| wed212: |
| kto kocha świat fizyczny jest jeszcze raczkującą świadomością :) |
A jaką świadomością Ty jesteś? :)
Jesteś tu, ale nie kochasz tego świata? Twoja świadomość się z nim nie utożsamia? O to chodzi?
A to Twoja ostatnia tu wizyta? :) Nie kochasz tego i co z tego? Wolisz przeżyć życie/życia będąc "obrażonym"? :)
Ja tam to kocham, bo lepiej kochać niż nie kochać - lepiej się wtedy żyje :) Bolesna tu bywa nauka, ale jakże wartościowa; krótka i zabawić się można przy tym trochę :)
Nie jesteśmy tu za karę i nie róbmy z siebie męczenników Wed212. OK?
Ja mam całe mnóstwo niesamowitych, wielce korzystnych zbiegów okoliczności - jakby wszystko układało się samo w najoptymalniejszy sposób - kiedyś się temu wszystkiemu bardzo dziwiłem, ale przez całe lata tak często mi się takie rzeczy zdarzają, że przywykłem i już się nie dziwię - przyjmuję to po prostu z uśmiechem na ustach, bo to piękne :)
Często wychodzę z ciała, a raz nawet zbliżyłem się jakby do Źródła Miłości i zacząłem się w tym roztapiać, łączyć się z tym i tracić swoją świadomość - długo nie wytrzymałem tej ekstazy i jak zaczynałem czuć, że przestaję istnieć, to jednak dotarło do mnie, że mam tu jeszcze coś do zrobienia i przerwałem połączenie, mimo że to tak mocno mnie przyciągało.
Miałem też sen, w którym znalazłem się w czymś w rodzaju pałacu, w którym spotkałem się z kimś w rodzaju "Boga". Był z piękną kobietą i chciałem ją poderwać (tak już mam :)) Popatrzyła na mnie z pięknym uśmiechem, ale przekazała mi jednocześnie swoją wyższość i to, że jest z tamtym. A tamten (jakiś Bóg, czy co?) zapytał co tym razem mu przyniosłem - odpowiedziałem, że serce i wtedy on dał mi coś do ręki. Poczułem, że trzymam w dłoni coś wspaniałego - otworzyłem ją i ujrzałem jakiś klucz, a ten "Bóg" powiedział coś takiego: "wróć jak byś zatęsknił". I wtedy się obudziłem :)
Badał mnie jakiś spec psychotronik z "Fundacji Feniksa" i przy nim wyszedłem z ciała - skubany to jakoś zobaczył lub wyczuł :)
Później mi powiedział, że to prawdopodobnie moje ostatnie wcielenie - przynajmniej na Ziemi. Tak w ogóle to podobno jestem jakimś "wędrowcem".
Powiem Ci Wed212, że warunki są tu surowe, ludzie są małostkowi i życie sobie komplikują itp., ale jednocześnie mają duży potencjał i są uroczy, choć bardzo przewidywalni i łatwi do przejrzenia.
Jestem tu, bo jestem - taka potrzeba, coś poznaję, uczę się, mam misję itp., ale mimo niedogodności tego świata ma on w sobie coś takiego, że mogę nawet powiedzieć, że go kocham - kocham przyrodę (te cudowne wibracje, gdy otworzysz się np. w lesie w nocy :)), kocham ludzi, kocham to, że jest mi dane tego wszystkiego doświadczać - dziwne to, ale ma jakiś magnetyzm. I te przemiany - szybkie, mocne, dynamiczne - oj będzie się działo! :)
Zrozum to i pokochaj, bo inaczej świadczy to o tym, że jesteś raczkującą świadomością :))
Kochaj wszystko - różne światy, różne wymiary i nie stawiaj tego w opozycji, bo przyszłością ludzi jest stworzenie nowej jakości - połączenie tego wszystkiego w jak najoptymalniejszy sposób.
Tylko tyle, że nie należy całkowicie zatracać się w materii nie pamiętając o innych formach istnienia - jeśli to miałeś na myśli to OK :D
Na przyszłość rozpisz się trochę zamiast stosować uproszczenia i skróty myślowe.