i z podziemnymi rejonami starożytnego Egiptu, o których niestety prawie nic nie wiemy; utożsamiany jest także z greckim Hermesem. Pierwsze wzmianki o Księdze Tota pojawiają się na papirusie z Turis, który opisuje tajny, magiczny spisek przeciwko faraonowi i jego doradcom. Zamachowcy mieli posłużyć się przekłuwanymi figurkami woskowymi wyobrażającymi wrogów i właśnie wiedzę zawartą w Księdze. Fiasko zamachu pociągnęło za sobą okrutne represje - czterdziestu wysokich oficerów i sześć dam dworu poniosło śmierć; pozostałe osoby zamieszane w spisek popełniły samobójstwo. Natomiast księga ta, a właściwie jej kopia - została spalona. Dalsze losy jedynego ocalałego, oryginalnego egzemplarza są bardzo dziwne. Na krótko księga trafiła w ręce Ramzesa II, który przerażony zawartymi w niej informacjami nakazał natychmiast ją spalić... ale oryginału nie da się zniszczyć. Na około 3000 lat słuch o Księdze Tota zaginął, ciszę przerwało opublikowane w tak zwanej steli Matternicha (1826). Można na niej wyróżnić 300 bóstw, a wśród nich bogów planet krążących wokół innych gwiazd. Księga podobno dawała ogromną moc i władzę nad siłami przyrody. Podobno, wykorzystując zawarte w niej tajniki magii, uśmiercano ludzi. Podobno - bo nikt jej nie widział. W XV wieku zaczęła krążyć legenda, że jakieś tajne stowarzyszenie rozpowszechniło ją w postaci ogólnodostępnych kart, czyli dobrze znanego nam Tarota. Nic dziwnego, że każdy szrlatan mówił, że ją posiada. Z kolei taka deklaracja prowadziła do śmierci na stosie. Dlaczegóż Kościół tak surowo tępił nawet nieprawdopodobne wzmianki o starożytnej książce?
Ale przenieśmy się teraz w bliższe nam czasy - 25. maja 1581 roku nadwornemu angielskiemu astrologowi Johnowi Dee ukazał się nieczłowieczy byt i podarował mu czarne zwierciadło. Tak rozpoczęła się fascynująca historia języka enochańskiego i manuskryptu Voynicha. John Dee, niezwykle inteligentny i światły człowiek, spojrzał w lustro i nawiązał kontakt z nieziemskimi istotami. Rozmowy z nimi spisał w dziwnym, posiadającym własny alfabet i gramatykę języku enochańskim. Ten szesnastowieczny uczony oprócz podstaw teorii liczb, geometrii nieeuklidesowej (nie pytajcie mnie o co chodzi, bo się nie znam , ale podobno jest to ciekawe) opisał między innymi automatyzm maszyn i... zaklęcie niewidzialności.. Nie wiadomo w jaki sposób posiadł tę wiedzę, a właściwie - wiadomo, tylko trudno w to uwierzyć. Ostatnim właścicielem czarnego lustra, który okazał się doskonale wypolerowanym kawałkiem antracytu, jest British Museum. Przeprowadzone badania wykazały, że czarne lustro wyszlifowano za pomocą technik poznanych przez ludzi dopiero w XX wieku.
Na krótko przed śmiercią John Dee podarował cesarzowi Rudolfowi II pewien manuskrypt, który zawierał ponad 400 rysunków nieznanych naukowcom roślin, niewysokich kobiet oraz diagramy astronomiczne. Jednak największą zagadkę stanowi język, którą został on napisany. Księga przeleżała spokojnie na zakurzonych półkach ćwierć wieku, aż do 1912 roku, kiedy to kupił ją niemiecki bogaty kupiec - Wilfred Voynich. Wywiózł ją do Stanów Zjednoczonych poddano go badaniom. Po kilku latach wytężonej pracy stwierdzili oni, że... nic nie wiedzą, nie pomogły nawet udostępnione tajne archiwa Watykanu. Sprawa ucichła do 1919 roku, kiedy to manuskryptem zainteresował się profesor Newbold – słynny amerykański kryptolog i lingwista. Pod dwóch latach badań, na konferencji prasowej przekazał on swoje odkrycia - księgę miał napisać żyjący w XII wieku angielski astrolog i uczony - Roger Bacon, który przewidział powstanie mikroskopu, teleskopu, maszyn napędzanych silnikami. Newbold odkrył także, że Bacon poznał strukturę komórki o cały proces kształtowania się ludzkiego embrionu. Ten średniowieczny uczony opierał się podobno na nieodnalezionym dziele - biblijnej Księdze Salomona. Powiedział on kiedyś podobno: "Kto pisze o tajemnicach nie kryjąc tego przed pospólstwem, ten jest niebezpiecznym wariatem." Stworzył więc zaszyfrowany, odrębny język, który był niejako jego polisą na życie. Tylko w jaki sposób dokonał tylu odkryć? Po opublikowaniu wszystkich rewelacji, sposób rozszyfrowania tekstu został zakwestionowany – system amerykańskiego profesora nie funkcjonował w obydwie strony, bowiem nie dało się za jego pomocy nowych tekstów. Newbold zresztą zaczął się wycofywać ze swoich rewelacji. Powodem tego były groźby na jego życie przeprowadzone przez członków tajemniczej, bardzo potężnej sekty.
Przeklęte księgi istniały w zasadzie od zawsze. Zawierają one często wiedzę tak nieprawdopodobną, że aż nieludzką. Jest pewne, że obok falsyfikatów i zręcznych mistyfikacji, wiele z nich pochodzi od innych cywilizacji. W tych najstarszych zawarta jest wiedza pozwalająca nie tylko zrozumieć świat, ale i nauczyć się go kontrolować. Gdyby tylko udało się je odczytać... Tylko czy one istniały w rzeczywistości, czy tylko w umysłach ludzi?...
Ciekawy jestem Waszych opinii na ten temat.
Pozdrawiam :)
|